wtorek, 29 listopada 2011

Nieostry patyk

Coś nie mogę sobie poradzić z ustawieniami aparatu. Trochę mnie to frustruje. Wstawiłem dzisiaj miniaturkę między białe ścianki, ustawiłem dwie lampki i nic. Zdjęcia wychodzą zbyt ciemne i, pomimo funkcji makro, mocno nieostre. Co ciekawe - strzeliłem z głupa fotkę na tle biurka i farb i wyszła dużo bardziej wyraźna. Nie mogę rozgryźć problemu. Przecież nie tak dawno robiłem zdjęcia do Tytanów i jestem z nich całkiem zadowolony. No nic, wkrótce, mam nadzieję, spotkam się z Autorytetem w tej kwestii i poproszę o wsparcie.


Na zdjęciu patyk. Dzisiaj na chwilę, kontynuując czyszczenie ostatnich zapasów, pomazałem sztandarowego armii do HE. Jest to druga figura z plastikowego zestawu bohaterów z Ulthuanu - pierwszą był niedawno prezentowany bohater konny. Kolory to jakże stary i ograny biało-niebieski schemat. Oj dawno nie malowałem większych powierzchni białą farbą! Więc jeszcze raz - dzisiaj patyk, jutro już być może pokażę brakującą szmatę.

sobota, 26 listopada 2011

Spieszony jeździec

Skończone. Cała przygoda z Theodorem Bruckner’em doczekała się finiszu. Modele te dosyć długo leżały i kurzyły się na półce zanim się za nie zabrałem. Kolejna zaległość odfajkowana, co mnie niezwykle cieszy, bo przede mną nadal długa droga.
Od ostatniej odsłony Theodor zmienił się tylko o wykończoną podstawkę. Do modelu dołączona była podstawka 25x25mm, ja natomiast ustawiłem go na klasycznej dla ludzi w WFB podstawce 20x20mm. To było troszkę problematyczne, ponieważ Theodor chodzi jak John Wayne szeroko rozstawiając nogi. Musiałem więc na podstawkę przykleić sporych rozmiarów skałę i w dodatku ustawić chłopa po przekątnej, ale jakoś się zmieścił. Nie wiem co ma autor z Forge Worlda na myśli dając taką podstawkę człekowi. Przypominam, że Forge World jest mocno powiązany z Games Workshop, więc powinien tworzyć bardziej grywalne modele.
Co znajduje się na bazie sami widzicie, moje klasyczne wykończenie. Skała, trawki, czaszki, liście, kamyki. Zacząłem się nawet zastanawiać czy nie poszaleć z czymś innym. Z jednej strony podobają mi się te podstawki i uważam je za dosyć atrakcyjne dla odbiorcy, ale z drugiej strony część mnie domaga się więcej unikalnych prac. No zobaczymy. Mam nadzieję, że skończona podstawka się Wam podoba.

While stocks last

W moim przypadku tytuł to nie tania promocja. Maluję po prostu to, co zostało w szufladzie z figurkami. A że zostało niewiele i dość znajomo, dzisiaj kolejny HE - tym razem chorąży z regimentu Lothern Seaguard. Mam całą dwudziestkę tych plastikowych figur (wydane przy okazji Isle of Blood, jeśli ktoś jeszcze nie wie). Wzory są faktycznie niezłe, regiment powinien się nieźle prezentować po pomalowaniu całego klocka.

Swego czasu złożyłem i dałem podkład na CG. Na chorążym przetestowałem zamierzoną kolorystykę i technikę dla całej paczki. Nie zamierzam się bowiem specjalnie na tym tematem rozwodzić. Skoro zdarzało mi się w jedno czy dwa posiedzenia pomalować cały regiment, to czemu nie miałbym i tego zrobić w końcu w stosunku do moich miniatur. Dlatego gwardziści zostaną potraktowani kombinacją malowania tuszami i przecierką. W kolorach dostrzec można echo poprzedniego oddziału Gwardii Morskiej, jaki miałem. Pozostaje mi skleić resztę regimentu i pomalować. Ma być TT i będzie.


P.S.
Cholera, znowu coś schrzaniłem w aparacie...

Dziś premiera!

Za kilka godzin, na Targach Książki Historycznej, będzie miała miejsce premiera historycznej gry bitewnej Ogniem i Mieczem!

Cierpliwość tych, którzy od kilku lat czekali na ten moment została nagrodzona! Ja swój egzemplarz dostanę do rąk pod koniec tygodnia, więc przede mną jeszcze 4 dni oczekiwania.

Możecie za to liczyć na pełną recenzję!


piątek, 25 listopada 2011

Jeszcze dodatek

Nie wspominałem Wam ostatnio, że Theodore Bruckner na gryfie ma w zestawie wersję pieszą, więc właśnie to robię - wspominam Wam. Jeśli nie wspominałem też, że jeździec zwie się Theodore Bruckner to przed chwilą to właśnie zrobiłem - wspomniałem o tym także.
Dziś możecie zobaczyć gotowy model, ale jeszcze bez skończonej podstawki. Podstawka jest właściwie ledwo zaczęta. Figurka bohatera jest w zasadzie identyczna z tą na gryfie. Różni się tylko tym, że w ręce zamiast lancy trzyma miecz, a głowa jest bez hełmu. Każdy z modeli ma dwie alternatywne głowy. W hełmie lub bez. Jak widzicie wybrałem po każdej z wersji, wkładając hełm jeźdźcowi jako, że bardziej mu pasuje.
Nie ma tu co pisać o malowaniu bo to w zasadzie wszystko to samo jak u poprzednika. Jestem dosyć zadowolony z głowy i w ogóle bardziej podoba mi się ta wersja herosa. Pewnie już jutro zobaczycie model całkowicie ukończony.

Gdyby Amerykanie...

Czy wy także zastanawialiście się, co by było gdyby Amerykanie kręcili "Krzyżaków"? Ja osobiście po premierze "300" miałem taki okres, w którym moja wyobraźnia podsuwała coraz to nowe rozwiązania. A to Jagiełło dowodzący oddziałem polskiej husarii (polska husaria musi być!), walczący dwoma podarowanymi mieczami (walka dwoma mieczami muszą być!). A najlepiej żeby to były katany, tak katany są w modzie. Krzyżacy mogli przecież sprowadzić je z prochem do działa... Co zrobić z  Witoldem? A niech lata na pegazie i dowodzi armią leśnych elfów, najlepiej zielonych... albo niebieskich, zależy co lepiej wygląda w 3D. Tatary niech latają na magicznych dywanach i rzucają we wroga magicznymi... przekleństwami (... twoju mat!). A co z Niemcami? Pardon, Krzyżakami? Najlepiej niech będą metalowymi, chromowanymi maszynami z przyszłości, pasuje do nich. Dowodzić nimi może Borg.

Po co ten głupi wstęp? Tak jakoś przeglądając facebooka przypomniałem sobie te czasy radosnych dyskusji filmowych przy piwie z kolegą. Pamiętam, że oglądałem z nim "300" śmiejąc się do łez po każdym komentarzu. A co wywołało te wspomnienia? Otóż taka krótka "produkcja", którą chciałem się z wami podzielić. Z dedykacją na zbliżającą się premierę wargamerowego "Ogniem i Mieczem".

PS. Ja też zamówiłem podręcznik ;)

środa, 23 listopada 2011

Ostatnia odsłona

Praca nad gryfem zakończona. Poprawiłem dziób, rozjaśniając go trochę, ale reszty już nie ruszałem. Myślę, że to wystarczy żeby go troszkę „ożywić”. Oprócz tego dorzuciłem jeszcze odrobinę cieni na elementy metaliczne w postaci tuszu devlun mud. Wydaje mi się, że teraz jest lepiej i zbroja nie jest zbyt jednolita.
Pora na podstawkę. Oj, tu zadziało się sporo. Duża podstawka to dużo możliwości na detale. Przeglądnąłem stare wypraski i wybrałem kilka rzeczy na bazę. Tarczę, luźny napierśnik, miecz, dzwon, dwie pojedyncze czaszki oraz kupką czaszek. Wszystko zostało docięte do odpowiednich wymiarów, pomalowane na „postarzone” i wklejone w odpowiednie miejsca. Dalej poszło kilka luźnych kamyków. Pomalowałem też kilka większych elementów przyklejonego piasku na szaro jako imitacja kamyków. Ogólnie postanowiłem trochę urozmaicić teren cieniując zarówno skałę jak i grunt. Użyłem snakebite leather, bestial brown oraz bubonic brown i dodatkowo miejscowo „rzuciłem” trochę rozwodnionych tuszów – devlan mud, baal red, asurmen blue, leviathan Purple i thraka green. Dzięki temu podstawka zyskała więcej różnorodności i wygląda naturalniej. Efekt, co prawda, jest delikatny, ale też o to chodziło. Na dokładkę wrzuciłem dużo różnych traw i trawek. Przykleiłem też trochę gąbek – żółtej, pomarańczowej i czerwonej – jednak żeby wyglądały naturalniej pokryłem je jeszcze tuszem devlan mud. Na koniec rozrzuciłem wokół gryfa trochę przygniłych liści. No i to byłby koniec.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Druga odsłona

Czas na drugą odsłonę półgryfa, którego traktuję w zasadzie jak zwykłego gryfa. Co tam, że nie ma skrzydeł. Za to jest większy. Dziś skończone malowanie modelu. Jak patrzyłem na model to byłem w miarę zadowolony. Natomiast zdjęcie strasznie spłaszczyło mi kolory. chyba zmienię delikatnie malowanie dzioba, należy mu się rozjaśnienie. Resztę raczej zostawię jak jest. 
Ogólnie było troszkę babrania przy tym modelu. Jest tam sporo detali i trzeba było się czasem mocno natrudzić żeby domalować niektóre ukryte elementy.
Trochę o kolorach, ale dosyć ogólnie. Skóra potwora to głównie snakebite leather, wszelakie futerka to bestial brown z mieszaniną różnych tuszów jak podczas malowania dzika, zbroje to chainmail pokryte tuszem badab black, zdobienia przy użyciu dwarf bronze, shining gold pokryte devlun mud i przecierką chainmail, elementy czerwonawe to scab red, a broda jeźdźca bubonic brown. Uff, starczy. Nie musicie wiedzieć wszystkiego : )
Teraz czeka mnie jeszcze podstawka. Na razie bez wykończonej bazy model wygląda bardzo łyso, ale parę doklejonych drobiazgów doda mu urody. Jakoś jutro dostaniecie skończony model.


niedziela, 20 listopada 2011

Kulisy Starcia Tytanów

Chciałbym przedstawić Wam dzisiaj kulisy powstawania mojego Black Coach’a do armii VC. W ostatnim wydaniu Starcia Tytanów zadałem mini zagadkę: co to jest za model? Tylko Misio pokusił się o odpowiedź i prawie trafił bo wóz powstał na wzór Mordheim’owego Stage Coach’a. 
Zgadza się, stworzyłem go prawie od podstaw sam. Tak zwany „scratchbuid” czyli zbudowany z podstawowych elementów. Mój powóz powstał w większości z drewna. Zakupiłem jakiś czas temu różnego rodzaju listewki, głównie do celów budowania makiet, a ostatnio już w celu wykończenia Black Coach’a dokupiłem trochę bardzo drobnych listewek. Właśnie z nich powstał cały szkielet i detale wozu. Green stuff’u użyłem do zrobienia nitów czy śrub niby łączących elementy drewniane. Wypełnienie między konstrukcją to gruby karton, natomiast okna powstały z metalowej kraty dołączonej w zestawie do wykańczania podstawek od GW. Elementami gotowymi są koła wraz z ośkami, które wziąłem z Corpse Cart’ów, do tego siedzisko i woźnica z oryginalnego Black Coach’a, oraz oczywiście konie, a także wystające z powozu twarze i inne członki. Na koniec wszystko obwiązane łańcuszkiem i pomalowane.

Największy problem to było zdobycie kółek. GW sprzedaje przeróżne elementy dodatkowe, ale nie sprzedaje luźnych kółek. Do kitu. W ogóle ciężko zdobyć gdziekolwiek w sieci koła tego typu. Znalazłem jedno źródło, ale nie do końca mi tamte koła pasowały do mojego powozu – zbyt idealne i w dodatku metalowe. Jeśli znacie jakieś dobre źródło kółkowe dajcie znać, chętnie sobie zapamiętam na przyszłość.

sobota, 19 listopada 2011

Dowództwo 33go regimentu piechoty - 1853-56

Postanowiłem pomalować coś w 28mm. Istny powrót do korzeni ale nie bez wpływu doświadczeń po DBA-owych. Jednym słowem 28mm historyk.

Zaczęło się od regularnego przeglądania strony Warlrd Games i ofery Perry Miniatures, bo byłem akurat na etapie czytania o Wojnie Secesyjnej w Stanach. Wprawdzie na ten konflikt się nie zdecydowałem (choć jestem pod wrażeniem dowódców Konfederacji! - ah, gdyby Anglicy mieli takich na Krymie), jednak udało mi się kupić podręcznik do Black Powder. Można powiedzieć, że znowu powrót do początków - Rick Priestley napisał Warhammer'a. Napisał też Black Powder.

Kiedy dostałem książkę do ręki, poczytałem o różnych konfliktach ery Czarnego Prochu i wybrałem Wojnę Krymską. Po pierwsze wydarzenia dzieją się niemal równolegle z wojną w Stanach, po drugie miejsce jest wysoce egzotyczne. Krym! Po trzecie armia Królowej Wiktorii (ciekawa dla hobbysty-malarza z powodu sporej ilości różnych jednostek).

Po wyborze armii, zamówiłem modele z Northstar i podstaki z Rendera'y. Resztę widać na zdjęciach. Mój pierwszy element do BP i pierwsze figurki w 28mm od kilku dobrych lat.

P.S.
Postanowiłem wziąć udział w konkursie zorganizowanym przez forum Strategie. Poniżej znajdziecie link z tematem opisującym malowanie dowództwa 33go regimentu:
TU




KotR No. 1

Upomniany przez chorego kolegę, któremu życzę szybkiego powrotu do zdrowia poczułem się winny i postanowiłem się zrehabilitować. Zamieszczam, więc oto obiecanego pierwszego z ośmiu rycerza bretońskiego. Będzie to oddział Knights of the Realm. Pracuję nad nim na zamówienie, jednak jest ono troszkę przeciągnięte w czasie, więc powolutku sobie maziam pędzlami. Specjalnie dla Was umieszczam wyjątkowo duże zdjęcie, ponieważ chcieliście się przyjrzeć dokładniej modelowi.
Nie mam co tu więcej pisać, więc teraz trochę o kolorach. Ogólnie figurka miała być czarno żółta. Stwierdziłem jednak, że czysta czerń średnio dobrze wygląda, bo robi się bardzo płaska i ciężko ją ładnie wycieniować. Postanowiłem więc zmieszać chaos black z codex grey i tak uzyskać kolor podstawowy. Tak było na koniu. Rycerz natomiast za podstawę dostał charadone granite później rozjaśniany codex grey. Żółty podstawowy to golden yellow, rozjaśnienia sunburst yellow, a cieniowany z domieszką blazing orange. Brąze to bestial brown rozjaśniany z domieszką snakebite leather i później jeszcze skull white. Resztę kolorów sobie daruję, bo to raczej standard. Chyba, że chcecie się dowiedzieć coś o innych kolorach to pytajcie.
Żeby zobaczyć oryginalny rozmiar zdjęcie poniżej kliknijcie prawym klawiszem myszki i otwórzcie w nowym oknie, po powiększeniu "plusikiem" będzie widać dużo szczegółów.

piątek, 18 listopada 2011

Posać dżefo

Nie fajnie jest być chorym. Szczególnie, gdy się ma paranoję na temat własnej pracy i zostanie na dwa dni w domu wprowadza w napady maniakalno-depresyjne. Żeby jeszcze w tym domu coś dało się zrobić, to choroba napiera jak diabli. No nic, organizm walczy. Nawet dał mi dzisiaj chwilę wytchnienia, co spożytkowałem na dokończenie pewnego modelu. Modelu? Raczej kilku modeli. Jeden z nich prezentowałem wiosną. Pora na pokazanie całości.


Pierwotnie chciałem tę plastikową makietę włączyć do projektu Tytanów, ale jakoś nie miałem do teraz dość samozaparcia, żeby to zrobić. Na finał przygotowałem coś innego, może mniejszego, ale mam nadzieję, równie atrakcyjnego, więc postanowiłem pokazać las wcześniej. Drzewka te cholernie mi się podobają. Pomalowałem wszystko dość szybko, dużo suchego pędzla, trochę tuszy. Na koniec przykleiłem listowie stosowane w armie Wood Elves. Fajna rzecz,warta wydania tych kilkudziesięciu złotych. Chociaż nie gram w WFB, to mam nadzieję, że może uda się z raz czy dwa okrasić stół bitewny tym jesiennym zagajnikiem. Popatrzę jeszcze przez chwilę na niego.


Ajć, fajny. A gdyby tak tu driadki wstawić? O! Dobry pomysł. Ciuf, ciuf - jakby z lasu wychodziły. Faaaajne! To może jeszcze coś tam dodam? Drzewca? Idę po całe pudło z Tytanami!


Ale chwileczkę. Ktoś na mnie woła? Tak, najwyraźniej woła.

- Adrian, do domu!
- A co, głodny jestem?
- Nie, spać ci się chce!


No to koniec zabawy. Aaa. Hum. Nie mam humorku teraz.



P.S.

Skąd tytuł? A jakoś mi się przypomniało, jak jeden z moich Przyjaciół miał taki podpis na gg. A że jestem fanem cynizmu i sarkazmu, opis ten mi się wielce wtedy podobał.

P.P.S

Nie dość, że chory, to nadrabiam zaległości. W przeciwieństwo do takich Jednych, co to obiecali wrzucić na blog konnego Bretończyka i armię do DBA...

czwartek, 17 listopada 2011

Rzeczpospolita stanie w ogniu!


No i stało się. Lata oczekiwań przyniosły efekt, na który wszyscy czekaliśmy. Na moją skrzynkę trafiła wiadomość o rozpoczęciu przedsprzedaży podręcznika do naszej własnej, polskiej, gry bitewnej, pod wszystko mówiącym tytułem „Ogniem i Mieczem”.

Dla każdego fana tego typu zabawy, gra znana jest już z konwentów, spotkań z wydającym ją Wargamerem, a także z licznych stron internetowych. Od dawna możemy cieszyć się niezwykle udanymi modelami, a także podstawową wersją zasad, wedle których niejedną bitwę już rozegrano.

Czego możemy się spodziewać po podręczniku? Twardej oprawy, 400 szytych, kolorowych stron w formacie A4. A w środku bogato zilustrowane rysunkami, zdjęciami i schematami zasady, przykłady, poradniki modelarskie, scenariusze potyczek i wielkich bitew no i oczywiście dokładnie opisane struktury najważniejszych armii walczących stron. Do dyspozycji gracza oddano armie : Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Królestwa Szwecji, Kozaczyzny Zaporoskiej, Imperium Osmańskiego, Chanatu Krymskiego, oraz Carstwa Rosyjskiego. Wisienką na torcie ma być opowiadanie wprowadzające w klimat gry. Mało?

Podręcznik ma docelowo kosztować 159 zł, ale już dziś w przedsprzedaży można kupić go za 149 zł i w prezencie dostać zestaw unikalnych figur bohaterów trylogii Henryka Sienkiewicza. Aby po nie sięgnąć należy wpłacić wymaganą kwotę na konto Wargamera, a ściślejsze informacje na ten temat rozsyłane mają być e-mailowo po złożeniu zamówienia u samego źródła.

Spieszcie się, bo premiera gry już w samo południe 26 listopada, w czasie warszawskich Targów Książek Historycznych, które odbędą się w Arkadach Kubickiego pod Zamkiem Królewskim. Będziecie mogli tam osobiście odebrać swój przedpłatowy egzemplarz gry!



Od 28 listopada „Ogniem i Mieczem” już w sklepach. Oj warto było czekać!

Nie martw się, Pasar

Z zaniepokojeniem przyjąłem ostatnio informację, że Pasar i Bobos martwią się. Przyjrzałem się sprawie i udało mi się, mam nadzieję, znaleźć remedium na ich zmartwienie. Lekarstwo to przygotował SzeFred a mnie poprosił o parę słów wyjaśnienia.

Otóż faktycznie posadził on w ramach niecnego żartu bohatera do HE na czymś, co wzbudziło pewne wątpliwości ale i ubawienie. Ten zielony żart, to nic innego, jak Crashing Wave-Spirit. Skąd znalazł się u niego w domu? Wyjaśnił mi. Kilka lat temu nurtowało go pytanie z natury egzystencjalnych: czy jego synowie przejawią kiedyś inklinację to figurkowego hobby. Kiedy podrośli, to zabrał ich nawet parę razy do lokalnej przystani podobnych mu pasjonatów. A ponieważ figurki w domu można było ‘oglądać, ale nie dotykać’, chciał starszemu z synów kupić jakąś na własność. Wybór padł na pudełko z prepaintem do Warcrafta. Przed zakupem wnikliwie przyjrzał się produktowi, bo tani nie był. Z informacji sprzedawcy wynikało, że w środku niekoniecznie jest to, co na pudełku, gdyż zawartość pakowana jest losowo a pudełka nie można otworzyć przez zapłaceniem zań. Trudno, pomyślał, na pewno będzie coś fajnego. Na okładce kręcili się przecież jacyś niesamowicie wyglądający wojownicy, z mieczami, toporami i wszelkim ustrojstwem - wszystko to podkręciło apetyt naszego dzisiejszego bohatera i jego syna. Kupili. Po otwarciu pudełka… no cóż. Po otwarciu pudełka SzeFred musiał użyć sporo perswazji, żeby wyjaśnić swojemu synkowi, że zawartość jest jeszcze lepsza, niż na obwolucie. Choć, jak się dowiedziałem, wcale nie była. Długo milczał, aż zacząłem się obawiać, że nic nie powie. W końcu wyartykułował: ch…., mały skorpionek, z d… brzydki niedźwiadek, i jakieś oszkliwe, zielone g… Wiedziałem, że na tym skończył się ów wątek naszej rozmowy bo i atmosfera zgęstniała.



Po chwili przeszliśmy do drugiego tematu: na czym ten bohater HE ma faktycznie siedzieć? SzeFred po prostu wręczył mi zdjęcia i powiedział, że mogę je opublikować. Dodał, że to plastikowa figura z zestawu, w którym jest jeszcze pieszy bohater. Powiedział, że chciał uciec od utartych kolorów i dlatego nie dał ani grama białego. I że generalnie ma dość HE i nie wie, po co kupił te dodatkowe modele. Dodał też, że z malowanie tej figury jest średnio zadowolony - takie 3 plus. Potem milczał. Myślałem, że to koniec, ale jeszcze się nieco otworzył.


Powiedział mi, że wie, że dużo z jego wpisów i komentarzy do własnych miniatur podszyte jest narzekaniem na siebie samego, na te właśnie miniatury, na świat dookoła. Zawsze albo ma ich za dużo do malowania, albo za mało. Zawsze mu się chce na początku malowania dać z siebie wszystko, ale w połowie mu się przestaje chcieć. I że wie, że taki z niego malkontent.

Na koniec powiedział mi, że odpuszcza sobie jakieś wyimaginowane wyścigi z HE. Że musi tak porozmawiać z własną głową, żeby te dwadzieścia parę plastikowych figurek HE przestało dręczyć jego sumienie - hobbystyczne i finansowe. Że wcale nie musi domalować wszystkiego, co ma w domu, przed kolejnym zakupem. Że ma plany na kolejny rok i że chciałby malować coś na luzie, bez ciśnienia i terminów.


Cóż, nie wiem, co o tym sądzić, ale dochodzę do wniosku, że to jakiś pokręcony gość.

niedziela, 13 listopada 2011

Początek końca

Jasper prawie od tygodnia nic nie jadł. Zwierzoludzie przynosili do jego klatki co prawda jedzenie, ale nie ważył się go tknąć. Widział, co działo się z tymi, którzy jedli. Widział i nie chciał, aby to samo stało się z nim. Wiedział, że jedzenie było skażone. Próbował przekonać innych, ale nikt już go nie słuchał – wszyscy inni byli tu już zbyt długo i dawno postradali rozum. Kiedy przyszła pora na kolejny posiłek widział, jak jego towarzysz z klatki obok rzuca się na prymitywną drewnianą miskę i łapczywie zaczyna jeść breję gołymi rękami.
Wtedy się zaczęło. Człowiek chwycił się za brzuch, zaczął krzyczeć niezrozumiale, tarzać się po całej klatce. Przerażający spektakl trwał kilka minut, po czym mężczyzna upadł bez ruch - martwy, jak wielu przed nim, z ust płynęła krew.
- Kolejny nieszczęśnik umarł, Sigmarze, zabierz jego duszę! – szepnął Jasper w rozpaczy, gdy wtem ciało, które wydawało się martwe zaczęło się poruszać, puchnąć. Ofiara otworzyła oczy i zaczęła wyć jak potępieniec, powieki rozszerzyły się nienaturalnie ukazując całe przerażenie w zwężonych źrenicach. Z prawego boku mężczyzny wystrzeliła oślizgła macka rozrywając ciało i łamiąc żebra. Z lewego barku wyrosła zdeformowana głowa z jednym okiem i gębą pełną ostrych zębów. Człowiek, jeśli tak go jeszcze można było nazwać przestał krzyczeć i zemdlał, kiedy jego ciało zmieniało się w bezkształtną masę kolców, macek i zdeformowanych kończyn. Jasper zastygł w przerażeniu i poczuciu obrzydzenia. Na jego oczach rodził się Pomiot Chaosu.





***

- Nareszcie! Nareszcie PAN pobłogosławił nasze szeregi! – Krzyknął szaman, gdy jeden z jego sług doniósł o przemianie, jaka zachodziła u jednego z ludzi przeznaczonych do eksperymentów. Szybko chwycił swój kostur i wybiegł, aby zobaczyć nową siłę, którą będzie mógł wykorzystać w walce dla swego boga. Przebiegając przez obóz nawet nie zauważył, że do szeregów armii dołączyli kolejni rekruci. Gdyby spojrzał wtedy na namiot przywódcy widziałby jak nad wejściem powiewa baner – złupiony w ostatnim podjeździe na ludzką osadę w celu zebrania niewolników i pożywienia. Armia rosła w siłę i przygotowywała się do ostatniego etapu podróży – do miejsca ukrycia świątyni Starożytnych.


***

Szeroki tunel wiódł początkowo w dół, w głąb ziemi. Wilgotny, zatęchły i ozdobiony wizerunkami przerażających stworów z najgorszych koszmarów. Wizerunki starożytnych cywilizacji i miast, które obracały się w ruinę, wielkie bramy między światami i niepokojące runy wypełniały każdy najmniejszy fragment ściany. Każda płaskorzeźba była dziełem sztuki, nadal niesamowicie wyraźnym, nietkniętym przez czas. Miejsce było wypełnione magią. Potężną, starożytną magią.
- złą magią – pomyślał Balthasar. Coś mu się nie podobało w tym wszystkim. Pierwszy raz od opuszczenia imperium i rady arcymagów miał wątpliwości. Mimo, że wszystko wskazywało, że jest na dobrej drodze, intuicja mówiła mu, że coś tu jest nie tak. Zerknął na żołnierzy, którzy szli obok stanowiąc pierwszą linię obrony. Przerażone miny i trzęsące się ręce zaprawionych w bojach wojów nie przyniosły upragnionego uspokojenia. Ścisnął mocniej pochodnię i zaczął w myśli powtarzać inkantacje wszystkich znanych czarów ochronnych. Tunel zmienił się w płaski korytarz, potem w obszerną salę. Po drugiej stronie pomieszczenia schody wznosiły się w kierunku ogromnej bramy. Z ciemności dał się słyszeć nieprzyjemny plusk, potem kolejny, potem jeszcze jeden. Żołnierze zacisnęli mocno dłonie na orężu. Coś się zbliżało. Coś, co nie powinno od wieków żyć. W ciemności na schodach zamajaczyły dwa błękitne świetlne punkty.

***

ZBLIŻA SIĘ! GODZINA WYZWOLENIA! CZAS MEGO PANOWANIA NADCHODZI! SŁUDZY NIENAWIŚCI PRZYJDZICIE POKŁONIĆ SIĘ PANU! GYERE SOOTET VADEASH, SHOLGEAYA A FODAALATTI EARNYAEK! OBUDŹ SIĘ STRAŻNIKU WIECZNEGO SNU I PRZYGOTUJ MĄ DROGĘ!
***

W tym odcinku zrobiło się trochę potworniej. Z góry przepraszam Szeperda, któremu naopowiadałem, że będzie oddział 20 Gorów, ale zamiast malować Gory dobrałem się w międzyczasie do czegoś innego. Było to pudełko, które ostatnimi czasy zakupiłem poza planem – Chaos Spawny. Nie mogłem się powstrzymać, sorry… Na obrazkach widzimy efekt pracy ostatniego wieczora – bardzo przyjemnie się te stwory malowało i składało (niekoniecznie w tej kolejności). Ta dwójka i Jabberslythe, który jest produkcji francuskiej firmy Fenryl (tam występuje pod nazwą Depths Creature) były świetną odskocznią od tej masy brązowego futra i potarganych szmatek w rozmaitych kolorach, które tak już spowszedniałych na kolejnych hordach beastmenów.
Teraz pozostają „tylko” 24 figurki – 3 minotaury (moje nemezis, nie mogę nawet na nie patrzeć, wiedząc jak wiele pracy będą wymagać, ze względu na standard, jaki sobie w tym oddziale narzuciłem), wspomniane 20 Gorów (zapewne, gdy czytacie te słowa, już stoją na półce po dippingu) i ostatni bohater (shaman).
To powinien być teoretycznie ostatni przed wielką bitwą odcinek Tytanów (teoretycznie, w sumie to dopiero jedenastka, gdzie dwunastka?), a ja nadal mam do pomalowania prawie 20% miniatur. Co zabawniejsze jest to już po obcięciu listy armii z początkowo zakładanej, oraz jesteśmy z Tytanami o rok do tyłu… Straszna perspektywa wtopy! Z drugiej strony (tej optymistycznej) jestem posiadaczem 2500pkt w pełni pomalowanej, grywalnej armii do WHB. Gdyby nie ten projekt pewnie do tej pory wszystkie miniatury leżałyby grzecznie w wypraskach lub świeciły z półki plastikiem. To chyba najlepsza reklama dla tego typu przedsięwzięć. W kupie siła!



Podsumowanie:
Stan posiadanych miniatur: 100% (134)
Miniatury złożone: 100% (134)
Miniatury pomalowane: 83% (110)
Łączny koszt w punktach: 2535
Łączy koszt w złotych: 1637zł

sobota, 12 listopada 2011

Pan od przyrody?


They are masters of concealment, and have trained themselves so that they can lie unnoticed and unmoving for days on end before springing into action to slay a startled and unfortunate prey.

Księga Wood Elves, 2005


Oj moi Mili, jesień w tym roku jest po prostu przepiękna. Nie mogę się nasycić jej widokiem a i mam przy okazji wrażenie, że w takiej odsłonie dawno jej nie oglądałem. Jest ciepła, kolorowa i pięknie pachnie. Wszechobecne żółte liście, bądź na drzewach, bądź obficie pokrywające chodniki i ulice przypominają mi, jakim to afektem ją darzę. Bez tej właśnie, wyidealizowanej, złotej jesieni, nie byłoby być może kolekcji Wood Elves, której w zasadzie ostatnią (o czym parę słów później) część prezentuję dzisiaj. Wspomniane obrazy popchnęły mnie też do napisania poniższego tekstu. Co prawda jego krótka koncepcja chodziła mi po głowie od dłuższego czasu, a że dodatkowych motywatorów nigdy dosyć…


Bardzo niewiele zjawisk w Starym Świecie można porównać do obrazów, jakie natura maluje w granicach prastarej puszczy Athel Loren. Szczególnie w porze spadających liści, zwanej przez ludzi jesienią, nie można przejść obojętnie wobec wszechobecnego spektaklu piękna. Ten ulotny mariaż czerwonawego słońca, subtelnej mgły i wielokolorowego tła lasu dociera wgłęb wielu serc, budzi smutek, wycisza, zmusza do refleksji nawet najprostsze umysły.

Jak co roku, w miejscach dzikich, czarownych i pięknych, jesień snuła swoją opowieść. Tu, ciepły wiatr śpiewał swoją cichą i spokojną pieśń, głaszcząc drzewa, głazy i liście, układając całe miejsce do zimowego snu. Brunatne i szarawe pnie drzew stawiały mu spokojny opór, jednak korony wielu z nich były już całkiem nagie. Były i takie, gdzie intensywna czerwień i żółć listowia za nic miała sobie zaklęcia wiatru. Pochylała się wraz z konarami w takt jego melodii, poruszając się i szeleszcząc, by wygrawszy te zmagania tkwić dumnie wśród rozłożystych koron.




Liście. Te, które nie miały już dość siły i poddały się wreszcie pieszczotom wiatru, pokrywały całą połać puszczy niczym wielokolorowy dywan, mozaika barw w setkach odcieni. Od zielonych, w których jeszcze tliło się wspomnienie życia i lata, poprzez tkwiących w półśnie, czerwonych towarzyszy, aż do tych żółtych, martwych już, które dały porwać się objęciom jesieni.



Na wzniesieniu, tuż nad wykrotem, rosły smukłe brzozy. Ich delikatne kształty przywodziły na myśl kobiece sylwetki, zapraszane do subtelnego pląsu przez delikatne podmuchy jesiennego wiatru. Gibkie pnie, szarawe tuż przy ziemi, bielały w kierunku dziewczęcych koron. Te mieniły się wciąż jeszcze żółtymi bądź czerwonymi wyspami szeleszczącego listowia.



Ciche i ciepłe podmuchy wiatru podrywały do lotu opadłe liście, pędząc je delikatnie przed sobą. Te, wirując, okrążały wielki, wiekowy, omszały głaz. Jego nieregularne kształty przywodziły na myśl uśpioną od stuleci bestię, której szarawy pancerz porastał zielonym mchem. Miejscami powierzchnia głazu łuszczyła się, odkrywając nagie, jasne, piaskowe fragmenty. Niczym plamy na grzbiecie prehistorycznego gada, świeże miejsca pod zrzuconą właśnie łuską.



Omszały głaz stał nieopodal leniwie szemrzącego strumienia. Senny nurt niósł na grzbiecie zwiędłe liście. Choć cichy z natury, w kilku miejscach głos strumienia stawał się donioślejszy. Tam, gdzie teren opadał, niewielka rzeka tworzyła naturalne przełomy. W miejscach tych , gdzie woda uderzała o sterczące poniżej kamienie, kolor jej zmieniał się z szarego na wiele odcieni błękitu i bieli. Na górze, tuż nad przełomem, bielił się szeroki grzebień, przechodzący dalej w jasne, pionowe smugi, by opaść w fontannie rozprysków i skryć się w białej pianie.



Gdyby ktoś trafił w to miejsce, przypadkowy, zabłąkany wędrowiec, stałby przez moment urzeczony jego pięknem. Po paru chwilach jednak przysiągłby, że jest obserwowany a zimny dreszcz strachu sparaliżowałby jego umysł i ciało. Z pewnością byłoby to ostatnie uczucie, jakiego dane mu było doznać, gdyż z miejsc takich nie powrócił jeszcze nikt.

Jesienną muzykę tego miejsca przeszył na moment inny, fałszywy ton. Dziki ryk tysięcy gardeł, szczęk żelaza i słyszalna żądza mordu. Na moment nie było słychać nic, po czym powróciła owa muzyka. Coś jednak zmieniło się w jej melodii.

Czas ruszać, zaszemrał strumień. Czas, potwierdził wiatr, przyginając gałęzie brzozy. Odwieczny głaz drgnął nieznacznie. Liść spojrzał w tym kierunku. W jego oczach płonął ogień zbliżającej się bitwy.




***

Prezentuję dzisiaj ostatni oddział armii Autumn Sentinels. Ostatni z pierwotnego planu, bo, jak wcześniej się rzekło, przed nami jeszcze jeden, finałowy odcinek, na który szykuję tzw. bonus. A dzisiaj sekcja Rare i tajemniczy Waywatchers, których Tsar nazwał był kiedyś z polska Przepatrywaczami. Do dzisiaj lubię tę interpretację.

Co do pomysłu na malowanie, to sam przyznam, że nieco mnie poniosło. Nie chciałem malować tej ostatniej piątki w identyczny sposób, ani zbliżony do poprzednich jednostek. Chciałem jakoś wyróżnić ich indywidualny charakter, fakt, że we fluffie mówi się, że każdy wygląda i walczy inaczej. Wreszcie stwierdziłem, że powiążę ich jakoś mocniej z dzisiejszym krótkim tekstem (który pojawił się mojej głowie nieco wcześniej).

Stąd próba, myślę dość śmiała, pomalowania każdego zwiadowcy w sposób, który miałby imitować właśnie brzozę, głaz, strumień, wiatr i liść. Starałem się dużo podpatrzeć na spacerach w okolicznym lesie. Przeglądałem też nieco Internet, wpisując po prostu hasła typu jesienny głaz, jesienna brzoza, itp. W każdym razie do końca nie miałem pojęcia, co z tego wyjdzie.

O ile dość łatwo przychodzi pomalowanie figury w wielokolorowe plamy, oblanie szarej farby zielonym washem, czy przetarcie białym kolorem górnych partii ciemnawego podkładu, o tyle strugi wody czy oddanie w jakikolwiek sposób wiatru to inna para kaloszy. Cóż, ważne, że sam rozpoznaję, który model czemu odpowiada. W sumie stwierdzam, że jestem zadowolony z tej pracy. Nawet, jeśli pierwotne założenie nie wyszlo, to przynajmniej poeksperymentowałem z różnymi kolorami i zabiegami malarskimi (nic wielkiego oczywiście). Koniec końców, mam nadzieję, że moja praca przypadnie nieco do gustu czytającym ten wpis.

Co za miesiąc? Za miesiąc będzie raczej w tonie podsumowań (przynajmniej u mnie). Starcie Tytanów dobiega końca i… no dobrze, o tym za miesiąc.



Regiment
Typ: Waywatchers (+Shadow Sentinel)
Ilość: 5
Koszt w punktach: 128 pkt
Koszt w złotych: 70 zł


Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 100%
Łączny koszt w punktach: 2488 pkt
Łączny koszt w złotych: 1215 zł

RSS FeedRSS