Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 sierpnia 2024

Johnny's Classics #3: We trzech kroczą

 

Nie wyobrażacie sobie, jak jestem szczęśliwy, widząc tę trójkę pomalowaną i gotową do gry. To seria czarnoksiężników Chaosu z 1997 r, a więc z czasów V edycji Warhammera. 

Skąd moja radość? Ano stąd, że już wiele lat temu straciłem nadzieję, że dostanę gdziekolwiek tego, którego prezentuję poniżej jako pierwszego. Udało mi się go złapać na Ebayu w towarzystwie Championa Bloodletterów Khorne'a - co ciekawe obaj byli w blisterach i kosztowali po ok. 45 zł za szt. - rzecz dziś
niespotykana.    

poniedziałek, 27 września 2021

Barbarzyńska horda

Taaak… Sprawdźmy: stal – jest, mięśnie – są, rogi – a jakże, futra – obecne, śniegi północy – ma się rozumieć! Czyli wszystko w najlepszym porządku 😊


 

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz malowałem w pełni metalowy a zarazem tak liczny regiment do armii Chaosu! Gdy jednak patrzę na efekty, widzę, że nie wyszedłem z wprawy. Mało tego, rozkręcam się i bez ceregieli kończę kolejne, dawno już rozpoczęte tematy. Jestem na tyle zadowolony, że nawet jakoś przełknę fakt, iż nie zdążę z paroma innymi rzeczami na tegoroczny Oldhammer Weekend. Maruderzy Chaosu, będą zatem musieli poczekać na swój debiut na stole…

To co to tu widzicie, to w istocie nic nowego. To mocni goście, więc postawiłem na mocną i sprawdzoną kolorystykę. Powiedziałbym nawet, że gdzieniegdzie – szczególnie jeśli chodzi o skórę i stal – wyszło mi coś, co można by określić jako dramatic highlights, dzięki czemu również z daleka oddział wygląda bardzo dobrze.

 

środa, 29 kwietnia 2020

Johnny’s Classics #2: Blob Plugawy

Naprawdę nie wiem, jakim innym imieniem mógłbym ochrzcić pokrakę, którego chcę Wam dziś zaprezentować. Aż dziw, że – jak niektóre figurki z jego czasów –  go nie otrzymał. Wiem natomiast, że jest on dla mnie ucieleśnieniem tego, jak powinien wyglądać prawdziwy czempion Chaosu, a już zwłaszcza służący Nurglowi. Jest bowiem groteskowy, obrzydliwy, prawom boskim i ludzkim urągający. Tak się składa, że pomalowałem go już jakiś czas temu, nie miałem jednak pomysłu na podstawkę. Tą zaś otrzymał finalnie taką, jaką winien mieć od początku czyli: piasek, wikol i kilka odcieni zieleni i brązu. Jeśli choć w niewielkim stopniu przywiedzie Wam na myśl niezapomniane strony ‘Eavy Metal z White Dwarfa, będę przeszczęśliwy 😊
A to nie koniec, bowiem gotowy do malowania jest już jego nie mniej odrażający koleżka. Wypatrujcie go i…#zostańciewdomu.





czwartek, 16 kwietnia 2020

Johnny's Classics #1: Chaos Lord


Dzisiejszy wpis jest szczególny, bowiem stanowi otwarcie swoistego "kącika retro". Będę w nim prezentował modele, które są (lub kiedyś były, a teraz wracają) ze mną od zawsze, takie które czekają cierpliwie od X lat na pomalowanie, wreszcie takie, które z różnych powodów uważam za absolutne klasyki. Co zrozumiałe, będą to głównie figurki należące do armii Chaosu w WFB, choć nie wykluczam w przyszłości wyjątków od tej zasady.

niedziela, 18 lutego 2018

Odgrzewany kotlet

Czasu na malowanie miałem ostatnio na tyle mało, że kilka pierwszych wpisów w tym roku poświęcę na prezentację dokonań malarskich z roku ubiegłego...
Dziś serwuję zatem kotlet odgrzewany, acz krwisty ;)



Rydwan, który widzicie wykonany został w październiku, w związku z eventem pt. 2nd Oldhammer Weekend Poland (gorąco namawiam, by ci, którzy jeszcze nie czytali o tym wydarzeniu niezwłocznie to uczynili, bo to niebanalna impreza!). Nawiasem mówiąc była to jedyna rzecz, z kilku planowanych, które udało mi się na czas ukończyć. A na przygotowanie się do imprezy miałem 10 miesięcy :( Ale nic to – było minęło. 

Jest to już trzecie i jak sądzę ostatnie życie tego modelu. Do tej pory woził on na pokładzie dwóch wojowników chaosu. Postanowiłem jednego z nich zamienić na czempiona, którego wybrałem nieprzypadkowo jest to bowiem mój ulubiony model bohatera z 6 edycji WFB.




Bezpośrednią inspiracją był niemal identyczny zabieg, który lat temu piętnaście wykonał w White Dwarfie Fat Bloke, czyli Paul Sawyer. 



Z efektu jestem zadowolony: model ma swoją dynamikę, a schemat kolorystyczny -choć prosty- uważam za całkiem efektowny. 

Tyle na dziś, niebawem kolejne dania z odzysku...

poniedziałek, 19 września 2016

The Glottkin

Obiecałem wrzucić co nieco z moich ostatnich malarskich dokonań. Jakoś wiele tego nie ma, ale akurat skończyłem malować stwora do Age of Sigmar, już w tej chwili. Kiedyś byłby do Warhammera Fantasy Battle. Sam stwór jest już skończony, natomiast dosiadają go dwaj bohaterowie, którze jeszcze okupują mój stół malarski i to w bardzo niezaawansowanej formie, bo w podkładzie :)
Nie do końca widać skalę tego modelu, więc w ramach informacji podstawka ma 10cm średnicy. Miłego oglądania.










sobota, 8 sierpnia 2015

Putrid Blightkings, czyli Królowie Nieczyści ;)

Jak pisałem niedawno – czyli w lutym, na moim poletku zagości brud i smród. A to, co tu widzicie, to pierwsze jego zwiastuny. Putrid Blightkings, to zestaw wydany przy okazji niedawnego końca świata w WFB. To elita wśród sług Nurgla - herosi, którzy wykazali się przed swym panem i w nagrodę ukąszeni zostali przez demoniczną muchę, dzięki czemu wyglądają jak wyglądają. Choć -jak większość produktów GW - zbójecko drodzy, to jednak warci byli swojej ceny: jest tu mnóstwo części, olbrzymie pole do popisu przy montażu (zrobiłem tu kilka drobniutkich konwersji), kupa bitsów nadprogramowych + sporo pomysłów na to, co można z nimi dalej zrobić.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to dominował tu suchy pędzel, washe w tonacji brązowo – żółtej, i brudzenie gąbką. I takich technik będę się trzymał przy malowaniu następnych sług Władcy Much, a trochę ich jeszcze mam...

Wygląda na to, że dzięki takiemu właśnie malowaniu udało mi się osiągnąć kompromis między czasem pracy a efektem końcowym, choć rzecz jasna gdzieniegdzie widać tu pośpiech.

W zasadzie jedynym mankamentem są podstawki, które wyglądają dobrze jedynie z góry. Brudna zielonkawa woda wykonana przy użyciu Vallejo Still Water, gdy patrzeć na nią z boku nie wygląda tak jak powinna, tj. brakuje jej efektu przejrzystości. To niestety efekt ograniczników, które przykleiłem do podstawek, żeby mi się to wszystko nie rozlało. Oczywiście na pewno jest sposób, by tego uniknąć, ale niestety nie chciało mi się pogooglać tym razem. Sprawa jest poważna i trzeba ją nadrobić ;)








niedziela, 7 września 2014

Pij odpowiedzialnie – czyli przypadek Wulfrika

Dzieje Wulfrika można streścić następująco: podczas suto zakrapianej uczty ku czci któregoś z barbarzyńskich kacyków, spił się jak bela i w pijackim amoku zapewnił, że nie ma na świecie wojownika, który by go pokonał. Bogowie chaosu ukarali go za jego pychę i nakazali przemierzyć świat wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu godnego siebie przeciwnika. Wulfrik pływa odtąd po morzach i oceanach wraz z drużyną maruderów chaosu, na pokładzie okrętu zwanego Seafang i wyzywa do walki herosów wszystkich ras i kultur.
Los zrządził, że w końcu trafił...na mój stół, gdzie zmierzyłem się z nim, jako z pierwszym modelem do armii chaosu od 5 lat (!).
Efekt...hmm, myślę, że zadowalający. Tu warto nadmienić, że choć to finecast, nie miałem żadnych problemów z tym modelem. Podstawowy cel, czyli kontrast między zbroją a trofeami, które nosi uważam za zrealizowany. Peleryna, może trochę zbyt „geometryczna” w kształcie, też wyszła nieźle. Nie będę się rozpisywał na temat użytych kolorów, bo to w gruncie rzeczy od lat ten sam zestaw. Pomysł na podstawkę narzucił się właściwie sam – po czym innym ma stąpać taki zakapior, jak nie po tarczach wojów, którzy padli z jego ręki?
Model ma dobry, północny klimat i stanowi jedną z ciekawszych propozycji w tej armii, a to z powodu bardzo interesujących zasad. Mam nadzieję, że już niedługo będzie mi dane wykorzystać go w grze – nie pisałbym tak, gdybym nie widział okazji na horyzoncie :).




poniedziałek, 8 lutego 2010

Naprzód bracia!

Ostatni raz pisałem o tych panach jakieś osiem miesięcy temu. Wtedy to kończyłem pierwszą partię oddziału. W zasadzie niedługo potem dokończyłem resztę, ale powstał problem: kompletnie nie miałem pomysłu na podstawki. Dlatego wojownicy kawał czasu gnili (!) w szufladzie. Ostatecznie wpadłem na pomysł, którego katalizatorem była glina modelarska (dzięki niej także Boss orków ma na czym stać). Na podstawkach wylądowały więc łupki z gliny, trochę „statica” i kałuża zielonkawego g…, które powstało z mieszanki odpowiednich kolorów i błyszczącego lakieru. O technice malowania już pisałem, więc nie będę strzępił klawiatury, buech, buech. Wykorzystałem części z box’u nowych plastikowych rycerzy, kosę pożyczoną od regimentu zombiaków, i godło Nurgla używane przez Chaos Marines w 40 millenium.
A po co to wszystko? Odpowiedź jest starsza niż ten blog, ba starsza nawet niż cały „Zgiełk”. Wiąże się to z pewną koncepcją, która niestety realnych kształtów nabiera w chwili, gdy armia chaosu jest już nieodwracalnie rozbita na trzy części. Ale nic to, sprawę doprowadzę do końca, bo musicie wiedzieć, że Pan Rozkładu ma wiele sług, zarówno nie z tego, jak i z tego świata. Do następnego wpisu!

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Synowie Nurgla

Nie przesadzę mówiąc, że Gobos z Szeperdem rozpętali istną Burzę Chaosu. A ja się wzburzyłem… i postanowiłem, że zamiast malować chopaków czy kolejne elementy do armii Edessy, zajmę się urzeczywistnieniem zamiaru, który od dawna chodził mi po głowie, i pewnie chodziłby jeszcze długo gdyby nie rzeczona Burza… W miarę czytania kolejnych wpisów autorstwa obu malarzy, pomysł zaczął mi zaprzątać głowę w sposób wręcz nieznośny, tak, że nie mogłem się doczekać, kiedy w końcu zabiorę się za oddział wojowników pobłogosławionych przez Pana Zarazy. W końcu nadszedł długi weekend i mogłem wreszcie wziąć się do pracy. To co widzicie, to niemal skończona połowa liczącego 12 modeli regimentu (tu widać ich pięciu, gdzieś poza kadrem plącze się szósty) – do doklejenia zostały tylko tarcze i gdzieniegdzie broń (oczywiście już pomalowane) oraz, rzecz jasna podstawki. A, byłbym zapomniał o pelerynach. Raczej nie lubię prezentować figur niedokończonych, ale w tym wypadku jestem na tyle zadowolony z rezultatów że uczynię wyjątek od tej zasady. Co do techniki malowania, to skrobnę parę słów następnym razem. Na razie mogę tylko powiedzieć, że była naprawdę brudna a na samym początku to nawet śmierdząca. Cóż trudno, żeby była inna…

wtorek, 16 września 2008

Wańka wstańka

Wiecie, co? Poważnie zastanawiałem się nad zmianą nazwy bloga. Chyba powinien się nazywać tak, jak dzisiejszy wpis. Długo leży, potem wstaje, ale tylko po to, by znów paść. Dziś jednak, całkiem niespodziewanie stałem się (współ)właścicielem aparatu, co może znacznie wpłynąć na moją aktywność blogową. Dzisiejsze zdjęcia są więc wykonane niejako na gorąco – stąd być może nienajlepsza ich jakość. Mam nadzieję, że gdy zamieszczę na Zgiełku całą armię, zdjęcia będą już o wiele lepsze.
W wakacje jak zwykle robiłem porządek, czyli malowałem to, co zalegało w szufladzie. Tak więc na pierwszy ogień poszło pięciu rycerzy chaosu. Piątka finalna, bo wraz z nią mam już cały klocek tj. dziesięciu. Dokonałem tu dwóch konwersji: muzyka i dowódcy. Obaj potracili głowy i otrzymali nowe – muzyk dostał brodatą (Gobos, jeszcze raz dzięki!), a dowódca łysą –pochodzącą z nowej wypraski flagellantów. Łysy dostał włosy z green stuffu. Włosy jako takie wyszły nieźle, tym bardziej, że wcześniej nie miałem okazji rzeźbić czegoś podobnego. Tylko trochę dziwnie się ułożyły, bo facet miał wyglądać jak metalowiec, a wygląda tak, jak widzicie. Natomiast do muzyka nie mam żadnych zastrzeżeń, prezentuje się doskonale a brodata fizjonomia tylko dodaje mu dzikiego wyglądu. Rzućcie okiem na sztandar – wzór na nim miał w zamierzeniu płonąć, czaszki zaś miały być przez ów nienaturalny błysk oświetlone. Efekt oceńcie sami – ja uważam, że wyszło nieźle, zwłaszcza że efekt oświetlenia jakiegoś obiektu również przyszło mi malować po raz pierwszy. Zrobiłem tylko jeden błąd, na koniec potraktowałem to wszystko bardzo rozcieńczonym chestnut inkiem. Draństwo strasznie się teraz błyszczy, a tego na figurce nie lubię :-/ Skończywszy z rycerzami, zabrałem się za ogary chaosu. Do pełnego klocka, czyli dziesięciu, brakowało tylko dwóch. Prosta, acz naturalna kombinacja barw takich jak scorched brown, graveyard earth, bleached bone, dwarf flesh i codex grey dała jak zwykle zadowalający rezultat. Tymczasem od wschodu, znad suchych, bezkresnych stepów przybywa oddział, który na dniach Wam zaprezentuję...
PS: Wańka wstańka, ma to do siebie, że choćby nie wiadomo jak jej przywalić, i tak wstanie. To chyba nie tak źle, co?

poniedziałek, 19 maja 2008

Reborn in chaos

Bestia żyje! Ci, którzy obwieścili jej koniec, są w błędzie. Miałem (i mam) ostatnio sporo do roboty, ale mimo nawału pracy, powoli będę wskrzeszał mój blog. Nie obejdzie się bez trudności, ale każde odrodzenie (a już tym bardziej odrodzenie chaotycznego bękarta) ma to do siebie, że przebiega w bólach. W takich sytuacjach często nie wiadomo, o czym pisać, za co się zabrać, itd… By wyjść z takiej matni, najlepiej zrobić małe podsumowanie (ewentualnie rachunek sumienia, tyle że nie na tym blogu, hłe hłe ). I oto ono:

Przede wszystkim pomalowałem pierwszą 15 milimetrową armię do DBA. To, postęp nie bez znaczenia, bo przez ostatnie miesiące w moim warsztacie nie pojawiło się dosłownie nic (no, prawie) , co nie było 15mm piechotą. Tak więc Skandynawowie na dobre pół roku (tak, tyle się z nimi cackałem!), zdominowali moje plany malarskie. Ostatni element skończyłem jakiś tydzień przed pierwszą odsłoną kampanii „Opus Europa”. Mimo bezsprzecznej normańskiej dominacji na moim stole, udało mi się przeprowadzić wstępne testy na dwóch figurkach do zbliżającej się baaardzo powoli armii Nurgla. Dobrałem właściwy zestaw barw i jak tylko czas na to pozwoli, zabiorę się do roboty taśmowej. Ale o owej hordzie i o technikach malarskich jakich użyłem  będzie jeszcze kiedyś mowa …Na razie jednak trudno powiedzieć, kiedy ta hałastra ujrzy światło dzienne.

Co poza tym? Wreszcie zaopatrzyłem się pewne niezbędne narzędzia, których bardzo mi brakowało -mam tu na myśli porządną piłę modelarską i nożyk amerykańskiej firmy Excel, bo tym, czego dotychczas używałem można było sobie najwyżej podciąć żyły, a i to z trudem. W najbliższym czasie niechybnie czekają mnie dość trudne konwersje, więc wysokiej jakości narzędzia na pewno się przydadzą.
Ponadto, na okoliczność toczonej ostatnio bitwy w WFB z Tsarem, z moich szuflad wypełzło stworzenie, które nie powinno istnieć i stało się symbolem dzisiejszego wpisu.

A co przede mną? W kolejce czekają: napoczęty już 28mm wojownik pruski, mocarny gad rodem z Helldorado, demony Nurgla, Pestigory (ciężkozbrojni beastmeni) no i porządki: podstawki, tarcze, sztandary –które już od miesięcy leżą i doczekać się nie mogą, a na tym bynajmniej nie koniec…

Aaa, zapomniałbym –przydałoby się napisać jeszcze tekst opisujący armię do DBA, poprawić nieszczęsny obóz, i przygotować tereny ze strefy „littoral”. Wszak burza nad Europą jeszcze się nie zakończyła…

Do następnego razu!


poniedziałek, 25 lutego 2008

Blastfrom the past

Wreszcie zacząłem sam robić zdjęcia :). Dzisiejszy wpis jest więc efektem moich pierwszych prób fotograficznych, a jednocześnie swego rodzaju podróżą w przeszłość. Dodam, że takich podróży będzie jeszcze kilka i mam nadzieję, że będą lepiej udokumentowane. Tych dwóch wojowników Chaosu kupiłem na allegro i muszę przyznać, że to jedne z moich ulubionych figur. Pochodzą one z końca lat 80 –tych: pierwszy od lewej z roku ‘88 lub ‘89 (druga cyfra na tagu była niewyraźna)  a drugi z ‘87. Wykonani są w zupełnie innym stylu niż dzisiejsze modele, ale to właśnie decyduje o ich klimacie, który moim zdaniem jest wyjątkowy.  Myślałem, by w hołdzie tamtym czasom pomalować ich na czerwono, ale porzuciłem ten zamiar –wolałem po prostu by pasowali do reszty armii.

RSS FeedRSS