Ta historia oparta jest na faktach.
Wpadające przez okno promienie słońca zbudziły Arfiniona z dziwnego snu. Powoli otworzył zmęczone powieki. Nie pamiętał za bardzo co działo się zeszłej nocy, przynajmniej do czasu aż spróbował się podnieść. Ból omal nie rozsadził głowy, świat zawirował, żołądek zaczął protestować... 'Taaaak', pomyślał, 'a mówili przed wyjazdem żeby nie pić Tileańskiej wódki z Kislewczykami, psiakość'. Powoli wytoczył się z namiotu. Na drewnianej ławce siedział zapatrzony w dal Istarion - jego najlepszy przyjaciel z I Pułku Inżynierskiego Ulthuanu. Obaj wysłużyli jako artylerzyści ponad 30 lat, brali udział w 5 bitwach, położyli trupem setki przeciwników. Teraz Istarion wyglądał jakby połknął i wypluł go ogr. Śnieżnobiałe niegdyś szaty były umazane czymś, czemu lepiej było się nie przyglądać z bliska. Tępym wzrokiem wpatrywał się w dal uśmiechając się jak niespełna rozumu błazen.
- Co..., co się wczoraj działo? Gdzie my byliśmy? - zapytał przyjaciela Arfinion.
- No jak to co? Impreza była, tego, integracyjna. Nie pamiętasz?
- Coś tam pamiętam... -
dalszą myśl przerwał wytaczający się z namiotu obok ogr. Ogr beknął głośno.
- Siema, Chopy!
- Cześć Bert! - odpowiedzieli chórem
Bert odwrócił się w stronę pobliskiego drzewka dając upust potrzebie matki natury.
- Kim właściwie jest Bert? - zapytał cicho Arfinion.
- Nie wiem, myślałem, ze to Twój kumpel - odpowiedział.
Bert zapiął spodnie, beknął przeciągle jeszcze raz i ruszył do namiotu.
- Czołem, Chopy!
- Czołem... - powtórzyli niepewnie.
Przez chwilę siedzieli na ławce, każdy pogrążony w swoich myślach, próbując przypomnieć sobie co działo się zeszłej nocy. Sielankę tych rozmyślań przerwał wnerwiony głos dowódcy.
- Arfinion, Istarion! Na Khaina, gdzieście się podziewali! I gdzie są wszystkie bełty do Boltthrowerów, które przygotowaliśmy na pokazy!? - Oficer łypnął okiem, oceniając stan żołnierzy pośpiesznie zrywających się z ławki i próbujących wyglądać profesjonalnie. Istarion salutując omal nie wybił sobie oka.
- Jesteście najgorszymi podkomendnymi jakich miałem! Jeśli bełty się nie znajdą do południa, czeka was sąd wojskowy! Zrozumiano!? - W czasie tyrady Istarion nerwowo szturchał przyjaciela próbując mu coś pokazać. Oczy Arfiniona omal nie wyszły z orbit, gdy zobaczył, że wszystkie bełty wbite są w najwyższą sosnę w okolicy, od korzeni do czubka. Najwyraźniej urządzili wczoraj pokaz przedpremierowy dla swoich nowych kolegów Kislewczyków.
- Co sie tak gapicie?!
- Aaaa nic, Bretońska czarodziejka na jednorożcu... - wypalił Arfinion.
- ŻE CO? Jaja sobie ze mnie robicie!? - Macie godzinę żeby tu posprzątać i dostarczyć bełty, zrozumiano! I umyjcie się!
Oficer odwrócił sie na pięcie nie czekając na niezdarne saluty skacowanych podkomendnych.
- Co my teraz zrobimy? - zapytał poddenerwowany Arfinion.
- Spoko, mam żelazny zapas zostawiony przy naszym Boltthrowerze, wystarczy że tam pójdziemy i sprawa z głowy.
- Ufff, OK - uspokoił się Arfinion.
Droga na druga stronę wzniesieni, gdzie zostawili swoją maszynę wojenną upłynęła na układaniu planu najbliższej godziny.
- To tak, pójdziemy po bełty - wyliczał Arfinion - następnie znajdziemy jakąś studnię, umyjemy się, przebierzemy, nikt nie będzie pamiętał co się dział, zachowamy robotę i głowy...
Pusta polana nie wyglądała obiecująco.
- Gdzie mój boltthrower? - zapytał sam siebie zdezorientowany Arfinion.
- Stary, gdzie twój boltthrower? - powtórzył pytanie Istarion nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.
***
After a night they can't remember, comes a day they will never forget
Oldones Cinema presents:
Where is my Boltthrower, Dude?
the most epic comedy of all times
coming soon