Each guardian is a formidable foe on his or her own right, trained to a pinnacle of skills that other races cannot easily match. When assembled in numbers, they form a deadly and steadfast phalanx, their spear-staves thrusting and cutting with graceful yet disciplined efficiency.
Księga Wood Elves, 2005
Gwardziści tworzą jedyny klasyczny klocek piechoty w mojej armii, co wynika poniekąd z lekkozbrojnego charakteru Leśnych Elfów. Tutaj mamy za to do czynienia z niemal ciężką piechotą. Niemal, bo pancerz słabawy, ale za to kilka specjalnych zasad, w tym stubborn, czynią z Wiecznej Gwardii przeciwnika, którego nie można zignorować. Ale nie chcę rozpisywać się o zaletach czy wadach charakterystyk, grywam bowiem coraz mniej. A za argumentami powinno stać doświadczenie, stąd pozostaje mi poczęstować się ‘mordą w kubeł’.
Wszystkie figury to metal; można by rzecz - kruszec wysokiej próby. Są bowiem doskonale wyrzeźbione, dynamiczne i dość bogate w szczegóły, jednocześnie zachowując charakter innych, lżejszych formacji leśnej kolekcji. Szczególnie zadziorny jest czempion - ten gest, w którym pokazuje coś palcem. Tu was zatrzymamy, dalej nie pójdziecie. Coś w tym guście.
W przypadku mojego malowania, zachowałem oczywiście kolorystykę poprzednich oddziałów. Kiedy wizualizowałem sobie ten regiment po nałożeniu podkładu, dość szybko nasunęło mi się kilka skojarzeń. Przede wszystkim hełmy: tu nie da się uciec od Starożytnej Grecji czy Rzymu. Decyzja była jedna - będą złotobrązowe. Idąc tym tropem wiedziałem, że szaty będą intensywnie czerwone. A stąd już jeden krok do 300 - i właśnie tak jakoś sobie ten oddział kojarzę ze Spartiatami by Frank Miller. Dlatego też dedykuję im ten krótki
fragment muzyczny - pasuje idealnie, gdy spojrzeć na ten zwarty blok gracji i stali.
To, co wypróbowałem na tym regimencie z dobrym skutkiem, to przesiadka na złote farby Vallejo. Warsiadówa z ungrimem zrobiła swoje. Hiszpański złoty kładzie się dużo lepiej, niż ten z GW. Kupiłem więc od razu dwa dostępne odcienie. Innym eksperymentem było malowanie figur przytwierdzonych do dużych podstawek, które zastosowałem ze względów logistycznych. Łatwo nie było, momentami miałem problem z dostępem do kilku miejsc. Ale też się udało. Na jednej podstawce mieszczą się cztery figury, na drugiej - trzy. Ale ta druga też występuje, jako cztery. Taki mały ‘fejk'.
Muszę przyznać, że gwardziści pokonali moją słabą wolę. Miałem ich malować zaraz po skończeniu figur z plastikowego batalionu, jednak wizja 19 podobnych figur sprawiała, że przekładałem ich na niemal sam koniec. Ale, ale - jakie to ma znaczenie. Może jedno - uznanie dla Gobosa i Robsona. Dotychczas malowałem jakieś tam regimenciki, a obaj Panowie zmierzyli się już z dużo większymi oddziałami. Szacunek.
Czy chcę komentować samo malowanie? Może w dwóch słowach - standard stołowy. Koniec końców, najlepsze jest to, że po nich zostało mi zaledwie 7 figur i Strażnicy Jesieni będą mogli zaprezentować się w całej swojej okazałości. Najfajniejsze jest to, że wcale nie czuję się zmęczony tą armią i z chęcią wezmę się za bary z ostatnimi figurami.
Jeśli chodzi o koszt, to częściowo mi się upiekło, bo dostałem pudełko w prezencie. Resztę kupowałem w kilku sklepach, głównie przez problemy z dostępnością command grupy. Z wyliczenia wyszło mi, że powinienem z własnej kabzy dać ponad dwie stówki, ale w sumie puściłem tylko jedną!
Na koniec uraczę Was jeszcze małą wstawką fabularną. Z pewnością szybko odkryjecie, skąd zaczerpnąłem pewne motywy, które można znaleźć zarówno w formie jak i w treści tej małej, słownej próbki. Kto się pokusi, o pełne rozszyfrowanie?

Zarządzono popas. Poszczególne grupy wojowników krzątały się i odpoczywały w różnych miejscach obszernej polany. Gwardziści w złotych hełmach rozłożyli się w cieniu ogromnych drzew. Było to mroczne, pierwotne miejsce - ogromne połacie starego lasu, nie tkniętego o tysięcy lat. Tutaj rosły uparte drzewa strażnicze, uzbrojone w szarozielone igły, potężne dęby oraz graby równie stare, jak sama ta ziemia. Ogromne pnie wyrastały tuż obok siebie, a ich splątane konary tworzyły szczelny baldachim, w ziemi zaś wiły się skłębione korzenie. Było to miejsce pogrążone w cieniu i głębokiej ciszy.
Kilku gwardzistów stało obok Kethavel, która odbierała meldunki od zwiadowców. Mówili ściszonymi głosami. Siire usiadł pod jednym z drzew. Oparł się plecami o ogromny pień. Obok położył swój wysoki, zloty hełm. Ktoś obok nucił leniwie i kojąco pieśń. Przez moment wsłuchiwał się w jej słowa. Niech słońce oświetli mą twarz. Niech gwiazdy wypełnią me sny. Jestem wędrowcem czasu, wędrowcem wielu miejsc. Zmierzam tam, skąd przychodzę. Zasiadam wśród Starszych innej rasy. Skrywam się przed oczami tego świata. Czekam na dzień, w którym wszystko zostanie objawione… Spojrzał w górę, na gęsto zbitą, wielokolorową koronę liści…
…widział ciemną, burą masę dzikich wojowników. Zwierzęcy ryk unosił się nad polem bitwy. Dzikie wrzaski wroga mieszały się z okrzykami leśnych driad. Świst setek strzał wypełniał powietrze. Ziemia drżała o końskich kopyt. Co jakiś czas, ponad bitewny zgiełk, wznosił się głuchy, głęboki odgłos, jaki wydawali z siebie ogromni Pasterze Drzew.
W samym centrum bitwy walczyła Wieczna Gwardia. Siire stał w pierwszym szeregu, ramię w ramię ze swoimi towarzyszami broni. Raz po raz fale przeciwników rozbijały się o tę morderczą ścianę gracji i stali. Raz po raz, Gwardia opierała się, niczym starożytna skała gwałtownym falą przyboju. To tędy przebiega cienka linia między życiem a śmiercią. To tu łopocze i rwie kurtyna dzieląca szaleństwo i ból tego świata od wiecznie zielonych, słonecznych łąk i białych brzegów. Jednym końcem swej smukłej włóczni sparował niski sztych przeciwnika. W pełnym gracji obrocie uderzył z biodra, zatapiające jej drugi koniec w czaszce wroga. Kątem oka dostrzegł, jak szerokie, zardzewiałe otrze zmierza w jego kierunku. Ktoś popchnął go, wytrącił z rytmu. Nie, wcale nie poczuł tępego bólu w piersi. Świat po prostu zastygł w miejscu. Potem zawirował. Wielkie pnie prastarych dębów przechyliły się gwałtownie. Upadł na ziemię. Nad sobą widział deszcz żółtych liści. Zamykały się nad nim. Zwiastowały zimę. Nadchodzi zima, pomyślał.
Nadchodzi zima? Tak, nadchodzi. Ale ja jej nie doczekam. Spojrzał na swój złoty, smukły hełm. Na jasną włócznię. Oddział gotował się do dalszego marszu.
Regiment
Typ: Eternal Guard (full command group)
Ilość: 20
Koszt w punktach: 270 pkt
Koszt w złotych: 215 zł
Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 92,78%
Łączny koszt w punktach: 1860 pkt
Łączny koszt w złotych: 986 zł