Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wood Elves. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wood Elves. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2026

Wood Elves Highborn

Znalazłem chwilę czasu, żeby pomalować trzecią figurkę z zestawu (blister) bohaterów do armii Wood Elves. Tego wzoru nie malowałem wcześniej ale zawsze mi się podobał. Dlatego cieszę się, że był dostępny w zestawie. Podobnie jak ostatnio starałem się użyć jak najmniej washy oraz stosować zasadę "mniej znaczy więcej". Jestem całkiem zadowolony z efektu końcowego. 

 

środa, 1 kwietnia 2026

Wydruki z drewna

Od czasu do czasu przeglądam różne aukcje wpisując hasło 'wood elves'. Przeważnie szperam za wzorami z poprzednich edycji - a nuż trafi się coś po okazyjnej cenie. Oczywiście nie sposób pominąć przy tej okazji alternatywnych propozycji. Dzisiejszy wpis jest o takiej alternatywie, czyli o drukowanym Treemanie, którego wzór na tyle mi się spodobał, że 'wyskoczyłem' z 80 złotych. W swoim pomyśle odtworzenia starej armii nie mogło zabraknąć tego leśnego giganta, ale nie uśmiechało mi się wydawanie sporej sumy na metalowego pokraka. Fakt, są dostępne wzory do AoS, do tego znacznie ciekawsze, niż oldscholowy metal, ale doszedłem do wniosku, że wolę wydać te 250 złotych na coś innego. Dla przypomnienia (i porównania), tutaj jest wpis sprzed 15 lat, gdzie prezentowałem dwie postaci i gdzie zobaczyć można metalowego potwora z GW (oraz znaleźć info, ile wówczas kosztował). Poniżej natomiast prezentuję drukowanego treemana, którego udało mi się pomalować kilka dni temu. 

 

niedziela, 15 lutego 2026

Łapaj, Trzymaj, Orion

Orion, the King in the Woods, to kolejna część wycieczki w przeszłość, do mojej armii Wood Elves sprzed kilkunastu lat. Król Lasu wieńczył wówczas całą malarską imprezę i trafił do finałowego odcinka Tytanów. Dzisiejsza figurka różni się od tej sprzed piętnastu lat materiałem, ponieważ zamiast fajnkastu mamy metal. W tamtym wpisie wspomniałem, że pomysł na kolor skóry to długa historia. Przybliżę, bo wcale nie taka długa. Po pierwsze pomysł ma już prawie 30 lat, po drugie nie był mój, tylko Tsara. W jego armii Wood Elves pojawiła się figurka Oriona (oczywiście poprzedni wzór) i doczekała się czarnego podkładu. Zapamiętałem, jak mówił, że taka wersja z czarną skórą i odpowiednio dobranym cieniowaniem bardzo mu się podoba. Uznałem to za bardzo oryginalny pomysł i ukradłem lata później. Wracając do dzisiejszego Oriona - oprócz materiału jest tu jeszcze kilka różnic, w stosunku do figurki z czasów Tytanów. Największe to kolor włóczni (The Spear of Kurnous), rogu (Horn of the Wild Hunt) i... jakość zdjęć. Napiszę jeszcze, że przy malowaniu starałem się ograniczyć użycie tuszy do minimum. Orion w kompani swoich ogarów prezentuje się zatem jak niżej:


poniedziałek, 9 lutego 2026

Bohaterowie Wood Elves

Końcem ubiegłego roku kupiłem sobie blister z trzema pieszymi bohaterami do armii Wood Elves. Przede wszystkim zależało mi na wzorze bohatera z wielkim, dwuręcznym mieczem. A, że pozostałe dwa wzory też mi się podobały i pomyślałem, że je pomaluję, to nie poskąpiłem monety (o drugim z modeli z tego zestawu piszę w kolejnym akapicie). Co do lorda z wielkim mieczem - to już trzecie moje podejście do tego modelu. Pierwszy raz malowałem go jedyne 19 lat temu a znaleźć go można tutaj. Za drugim razem, czyli 16 lat temu, trafił do armii Autumn Sentinels. Że też mi się kiedyś chciało tyle pisać. 


wtorek, 3 lutego 2026

Waywatchers

Dwa lata temu (to już?) malowałem dwie figurki Waywatchersów, które dostałem w prezencie od Robsona. Ostatnio trafiłem na aukcję, gdzie można było kupić trzy figurki z tej formacji. No to kupiłem i pomalowałem. Fluff, jak wiadomo, powstał dawno temu. To, co jest fajne, to że każdy wzór na aukcji był inny. Dlatego figurkę w środku pomalowałem tak, jak przed laty ("wiatr") a dwóm kolejnym zaaplikowałem po prostu miks jesiennych kolorów, stosując pewną dozę "malarskości" w wykonaniu. Fakt, że backstory sprzed lat nie pasuje tu już w całości do oddziału, ale historia mogła się przecież zmienić przez te kilkanaście lat a pewni bohaterowie mogli z niej wypaść. 

  

sobota, 8 marca 2025

Wood Elves 10mm

Nigdy nie jest za późno na spróbowanie nowych rzeczy. Dzisiaj chciałem pochwalić się malowaniem kilku podstawek w skali 10mm. Jest to prezent od Brutala, za który bardzo dziękuję. Wydruki w tej maleńkiej skali przedstawiają Tancerzy Wojny z armii Wood Elves. Nie mogłem ich pomalować inaczej, niż w jesiennym stylu (kto czyta uważnie bloga, wie dlaczego). Są to w sumie cztery podstawki, które wkleiłem w parach na dedykowane traye. Interesujące doświadczenie i całkiem ciekawy efekt. Trochę się musiałem nagłowić, jak to ugryźć, ale myślę, że gdyby przyszło mi pomalować całą armię w tej skali, nie miałbym z tym problemu. 

piątek, 22 marca 2024

Smukła brzoza

Games Workshop wrzuca zapowiedzi kolejnych dwóch armii do The Old World a ja w tym czasie zanurzam się w nostalgii za moimi Wood Elves. Końcem grudnia wrzucałem tu figurkę waywatchera, która była oczywiście nawiązaniem do Starcia Tytanów, czyli figurkowej imprezy sprzed kilkunastu lat. Konkretnie zaś mowa o tym wpisie, gdzie prezentowałem wówczas piątkę tychże legendarnych zwiadowcach. Ponieważ Robson podarował mi w zeszłym roku dwie figurki, małym lekarstwem na nostalgię było pomalowanie drugiej z nich. Tym razem odtworzyłem malowanie postaci, którą nazwałem wtedy smukłą brzozą. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć ją na podstawkach o wymiarze 25x25, z myślą o tym, żeby pasowały w przyszłości do rozgrywek w ramach zasad do TOWa.

czwartek, 29 lutego 2024

Jest taki dzień...

Taki dzień jak dziś... zdarza się raz na cztery lata. Warto więc okrasić go jakimś blogowym wpisem. Sprawdziłem: cztery lata temu Robson celebrował tę okazję, osiem lat temu nie pojawiło się nic a dwanaście lat temu to ja sam osobiście sobie jakieś żarty robiłem. Dzisiaj żartów nie będzie. Dzisiaj będą driady do armii Wood Elves, w dodatku na podstawkach o wymiarze 30x30. Driady dostałem parę tygodni temu w prezencie od nieocenionego Gobosa. Okrutnie mnie ciągnęło, żeby je pomalować, ale nie miałem podstawek o takim wymiarze. Ze dwa tygodnie temu, zupełnie przez przypadek, zapytałem w lokalnym sklepie i  okazało się, że właśnie przyszła dostawa takich baz. Czego chcieć więcej? Nic,  tylko malować. Tym bardziej, że o "inspirację" nie musiałem się martwić, bo taki jeden gość już malował kiedyś Leśne Elfy i chyba całkiem nieźle mu to wyszło. Zresztą możecie sami zobaczyć.


poniedziałek, 25 grudnia 2023

Omszały głaz

Dwanaście lat temu kończyliśmy wraz z Gobosem i Robsonem blogową imprezę pod szyldem Starcia Tytanów. Był to kawał hobbystycznego przedsięwzięcia i do dzisiaj jestem z niego dumny. Parę lat później sprzedałem armię Wood Elves, którą malowałem w ramach tej malarskiej zabawy. Nie umiem powiedzieć, ile razy przekląłem własną głupotę. O ile dobrze pamiętam, to zdarzyło mi się nawet powiedzieć w naszym blogowym gronie, że może kiedyś pokuszę się o odtworzenie tej kolekcji. Dzisiaj mała podróż w przeszłość - poniżej znajdziecie wytłumaczenie, o czy mowa. Zajrzyjcie też tutaj - jest tam wpis, do którego nawiązuje dzisiejsza notka. 

 

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Zmierzch Tytanów

Niebo
Spieczone przez słońce
Płacze
Życiodajnymi łzami.

Ale las
Zraniony przez wiatr
Płacze
Martwymi liśćmi.



To haiku z ‘Szoguna’ utkwiło mi w pamięci kilka lat temu i wiedziałem już wtedy, że muszę je zacytować w którymś z odcinków Tytanów, w mojej armii z Athel Loren. Tak się złożyło, że trafiło do odcinka ostatniego. A w związku z tą okolicznością, niech będzie mi dane uronić jedną suchą łzę na pożegnanie z naszą hobbystyczną zabawą.

Pierwotnie odcinka tego miało nie być, ale po drodze okazało się, że Koledzy mają jeszcze całkiem sporo modeli do pokazania, więc zgodziłem się na dogrywkę. Sam też miałem od jakiegoś czasu coś w zanadrzu, więc przynajmniej po raz ostatni forma tej zabawy zdopingowała mnie, żeby figurę pomalować.



Jest to oczywiście Orion - król Athel Loren we własnej osobie. Od zawsze mi się podobał sam pomysł na tę postać jak i obie wersje figur. Model tu to osławiony już finecast. I, jak się niestety można było spodziewać, cierpi na kilka jakościowych problemów, o których wypowiedziały się już zapewne rzesze ludzi. Ale mniejsza o nie, bo w przypadku tego wzoru można je było zamaskować po prostu malowaniem.


Co do malowania, to kolor skóry jest pewną ekstrawagancją (długa historia, skąd się wziął taki pomysł). Reszta trzyma się schematu przyjętego w całej armii, co widać najlepiej na zdjęciach. Na podstawce nie mogło zabraknąć muchomora. Z tyłu jest jeszcze jakiś wielki rydz, ale nie za specjalnie mi się udał, wiec go zamaskowałem przyklejanym listowiem. Jak Wam się ten gigant i jego brytany podobają?


Dzisiaj nie będzie żadnej wstawki literackiej. Zawieszam więc gdzieś tę mini-opowieść pośrodku puszczy. Armia Athel Loren zebrała się i wyruszyła na spotkanie przeznaczeniu. Zmierza na spotkanie swego przeciwnika. Nie dowiemy się jednak, jaki był finał tej wyprawy i jak zakończyła się historia bohaterów, których powołałem do życia, aby ‘ubrać’ w literackie tło plastikowe miniatury. Choć słowo literackie jest tu może pewną przesadą.

Jak się rzekło we wstępie, to pożegnanie z Tytanami. Dotarliśmy do końca naszej wspólnej zabawy w niezłym stylu i kompletnie nie warto mówić czy pamiętać o tym, że z rocznym opóźnieniem. Chciałem podziękować za wszystkie pozytywne jak i krytyczne komentarze, jakie moja armia zebrała tu i jeszcze na starym Bitewnym Zgiełku - naprawdę zagrzewały mnie do pracy.

Szczególnie podziękowania chciałem przekazać Gobosowi i Robsonowi - odwaliliście kawał dobrej roboty! Co prawda musiałem czasem postać nad wami z batem, ale opłaciło się. Nie liczyłem dokładnie, ale pomalowaliśmy razem prawie 500 miniatur. Jakich by jednak statystyk nie podawać, to, zważywszy na nasze możliwości czasowe, wykonaliśmy tytaniczny wysiłek. Panowie: byliście świetni! Pamiętajcie, że macie u mnie do odebrania pewne trofeum, które obiecałem Wam na zakończenie Tytanów - tym razem Wasza kolej, żeby mi o tym przypominać. A jeszcze dzisiaj dedykuję Wam ten utwór. Na finał jak znalazł!

Czas na kilka zdjęć całości. Na początek tzw. zbiorówka.


Teraz zbliżenie na centrum.


W centrum próbowałem złapać ostrość na jednej z bohaterek moich tekstów - Kethavel.


Tymczasem na prawym skrzydle...


... i do kompletu - na lewym:


Jeszcze jedno ujęcie z kategorii 'zamieszanie': tym razem magiczka generał, która w ostatniej bitwie z Wampirami była po prostu świetna.


Na koniec jeszcze jedno ujęcie całości, tym razem pod pewnym kątem.


Zostaje mi ostatnia rzecz do zrobienia. W pierwszym odcinku opowieści o Autumn Sentinels zadedykowałem tę kolekcję Tsarowi. Stąd na koniec jedno pytanie: podobało się Przyjacielu?

Szeperd

sobota, 12 listopada 2011

Pan od przyrody?


They are masters of concealment, and have trained themselves so that they can lie unnoticed and unmoving for days on end before springing into action to slay a startled and unfortunate prey.

Księga Wood Elves, 2005


Oj moi Mili, jesień w tym roku jest po prostu przepiękna. Nie mogę się nasycić jej widokiem a i mam przy okazji wrażenie, że w takiej odsłonie dawno jej nie oglądałem. Jest ciepła, kolorowa i pięknie pachnie. Wszechobecne żółte liście, bądź na drzewach, bądź obficie pokrywające chodniki i ulice przypominają mi, jakim to afektem ją darzę. Bez tej właśnie, wyidealizowanej, złotej jesieni, nie byłoby być może kolekcji Wood Elves, której w zasadzie ostatnią (o czym parę słów później) część prezentuję dzisiaj. Wspomniane obrazy popchnęły mnie też do napisania poniższego tekstu. Co prawda jego krótka koncepcja chodziła mi po głowie od dłuższego czasu, a że dodatkowych motywatorów nigdy dosyć…


Bardzo niewiele zjawisk w Starym Świecie można porównać do obrazów, jakie natura maluje w granicach prastarej puszczy Athel Loren. Szczególnie w porze spadających liści, zwanej przez ludzi jesienią, nie można przejść obojętnie wobec wszechobecnego spektaklu piękna. Ten ulotny mariaż czerwonawego słońca, subtelnej mgły i wielokolorowego tła lasu dociera wgłęb wielu serc, budzi smutek, wycisza, zmusza do refleksji nawet najprostsze umysły.

Jak co roku, w miejscach dzikich, czarownych i pięknych, jesień snuła swoją opowieść. Tu, ciepły wiatr śpiewał swoją cichą i spokojną pieśń, głaszcząc drzewa, głazy i liście, układając całe miejsce do zimowego snu. Brunatne i szarawe pnie drzew stawiały mu spokojny opór, jednak korony wielu z nich były już całkiem nagie. Były i takie, gdzie intensywna czerwień i żółć listowia za nic miała sobie zaklęcia wiatru. Pochylała się wraz z konarami w takt jego melodii, poruszając się i szeleszcząc, by wygrawszy te zmagania tkwić dumnie wśród rozłożystych koron.




Liście. Te, które nie miały już dość siły i poddały się wreszcie pieszczotom wiatru, pokrywały całą połać puszczy niczym wielokolorowy dywan, mozaika barw w setkach odcieni. Od zielonych, w których jeszcze tliło się wspomnienie życia i lata, poprzez tkwiących w półśnie, czerwonych towarzyszy, aż do tych żółtych, martwych już, które dały porwać się objęciom jesieni.



Na wzniesieniu, tuż nad wykrotem, rosły smukłe brzozy. Ich delikatne kształty przywodziły na myśl kobiece sylwetki, zapraszane do subtelnego pląsu przez delikatne podmuchy jesiennego wiatru. Gibkie pnie, szarawe tuż przy ziemi, bielały w kierunku dziewczęcych koron. Te mieniły się wciąż jeszcze żółtymi bądź czerwonymi wyspami szeleszczącego listowia.



Ciche i ciepłe podmuchy wiatru podrywały do lotu opadłe liście, pędząc je delikatnie przed sobą. Te, wirując, okrążały wielki, wiekowy, omszały głaz. Jego nieregularne kształty przywodziły na myśl uśpioną od stuleci bestię, której szarawy pancerz porastał zielonym mchem. Miejscami powierzchnia głazu łuszczyła się, odkrywając nagie, jasne, piaskowe fragmenty. Niczym plamy na grzbiecie prehistorycznego gada, świeże miejsca pod zrzuconą właśnie łuską.



Omszały głaz stał nieopodal leniwie szemrzącego strumienia. Senny nurt niósł na grzbiecie zwiędłe liście. Choć cichy z natury, w kilku miejscach głos strumienia stawał się donioślejszy. Tam, gdzie teren opadał, niewielka rzeka tworzyła naturalne przełomy. W miejscach tych , gdzie woda uderzała o sterczące poniżej kamienie, kolor jej zmieniał się z szarego na wiele odcieni błękitu i bieli. Na górze, tuż nad przełomem, bielił się szeroki grzebień, przechodzący dalej w jasne, pionowe smugi, by opaść w fontannie rozprysków i skryć się w białej pianie.



Gdyby ktoś trafił w to miejsce, przypadkowy, zabłąkany wędrowiec, stałby przez moment urzeczony jego pięknem. Po paru chwilach jednak przysiągłby, że jest obserwowany a zimny dreszcz strachu sparaliżowałby jego umysł i ciało. Z pewnością byłoby to ostatnie uczucie, jakiego dane mu było doznać, gdyż z miejsc takich nie powrócił jeszcze nikt.

Jesienną muzykę tego miejsca przeszył na moment inny, fałszywy ton. Dziki ryk tysięcy gardeł, szczęk żelaza i słyszalna żądza mordu. Na moment nie było słychać nic, po czym powróciła owa muzyka. Coś jednak zmieniło się w jej melodii.

Czas ruszać, zaszemrał strumień. Czas, potwierdził wiatr, przyginając gałęzie brzozy. Odwieczny głaz drgnął nieznacznie. Liść spojrzał w tym kierunku. W jego oczach płonął ogień zbliżającej się bitwy.




***

Prezentuję dzisiaj ostatni oddział armii Autumn Sentinels. Ostatni z pierwotnego planu, bo, jak wcześniej się rzekło, przed nami jeszcze jeden, finałowy odcinek, na który szykuję tzw. bonus. A dzisiaj sekcja Rare i tajemniczy Waywatchers, których Tsar nazwał był kiedyś z polska Przepatrywaczami. Do dzisiaj lubię tę interpretację.

Co do pomysłu na malowanie, to sam przyznam, że nieco mnie poniosło. Nie chciałem malować tej ostatniej piątki w identyczny sposób, ani zbliżony do poprzednich jednostek. Chciałem jakoś wyróżnić ich indywidualny charakter, fakt, że we fluffie mówi się, że każdy wygląda i walczy inaczej. Wreszcie stwierdziłem, że powiążę ich jakoś mocniej z dzisiejszym krótkim tekstem (który pojawił się mojej głowie nieco wcześniej).

Stąd próba, myślę dość śmiała, pomalowania każdego zwiadowcy w sposób, który miałby imitować właśnie brzozę, głaz, strumień, wiatr i liść. Starałem się dużo podpatrzeć na spacerach w okolicznym lesie. Przeglądałem też nieco Internet, wpisując po prostu hasła typu jesienny głaz, jesienna brzoza, itp. W każdym razie do końca nie miałem pojęcia, co z tego wyjdzie.

O ile dość łatwo przychodzi pomalowanie figury w wielokolorowe plamy, oblanie szarej farby zielonym washem, czy przetarcie białym kolorem górnych partii ciemnawego podkładu, o tyle strugi wody czy oddanie w jakikolwiek sposób wiatru to inna para kaloszy. Cóż, ważne, że sam rozpoznaję, który model czemu odpowiada. W sumie stwierdzam, że jestem zadowolony z tej pracy. Nawet, jeśli pierwotne założenie nie wyszlo, to przynajmniej poeksperymentowałem z różnymi kolorami i zabiegami malarskimi (nic wielkiego oczywiście). Koniec końców, mam nadzieję, że moja praca przypadnie nieco do gustu czytającym ten wpis.

Co za miesiąc? Za miesiąc będzie raczej w tonie podsumowań (przynajmniej u mnie). Starcie Tytanów dobiega końca i… no dobrze, o tym za miesiąc.



Regiment
Typ: Waywatchers (+Shadow Sentinel)
Ilość: 5
Koszt w punktach: 128 pkt
Koszt w złotych: 70 zł


Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 100%
Łączny koszt w punktach: 2488 pkt
Łączny koszt w złotych: 1215 zł

czwartek, 1 września 2011

Nie ma w języku…


Some of the more powerful and ancient of Athel Loren’s spirits are able to entwine their essence with that of a living tree, moulding it to their will. Terryfying to behold, these behemots smash apart all who stand against them, and are almost impervious to harm.

Księga Wood Elves, 2005


Wielki ptak szybował ponad wierzchołkami drzew. Zataczając ogromne kręgi powoli i majestatycznie lustrował połacie lasu. Jego oczy dostrzegły duże grupy Asrai, zmierzające spiesznie i niemal niezauważanie na północny wschód. Spojrzał w tamtym kierunku. Las ciemniał tam, rozrywała go pożoga, rozdzierał wrzask setek okrutnych wrogów. Plugawych hord, niosących cierpienie i śmierć. Wielki ptak zatoczył po raz ostatni koło i rozpłynął się w powietrzu w magicznej mgle.

Ale ptaka tego nie mogło dostrzec żadne oko. Jednak to, co widziały jego oczy, widział jeszcze ktoś. Wiele mil dalej, w sercu pradawnego matecznika, między wielkimi pniami starożytnych drzew siedziała mała postać. Długie, jasne włosy spadały na jej smukłe ramiona. Zwiewne szaty poruszały się, muskane nieuchwytnymi podmuchami jesiennego wiatru. Gdyby ktoś zakradł się w to miejsce, usłyszałby cichy pomruk wydobywający się z głębi potężnych pni, któremu towarzyszyła ledwo słyszalna pieśń bez słow.


Ta niema rozmowa, wspólne błądzenie pozaziemskimi ścieżkami umysłów elfa i lasu, powolne tkanie więzi i osiągnięcie porozumienia - to działo się w tym miejscu. Rytuał ten i jego zrozumienie pozostawało wielką tajemnicą nielicznych.

I choć to, co medytująca postać zobaczyła oczami magicznego ptaka zmąciło jej spokój, zmroziło serce i nakazało pośpiech, siłą woli, nie przerwała transu. Nie mogła się spieszyć, nie teraz. Nie tak blisko odwiecznego przebudzenia. Godzina za godziną, czas płynął tu sennie, choć w innych miejscach Athel Loren gnał jak oszalały.

Wreszcie elfia postać otworzyła oczy. Powoli uniosła spojrzenie w górę, błądząc nim po ogromnych konarach jednego z drzew. I stało się - zajrzała w dwie, ogromne studnie bez dna, które również szukały jej wzroku. Wstała, skłoniła się nieznacznie. Witaj, usłyszała głos, choć nie padło żadne słowo. Witaj, Odwieczny, odpowiedziała. Cieszę się, z naszego spotkania. I ja, odpowiedział jej głos. Czy zechcesz wyruszyć ze mną w tej godzinie próby, zapytała? Ogromne drzewo poruszyło konarami, w geście potwierdzenia. Zatem ruszajmy, gdyż moje serce zmroził strach o życie Twoich i moich braci.


Duch uwięziony w pniu starożytnego drzewa wydał z siebie przeraźliwy okrzyk. Wiele mil dalej, usłyszały go setki uszu. Jednym przyniósł otuchę i nadzieję. Innych natchnął pierwotnym strachem.


Nie ma w języku entów, ludzi i elfów przekleństwa, jakim można by okrasić męki związane ze składaniem metalowego drzewca do przysłowiowej kupy. Już dawno się tak nie namęczyłem, próbując uzyskać w miarę mało szpar i dziur a zarazem ustawić go w przyzwoitej, pionowej pozycji. Najgorsze były chyba nogi. W końcu doszedłem do wniosku, że bez kilogramów greenstuffu i tak się nie obejdzie, więc zluzowałem nieco na wszystkich niedociągnięciach i szczelinach. Po zaschnięciu kleju oblepiłem drzewko zieloną masą, którą następnie bądź pseudorzeźbiłem, bądź, po zaschnięciu, piłowałem. Suma summarum wyszło całkiem estetycznie i wreszcie mogłem się zająć malowaniem. Tu posłużyłem się sprawdzonym patentem w przypadku malowania plastikowego lasu GW - ten sam dobór kolorów, szybka przecierka i gotowe. Potem nieco więcej zabawy z duszkami i podstawką. Na tej znalazł się mój pierwszy muchomor! Nawet nie liczyłem, ile zajęło mi przygotowanie tego drewnianego kolosa. Z efektu jestem całkiem zadowolony.

Do pary z drzewcem prezentuję dzisiaj ostatniego z czwórki bohaterów. Tym razem to magiczka. Jest to wersja, która z dostępnym wzorów podoba mi się najbardziej. Chodzi głównie o dynamiczny i zwiewny design. Kolorystyka to nawiązanie do motywów przewodnich całej kolekcji. Myślę, że dalszy komentarz jest zbędny.

Jako mały bonus, wstawiam zdjęcie pewnego pnia, niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Przejeżdżam koło niego co dzień rano, nie mogąc oprzeć się pewnym skojarzeniom.


Na koniec przyznam się do czegoś - miałem najmniej do przygotowania w ramach tego odcinka. Jak zwykle też poganiałem Kolegów, aby się sprężali. Wyszło na to, że jestem ostatni. Cóż. Nawet tytani mają czasem słabszy okres, prawda?

Co dalej? Teoretycznie przed nami ostatni odcinek, czas podsumowań i podziękowań. Ptaszki jednak ćwierkają, że będzie jakiś bonus. U mnie całkiem szałowy, jeśli chodzi o wzory. Obym podołał malowaniu!

Regiment
Typ: Treeman
Ilość: 1
Koszt w punktach: 285 pkt
Koszt w złotych: 130 zł

Regiment
Typ: Spellweaver
Ilość: 1
Koszt w punktach: 250
Koszt w złotych: 29 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 94,85%
Łączny koszt w punktach: 2360 pkt
Łączny koszt w złotych: 1145 zł


środa, 8 czerwca 2011

Wieczna Gwardia


Each guardian is a formidable foe on his or her own right, trained to a pinnacle of skills that other races cannot easily match. When assembled in numbers, they form a deadly and steadfast phalanx, their spear-staves thrusting and cutting with graceful yet disciplined efficiency.

Księga Wood Elves, 2005


Gwardziści tworzą jedyny klasyczny klocek piechoty w mojej armii, co wynika poniekąd z lekkozbrojnego charakteru Leśnych Elfów. Tutaj mamy za to do czynienia z niemal ciężką piechotą. Niemal, bo pancerz słabawy, ale za to kilka specjalnych zasad, w tym stubborn, czynią z Wiecznej Gwardii przeciwnika, którego nie można zignorować. Ale nie chcę rozpisywać się o zaletach czy wadach charakterystyk, grywam bowiem coraz mniej. A za argumentami powinno stać doświadczenie, stąd pozostaje mi poczęstować się ‘mordą w kubeł’.


Wszystkie figury to metal; można by rzecz - kruszec wysokiej próby. Są bowiem doskonale wyrzeźbione, dynamiczne i dość bogate w szczegóły, jednocześnie zachowując charakter innych, lżejszych formacji leśnej kolekcji. Szczególnie zadziorny jest czempion - ten gest, w którym pokazuje coś palcem. Tu was zatrzymamy, dalej nie pójdziecie. Coś w tym guście.

W przypadku mojego malowania, zachowałem oczywiście kolorystykę poprzednich oddziałów. Kiedy wizualizowałem sobie ten regiment po nałożeniu podkładu, dość szybko nasunęło mi się kilka skojarzeń. Przede wszystkim hełmy: tu nie da się uciec od Starożytnej Grecji czy Rzymu. Decyzja była jedna - będą złotobrązowe. Idąc tym tropem wiedziałem, że szaty będą intensywnie czerwone. A stąd już jeden krok do 300 - i właśnie tak jakoś sobie ten oddział kojarzę ze Spartiatami by Frank Miller. Dlatego też dedykuję im ten krótki fragment muzyczny - pasuje idealnie, gdy spojrzeć na ten zwarty blok gracji i stali.


To, co wypróbowałem na tym regimencie z dobrym skutkiem, to przesiadka na złote farby Vallejo. Warsiadówa z ungrimem zrobiła swoje. Hiszpański złoty kładzie się dużo lepiej, niż ten z GW. Kupiłem więc od razu dwa dostępne odcienie. Innym eksperymentem było malowanie figur przytwierdzonych do dużych podstawek, które zastosowałem ze względów logistycznych. Łatwo nie było, momentami miałem problem z dostępem do kilku miejsc. Ale też się udało. Na jednej podstawce mieszczą się cztery figury, na drugiej - trzy. Ale ta druga też występuje, jako cztery. Taki mały ‘fejk'.

Muszę przyznać, że gwardziści pokonali moją słabą wolę. Miałem ich malować zaraz po skończeniu figur z plastikowego batalionu, jednak wizja 19 podobnych figur sprawiała, że przekładałem ich na niemal sam koniec. Ale, ale - jakie to ma znaczenie. Może jedno - uznanie dla Gobosa i Robsona. Dotychczas malowałem jakieś tam regimenciki, a obaj Panowie zmierzyli się już z dużo większymi oddziałami. Szacunek.


Czy chcę komentować samo malowanie? Może w dwóch słowach - standard stołowy. Koniec końców, najlepsze jest to, że po nich zostało mi zaledwie 7 figur i Strażnicy Jesieni będą mogli zaprezentować się w całej swojej okazałości. Najfajniejsze jest to, że wcale nie czuję się zmęczony tą armią i z chęcią wezmę się za bary z ostatnimi figurami.

Jeśli chodzi o koszt, to częściowo mi się upiekło, bo dostałem pudełko w prezencie. Resztę kupowałem w kilku sklepach, głównie przez problemy z dostępnością command grupy. Z wyliczenia wyszło mi, że powinienem z własnej kabzy dać ponad dwie stówki, ale w sumie puściłem tylko jedną!

Na koniec uraczę Was jeszcze małą wstawką fabularną. Z pewnością szybko odkryjecie, skąd zaczerpnąłem pewne motywy, które można znaleźć zarówno w formie jak i w treści tej małej, słownej próbki. Kto się pokusi, o pełne rozszyfrowanie?


Zarządzono popas. Poszczególne grupy wojowników krzątały się i odpoczywały w różnych miejscach obszernej polany. Gwardziści w złotych hełmach rozłożyli się w cieniu ogromnych drzew. Było to mroczne, pierwotne miejsce - ogromne połacie starego lasu, nie tkniętego o tysięcy lat. Tutaj rosły uparte drzewa strażnicze, uzbrojone w szarozielone igły, potężne dęby oraz graby równie stare, jak sama ta ziemia. Ogromne pnie wyrastały tuż obok siebie, a ich splątane konary tworzyły szczelny baldachim, w ziemi zaś wiły się skłębione korzenie. Było to miejsce pogrążone w cieniu i głębokiej ciszy.

Kilku gwardzistów stało obok Kethavel, która odbierała meldunki od zwiadowców. Mówili ściszonymi głosami. Siire usiadł pod jednym z drzew. Oparł się plecami o ogromny pień. Obok położył swój wysoki, zloty hełm. Ktoś obok nucił leniwie i kojąco pieśń. Przez moment wsłuchiwał się w jej słowa. Niech słońce oświetli mą twarz. Niech gwiazdy wypełnią me sny. Jestem wędrowcem czasu, wędrowcem wielu miejsc. Zmierzam tam, skąd przychodzę. Zasiadam wśród Starszych innej rasy. Skrywam się przed oczami tego świata. Czekam na dzień, w którym wszystko zostanie objawione… Spojrzał w górę, na gęsto zbitą, wielokolorową koronę liści…

…widział ciemną, burą masę dzikich wojowników. Zwierzęcy ryk unosił się nad polem bitwy. Dzikie wrzaski wroga mieszały się z okrzykami leśnych driad. Świst setek strzał wypełniał powietrze. Ziemia drżała o końskich kopyt. Co jakiś czas, ponad bitewny zgiełk, wznosił się głuchy, głęboki odgłos, jaki wydawali z siebie ogromni Pasterze Drzew.

W samym centrum bitwy walczyła Wieczna Gwardia. Siire stał w pierwszym szeregu, ramię w ramię ze swoimi towarzyszami broni. Raz po raz fale przeciwników rozbijały się o tę morderczą ścianę gracji i stali. Raz po raz, Gwardia opierała się, niczym starożytna skała gwałtownym falą przyboju. To tędy przebiega cienka linia między życiem a śmiercią. To tu łopocze i rwie kurtyna dzieląca szaleństwo i ból tego świata od wiecznie zielonych, słonecznych łąk i białych brzegów. Jednym końcem swej smukłej włóczni sparował niski sztych przeciwnika. W pełnym gracji obrocie uderzył z biodra, zatapiające jej drugi koniec w czaszce wroga. Kątem oka dostrzegł, jak szerokie, zardzewiałe otrze zmierza w jego kierunku. Ktoś popchnął go, wytrącił z rytmu. Nie, wcale nie poczuł tępego bólu w piersi. Świat po prostu zastygł w miejscu. Potem zawirował. Wielkie pnie prastarych dębów przechyliły się gwałtownie. Upadł na ziemię. Nad sobą widział deszcz żółtych liści. Zamykały się nad nim. Zwiastowały zimę. Nadchodzi zima, pomyślał.

Nadchodzi zima? Tak, nadchodzi. Ale ja jej nie doczekam. Spojrzał na swój złoty, smukły hełm. Na jasną włócznię. Oddział gotował się do dalszego marszu.



Regiment
Typ: Eternal Guard (full command group)
Ilość: 20
Koszt w punktach: 270 pkt
Koszt w złotych: 215 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 92,78%
Łączny koszt w punktach: 1860 pkt
Łączny koszt w złotych: 986 zł

niedziela, 20 lutego 2011

Dziki Gon


The Wild Riders of Kurrnous are Orion’s personal guard, as aggressive and impulsive as he. They are fey and dangerous creatures, who are no longer truly the Elves they once were, but are now part of the Wild Hunt.

Księga Wood Elves, 2005


Jakże inaczej mógłbym zatytułować dzisiejszy wpis? The Wild Hunt. Nie miałem wątpliwości. Z Dzikim Gonem skojarzyłem Dzikich Jeźdźców niemal zaraz po przeczytaniu ich tła fabularnego w księdze. Natchnął mnie zapewne fragment, że nie są już Elfami, którymi kiedyś byli. Zresztą czego innego można spodziewać się po takim miłośniku prozy Sapkowskiego, jak ja. A przecież Dziki Gon to stary europejski mit, traktujący o, jak możemy przeczytać na nieodżałowanej Wikipedii, gromadzie myśliwych-zjaw, gnających konno na dziki łów. I pomimo tego, że po raz kolejny GW czerpie wprost z istniejących podań (ależ który z autorów tzw. fantasy tego nie robi?), to koncept ten przypadł mi wielce do gustu - wplecenie Gonu do armii Athel Loren nie może się nie podobać.

Dlatego też, zaraz po pierwszym skojarzeniu, wiedziałem, że moja kolekcja nie obejdzie się bez Dzikich Jeźdźców. Wcześniej nie byłem tego pewien, chciałem przeznaczyć ten wybór z sekcji Special na jednostkę latającą. Pewną rolę odgrywał tu też aspekt finansowy. Piątka jeźdźców to blisko 200 złotych (czyli tyle, co cztery modele sokołów) - no co wydać tak sporą sumę? Tym razem poszczęściło mi się na aukcji - kiedy zobaczyłem nowiuteńką piątkę konnych za mniej, niż 100 złotych, nie mogłem nie licytować. Aukcja zakończyła się pomyślnie koło tej kwoty i wkrótce miałem modele w domu.

Często gęsto naiwne tło fabularne GW, szczególnie w przypadku Elfów (Ulthuan cacy, Nagarond be; pisałem o tym kiedyś więcej przy okazji recenzji ostatniej księgi Dark Elves), jest na szczęście złamane wieloma odcieniami szarości, jakie widzę w Athel Loren. Połączenie Elfów i Istot Leśnych, podkreślenie ich neutralnego charakteru, harmonii i symbiozy ze Starożytną Puszczą broni się z całego elfiego tryptyku GW najlepiej. Dlatego też mój pomysł na Dzikich Jeźdźców miał być w miarę nietypowy. Nie będę go specjalnie komentował - wszystko widać, jak na dłoni. A propos dłoni: targnąłem się na małą konwersję w przypadku jednego z dzisiejszych bohaterów.


Wierzchowiec Rideana szedł kłusem po lekkim zboczu, pomiędzy rosnącymi tu rzadziej drzewami. Kiedy wojownicy Polany Płaczących Liści ruszyli za swoją przywódczynią, zwiadowca przyłączył się do nich. Wraz z innymi jeźdźcami prowadził rekonesans okolicy, osłaniając jednocześnie skrzydła pochodu przed ewentualną zasadzką. Napięcie związane z nieuchronnie zbliżającą się bitwą nie opuszczało go. Nie mógł go w sobie stłumić, choć zadanie związane z podjazdem pozwalało nieco odegnać czarną chmurę myśli. Zatrzymał konia i oboje, jeździec i zwierzę, zastygli w bezszelestnym nasłuchiwaniu. Cisza, nienaturalna cisza, pomyślał. Powietrze stężało, dzień przygasł. Wyczuł, że coś się zbliża. Koń najpierw zastrzygł uszami, potem wierzgnął gwałtownie kopytami i dziko zarżał. Ridean z trudem osadził go w miejscu, zanucił niskim głosem, uspokoił. Nad ich głowami, nad czubkami drzew galopowały zjawy myśliwych dosiadające upiornych wierzchowców. Przetoczyły się niczym burza i zniknęły szybko w oddali.

A więc jeden z jego jeźdźców dotarł na Królewską Polanę, pomyślał. Posłaniec trafił przed Wielki Dąb i dzięki niemu Dziki Gon wyruszył, by wesprzeć obrońców Puszczy w wypełnieniu przeznaczenia. Także mojego, szepnął. Trwał jeszcze bez ruchu przez dłuższą chwilę. Puszcza zaczęła z powrotem nucić swą starożytną pieśń. Ruszył przed siebie.

Obraz z nagłówka to Peter Nicolai Arbo - tytuł Asgardsreien. Prawda, że piękny? Z góry dziękuję za komentarze.

Regiment
Typ: Wild Riders (full command group)
Ilość: 5
Koszt w punktach: 166 pkt
Koszt w złotych: 81 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 74,23%
Łączny koszt w punktach: 1590 pkt
Łączny koszt w złotych: 771 zł



piątek, 31 grudnia 2010

Pieśń Pozostaje Ta Sama

Wardancers rove across the length and breadth of Athel Loren in tightly knit troupes, treading paths and secret ways that few others know of or dare use. They are welcomed in Elven halls and treated with the utmost respect, yet also with more than a little fear and wariness. Other Wood Elves regard Wardancers as wild and unpredictable, and not without cause, for they are the servants and worshippers of the Elven trickster god, Loec, a deity whose conventions are a mystery to those not already committed to his path.


Księga Wood Elves, 2005

Dzisiejszy tytuł powinien brzmieć raczej: Parszywa Dwunastka. Byłby bliższy moim odczuciom na temat prezentowanych dzisiaj tancerzy wojny. Jakoś zawsze miałem o tym oddziale wysokie mniemanie - znów muszę wrócić do początków hobby, kolekcji tsara i jego tancerzy, z których jeden miał kapitalnie pomalowane spodnie a la Arlekin. Potem przyszły nowe wzory (prezentowane dzisiaj) i ciekawe zasady, o których skuteczności mogłem się przekonać jeszcze kilka lat temu, kiedy bywałem na turniejach lokalnej ligi. Skakało toto, mordowało jak wlezie, sejwowało jak wlezie, rzucało na liderkę jak wlezie. Cud, miód, majonez. Dlatego nie wyobrażam sobie mojej kolekcji bez tego oddziału. Dlatego w próbnych grach puszczałem ich też na pierwszy ogień. I coś nie zaskoczyło. Cóż – temat do przemyślenia. Całkiem parszywe za to mi się ich malowało. To chyba moment, w którym się zmęczyłem Leśniakami i tylko jako takie poczucie obowiązku sprawiło, że nie pozwoliłem sobie na skok w bok (no, może poza brytyjskim pancernikiem i Korhilem). Inna sprawa, że według pierwotnych założeń w grudniu 2010 na stronę trafić miały finałowe odcinki Tytanów. Ale i tak, uważam, dojechaliśmy nieźle, z siedmioma odsłonami naszych potrójnych zmagań.  Według pierwszego planu tancerzy miałem malować bodaj w sierpniu. Takie to słodko-gorzkie…. i bez znaczenia bajanie. Było nie było, tancerze trafili się na przerwę świąteczno-noworoczną i niech tak już zostanie. A czemu się parszywie malowało? No bo jakoś monotonnie i za długo. Chyba założyłem, że przy dość oszczędnych dodatkach i sporej dozie nagości (huhu) pójdzie mi to ze dwa razy szybciej. Oj dość biadolenia. MiSiO zaraz przypnie mi łatkę Jęczącej Marty. Skończeni i kropka. Dzicy, jednolici i z czerwonymi włosami leśnych mścicieli. Tak sobie to właśnie wykoncypowałem, że chce mieć w armii coś na kształt slayerów – stąd kolor włosów. Poza tym należy się tym figurom uznanie – wzory są dynamiczne, ciekawie pomyślane. Nie wiem jak Wy, ale mnie kojarzą się nieco z Mad Maxem. We are the children, lost generation, bla, bla, bla. No, coś w tym skojarzeniu jest. Postarałem się też namalować jako takie tatuaże – czarne w końcu, bo jeden czerwony na próbę mi się nie spodobał. Po prostu tancerze bez tatuaży by nie przeszli. Malunki wojenne, ochronne, itd. Najwięcej kłopotu miałem za to ze skórą. Malowałem ją jako ostatnią (tzn. wykańczałem jako ostatnią). Jednak pomysł na przejście z tallarn flash do elf flash jest zbyt ordynarny. Na koniec więc dałem sporo washa. Elfy wyszły nieco ciemniej, niż można by się wczytać we fluffie o ich skórze. Ale nie przeszkadza mi to zbyto – wręcz odwrotnie, pasuje do półnagich dzikusów. To, że wyszły też niechlujnie, to inna sprawa. Teraz pora wypróbować oddział w kolejnej bitwie, przy innej taktyce. Może się uda a malowanie podniesie skuteczność, jak mówi stare zaklęcie tych, co coś tam potrafią pomalować ale już … zagrać. No! Następny odcinek będzie lepszy.




Polana Złotej Wierzby znajdowała się za kolejnym wzniesieniem, dwie, trzy mile z okładem. Samotna postać przyspieszyła kroku, chcąc wreszcie pokonać ostatni etap swojej wędrówki. A przecież tu to jeszcze nie koniec, pomyślał wojownik w złoconej zbroi. To nawet nie połowa drogi. Czas był teraz jego największym wrogiem. Czas – jedyna rzecz we wszechświecie, której nie można odzyskać. Kiedy dotarł na wzniesienie, zatrzymał się. Wbrew swej nazwie, Polana nie była podobna do innych elfich osiedli. Nie było na niej również Złotej Wierzby. Zamiast tego porastał ją dziki, zbity gąszcz wszelkiego rodzaju drzew i krzewów. To tu mieszkali oni. Tancerze o czerwonych włosach. Ruszył w końcu powoli na dół zbocza, łowiąc uważnie otaczające go dźwięki. Wiedział już, że jest obserwowany. Szedł jednak dalej, do miejsca, w którym spodziewał się ich spotkać. W końcu do jego uszu dotarł cichy szmer, wpierw nieuchwytny, niczym szum leśnego potoku. Potem coraz bardziej wyraźny, melodyjny ton. Śpiew? Tak, śpiew. To oni śpiewali. Przystanął, wsłuchując się uważnie. Pieśń snuła się leniwie, nisko, minorowo. Opowiadała historię. Kusiła.  Znał tę historię. Usypiała. To była jego historia. Kiedyś…
Ocknął się. Leżał wygodnie na posłaniu z paproci. Musiałem zasnąć, pomyślał. Cienie kładły się długo w miejscach, gdzie słońce przebijało otaczający go gąszcz. Usiadł, pokrzepiony odpoczynkiem, którego wcale nie planował. I wtedy ich zobaczył. Otoczyli go luźnym kręgiem. Stali, siedzieli. Przypatrywali mu się. W ich twarzach czytał różne uczucia. Obawę, radość, szacunek, ciekawość. Kiedy wstał, niektórzy ukłonili się. Zauważył, że są przygotowani do drogi. 
- Czas… - wychrypiał w końcu z trudem, słysząc swój głos pierwszy raz od wieków. 
- Czas wyruszać – uciął lider Czerwonowłosych – na razie Pieśń Pozostaje Ta Sama…




Regiment
Typ: wardancers (bladesinger+muzyk)
Ilość: 12
Koszt w punktach: 237 pkt
Koszt w złotych: 105 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 95,88%
Stan pomalowanych figur: 68,04%
Łączny koszt w punktach: 1424 pkt
Łączny koszt w złotych: 690 zł

Adrian Stolarczyk

RSS FeedRSS