poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Na Święta Świątynnie

Nie będę dużo pisał, wrzucę tylko parę zdjęć, tego czym bawiłem się przez Święta. Pierwszy raz chyba jakaś poczta sprawiła się nieźle i zamówienie, mimo, że z drugiego końca świata przyszło w przewidzianym czasie. Dzięki temu przez Święta miałem okazję przygotować sobie nieco dachówek i dokończyć kapliczkę z gipsowych klocków, którą rozpocząłem jakiś czas temu. W międzyczasie postanowiłem, że trochę wyciągnę wieżę do góry, jednak jak teraz patrzę na cały projekt to trochę mi się gryzą dwa rzędy okien w wieży...

Dlatego mam do Was koledzy tylko jedno pytanie - jak sądzicie, lepsza będzie z wyższą, czy z niższą wieżą?


 

niedziela, 24 kwietnia 2011

Czy aby dobra ta Anglia?

IV/21a Anglo-Irish 1172-1300 AD

Armię, którą dzisiaj prezentuję, kupiłem z zamysłem posiadania historycznego przeciwnika do moich dba’owych Szkotów. Miałem nawet ambitny pomysł przygotowania i rozegrania scenariusza bitwy pod Stirling. Problemy są dwa: dzisiejsza lista nie jest historycznym przeciwnikiem Szkotów (w każdym razie na pewno nie pojawiła się pod Stirling), scenariusza nie chce mi się ni cholery robić. O ile dla lenistwa nie mam wytłumaczenia, o tyle błąd wyboru armii można jeszcze jakoś usprawiedliwić.

No to jak to było? Powodowany impulsem złożenia historycznej pary zajrzałem do podręcznika. Z tyłu głowy miałem gdzieś film “Waleczne Serce”, z którego to podprogowego programowania wykoncypowałem, że Północna Armia Królestwa Anglii, która starła się u podnóży szkockiej twierdzy z wojownikami Wallace’a i Moraya, była jakoś mniejsza, niż główne siły króla (zaznaczam, że mówimy o pokręconym wnętrzu mojej głowy) - bardziej kompaktowa, zwarta. Na to nałożył się obraz (również z filmu), gdzie walijscy (?) łucznicy padają ofiarą flankującego manewru konnych Szkotów. W ten dziwny, zbiegokolicznościowo-błędnieskojarzeniowy sposób, wysłałem zamówienie na zestaw IV/21 Anglo-Irish, zamiast IV/23 Feudal English.

Skoro już jednak tak się stało, stwierdziłem, że… no, w każdym razie coś tam brzydko pod nosem powiedziałem i postanowiłem, że zostanę przy pierwotnym planie. A niech będzie, pomaluje Anglo-Irlandczyków tak, jakbym malował feudalnych Anglików. Stwierdzenie to okazuje się być zasadne zaledwie w przypadku trzech elementów. Rycerstwo (2x3Kn) malowałem w oparciu o ilustracje z nieśmiertelnego Osprey’a. Mamy tu więc takie postaci jak John de Warenne czy Anthony Bek. Element 4Bd to też w pewnym sensie naśladownictwo angielskiej heraldyki (a przynajmniej próba). To, co lubię w tych Bd to fakt, że wszyscy mają topory, zeszli z koni i czekają na chętnych do ‘oprawki’.



Walijscy (a jakże!) łucznicy to prosta, w miarę jednolita kolorystyka. Jasne kubraki, czerwone gacie - będzie.



No i Ax - jak dotąd, nie miałem okazji składać takich elementów, więc przy ich malowaniu pojawił się u mnie niejaki entuzjazm (sam siebie nie rozumiem). Tutaj dałem sobie historyczny luz. Dwa elementy mają heraldyczne krokwie w kolorach, jakie pamiętam ze starego, dobrego serialu o Robin Hoodzie - tak wymalowani pomykali po planie żołdacy szeryfa, jak zawsze głupsi od bandy leśnego dobroczyńcy. W jednym (tym ciemnym) przypadku, to chyba chodziło mi o Strażników z Gry o Tron. Czwarty z elementów to tylko mieszanka czerwonego z żółtym, bez jakiegoś większego ładu i składu. Jakby się dobrze przyjrzeć, to na kilku kubrakach widać moje próby umieszczenia krzyża Św. Jerzego. Niestety obawiam się, że efekt wyszedł komicznie. Już słyszę, jak ktoś krzyczy: medek! medek! A krzyczcie sobie.



Na koniec machnąłem 2 x 2 Ps - na białym podkładzie, w parę minut, z przecierką. Dałem inne kolory szmat, żeby się odróżniali od pozostałych elementów. Odróżniają się.



Ach, no i obóz. Jakoś sam się wymyślił i złożył z korka, piasku, kamyków i paru dodatków, w postaci tragarza i drzewka. Będzie to mój obóz wyjazdowy, bo mało można w nim zepsuć, podczas transportu. W każdym razie widać na nim więcej efektu wody, który pojawia się również na podstawkach poszczególnych elementów. W przypadku obozu występuje w roli strumyczka, na podstawkach zaś imituje kałuże. Efekt niezły, ale nie cudowny. Woda, po wyschnięciu, traci sporo objętości. Drugiej warstwy nie mam siły nakładać. O ile strumyk jeszcze ujdzie, to kałuże wyglądają, jakbym przez przypadek rozlał na podstawkach klej. Panie szeperdzie, co mówiliśmy na ostatniej sesji o pozytywnej projekcji?



Całość zajęła mi niewiele czasu (oczywiście wyłączając roczną przerwę, między pierwszym 3Kn a łucznikami). Jak zwykle też pierwotne zamiary ‘solidnego przyłożenia się’ skończyły się na szybkim spławieniu miniatur z biurka. Na pewno mam satysfakcję, że kolejna lista gotowa. Niestety, w związku z tym, kolejny odcinek Tytanów w czarnej… kniei.

Byłbym zapomniał - w ubiegłym roku grałem tą listą na turnieju w Warszawie (wówczas pożyczoną od Greeba). Zająłem wtedy niezłe, trzecie miejsce. Przyjmuję to za dobrą monetę i postaram się wkrótce powalczyć na kolejnych zawodach już własną kolekcją - oczywiście o najlepsze miejsce.

Mam też nadzieję, że dzisiaj pożegnałem się ostatecznie w moich tekstach z “Walecznym Sercem’ a na warsztacie, może nie na zawsze (?), ale na długo, z figurami Essexa. To piąta armia tej firmy, jaką pomalowałem. Wszystkie pochodziły z okresu Średniowiecza. Jak wcześniej pisałem w innych miejscach, jeśli skuszę się na coś nowego do DBA (a w głowie mam co najmniej Macedonię, Rzym i Kartaginę), to z pewnością spróbuję innych firm.

Kończę już. Zapraszam do oglądania i komentowania.

piątek, 15 kwietnia 2011

This is MADNESS!

No i nie wytrzymałem. Przeglądając prace na konkurs HADD (Hirst Arts Design Derby) natrafiłem na coś co zwaliło mnie z nóg podwójnie - jako modelarza i jako informatyka. Bez zbędnego przeciagania zaprezentuję link do stronki projektu:

THIS IS MADNESS!

W roli głównej PC ubrany w obudowę z gipsowych klocków formujących cytadelę a'la Warhammer 40 000... Nic dodać, nic ująć...

Jakby komuś nie było dość to tu jest jeszcze parę innych prac:

Nie omieszkam jeszcze wspomnieć, że właśnie zamówiłem 5 kolejnych foremek, stwierdziłem, że nie będę mieszał z dachem mojego kościółka i robił własnego, tylko skorzystam z gotowych cegiełek. Może się uda szybciej skończyć...

czwartek, 14 kwietnia 2011

Czarownik, czarownik…

Skończyłem ostatnio malować kolejnego zielonoskórego, którego zakupiłem łącznie z poprzednio prezentowanym szaleńcem na dziku. Dziś szaman stracił wierzchowca i musi zatańczyć na własnych stopach. Model sam w sobie świetny, z resztą nowe figurki do armii Orcs&Goblins są bardzo udane i kuszą do zebrania malutkiej hordy. Zszedłem z tematu, miałem pisać o czarowniku. Jak zwykle to będzie wpis czysto techniczny.
Malowałem figurkę rozłożoną na części pierwsze: ręka z różdżką, głowa, lewa noga, no i na koniec cała reszta w jednym kawałku. Postanowiłem w ten sposób malować bardziej skomplikowane modele, bo ułatwia mi to dostanie się w zakamarki i dopieszczenie każdego fragmentu. Trochę o malowaniu. Skóra orka to w zasadzie to samo co u poprzednika więc nie będę się tu rozpisywał, w skrócie użyte kolory to snotling green, goblin green, sunburst yellow, devlun mud, badab black.
Płaszczyk od strony podszewki ;) to najpierw vomit brown na górze przechodzący w bleached bone coraz niżej i rozjaśniany z domieszką skull white na końcówkach. Później całość smarowana devlun mud, w niektórych miejscach bardziej intensywnie, a w niektórych trochę mniej. Płaszczyk z tyłu to od mechrite red, przez scab red, blood red, aż po blazing orange. Dla wygładzenia i wyciagnięcia zakamarków devlun mud z delikatną domieszką scab red. Tak samo zostały pomalowane frędzle na masce i spódniczka. Została jeszcze skorupa na plecach. Najciemniejszy kolor to graveyard earth, rozjaśniany kommando khaki i na koniec z domieszką skull white na krawędziach.
To były największe elementy została jeszcze kupa detali. Figurka jest dla mnie nietypowa bo nie pamiętam kiedy malowałem coś tak kolorowo. Na szybko: laska bestial brown rozjaśniany delikatnie bubonic brown i devlun. Symbole na niej to po prostu szarości rozjaśniane miejscami z domieszką skull white. To samo ostrze noża. Pióropusz: czerwone podobnie jak reszta elementów w tym kolorze, żółte wyszedłem od blazing orange, golden yellow i krawędzie sunburst yellow, fioletowe to lich Purple rozjaśniany skull white, niebieskie ultramarine blue rozjaśniane ice blue. No to tyle o piórkach. Wszystkie linki, sznurki i inne strzępy to snakebite leather miejscami rozjaśnione krawędzie mieszając ze skull white i na koniec devlun mud. Elementy kościane to vomit brown, bleched bone, skull white, devlun mud.
Na sam koniec jeszcze maska. Podkład ze snakebite leather i rozjaśniany bubonic brown. Na koniec nieśmiertelny devlun, w zakamarkach nakładany bardziej obficie. Białe elementy to oczywiście skull white, ale nakładany lekko wodnisty żeby krycie nie było śniezno białe, a dające efekt już starawej podniszczonej farby. Na tym zakończę i zabiorę się do następnego, dosyć nietypowego modelu.

niedziela, 10 kwietnia 2011

sZOCka pyza

Pojawienie się włochatej pastereczki obudziło u mnie oczywiście tę dziwaczną przypadłość, o której pisałem przy okazji publikacji szkockiej armii do DBA. Wyjąłem więc z zakamarków szafki pewną figurkę, którą powinienem pomalować już dawno temu. Miała być w zamiarze przeznaczona do klimatycznego, szkockiego ZOCa, jednak kiedy kończyłem armię, zabrakło jakoś rozpędu.

Figurka to prezent… ale mam lekki problem z przypomnieniem sobie, od kogo. MiSiO, to Ty, prawda? No i pięknie, pamięć szwankuje. Mam od MiSiA jeszcze dwa prezenty figurowke. No, ale może bez dygresji. W każdym razie pyzaty, rudy dudziarz doczekał się na swoją kolej. Nie specjalnie przyłożyłem się do koszuli, kurtki, twarzy, włosów czy samych dud, bo po prostu korciło mnie bardzo malowanie tartanu. Tu posłużyłem się tutorialem z sieci, który kiedyś podrzucił tsar. Efekt tych wysiłków widać najlepiej z tyłu figurki, stąd prezentuję takie właśnie zdjęcie. Nie wiem czemu, ale ostatnio mnie korci, żeby wrócić do malowania na białym podkładzie. Mam wrażenie, że przez kilka ostatnich lat wszystkie figury wyszły za ciemno.

Podstawka miała w zamiarze pasować do Szkotów malowanych w 2009, stąd takie właśnie kolory. Jedynym urozmaiceniem są jesienne liście - to, po prawdzie, kolejna ich próba malowania, ponieważ wkrótce wystąpią w znacznie większych ilościach w moim skromnym warsztacie.

Ponieważ mam zamiar używać pyzatego dudziarza jako ZOC-a, będę musiał przejechać go jeszcze solidną warstwą lakieru ochronnego. A na prawdziwe malowanie tartanu zarezerwowałem sobie koniec roku, kiedy z okazji urodzin sprawię sobie większego szkockiego górala, ze szkockim psem pasterskim. Gobos wie, o czym mówię.

piątek, 8 kwietnia 2011

Druga trójka Kn

Udało mi się dzisiaj dokończyć drugi z elementów 3Kn do mojej angielskiej armii. O ile w przypadku pierwszego starałem się odtworzyć rycerzy angielskich z batalii pod Stirling, tym razem wybrałem pasowanych spod Falkirk. W środku, z czerwonym kropierzem, biskup Durham, Anthony Bek, który przewodził jednemu ze zgrupowań konnych w tej bitwie. Po prawej z kolei w siodle Ralph Basset of Drayton, który poczęstował wspomnianego wcześniej biskupa nieprzyjemnym zwrotem w trakcie bitwy. Z tyłu, niestety w kolczudze z innej epoki, angielski rycerz w heraldycznym ubarwieniu. I tak miałem nieco szczęścia, bowiem jeden normański wzór udało mi się przehandlować z Tsarem na figurę, którą widać w środku. Co do malowania, to oczywiście wzorowałem się na zeszycie Osprey’a, poświęconym kampanii szkockiej z końca XIII wieku.

Podobnie jak w przypadku łuczników, z wykonaniem podstawki zaczekam na sam koniec. Teraz w kolejce jeden element Bd i będę za półmetkiem. Potem cztery Ax i na koniec dwa Ps. Ciągle nie mam jeszcze koncepcji na obóz. W każdym razie, przy dobrych wiatrach, na turniej na Grenadierze przyjadę już z nową armią.

Niestety ostatnio krucho z czasem i chęcią do malowania. Jednak w tle robię niejakie postępy z kolejnym odcinkiem Tytanów, kupiłem sobie też niezły gadżet, no i odkopałem pewną figurkę, pośrednio związaną z moim psem. Do usłyszenia.

RSS FeedRSS