sobota, 31 maja 2008

Nieco ruszyło

Zdecydowałem się, że to ostatni wpis blogowy na temat Saksonów - nie ma po prostu sensu w kółko o nich pisać i robić im zdjęcia. Ostatnio pomalowane dwa elementy w pewnym jednak sensie zadebiutowały w armii, stąd zasłużą na publikację. Horda to absolutna nowość - w armii są takie dwie, prezentowana gotowa jest pierwszą z nich, stąd właśnie miejsce we wpisie. Figurki niezwykle wdzięczne, malowanie przyjemne no i sam element w sobie ma coś osobliwego. Smaczku dodaje stwierdzenie Misia, że tylko prawdziwi faceci grają hordami. Drugi (i zarazem ostatni) prezentowany element to Kn - nic zaskakującego, prawda? A jednak przede wszystkim chciałem go pokazać ze względu na niepowtarzalny wzór jezdnego w środku - nie mam drugiego takiego w całej kolekcji. Ten ostatni jest prezentem od Misia. Dodatkowo, przeczytawszy co nieco o wojownikach saksońskich z okresu X w n.e. natrafiłem na opis ichniejszej mody, a konkretnie wzorzystych nogawic. Nieco późno (14 innych elementów zostało już pomalowane) ale lepiej niż wcale, postanowiłem zbliżyć moich wojów w kierunku rzekomej prawdy historycznej. Stąd jeden z jezdnych ma żółte gatki z czerwonymi wzorami. Niczego sobie - tak myślę o nim. Z innych spostrzeżeń: chyba mi nowy podkład w spray nawala. Po nałożeniu na figurki otrzymałem dziwny ziarnisty efekt. Być może to kwestia zbyt słabego wymieszania puszki tuż przed użyciem.

piątek, 23 maja 2008

Nie podchodź!

Uzupełnianie brakujących tematów do mojej frankońskiej armii zacząłem od obozu. Fakt jest taki, ze w przypadku tej konkretnej kolekcji nie miałem kompletnie pojęcia, jak chcę, żeby wyglądał. Ponaglany pierwszym terminem wyciąłem po prostu ze styroduru kawałek skały. Następnie nadałem mu kształt, który miał przypominać taki skalny zakątek - ścianę, pod którą armie mogłaby obozować. Po nałożeniu piasku na poziom ziemi i na wierzch skały, pomalowałem całość kolejno na czarno a potem drajbraszem na szaro. Chciałem również podkreślić ten aspekt kampanii OE, którym jest starcie chrześcijańskiego Zachodu z pogańskimi jeszcze ludami Europy Środkowej i Wschodniej - stąd krzyż. W takiej wersji, po dodaniu krzaczków i trawy, obóz wystąpił podczas pierwszej rundy kampanii Opus Europa. Ku mojemu zaskoczeniu zebrał całkiem przyzwoite oceny. Dlatego postanowiłem go nieco dopieścić. Dodałem dwie miniatury - tragarza, który trudzi się z jakimś pakunkiem, oraz wojowniczego mnicha, który musiał koniecznie stanąć koło symbolu krzyża. Lubię szczególnie tę figurkę i jej pozę pod tytułem ‘nie podchodź!”. Aha. Skróciłem nieco boczne ramiona krzyża - pierwotnie były szersze, przez co efekt jawił się nie specjalnie realistycznie. Ot i obóz, można na moment spojrzeć.
W międzyczasie poczytałem nieco o wojownikach saksońskich z okresu, w którym rozgrywa się nasza najnowsza kampania. Znowu będę się łajał - w tekście znalazłem bowiem nieco na temat ubioru i zdobień. Natomiast żaden z dotychczas pomalowanych elementów nie zawierał takowych. Minimalizm, panie i panowie.

środa, 21 maja 2008

Galopada

Moja nieszczęśliwa, madziarska galopada zakończyć miała się już dawno temu. Jednak, jak to zwykle bywa, rzeczy nie bywają takimi, jakimi chcielibyśmy je widzieć. Nie wdając się zbytnio w szczegóły, powiedzieć należy, że poległem na polu walki z terminami, nie wziąłem udziału w pierwszej części kampanii „Opus Europa”, a przede mną jeszcze sześć figur, które nawet nie zostały zagruntowane. Kiepsko co?

Figury i farby przez długi czas leżały spakowane pieczołowicie w pudełka podróżne i prócz krótkiej przygody w czasie goszczenia u kolegi Szeperda, nie dane im było wydostać się na świeże powietrze. Kilka dni temu, nareszcie skończył się dla nich ten czas udręki i ponownie ujrzały światło dzienne. Przy tej okazji przypomniała mi się obietnica z przed dwóch niemal miesięcy, iż pokaże pierwsze przymiarki do kolorystyki mojej lekkiej jazdy. Czas w końcu ją spełnić i rzucić nieco światła na moje obecne malarskie poczynania.

Lekkich jazd w mojej armii jest aż pięć, dzięki nim, armia Madziarów z X wieku potrafi się bardzo szybko przemieszczać, atakować znienacka niczego niespodziewające się ofiary i uciekać nim nadejdzie odsiecz. W związku z tym, kawalerzyści nie używają ciężkich zbrój, oraz nie obciążają się niepotrzebnie tarczami, za to, zgodnie z najlepszymi stepowymi tradycjami, posługują się wyśmienicie łukami. Strój takiego wojownika był niejednokroć niezwykle kolorowy i dodatkowo ozdabiany wymyślnymi wzorami, podobnie jak inne elementy ekwipunku (kołczan, sakwy).

Takich też wojowników sobie wymyśliłem i z radością zabrałem się do malowania. Tyle, że zawsze jest jakieś, ale… No bo jak tu na 15mm figurze namalować wymyślne wzory? Jak nie popaść w zbytnią swobodę i nie użyć zbyt krzykliwych kolorów? Ano właśnie. Nie do końca udało mi się tego uniknąć i dwa pierwsze, konne modele wyszły nie do końca tak jak planowałem. Nie zrażam się jednak tym bardzo, czego nauczyłem się przy nich, wykorzystam przy malowaniu następnych.

poniedziałek, 19 maja 2008

Reborn in chaos

Bestia żyje! Ci, którzy obwieścili jej koniec, są w błędzie. Miałem (i mam) ostatnio sporo do roboty, ale mimo nawału pracy, powoli będę wskrzeszał mój blog. Nie obejdzie się bez trudności, ale każde odrodzenie (a już tym bardziej odrodzenie chaotycznego bękarta) ma to do siebie, że przebiega w bólach. W takich sytuacjach często nie wiadomo, o czym pisać, za co się zabrać, itd… By wyjść z takiej matni, najlepiej zrobić małe podsumowanie (ewentualnie rachunek sumienia, tyle że nie na tym blogu, hłe hłe ). I oto ono:

Przede wszystkim pomalowałem pierwszą 15 milimetrową armię do DBA. To, postęp nie bez znaczenia, bo przez ostatnie miesiące w moim warsztacie nie pojawiło się dosłownie nic (no, prawie) , co nie było 15mm piechotą. Tak więc Skandynawowie na dobre pół roku (tak, tyle się z nimi cackałem!), zdominowali moje plany malarskie. Ostatni element skończyłem jakiś tydzień przed pierwszą odsłoną kampanii „Opus Europa”. Mimo bezsprzecznej normańskiej dominacji na moim stole, udało mi się przeprowadzić wstępne testy na dwóch figurkach do zbliżającej się baaardzo powoli armii Nurgla. Dobrałem właściwy zestaw barw i jak tylko czas na to pozwoli, zabiorę się do roboty taśmowej. Ale o owej hordzie i o technikach malarskich jakich użyłem  będzie jeszcze kiedyś mowa …Na razie jednak trudno powiedzieć, kiedy ta hałastra ujrzy światło dzienne.

Co poza tym? Wreszcie zaopatrzyłem się pewne niezbędne narzędzia, których bardzo mi brakowało -mam tu na myśli porządną piłę modelarską i nożyk amerykańskiej firmy Excel, bo tym, czego dotychczas używałem można było sobie najwyżej podciąć żyły, a i to z trudem. W najbliższym czasie niechybnie czekają mnie dość trudne konwersje, więc wysokiej jakości narzędzia na pewno się przydadzą.
Ponadto, na okoliczność toczonej ostatnio bitwy w WFB z Tsarem, z moich szuflad wypełzło stworzenie, które nie powinno istnieć i stało się symbolem dzisiejszego wpisu.

A co przede mną? W kolejce czekają: napoczęty już 28mm wojownik pruski, mocarny gad rodem z Helldorado, demony Nurgla, Pestigory (ciężkozbrojni beastmeni) no i porządki: podstawki, tarcze, sztandary –które już od miesięcy leżą i doczekać się nie mogą, a na tym bynajmniej nie koniec…

Aaa, zapomniałbym –przydałoby się napisać jeszcze tekst opisujący armię do DBA, poprawić nieszczęsny obóz, i przygotować tereny ze strefy „littoral”. Wszak burza nad Europą jeszcze się nie zakończyła…

Do następnego razu!


niedziela, 18 maja 2008

Skup się

Regularność w kwestii kupowania prasy tematycznej to pewnego rodzaju rytuał, który staram się kultywować. Przyzwyczajenie zostało mi z lat osiemdziesiątych, kiedy obciążałem półki kolejnymi numerami Morza czy MSS. Przez jakiś czas rytualną rolę pełnił White Dwarf – sprawa zdechła, kiedy w końcu po dość długim okresie przyznałem się sam przed sobą, że treści tam niewiele a obrazki są w jakimś stopniu powtarzalne. Ostatnio jednak zanotowałem pewne drgania sejsmiczne – wszystko za sprawą miesięcznika Focus Historia. Do tej pory kupowałem go przy okazji sporadycznych wyjazdów czy kilkugodzinnych posiedzeń w różnego rodzaju poczekalniach. Niemniej od dwóch miesięcy sprawy mają się inaczej.

Focus Historia to miesięczna dawka wiedzy w postaci 90 stronnicowego, kolorowego magazynu. Spectrum poruszanych zagadnień jest szerokie a każdy miesiąc podporządkowany jest konkretnemu motywowi przewodniemu. Dla przykładu w numerze kwietniowym brylowali Wikingowie, ostatni zaś, czyli majowy, wprowadza nas w mało znany świat oddziałów specjalnych.

Weźmy Wikingów – obok historii dotyczącej ery ich podbojów wojskowych, czytamy osobno o podróżach morskich, dostajemy wywód genetyczny, rozprawkę na temat działania muchomorów a także artykuł o normańskim pochodzeniu Piastów Założycieli naszej wesołej ojczyzny. Z kolei, jeśli mowa o numerze poświęconemu służbom specjalnym, to obok artykułów na temat SAS, Delty czy Gromu, możemy przeczytać o mało znanych faktach z historii stosunków polsko-izraelskich. Chodzi mianowicie o supertajne szkolenia z okresu dwudziestolecia międzywojennego, jakie IIRP organizowała dla syjonistycznej organizacji podziemnej, polegające na przekazywaniu wiedzy mającej ułatwić tym ostatnim działania, które dzisiaj nazwalibyśmy terroryzmem.

Oczywiście obok wspomnianych tematów przewodnich, dostajemy co miesiąc przyzwoitą dawkę wiedzy z różnych epok. I znów posłużę się dwoma ostatnimi numerami, do podania przykładów: Lisowczycy, prawda o obronie Częstochowy przed Szwedami, sposoby walki w Średniowieczu (nota bene artykuł autorstwa Krzysztofa Kęćka, którego ksiązki recenzowaliśmy już na BZ), Peregrinos starożytny ekscentryk, senator McCarthy, itd.

Nie brakuje w Focusie cyklów: a to ciekawostki w stylu historia piwa czy sera pleśniowego, a to kalendarium, czy wreszcie seria 44-89, przybliżająca czytelnikom osobliwe czasy Polski Ludowej.

Obok opisywanych powyżej zalet miesięcznik jest dodatkowo nośnikiem reklamy. Nie mówimy oczywiście o jogurtach czy kremach ujędrniających – mam tu na myśli przede wszystkim promocję nowości wydawniczych z gatunku książek historycznych i beletrystycznych, a także gier komputerowych czy filmów, mniej bądź bardziej związanych z historią.

Oczywiście wydawnictwo Focus posiada swój własny portal internetowy, na który warto zajrzeć – adres http://www.focus.pl/historia. Znajdziemy tam wybrane artykuły z wydanych już numerów miesięcznika, inspirujące galerie, forum, quizy czy zapowiedzi kolejnych numerów. Wystarczy kliknąć, żeby przepaść na dłuższą chwilę.

Myślę, że miłośników historii, nie trzeba specjalnie do Focusa przekonywać. Pasjonatów gier bitewnych również – zwykle znajdą tam coś dla siebie. Jeśli o mnie chodzi, to pierwsze koty za płoty: nie nazwałbym tego może jeszcze stałym związkiem, ale zaczynamy się dość regularnie spotykać. Czekam na dalszy rozwój wypadków - podobnie jak i na numer czerwcowy.

Adrian Stolarczyk

środa, 14 maja 2008

Cycle Count

W dobrych firmach, obok rocznego obowiązku inwentaryzacji, czyli spisu z natury, wymaganej ustawą o rachunkowości, przeprowadza się bieżącą inwenturę, z angielska szpanując ‘cycle count’. Właśnie ukończyłem majową edycję tegoż systematycznego przedsięwzięcia. Oczywiście dotyczyła stanu 15mm Franków. Udany finisz, o którym pisałem w przededniu kampanii Opus Europa, okazał się zaledwie półmetkiem. Nadto z siedmiu elementów pozostałych do zakończenia projektu pula zwiększyła się do ośmiu. Wszystko dzięki hojności MiSiA, który pozwolił mi dobrać ze swoich przepastnych zasobów brakujący element Kn. Wybrałem niecnie wzory, których moje dotychczasowe elementy nie reprezentowały. Tym samym mój dług wdzięczności wobec Kolegi znowu się powiększył. Warto również wspomnieć, że otrzymane modele były znacznie lepiej przygotowane do malowania, niż mój pierwotny zestaw. Czyżby MiSiO zaszczycił je użyciem swojej szlifierki? W każdym razie opisywanej inwenturze towarzyszyła praca pilnikiem i nożykiem, co w połączeniu z podkładem, który zamierzam zaraz nałożyć, pozwoli mi na dość swobodny dostęp do elementów, które będę mógł wkrótce malować. Dzisiaj kończę wraz z towarzysząca mi potrójna refleksją: po pierwsze kupa pracy przede mną, tym większa, że harmonogram innych zajęć odsuwa hobby na odległy plan. Po drugie, pieskie jest życie. Po trzecie zaś, znowu zająłem się tematami zastępczymi, zamiast przygotowywać teksty do zgiełkowej aktualizacji.

RSS FeedRSS