Kilka miesięcy temu pokazywałem na blogu dziesiątkę łuczników HE ze zmienionymi podstawkami. Pisałem wówczas, że ich wymianą zajmuje się ktoś, kto ma w tym czarny pas. Pierwotnie bowiem taki był zamysł, że ów masta, w wolnych chwilach i bez pośpiechu, wymieni mi całą armię. Na szczęście jednak dla współczesnych i potomnych Gobos zajął się czymś o niebo ambitniejszym, czego efekty można podziwiać choćby i na jego blogu. Cóż miałem zrobić, sam się za to wziąłem. Nie powiem, że z ochotą czy przekonaniem, bo jak zwykle czasu mało, inne rzeczy bardziej palące czy interesujące. Jednak gdzieś po kątach i po parę minut na dzień zdjąłem najpierw całą dwudziestkę włóczników ze starych podstawek (niszcząc nieodwracalnie raptem ze dwie czy trzy), następnie zeskrobałem z tychże starą zieleninę, przykleiłem korek, pomalowałem, nakleiłem figurki by w końcu dodać czerwony krzaczek. Oczywiście nie obyło się bez pewnych ’nerwacji’ - czerwone krzaczki, wykonane z malowanej (powlekanej) gumy, nie są specjalne przyjazne w obróbce, szczególnie zaś przegrywają z klejem typu‘kropelka’ (wiem, ostatnio się zepsułem zakupem barwionej gąbki, która jest o niebo lepsza, jeśli chodzi o przyklejanie). W końcu przy czwartej chyba figurce, zamiast mozolnie oddzielać poszczególne gałązki i próbować jakoś wkleić między otwory w korku, zacząłem zwijać w palcach co większą kępkę tak, aby zmieniła się w kulkę. Następnie dociskałem takie coś do kleju i zostawiałem. Chyba się udało - po pierwsze kulka nie odpada po przyklejeniu, po drugie rozwija się po kilku chwilach w całkiem bujny krzaczek. Niestety widać to lepiej w drugim czy trzecim rzędzie. Inna refleksja (oczywiście poza tą, że trzeba było wysilić mózgownicę przy robieniu podstawek za pierwszym razem), jaka mi towarzyszyła, dotyczyła tego, że jednostki piechoty typu rank-and-file, warto kleić na zbiorczych podstawkach - przynajmniej dwa rzędy. Stąd pomysł jest taki, że przy pozostałych czterech klockach piechoty właśnie tak zrobię. W zamierzeniu ma to usprawnić transport i skrócić czas przygotowania do bitwy. Tak czy inaczej pierwsze podstawkowe koty za płoty więc. Efekt nagradza wysiłek. Choć do wymiany jeszcze grubo ponad setka, przyjmując jeden oddział na miesiąc powinienem skończyć ten podstawkowy lifting w ciągu roku. Obiecałem sobie także z tej okazji, że w tym roku wybiorę się na lokalne mistrzostwa w WFB i całą armię, jaką na zabiorę, pokażę już na zmienionych podstawkach. Co więcej, nie obyło się bez drobnego urozmaicenia. Nie tylko sztandar dostał czerwony kolor (wcześniej przypomniał raczej deskę zamiast szmaty) ale również pierwszy rząd wzbogacił się o nową figurkę. Skąd ją mam? Ponoć trudno je obecnie dostać na rynku. Dlatego zrezygnowałem z pierwotnego pomysłu szukania po aukcjach i pytania po ludziach. Po prostu odkleiłem jednego załoganta z mojego rydwanu. To był impuls. I nie żałuję, bo jednocześnie stało się to przyczyną. Przyczyną, która ma spowodować pewien skutek. O tym jednak innym razem.














