Zamknięci w swoich małych, hobbystycznych gettach, nie zauważamy często tego, co dzieje się poza ich murami, czego wynikiem często jest to, że wyważamy, już raz otwarte drzwi. Na szczęście imprezy takie, jak minione w ostatni weekend „Pola Chwały”, pozwalają spotkać ludzi, którzy otwierają nam oczy na całkiem nowe możliwości i wspólne pola naszej działalności.
Na wspomnianej powyżej imprezie, jednym z gości był Henryk Głodek, modelarz sercem i umiejętnościami, a osobiście wspaniały kompan, gawędziarz i osoba niezwykle otwarta na poznawanie nowego. I to wszystko mogę powiedzieć po zaledwie dwudniowej znajomości i kilku przygodnych rozmowach. Przy jego stoisku zawsze kręciło się kilka osób, które podpytywały o techniki malarskie i modelarskie, zwabione wystawką z gotowymi dioramami, oraz warsztatem, na którym powstawał właśnie model czołgu. Poprzez miarowe buczenie agregatu napędzającego aerograf, słychać było spokojny głos Henryka, który tłumaczył jak używać tego niełatwego narzędzia, kiedy zachęceni przez niego obserwatorzy próbowali swych sił. A popróbować można było na kartce papieru, ale i na samym modelu! No, który z was pozwoliłby komuś dotknąć pędzelkiem malowaną przez siebie figurkę? Przyznam, że i ja się skusiłem, ale na efekty moich działań spuśćmy proszę zasłonę milczenia.
A później poszło już z górki. Dowiedziałem się jak robić błoto, jak używać suchych Inków, jak zasymulować odchodzącą farbę za pomocą chusteczki higienicznej, do czego służy Sidolux i co to jest x-31, oraz dlaczego warto go używać. Słuchałem z rosnącym podnieceniem. Na każde modelarskie wyzwanie Henryk miał jakiś „knif”, jak sam to nazywał. Często z pomocą przychodziły nieoczekiwane narzędzia, czy wręcz przedmioty codziennego użytku, a proste efekty zapewniały oczekiwany efekt.
Przyznam, że niekoniecznie pamiętam dokładnie wszystkie zasłyszane przepisy, ale już sama świadomość istnienia rozwiązań, a przede wszystkim ludzi, do których z problemem można się zgłosić, znacznie poprawiła mi samopoczucie.
Wkrótce na Bitewnym Zgiełku, mam nadzieję zaprezentować linki do miejsc gdzie można szukać modelarskich sekretów, może stworzę jakieś własne poradniki, zaproszę też was na pewno do galerii gotowych prac, które często zwalają z nóg. Najbliższy przegląd sieci, na pewno będzie poświęcony temu zagadnieniu.
Henryk, podczas jednej z naszych rozmów powiedział, że podoba mu się nasze (wargamerów) zaangażowanie w hobby, to ile pracy wkładamy w przygotowanie swoich armii, oraz to, że przy toczących się potyczkach nie widać agresji i kłótni, że jest to dla nas prawdziwa pasja. Cieszy mnie to, że nasze środowisko zrobiło na nim tak dobre wrażenie, bo z całą pewnością brać modelarska i graczy gier wojennych ma ze sobą sporo wspólnego i możemy się od siebie sporo nauczyć. Byle więcej takich spotkań na polskich konwentach gier, czego sobie i wam życzę.
Na wspomnianej powyżej imprezie, jednym z gości był Henryk Głodek, modelarz sercem i umiejętnościami, a osobiście wspaniały kompan, gawędziarz i osoba niezwykle otwarta na poznawanie nowego. I to wszystko mogę powiedzieć po zaledwie dwudniowej znajomości i kilku przygodnych rozmowach. Przy jego stoisku zawsze kręciło się kilka osób, które podpytywały o techniki malarskie i modelarskie, zwabione wystawką z gotowymi dioramami, oraz warsztatem, na którym powstawał właśnie model czołgu. Poprzez miarowe buczenie agregatu napędzającego aerograf, słychać było spokojny głos Henryka, który tłumaczył jak używać tego niełatwego narzędzia, kiedy zachęceni przez niego obserwatorzy próbowali swych sił. A popróbować można było na kartce papieru, ale i na samym modelu! No, który z was pozwoliłby komuś dotknąć pędzelkiem malowaną przez siebie figurkę? Przyznam, że i ja się skusiłem, ale na efekty moich działań spuśćmy proszę zasłonę milczenia.
A później poszło już z górki. Dowiedziałem się jak robić błoto, jak używać suchych Inków, jak zasymulować odchodzącą farbę za pomocą chusteczki higienicznej, do czego służy Sidolux i co to jest x-31, oraz dlaczego warto go używać. Słuchałem z rosnącym podnieceniem. Na każde modelarskie wyzwanie Henryk miał jakiś „knif”, jak sam to nazywał. Często z pomocą przychodziły nieoczekiwane narzędzia, czy wręcz przedmioty codziennego użytku, a proste efekty zapewniały oczekiwany efekt.
Przyznam, że niekoniecznie pamiętam dokładnie wszystkie zasłyszane przepisy, ale już sama świadomość istnienia rozwiązań, a przede wszystkim ludzi, do których z problemem można się zgłosić, znacznie poprawiła mi samopoczucie.
Wkrótce na Bitewnym Zgiełku, mam nadzieję zaprezentować linki do miejsc gdzie można szukać modelarskich sekretów, może stworzę jakieś własne poradniki, zaproszę też was na pewno do galerii gotowych prac, które często zwalają z nóg. Najbliższy przegląd sieci, na pewno będzie poświęcony temu zagadnieniu.
Henryk, podczas jednej z naszych rozmów powiedział, że podoba mu się nasze (wargamerów) zaangażowanie w hobby, to ile pracy wkładamy w przygotowanie swoich armii, oraz to, że przy toczących się potyczkach nie widać agresji i kłótni, że jest to dla nas prawdziwa pasja. Cieszy mnie to, że nasze środowisko zrobiło na nim tak dobre wrażenie, bo z całą pewnością brać modelarska i graczy gier wojennych ma ze sobą sporo wspólnego i możemy się od siebie sporo nauczyć. Byle więcej takich spotkań na polskich konwentach gier, czego sobie i wam życzę.






































