Nie spodziewałem się, ale tu znowu ja. Także zapraszam, do kolejnej
opowieści z cyklu męskie rozmowy. Takie o życiu i śmierci, a rano
Balbina zrobi jajecznicę.
Dawno, dawno, dawno temu za czasów starej
wesołej Anglii... pewnego wiosennego wieczora, tak pięknego jak ona, ta
która śniła mu się co noc. Tak jak wtedy, jak kiedy, gdy byli tam, bo
nie mogli być tu:
- Cześć, mała. Wskoczmy na motor miłości i zróbmy to, o czym myślisz, ale boisz się powiedzieć.
- Kazek łap za widły, to łogrrrr!
- Niet problema! Sam wyjdę.
I
tak było zawsze i tak było wszędzie, Kajkosz nigdy nie miał łatwo.
Gdziekolwiek się nie pojawił wzbudzał tylko negatywne emocje i był
powodem wielu sporów, rozwodów i przedwczesnych porodów. Łamał kobietom
serca, a mężczyznom karki, albo tylko to drugie, a o tym pierwszym tylko
śnił. Boski niczym posąg Dawida. Nieosiągalny niczym Góra Przeznaczenia.
Nieźle się rusza. Nie oddycha, a żyje. Nie pragnie, a wciąż pije. Oto
cały Kajkosz i jego życiowe motto: "W życiu liczą się nie tylko mięśnie.
Ważny jest również fryz!"
Sielanka jego nędznego życia trwała bardzo długo, ale cel podroży
był jeden. Kajkosz pragną znaleźć robotę i ustatkować się wreszcie. Tego
dnia i o tej godzinie i tej cudownej wiosny idąc od wioski do wioski
Kajkosz dotarł wreszcie na obrzeża Mordheim, a tam spotkał pewną drobną
istotę z dużym plecakiem i lśniącą pałą.
- Dzień dobry Maleńka! Powiedział ogr.
- Dzień dobry, paskudny, śmierdzący, zawszony ogórze! Odrzekła uprzejmie.
- Dokąd to zmierzasz tak rano?
- Na kręgle... no dobra do babuni.
- Co niesiesz pod fartuszkiem?
- Ooo, chyba mnie polubił, pomyślała. Nie szukasz dobrze płatnej roboty?
- Co masz na myśli?
- No wiesz, mordowanie, nagie modelki, złoto, nagie modelki.
- Wchodzę w to!
No cóż jakoś poszło. Mieć na usługach ogra to spory rarytas, czas więc ruszać w drogę pomyślała.
- Ahoj przygodo!
- Ale nie umrę tam z głodu? Bo będę musiał zjeść swój pasek, a wtedy spadną mi spodnie.
- Czy nie głupszy jest ten, kto idzie za głupim. Mruknęła pod nosem wzdychając głęboko...
Dzisiaj
prezentuje Ogra ochroniarza, czyli jednego z wielu najemników
dostępnych dla mojej bandy. Niezbyt bystry, nie za tani, ale reguła jest
prosta. Jeśli możesz nająć ogra, to zrób to. Idąc za tą wymyślną i
głęboko przemyślaną filozofią nie mogłem się nie skusić;) Konwersji
brak, nie licząc fryzu. Malowanie jak widać, czekam na Wasze opinię.
Dodam też, że odwiedzając wczoraj centrum Krakowa nawiedziłem Sklep
Rycerski na Szpitalnej. A tam pradawny figurkowy komis, pamiętający jeszcze
Szeherezadę. Zawiodłem się niestety, bo z wyborem szału nie było.
Podejrzewam, że od dawna nie działa, została masa plastików i
badziewnych modeli, a w tym tylko pojedyncze perełki. W moje ręce wpadły
dwa oldschool`owe modele pamiętające lata dziewięćdziesiąte. Będzie
kolejny najemnik i być może pierwszy stronnik.
Mam wciąż dwa plastikowe ogry i chętnie wymienię za cokolwiek ludzkiego
co być może zalega w waszych szufladach. No nie dajcie się prosić;)