piątek, 27 lutego 2009

Krwisty piątek

Ze względu na drastyczne treści wpis ten przeznaczony jest tylko dla czytelników dorosłych.Prezentuję Wam najbardziej krwisty model, jaki stworzyłem. Figurka, którą widzicie, to Varghulf z armii Vampire Counts rozszarpujący imperialnego wojaka. Tak, tak, krwi jest za dużo, niemożliwe żeby to wszystko z niego wypłynęło. Zdaję sobie sprawę z przerysowania tej sytuacji, ale na to właśnie miałem ochotę.
Varghulf został pomalowany do wystawienia na Ebay i dlatego musiał być jak najbardziej efektowny. Staranne malowanie, konwersja oraz bogata w detale podstawka miały dać ten efekt. Muszę się pochwalić, że model ten już został sprzedany za blisko 100 funtów, więc chyba mogę uznać to za misję zakończoną sukcesem.
Co nieco o samej pracy. Podstawka jest głównie z korka, pokryta śniegiem mojej produkcji, dla ubarwienia dodałem kilka leżących elementów. Krew jest zrobiona z kleju na tej samej zasadzie jak tworzyłem „gluty” Nekronów, tutaj tylko wzmocniłem konstrukcję drucikiem. Malowanie głównie w brązach, od barw ziemistych Graveyard Earth, po cieplejsze odcienie jak Bestial Brown.
W zasadzie to tyle co chciałem napisać. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Dla zainteresowanych link do większych zdjęć.

czwartek, 26 lutego 2009

We will bury you

Kiedy zaczynałem pisać ten tekst pierwsze słowa, jakie mi przyszły do głowy to właśnie słowa Nikity Chruszczowa w ten sposób przetłumaczone na język angielski. Tymi słowami przekonywał o rychłym zwycięstwie gospodarczym komunizmu nad kapitalizmem. Wielu interpretowało te słowa, jako oficjalne potwierdzenie planów podboju zachodu, jednak to już inna historia.

Tak skończy każdy, kto spróbuje przeciwstawić się armii, którą chciałbym Wam przedstawić - armii Rusi Kijowskiej. Pogrzebiemy was! Oto armia do systemu DBA w 15mm. Sporo wody w Dnieprze musiało upłynąć, zanim skończyłem malować tą niemałą zgraję wojów. Historyk ze mnie słaby, a i pisarz nie najlepszy, więc napiszę tylko parę słów i nie będę Was zanudzał swoimi wypocinami.  

Odrobinka przeszłości

Rok 862 uznaje się za symboliczną datę powstania państwa ruskiego, kiedy to Ruryk przybył do Nowogrodu Wielkiego. Roku 882 Olek mądry, nowogrodzki książę, utworzył Wielkie Księstwo Kijowskie. Tak księstwo to trwało do roku 1169, kiedy to przekształcono je w Wielkie Księstwo Włodzimierskie. Koniec Rusi Kijowskiej nastąpił po najeździe mongolskim w 1240 roku. 

Elementy wojny

Figurki zostały zakupione w firmie Essex Miniatures. Armia składa się z 19 elementów. Według podręcznika, zawiera sporo elementów Sp, nieco mniej Bd, trochę LH i Ps oraz pojedynczy Cv. Armia spora, jednak niespecjalnie różnorodna bo więcej niż połowa elementów to Włócznie, dokładnie 11 elementów. Mój ulubiony skład zawiera Kawalerię jako generała, Harcowników oraz Lekką Kawalerię. Przeciwko niektórym armiom warto jednak wystawić Ostrza zamiast konnicy. Przy takim układzie armia mocno traci na mobilności, ale jest twardym, zwartym klockiem, ciężkim do rozbicia. 

Na kolorowo

Teraz troszkę o malowaniu i modelarstwie. Postanowiłem pomalować modele dosyć różnorodnie (ale bez przesady) i nadać im jednolity akcent w postaci takiej samej kolorystyki tarcz. Wybrałem żółty i niebieski, ponieważ były to kolory Rusi Kijowskiej, a obecnie przypisywane Ukrainie. Nie ma się o czym więcej rozpisywać, elementy pomalowane przeciętnie, ale starałem się żeby wyszło schludnie.
Bardzo ważną sprawą są u mnie odpowiednie podstawki. Zdecydowałem się zrobić dla tej armii grunt skalisty, zasypany śniegiem. Problematyczne stało się naklejanie odciętych od oryginalnych podstawek modeli, ale Kropelka czyni cuda. Jak to wszystko wyszło możecie ocenić ze zdjęć.  

Gadżety

Czym byłaby armia bez obozu? Postanowiłem zaopatrzyć się w profesjonalny obóz, również od „Essexa” w postaci łodzi z żaglem. Model bardzo wdzięczny do malowania. Po dołączeniu kilku figurek prezentuje się w polu bitewnym bardzo przyjemnie.

Kolejna sprawa to znacznik ZOC, czyli SKO, czyli znacznik Strefy Kontroli. Można by powiedzieć, że w tradycję naszego grona graczy weszło już tworzenie indywidualnych znaczników pod daną armię. Jest to element, który nie bierze bezpośrednio udziału w grze i nie ma znaczenia jak będzie wyglądał, ale ma znaczenie precyzyjny wymiar jego podstawy. Znacznik, który wykonałem dla armii Rusi przedstawia grupę mnichów z krzyżem prawosławnym w tle.

Na koniec dodam, że figurki Essexa są bardzo ładne, a samą armią gra się bardzo przyjemnie i daje sporo satysfakcji. Nie jest to najłatwiejsza armia do grania, jednak możliwość wymiany jednostek daje spore pole manewru. W zasadzie to wszystko, co chciałem powiedzieć/napisać o Rusi Kijowskiej. Mam nadzieję, że armia Wam się spodoba.

„Podczas odczytywania referatu „O kulcie jednostki i jego następstwach” na XX Zjeździe KPZR jeden z uczestników zjazdu krzyknął do Chruszczowa:
- Towarzyszu Chruszczow, dlaczego wtedy milczeliście?!
Zapytany zerwał się z miejsca i wrzasnął:
- Kto to powiedział?!
Odpowiedziała mu cisza. Chruszczow odczekał chwilę i już spokojniejszym tonem powiedział:
- Teraz już wiecie, towarzysze, dlaczego milczałem.”

Jakub Gowin













Operation: World War II


Jakiś czas temu zostałem poproszony o napisanie recenzji mojego ulubionego systemu z okresu II wojny światowej. Pierwszą myślą, jaka mi wtedy przeszła do głowy było: „Nic trudnego, przecież gram w to od 3 lat”. Niestety, po dłuższym zastanowieniu się wyszedł pewien problem - nie znam za dobrze żadnego innego zbioru zasad (moje spotkanie z innymi systemami z tego okresu ogranicza się do przejrzenia zasad od Main Panzer, Warhammera drugo wojennego i skrótu zasad od FOW i Blitzkrieg Komandera). Tak samym spróbuję uniknąć oceniania, a napiszę po prostu, co zawiera się w systemie.

Co to właściwie jest?

O:WWII napisał Włoch Massimo Torriani i do dnia dzisiejszego nosiło oprócz aktualnej, jeszcze dwie nazwy (Alzo Zero i Operation:Overlord ). Niegdyś zasady były sprzedawane przez firmę modelarską Italeri, aktualnie są dostępne do pobrania w Internecie, jednak mają wrócić do sprzedaż w najbliższym czasie.

Gra jest przeznaczona do figurek 20mm (1:72/76), dzięki czemu zebranie kompletnej grupy bojowej nie powinno stanowić problemu, nawet dla najmniej zamożnych graczy. Typowa armia w systemie to pluton piechoty wraz z wsparciem (czołgi, artyleria, moździerze … lotnictwo nie jest uwzględnione). Aktualnie dostępne są listy armii na lata od 42 do 45 roku, jednakże tworzenie własnych jednostek nie stanowi żadnych problemów. System skupia się na prowadzeniu grupy bojowej i nie skupia się nadmiernie na poszczególnych żołnierzach w drużynie.

Jak to działa?

Element losowy jest wprowadzany do gry przez kostki k10 i karty rozkazów. Te pierwsze służą do wykonywania wszelakich testów i nie są żadną niezwykłą rzeczą. Za to karty rozkazów, o ile się orientuje, są rozwiązaniem o wiele rzadziej spotykanym, więc poświecę jemu trochę więcej miejsca. Każdy z graczy otrzymuje talie 5 typów kart (ruch, szturm, ostrzał, zasadzka i ogień wspierający) o różnym priorytecie (Od 1-6 przy czym 6 jest najgorszym możliwym).Taką kartę przydziela się jakiejś jednostce w swojej fazie aktywacji. Wtedy przeciwnik może przydzielić swojej jednostce kartę z wyższym priorytetem i tak na zmianę. Na koniec fazy jednostki wykonują rozkazy i zaczyna się faza przeciwnika. I tak do końca tury.

Zasady systemu skupiają się właściwie na 6 stronach A4 tabel. Każda jednostka w grze jest zaklasyfikowana do jednej z kategorii (czołgi: ciężkie, średnie, lekkie, Samochody Pancerne, Half-tracki, ciężarówki, samochody osobowe, motocykle, artyleria i piechota). Klasa wpływa na odporność na ostrzał, sposób poruszania oraz widoczność w terenie. Każda jednostka posiada także własny zbiór charakterystyk, czyniących ją niepowtarzalną.

No więc jak to działa w praktyce? Dajmy na to przeciwnik na swojego T-34 zagrywa kartę szturmu z priorytetem 3. Deklaruje próbę rozjechania stanowiska Pak’a 40.Gracz niemiecki może wtedy zagrać kartę zasadzki z priorytetem 1 i zadeklarować podpuszczenie czołgu na odległość poniżej 10cm i ostrzelanie go. T-34 jest czołgiem średnim więc armata 75mm trafia go na 7+ .Pak 40 ma ponadto charakterystykę długa lufa i dostaje +1 do wyniku rzutu kostką, strzał z rozkazu zasadzki i ekstremalnie bliski zasięg daje kolejne +3. Na korzyść teciaka działa jedynie średni pancerz (nie mylić z klasą pojazdu, to jest charakterystyka i może być też przydzielona na przykład do samochodu pancernego), który odejmuje 1 od wyniku na kostce. Tym samym Pak w tej sytuacji trafia w czołg na 4+. Zakładając, że trafił, następny rzut wykonuje się na tabelę uszkodzeń. Na przykład przy wyniku 4 czołg traci kadłubowy KM, trzeba sprawdzić w tabeli ranienia 2 czołgistów oraz rzucić test opanowania załogi ( w tym przypadku wychodzi on na 5+), jeżeli nie zostaje on zdany załoga opuszcza pojazd.

Na koniec słów kilka…

Podsumowując system nie wydaj się trudny, jednak jest w miarę szczegółowy i daje dużo satysfakcji z rozgrywki. Przeciętna bitwa twa ok. 2h. Koszt zebrania armii nadającej się do grania może się zmieścić w 35zł, ale zazwyczaj kończy się w granicach 150-200 zł. Zachęcam wszystkich do grania, a przynajmniej ściągnięcia zasad, przecież to nic nie kosztuje!

O systemie w Polsce można podyskutować na: strategie.net.pl na forum poświęconym systemowi. Na forum znaleźć można wielu doświadczonych graczy (w tym mnie!), którzy działają bardzo aktywnie.

System można pobrać z http://alzozero.it/eng/   
Włoskie forum systemu: http://operationoverlord.forumfree.net/

Maciej Drążkiewicz

wtorek, 24 lutego 2009

Piechota krzyżowa

No i zaczęło się – ruszyła I krucjata, a wraz z nią, w pierwszym rzucie 2 elementy włóczni. Pozostała część armii to: 4 x Kn, 4 x Lh, 2 x Ps lub Bw. Przeważa odziane w kolczugi rycerstwo, więc powinno pójść całkiem szybko. Osiem figurek prezentuje się całkiem nieźle – kolorystykę uważam na tyle udaną, że mimo faktu, iż modele są identyczne, oddział cieszy oko. Jeśli chodzi o podstawki, to kolorystyka w 100% pokrywa się moimi pierwotnymi założeniami – ziemia w szarej spłowiałej tonacji, i wyschnięta trawa – o to chodziło. Należy jednak zauważyć, że w wypadku dość gęsto stojących modeli, nie było zbyt dużego pola do popisu. Więcej zabawy będzie, gdy wezmę się za jazdę – szczególnie lekką. Jeśli idzie o tarcze, to wzory pochodzą z tkaniny z Bayeux (co chyba wielkim przegięciem nie jest, powstała wszak ona w tym samym stuleciu, w którym rozpoczęła się I krucjata) oraz z… okładki książeczki Ospreya poświęconej bitwie pod Hastings – widnieje na niej figura przedstawiająca trzech wojowników z takimi tarczami – gdzie owa figura została odnaleziona i jakiej większej całości jest częścią – nie wiem.

niedziela, 22 lutego 2009

Okiem Cezara

W zasadzie to nie miało tak wyjść, że ja zaczynający swoją przygodę z wargamingiem pojawię się z blogiem na Bitewnym Zgiełku.  BZ czytałem przez kilka miesięcy po trafieniu nań w poszukiwaniu informacji o DBA, w życiu bym nie podejrzewał, że tsar tak szybo mi odpisze na mój nieśmiały email z garścią pytań. Więcej, w życiu bym nie podejrzewał, że zwiążę się ze zgiełkową załogą na dłużej jako jeden z autorów serwisu. Jakie życie potrafi być zaskakujące. Oto jestem ! Mój pierwszy blogowy wpis chciałbym zadedykować kolegom, którzy mnie wspierali i dopingowali do zagłębienia się w hobby. Chciałbym go również zadedykować tym wszystkim, którzy zaczynają dopiero przygodę z wargamingiem i trafiają na Bitewny Zgiełk. Prawie dokładnie rok temu skończyłem przygotowanie mojej armii do systemu DBA, jej zdjęcia ilustrują ten wpis. Aż się łezka w oku kręci jak przypomnę sobie ile trudu i czasu włożyłem osiągnąwszy mizerne efekty w postaci armii zachlapanej farbą.

W ubiegłym tygodniu skończyłem malować ostatni okręt do mojej floty do Battle Fleet Gothic, z dumą go Wam prezentuję w całej okazałości. Widać różnicę między pierwszymi modelami a tym? Przez ów rok przygotowałem armię do DBA w skali 15 mm, flotę do BFG, drużynę do Blood Bowla, i na dniach kończę malować ostatni oddział do armii do systemu Warmachine. Wszystkie te projekty miałem możliwość zaprezentować Czytelnikom na łamach BZ w formie artykułów, teraz dzięki blogowi postaram się na bieżąco dzielić własnymi doświadczeniami o odczuciami jakie ma taki początkujący żółtodziób jak ja, zapraszam więc do czytania moich myśli w nowym zgiełkowym blogu „Okiem Cezara”.

Tyle tytułem wstępu, Nieco szerzej o  moim świeżutko skończonym okręcie. Pancernik klasy Emperor to naprawdę spory model. Składanie go i przygotowanie do malowania zajęło mi całe popołudnie, a malowanie kolejne kilka godzin dnia następnego. Okręt kupiłem razem z resztą mojej floty, ale musiał on poczekać w suchym doku aż znajdę w końcu trochę więcej czasu. Przy składaniu całości bardzo trzeba uważać na symetrię bo nie wszystkie częśći idealnie do siebie pasują i trzeba się napiłować, przycinać i użyć odrobinę green stuff`u albo szpachli modelarskiej. Jako że to drugi w mojej flocie okręt przenoszący myśliwce i bombowce, postanowiłem go pomalować w takiej samej palecie jak krążownik klasy Mars, ale ciut inną techniką.

Praktycznie całe malowanie kadłuba to jeden wielki drajbrasz. Pierwszą warstwę codex grey nałożyłem ogromnym płaskim pędzlem przecierając solidnie cały model, kolejnym krokiem było zrobienie czarnego washa na całym modelu a potem znowu drajbrasz tym razem fortress grey. Następnie dwa rozjaśnienia najpierw szarym z białym a potem delikatnie samym białym i kadłub był gotowy. Wystarczyło położyć porządny czerwony oraz ładne metaliki i okręt gotowy. Wykonałem również pewną modyfikację otóż klapy tylnich sterów są inne niż te które widziałem na zdjęciach innych okrętów tej klasy. Na koniec klika uwag dotyczących budowy modelu. Niestety GW nie załącza instrukcji składania do pudełka z okrętem, więc warto sprawdzić jak ma on wyglądać w Internecie. Jest masę zdjęć w sieci na stronach poświeconych BFG, można na nich też podpatrzeć pomysły na malowanie, bo niektóre są naprawdę świetne. Cóż moi Drodzy, do następnego razu!

sobota, 21 lutego 2009

Powrót długich łodzi

W święta miałem trochę czasu, więc postanowiłem dokończyć coś, co zacząłem niejako na próbę na początku ubiegłych wakacji –a mianowicie pierwszy oddział wikingów do systemu Warmaster Ancients. Padło na hird, bo od początku było jasne, że będzie się go najszybciej malowało –wszak panowie ci składają się w dużej mierze z kolczug i toporów ;). Nie zmienia to faktu, że do pozostałych dwóch podstawek (pierwszą, jak już mówiłem zrobiłem w wakacje) nie mogłem się zabrać przez wiele miesięcy. Dobrnąłem jednak do końca i muszę powiedzieć, że sporo przyjemności dało mi malowanie tych 10-cio milimetrowych mikrusów –głównie ze względu na jakość wykonania modeli (Magister Militum). Warto dodać, że różnorodność jest tu naprawdę duża, o ile w hirdzie mamy cztery wzory (nie licząc chorążego i muzyka), o tyle bondi to aż dziewięć wzorów, nie wspominając już o chorążych, których naliczyłem chyba z pięciu. W gruncie rzeczy słabo się znam na tej skali, ale wydaje mi się, że to całkiem sporo…Oddziałów bondi mam na razie cztery  –to zaledwie (sic!) 120 figurek. Zaledwie, bo owe 4 oddziały to według rozpiski niezbędne minimum, a są jeszcze łucznicy, piechota typu „skirmish” oraz berserkerzy. Spodziewam się, że prawdziwa jazda zacznie się gdy trzeba będzie owych bondi pomalować –wspomniana duża różnorodność i brak łatwych do pomalowania kolczug na pewno nie przyspieszą pracy. Na początek planowałem armię o wartości 500 pkt. (hird i 4 x bondi to 275 pkt.), ale zdaję sobie sprawę, że w tym systemie to tyle, co kot napłakał. Hird, to była jednak tylko przymiarka –na razie trzeba odłożyć wikingów na bok i zająć się sezonową armią do DBA –pierwszym dwóm elementom (2x4 Sp) zostały do zrobienia już tylko podstawki.

Elle est la plus belle

Będąc ostatnio w permanentnym parterze, który to stan zaowocował odcinaniem się od niemal wszystkiego, wróciłem do pewnej książki, którą kupiłem jeszcze w czasach szkoły średniej. O ile dobrze pamiętam, to znalazłem ją w księgarni nad Bałtykiem. Byłem wtedy nastolatkiem; od lat pochłaniała mnie ogólnie pojęta marynistyka. Kartonowe i plastikowe modele okrętów, kilogramy książek tematycznych. Na owe czasu pozycja, o której piszę, była dla mnie rarytasem. Mowa o książce “Pancerniki II wojny światowej”. Będąc wieloletnim pasjonatem okrętów tego okresu, miałem (i mam do dzisiaj) dość mocno wyrobione zdanie na temat różnych klas, konstrukcji i znajdowania wśród nich osobistych faworytów. Przykładem może być polski niszczyciel “Grom” czy brytyjski liniowiec “Rodney”. Kiedy kupiłem omawianą wcześniej książkę i zajrzałem do kapitalnych i nie znanych wcześniej zdjęć, od razu przepadłem z kretesem z powodu pewnej piękności. Anglicy mówią na okręt w rodzaju żeńskim - ‘she’. I, do licha, mają świętą rację! Do tego zjawiska porównać można jedynie Afrodytę z morskiej (sic!) piany. O jej kształtach pisać tylko wiersze, piać peany, zabijać się z pasji. A co ja zrobiłem? Zapragnąłem mieć jej podobiznę w domu, podjąć trud zmaterializowania jej pełnej świetności mierną imitacją, będącą efektem pracy moich podłych rąk. Czy starczy mi odwagi? Czy wyzwanie mnie nie przerośnie? Qui vivra verra. Elle est la plus belle…

poniedziałek, 2 lutego 2009

Sen zimowy

Porównując styczeń 2009 do ubiegłorocznego (kiedy to pomalowałem kompletną armię do DBA), określenie ‘sen zimowy’ jest chyba bardziej, niż trafione. Czytam też swój ostatni wpis blogowy - łabędzi śpiew? Ano, coś w tym guście. Ostatnie kilka tygodni to kompletny rozbrat z bitewnym hobby. I żadnych widoków na przyszłość.
Zdjęcie, które publikuje, przedstawia figurkę o tytule’ Szeperd to czy baran?”. To taki prezent od starego kumpla, którego tu dawno nie było. Podwójnie miły, bo wiem, że u niego podobnie z malowaniem czy graniem. Tym bardziej mi miło, że wypuścił coś spod ręki, a w dodatku pofatygował się na pocztę, w celu wysłania rzeczonej scenki rodzajowej. Dzięki! Ten mały performance całkiem ujmujący - przypomina stare lata, uświadamia upływ czasu i takie tam. No i tyle na dzisiaj. Nie piszę ‘do usłyszenia wkrótce’, bo po co 'łeż' uprawiać. Blog, farby i figurki wtapiają się powoli w wystrój szafki i czeka je spora warstwa kurzu. Pora zagonić trzódkę do zagrody. Dobrej nocy.

niedziela, 1 lutego 2009

5 minut

Trzeba by w końcu odświeżyć blog i znów podzielić się z Wami - czytelnikami Bitewnego Zgiełku - radością twórczej pasji, oraz jej efektów. Nie będę wiele pisał, bo czas ciągle mnie pogania, a kolejne zadania, czy to na uczelni, czy to w pracy odsuwają hobby na bok, czasem wpędzając w refleksję, nad tym, czy warto już i aż tak dużo czasu poświęcać tylko na pracę? W każdym razie postanowiłem znaleźć 5 minut czasu na napisanie tego wpisu, założony czas ucieka, więc przejdę do meritum. Otóż, chciałem się podzielić pierwszym większym sukcesem na polu konwersji, może nawet po części figurkowego rzeźbiarstwa: poniżej widzicie wymodelowaną w dużej mierze przeze mnie scenę, która stanie się elementem braci obozowej w armii średniowiecznych Prusów (dla tych którzy śledzą blog: tych z drzewkami na podstawkach). Scena ma być (dość sztampowym, w sumie) obrazem "błogosławieństwa wojownika". Szukając materiałów na temat Prusów, znalazłem wzmiankę o szamanach-kapłanach, którzy mieli odprawiać pochówki zmarłych, a którzy podczas pogrzebów wpadali w trans i patrząc w niebo przedstawiali zebranym bliskim zmarłego wizję jego tryumfalnego wejścia w dziedzinę bogów (do krainy wiecznych łowów, nieba, jak kto tam to nazywa). W sumie niewiele wiadomo więcej na ich temat, poza tym, że ponoć tryumf opisywali bardzo doniosłym głosem, krzycząc niemalże. Z tej wizji i z posiadania jednej figurki zrodził się pomysł zrobienia kapłana patrzącego w niebo i przepowiadającego rychłe zwycięstwo wojownikowi, który z pokorą i wiarą przyjmuje słowa kapłana. Czy takie zdarzenia mogły mieć miejsce? Czy kapłani zajmujący się pochówkami mogli błogosławić wojowników? Czy pokazana scena nie jest za bardzo "standardowa", "amerykańska", "sztampowa" ? Tego nie wiem, mogę tylko liczyć na Wasze komentarze. Wiem natomiast, że modelowanie tej scenki, które miało miejsce w czasie świątecznego odpoczynku przyniosło mi wiele satysfakcji i zabawy. Mimo że zabrało to tyle czasu, że nie zostało go już na dokończenie armii Prusów, nie żałuję. Podjąłem wyzwanie (przez siebie i własna wyobraźnie rzucone), świetnie się bawiłem, a efekty pozostawiam wam do oceny.

PS. Do zakończenia armii Prusów pozostało: modelowanie jednego obozu, malowanie jednego elementu ciurów obozowych, jednego elementu warbandy, oraz podstawkowanie dwóch elementów kawalerii.

RSS FeedRSS