Zastanawiam się nad tym, czy moje ostatnie działania w sferze hobbystycznej podlegają jakiemuś prawu fizyki. Gdybym pokusił się o przyjęcie konkretnego terminu dla tego zjawiska, musiałbym nazwać je prawem wszystkiego na odwrót. Rozwijając wzór natomiast, mówilibyśmy o krzywej wypierania, która jest wprost proporcjonalna do zniecierpliwienia, wyliczonego na podstawie pierwiastka z braku chęci do akcji oraz tangensa nadmiaru chęci do reakcji.
- Brzmi sensownie, prawda mój skarbie.
- Nie za bardzo! Gollum, gollum!
Mniejsza o fizykę. Przełóżmy te urojenia na bardziej zrozumiały od staromałpiego język. O co mi chodzi? Wypieranie polega na tym, że podejmuję się rzeczy, które powinienem robić na końcu – i tak na przykład zamiast czytać i recenzować pewną książkę (termin - koniec października), maluję elementy saksońskiej armii w skali 15mm. Zniecierpliwienie polega na tym, że mam na to malowanie mało czasu i martwi mnie brak postępów. Wszystko to powoduje brak chęci do tegoż zadania. Z drugiej strony mam ochotę na malowanie czegoś kompletnie odmiennego, swoim zwyczajem więc trawię czas na przygotowanie się do tego zadania – oglądam ten model w sieci, czytam jego tło fabularne, rozważam koncepcje kolorystyczne. I to potęguję zniecierpliwienie . Wszystko jest więc na odwrót. Jeśli dołożę do tego fakt, jak bardzo ckni mi się za graniem w battla (o jak bardzo!), że mam pomalować pewien regiment na zamówienia, że odłożyłem do lamusa Eldarów i Ravenwinga, że kompletnie nie mam pomysłu, jak zgrabnie wprowadzić na BZ pewien regiment (nie via blog), to zaczynam wchodzić na rejestry bliskie jesiennym przypadłościom duchowym czy umysłowym, a od tego chciałbym trzymać się jak najdalej. A kysz!
Ha, co za wywód – znów ktoś mnie zapyta, czy nie przedawkowałem aspiryny. Tymczasem prezentuję cztery, prosto spod igły, elementy Kn do mojej saskiej armii. Okazały się swoistym poletkiem doświadczalnym dla tej skali. Przede wszystkim zrezygnowałem w pewnym momencie z techniki konstruowania białą farbą. W to miejsce używam głównie suchego pędzla oraz poprawek kolorami bazowymi. Efekt nie jest oszałamiający, niemniej figurki nabierają kolorów w miarę szybko. Zbyt szybko, jeżeli porównamy to do perturbacji z przygotowywaniem i wykonywaniem podstawek. Te ostatnie bowiem wymagają kuriozalnie więcej czasu, niż 15mm liliputy. A to już dla mnie nowość i powód do zżymania się. Zawsze uważałem, że podstawka jest jedynie końcowym dodatkiem. Tymczasem przy wspomnianej skali malowanie podstawki i jej szczegółów nastręcza sporych problemów (przynajmniej mnie), szczególnie wtedy, gdy wykonuje się te czynności po przyklejeniu miniatur. Stąd następujący wniosek – przy okazji kolejnych elementów zamierzam zacząć właśnie od podstawek. Wszystko na odwrót! Na marginesie dodam, że w przypadku malowania tego elementu odszedłem od kolorystki czarno-szarej i postawiłem na przecierany brąz z dodatkiem statyka. Zapraszam do oglądania.
Teraz kolej na uporządkowanie pewnych spraw – książka, eltharion, nowa księga HE, slayer, ravenwing, pielgrzymi, reszta Sasów...

- Brzmi sensownie, prawda mój skarbie.
- Nie za bardzo! Gollum, gollum!
Mniejsza o fizykę. Przełóżmy te urojenia na bardziej zrozumiały od staromałpiego język. O co mi chodzi? Wypieranie polega na tym, że podejmuję się rzeczy, które powinienem robić na końcu – i tak na przykład zamiast czytać i recenzować pewną książkę (termin - koniec października), maluję elementy saksońskiej armii w skali 15mm. Zniecierpliwienie polega na tym, że mam na to malowanie mało czasu i martwi mnie brak postępów. Wszystko to powoduje brak chęci do tegoż zadania. Z drugiej strony mam ochotę na malowanie czegoś kompletnie odmiennego, swoim zwyczajem więc trawię czas na przygotowanie się do tego zadania – oglądam ten model w sieci, czytam jego tło fabularne, rozważam koncepcje kolorystyczne. I to potęguję zniecierpliwienie . Wszystko jest więc na odwrót. Jeśli dołożę do tego fakt, jak bardzo ckni mi się za graniem w battla (o jak bardzo!), że mam pomalować pewien regiment na zamówienia, że odłożyłem do lamusa Eldarów i Ravenwinga, że kompletnie nie mam pomysłu, jak zgrabnie wprowadzić na BZ pewien regiment (nie via blog), to zaczynam wchodzić na rejestry bliskie jesiennym przypadłościom duchowym czy umysłowym, a od tego chciałbym trzymać się jak najdalej. A kysz!
Ha, co za wywód – znów ktoś mnie zapyta, czy nie przedawkowałem aspiryny. Tymczasem prezentuję cztery, prosto spod igły, elementy Kn do mojej saskiej armii. Okazały się swoistym poletkiem doświadczalnym dla tej skali. Przede wszystkim zrezygnowałem w pewnym momencie z techniki konstruowania białą farbą. W to miejsce używam głównie suchego pędzla oraz poprawek kolorami bazowymi. Efekt nie jest oszałamiający, niemniej figurki nabierają kolorów w miarę szybko. Zbyt szybko, jeżeli porównamy to do perturbacji z przygotowywaniem i wykonywaniem podstawek. Te ostatnie bowiem wymagają kuriozalnie więcej czasu, niż 15mm liliputy. A to już dla mnie nowość i powód do zżymania się. Zawsze uważałem, że podstawka jest jedynie końcowym dodatkiem. Tymczasem przy wspomnianej skali malowanie podstawki i jej szczegółów nastręcza sporych problemów (przynajmniej mnie), szczególnie wtedy, gdy wykonuje się te czynności po przyklejeniu miniatur. Stąd następujący wniosek – przy okazji kolejnych elementów zamierzam zacząć właśnie od podstawek. Wszystko na odwrót! Na marginesie dodam, że w przypadku malowania tego elementu odszedłem od kolorystki czarno-szarej i postawiłem na przecierany brąz z dodatkiem statyka. Zapraszam do oglądania.
Teraz kolej na uporządkowanie pewnych spraw – książka, eltharion, nowa księga HE, slayer, ravenwing, pielgrzymi, reszta Sasów...





