Szpachlę akrylową mam w pudle z materiałami od kiedy Antek robił fakturę tynku na ścianie w jego modelu domku we wzgórzu ale nigdy nie używałem jej jak masy do formowania kształtów. Do teraz.
Szpachlę akrylową mam w pudle z materiałami od kiedy Antek robił fakturę tynku na ścianie w jego modelu domku we wzgórzu ale nigdy nie używałem jej jak masy do formowania kształtów. Do teraz.
Nie tak dawno pisałem Wam o salamandrach i ich nowej kompanii pod dowództwem Z'akke'a, którą postanowiłem pomalować. Kolega, który sam jest wielkim miłośnikiem Lizardmen'ów, i który szuka czegoś lepiej dostosowanego do wprowadzania syna w świat gier bitewnych niż skomplikowany Old World, poprosił mnie, żebym pomalował i jemu kompanię do Champions.
Dlatego dzisiaj prezentuję pierwsze elementy do kompanii, choć na razie żadnej figurki. Jestem w fazie robienia akcesoriów, podstawek i terenów ale w przyszłym tygodniu ruszam z modelami.
W ramach 'domykania' rozgrzebanych tematów i skorzystania z paru dni wolnego, jakie ostatnio miałem, wyjąłem z pudła solidnie napoczęty model motocykla wojskowego z czasów II wojny światowej. Jest to Harley-Davidson WLA 750 w skali 1:9, wydany przez firmę Italieri. Model ten zacząłem sklejać jeszcze w 2022 a potem prace utknęły na dobre i poleżał sobie w ciemnościach do grudnia ubiegłego roku. Na szczęście się przemogłem i przez kilkanaście dni, małymi krokami, doprowadziłem temat do finału. O samym motocyklu proponuję poczytać tutaj. W tym miejscu wspomnę może, że malowanie jest w 100% ręczne, przy użyciu technik znanych z figurek. Oznaczenia to oczywiście kalkomanie z zestawu.
"Od słowo, do słowa, narasta rozmowa"... Tak to jest, gdy kilka niewinnych słów i obrazów, generuje w głowie pomysł i chęć stworzenia czegoś nowego. Ale od początku...
W zeszłym tygodniu nowy klubowicz pytał kto robił makiety na których gramy, a ja wspomniałem, że możemy coś zbudować do już posiadanej puli makiet! Potem przy darciu tektury z jakiejś przesyłki, przypomniałem sobie, że z falistej tekstury można zrobić kapitalną blachę falistą. Naturalną, następną myślą była ta o tekturze technicznej za regałem i tak to poleciało. W domu przygotowałem moduły o różnej długości i kształcie i wyciąłem je na wtorkowe zajęcia. Pomysł był prosty. Zbudować kilka makiet do następnej kampanijnej gry!
Od lat 90-tych dziwiło mnie co ludzie widzą w trawce statycznej. Przyklejona na podstawkę wyglądała co najmniej nie na miejscu. Jak łąka po koncercie plenerowym. W najlepszym wypadku. Albo jak trawnik pod namiotem po tygodniowych wakacjach. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że wymyślono sposób na jej prawidłową aplikację tzn... Zielonym do góry.
Później w sklepach pojawiły się gotowe kępki trawy w blistrach i człowiek zapomniał o trawce "w proszku". Jednak ostatnio, przy okazji rozmowy o podstawkach do armii, przyszło mi do głowy, że w końcu warto wypróbować jedno z tych sitko-elektro-trawko-sadzarek. Kilka lat temu oglądałem urządzenie o nazwie Flocking Box na Beasts of War (jeszcze wtedy się tak nazywali!) a później podobne urządzenia do robienia całych makiet ale albo były niedostępne albo ich ceny zaczynały się od 500zł+. Postanowiłem więc sięgnąć po mniejsze, poręczne (a do tego na baterie a nie zasilane z sieci, więc zapewne słabsze) urządzenie z chińskiego portalu sprzedażowego.
Po dodaniu kilku figurek (malowanych Speedpaints) makieta nabrała ludzkiego wymiaru. Punkt odniesienia w postaci kilku wojów zdefiniował skalę tego typu konstrukcji ziemno-drewnianych.
Do zakończenia prac zostało jeszcze wylać jedną lub dwie warstwy akrylowej wody oraz w kilku miejscach dodać ziemi, bo albo jej brakuje i przebija tektura albo jest potrzebna z powodów wizualnych. Natomiast wstęgę można przeciąć już dzisiaj.
W artykule na którym bazowaliśmy (wspomniałem o nim w poprzednim wpisie), opisano umocnienia Oleśnicy ale szkice 3D jak i przekroje w skali, pokazują na każdym rysunku co innego (w kwestii szczegółów), bo i pochodzą z różnych źródeł i często odnoszą się do umocnień jako takich a nie tych oleśnickich [1]. Natomiast model bazuje na pokazanych szkicach w kwestii konstrukcji czy proporcji. Wybraliśmy po prostu warianty bardziej atrakcyjne lub łatwiejsze modelarsko.
Uśredniliśmy wysokość i szerokość samego wału, bo te był różne. Miała miejsce swoista interpolacja. "Wał u podstawy mógł mieć do 10m i wysokości do 6-7m", natomiast nasz ma ok. 6-7m u podstawy i ok. 4m wysokości. Przyjmując, że figurki w 28mm mają te historyczne 160-165cm wzrostu. Wał jest więc ciut mniejszy niż by mógł być ale dzięki temu jest bardziej kompaktowy i mieści się na mniejszej podstawce.
Jak się Wam podoba? Mnie bardzo.
Tego Wam dzisiaj nie powiem, natomiast podzielę się kilkoma zdjęciami z różnych etapów prac.
Od bardzo dawna malowanie czerwonego było moja mocną stroną a do tego ostatnio miałem sporo okazji na dodatkowe eksperymenty z malowaniem ognia. A to hex caster (nową runę zrobiłem dużo lepiej, bo zrozumiałem jak malować gorąco), a to żywiołak ognia, a to podstawki do Plagi. Do tego aerograf za 50zł okazał się wyjątkowo pomocnym narzędziem... Widać malowanie płomieni i gorących materiałów jest mi pisane!
W tle zdjęcia widać również niezłożone jeszcze stojaki na farby Antka. Nazbierało się tego tyle, że bez porządnego stojaka w farbach będize wieczny bałagan... A Bałagan to wróg każdego hobbysty.
Druga rzecz, którą udało się pomalować w ciągu urlopu - znaczniki strat do OiM2. Znaczniki dostarczył nieoceniony kolega Gobos, natomiast idea na znaczniki pierwszy raz zobaczona u Elta. Linki do stron w poście ;)
Niedługo powinienem dostać podstawki dla pyrrusowego grecko-macedońskiego wsparcia Tarentu przeciwko Rzymowi (tfu, tfu!). Dlatego aby nie marnować czasu, postanowiłem przygotować kolejne modele do malowania.
Psiloi będą moim następnym oddziałem ale jako, że ich złożenie nie zajęło wiele czasu, w nagrodę skleiłem też połowę lekkiej greckiej jazdy. Victrix pokazał po raz kolejny klasę. Modele mają bardzo naturalne proporcje, dynamiczne pozy i choć niektóre wzory mają dość wyraźne linie podziału formy, to ich oczyszczenie i montaż nie powoduje problemów. Bardzo cieszy prostota budowy oraz duży wybór uzbrojenia/głów modeli.
A jak Wasze bandy?
Skończyłem kolejną część starego zestawu startowego do Deadzone (wersja chyba pierwsza). Jest to zestaw terenów do gry. Wiecie co? Jest to najlepszy produkt Mantica z jakim miałem do czynienia. Uwielbiam to jak ma głęboką rzeźbę, której pomalowanie nie stanowi żadnego problemu (po prawdzie wystarczy parę farb w spray'u albo airbrush). Uwielbiam jak można je posklejać w małe bloczki i potem łączyć w nieskończony sposób, a one świetnie do siebie pasują. Nie są za duże, nie są za małe. Nadają się spokojnie do innych gier, czy to Infinity, czy WH40k. Jedyny mankament w bazowej wersji to to, że za mało było łączników kątowych i musiałem się posiłkować kreatywnością i kropelką w paru miejscach. Na szcęście można kupić łączniki w osobnych zestawach. Na pewno kupię tego więcej, bo na oko widać, że jest terenów za mało.
I have finished another part of the Deadzone starting box (first edition I think). It is set of terrain elements. They are superb! It is the best of Mantic products I have seen so far and I love it. I think there is no better terrain system out there as of now. It was super easy to paint due deep details, it is easy to made it modular for games, they are about the right size for all the games (Infinity, WH40k). The only minus was that in the box there were too few angular connectors, so I needed to use super glue more in some places. Fortunately, you can buy connectors separately on Mantic web page. I will definitely buy more of this stuff in the future.

Niedawno przyszło do mnie zamówienie z Victrix Miniatures a w nim dwa zestawy falangitów do impetusowej armii. Regularna, macedońska piechota oraz elitarna, seleukidzka falanga - Srebrne Tarcze. Oba zestawy można zobaczyć na stronie producenta, więc nie ma sensu dublować opisu. Modele są bardzo dobrej jakości, o bardzo naturalnych proporcjach i bardzo delikatnych liniach podziału formy. Jedyną zmianą, którą postanowiłem wprowadzić jest wymiana sarris z plastikowych na stalowe. Z dwóch powodów. Przyjąłem, że Seleucydzi w późnym okresie stosowali dłuższe, 6 metrowe piki (a wyczytałem, że używano i 22-stopowych drzewców!) a dołączona do zestawu ma ok. 4,5m. 100mm piki z hartowanego drutu, których używałem do wielu projektów przez ostatnie lata, po przeliczeniu proporcji, miałyby 5,5m (przyjmując, że falangita ma 1,65m wzrostu) i jest to długość dużo bliższa założonego przeze mnie ideału. Drugim powodem jest wytrzymałość pik plastikowych, która jest mniejsza od hartowanych. Dlatego postanowiłem podjąć się zadania wymiany drzewców na stal. Zadanie nie jest proste, bo zarówno dłoń trzymająca pikę, tuleja łącząca dwa jesionowe drzewca jak i charakterystyczne, tylne ostrze piki są bardzo wąskie. Z tego powodu wiercę je dwukrotnie. Najpierw wąskim wiertłem 0,7, później wiertlem 1mm. Dzięki dodaniu do hartowanej piki przeciwwagi, sarissa osiąga finalną długość 11,3cm.
- A gdzie jest ten las?Popełniłem zbiór drzew czyli las ;) Drzewka mają pełnić honory podczas naszych rozgrywek klubowych na Strychu (fb). Koledzy postarali się o stworzenie dużej ilości dodatkowych terenów, ja postanowiłem dodać trzy grosze.
- Jaki las?
- No, że wspominałeś.
- Co ciebie obchodzi nagle? W puszczy Białowieszczańskiej jest las! Rosną stuletnie drzewa, się ścina, się rżnie, jest deska, jest sęk.
- A kto ma ten las?