Zmierzyć się z recenzją nowej edycji WHB to nie lada wyzwanie – wyczekiwana, szeroko komentowana jeszcze przed pojawieniem się w sklepach, jest kolejnym kamieniem milowym w światowych systemach wargamingowych. Ale czy na pewno?
Autorem podręcznika jest Alessio Cavatore – jedna z czołowych postaci GW a zarazem uznany gracz turniejowy, pomysłodawca wielu zasad, scenariuszy i, co warto podkreślić, gość jednej z galerii na Bitewnym Zgiełku. Twórca siódmej edycji, w poprzedzającym premierę księgi numerze WD, pisze o motywach, jakie nadały jej ostateczny kształt oraz komentuje najważniejsze zmian w stosunku do odchodzącej, szóstej wersji zasad WHFB.
Wydany w twardej oprawie podręcznik, to 288 stron podróży przez szeroko pojmowany świat WHFB. W ramach powitania przed tą eskapadą dostajemy przedruk okładki z pierwszej edycji, na pożegnanie zaś wzory templetów. A co znajduje się pomiędzy?
Zasady
Pierwsza z głównych sekcji nowej księgi poświęcona jest zasadom. Zanim jednak dotrzemy do strony pt „Playing the game”, autor wprowadza nas, a raczej graczy całkowicie początkujących, w tematykę WHFB, pisząc po kolei o tym, czym jest wargamng, o stopniach zaawansowania w tematykę tegoż, o wyborze armii, polu bitwy i scenerii oraz o podstawowych a zarazem niezbędnych do grania akcesoriach.
Teraz meritum sprawy – przynajmniej dla niektórych – zasady. Te podzielono (podobnie jak w poprzedniej edycji) na podstawowe i zaawansowane – razem zajmują 122 strony, i jak łatwo zauważyć, nie jest to nawet 50% objętości podręcznika. Co do samych zasad, to oczywiście uległy w wielu miejscach zmianie ale moim zamiarem nie jest opisywanie tychże zmian w szczegółach. Dość, że ocenię ich stopień na kosmetyczny, niejednokrotnie eliminujący kontrowersyjne czy wręcz nielogiczne regulacje poprzedniej edycji. Sam autor na łamach WD ocenił poziom zmian w podobny sposób. Warto nadmienić o innym sposobie rozstrzygania ucieczek, tuningu w sekcji ‘Magia’ i ,Broń’, wprowadzeniu zasady „Insane Courage” (czyli oczy czarnego ratują nam skórę w największych opałach), ujednoliceniach w sekcji ‘Psychologia’ czy ograniczeniu scenariuszy rozgrywania bitew do jednego. Tą ostatnią zmianę mają ponoć osłodzić publikacje w WD, co mogę potwierdzić już dzisiaj, po przeczytaniu numeru z grudnia 2006. Wracając do tematu: sposobem na przetestowanie nowych zasad jest po prostu rozegranie wg nich bitwy, do czego wszystkich zachęcam. Ligowe rozgrywki przeszły już na nowy system, siłą rzeczy więc pora opanować podręcznik i zmieścić go w przysłowiowym palcu.
Świat Warhammera
Kiedy już stajemy się omnibusem w temacie zasad pora przyswoić sobie tzw. klimatyczne tło Warhammera. Nowa edycja wywiązuje się świetnie z tego zadania, dostajemy bowiem na talerzu chronologicznie ułożoną historię poszczególnych ras – ich narodzin, dni potęgi a wreszcie upadku, historię niezliczonych konfliktów, wielkich kataklizmów, bohaterskich czynów i przerażających zbrodni. Od pojawienia się Starszych do współczesnych nam, czy raczej podwładnym cesarza Karla Franza, czasów, podręcznik opowiada koherentną historię świata Warhammera. Zagłębiając się w ten traktat, znalazłem odstępstwa w stosunku do historii opowiedzianej w poprzednich edycjach. Nie wiem, czy jest to zamierzona zmiana, czy niedopatrzenie, czytając jednak zapowiedzi nowej armii Imperium, skłaniam się raczej ku pierwszej wersji. O czym mówię? O pomocy, jakiej Elfowie udzielili cesarzowi Magnusowi podczas wielkiej wojny z Chaosem. Przyzwyczaiłem się bowiem do wersji, że na pomoc zagrożonej ludzkości Ulthuan wysłał trzech magów - tu znajdujemy zapis o lądującej w Imperium armii.
Oprócz historii warhammerowego świata, nowa edycja opowiada oczywiście o każdej z ras. Zaczynamy tu od znanych wszystkim słów ,The Empire is the largest and most powerful of…” a kończymy na wzmiance o tajemniczym Wielkim Bastionie i Niebiańskim Cesarzu z Cathayu. Pod opisem każdej z ras (z wyjątkiem tych, których wojsk nie można znaleźć wśród produktów GW – i pewnie nie szybko to nastąpi), zobaczyć można imponujące kolekcje reprezentujących je armii. Najbardziej archaicznie, prozaicznie i nieciekawie prezentuje się oczywiście armia Elfów w Ultuanu (choć to temat na inną opowieść).
Hobby
Kiedy już wiemy czym różni się Slann od Gnoblara, Skink od Smoka, Plague Monk od Giganta a Yoeman od Driady pozostaje nam poczytać o hobby, jakim jest Warhammer. Ostatnia sekcja podręcznika jest niezwykle wszechstronna. Znajdujemy tu zarówno teksty o kolekcjonowaniu poszczególnych armii i ich komponowaniu pod kątem grania jak i o wycinaniu modeli w plastikowych wyprasek czy używaniu ręcznej wiertaki do łączenia metalowych części. Wykonywanie podstawek, konwersje miniatur, dbanie o pędzle i farby, dostępne kolory tych ostatnich, efektowne stoły i makiety, pomysły na kampanie, wreszcie opis większych imprez o uznanej randze światowej – to wszystko zawiera sekcja poświęcona hobby. Pojawia się tu również mój absolutny faworyt – armia Leśnych Elfów autorstwa Joe Sturge’a, utrzymana w zimowej tonacji, jest przykładem wszechstronności i kreatywności w podejściu do armii Warhammera.
Ogólna ocena
Z trudem przychodzi mi obiektywna ocena ostatniej edycji WHFB ale w zasadzie należy jej się ‘bardzo dobry’. Pomijając zawartość czy kształt samych zasad, siódemka jest lepsza od poprzedniczek – już choćby dzięki rozbudowanej sekcji poświęconej hobby. Na tak wysoką oceną zarobiła oprawa graficzna – dobór i ilość grafik oraz zdjęć, żelazna konsekwencja przy pokazywaniu poszczególnych armii (poziom malowania, dobór figurek, tło), humor (np. w sekcji dotyczącej używania noży modelarskich znajdujemy ostrzeżenie ‘Uwaga na ręce’ a nad tekstem model bretońskiego kata wrzeszczy w niebogłosy bo odciął sobie rękę toporem) czy sama jakość kolorów i papieru. Spotkałem się z opiniami, że podręcznik przypomina nieco ten do role-playing: nie ma w tym przecież nic złego. Można śmiało uznać, że GW stanęło na wysokości zadania i o żadnym blamażu nie ma mowy. Szczypta krytyki? Cóż – kto czekał na spory zwrot flagowego okrętu GW, szczególnie w temacie zasad, może czuć się rozczarowany i podpisać pod zarzutem, że ostatnia edycja to tylko marketingowa tapeta na niemłodym już przecież systemie. Po prawdzie, można się i z takim argumentem zgodzić.
Co dalej?
Firma GW przechodzi, w mojej ocenie, do wydawniczej ofensywy, czego najlepszym dowodem jest pojawianie się nowych edycji znanych wszystkim armii (podręczniki, miniatury). Osobiście czekam na całkiem nowy produkt na półce WHFB – coś, czego jeszcze nie znamy, coś mniej pretensjonalnego, niż ostatnia z wydanych armii, coś w sam raz dla mnie.
Adrian Stolarczyk








