niedziela, 28 października 2007

Wszystko na odwrót

Zastanawiam się nad tym, czy moje ostatnie działania w sferze hobbystycznej podlegają jakiemuś prawu fizyki. Gdybym pokusił się o przyjęcie konkretnego terminu dla tego zjawiska, musiałbym nazwać je prawem wszystkiego na odwrót. Rozwijając wzór natomiast, mówilibyśmy o krzywej wypierania, która jest wprost proporcjonalna do zniecierpliwienia, wyliczonego na podstawie pierwiastka z braku chęci do akcji oraz tangensa nadmiaru chęci do reakcji.
- Brzmi sensownie, prawda mój skarbie.
- Nie za bardzo! Gollum, gollum!

Mniejsza o fizykę. Przełóżmy te urojenia na bardziej zrozumiały od staromałpiego język. O co mi chodzi? Wypieranie polega na tym, że podejmuję się rzeczy, które powinienem robić na końcu – i tak na przykład zamiast czytać i recenzować pewną książkę (termin - koniec października), maluję elementy saksońskiej armii w skali 15mm. Zniecierpliwienie polega na tym, że mam na to malowanie mało czasu i martwi mnie brak postępów. Wszystko to powoduje brak chęci do tegoż zadania. Z drugiej strony mam ochotę na malowanie czegoś kompletnie odmiennego, swoim zwyczajem więc trawię czas na przygotowanie się do tego zadania – oglądam ten model w sieci, czytam jego tło fabularne, rozważam koncepcje kolorystyczne. I to potęguję zniecierpliwienie . Wszystko jest więc na odwrót. Jeśli dołożę do tego fakt, jak bardzo ckni mi się za graniem w battla (o jak bardzo!), że mam pomalować pewien regiment na zamówienia, że odłożyłem do lamusa Eldarów i Ravenwinga, że kompletnie nie mam pomysłu, jak zgrabnie wprowadzić na BZ pewien regiment (nie via blog), to zaczynam wchodzić na rejestry bliskie jesiennym przypadłościom duchowym czy umysłowym, a od tego chciałbym trzymać się jak najdalej. A kysz!
Ha, co za wywód – znów ktoś mnie zapyta, czy nie przedawkowałem aspiryny. Tymczasem prezentuję cztery, prosto spod igły, elementy Kn do mojej saskiej armii. Okazały się swoistym poletkiem doświadczalnym dla tej skali. Przede wszystkim zrezygnowałem w pewnym momencie z techniki konstruowania białą farbą. W to miejsce używam głównie suchego pędzla oraz poprawek kolorami bazowymi. Efekt nie jest oszałamiający, niemniej figurki nabierają kolorów w miarę szybko. Zbyt szybko, jeżeli porównamy to do perturbacji z przygotowywaniem i wykonywaniem podstawek. Te ostatnie bowiem wymagają kuriozalnie więcej czasu, niż 15mm liliputy. A to już dla mnie nowość i powód do zżymania się. Zawsze uważałem, że podstawka jest jedynie końcowym dodatkiem. Tymczasem przy wspomnianej skali malowanie podstawki i jej szczegółów nastręcza sporych problemów (przynajmniej mnie), szczególnie wtedy, gdy wykonuje się te czynności po przyklejeniu miniatur. Stąd następujący wniosek – przy okazji kolejnych elementów zamierzam zacząć właśnie od podstawek. Wszystko na odwrót! Na marginesie dodam, że w przypadku malowania tego elementu odszedłem od kolorystki czarno-szarej i postawiłem na przecierany brąz z dodatkiem statyka. Zapraszam do oglądania.
Teraz kolej na uporządkowanie pewnych spraw – książka, eltharion, nowa księga HE, slayer, ravenwing, pielgrzymi, reszta Sasów...

czwartek, 25 października 2007

Po tygodniach przerwy przystąpiłem ostatniego wieczoru (tak naprawdę było to dwa tygodnie temu, tylko zapomniałem wysłać bloga) do produkcji kolejnych elementów armii Rusi do DBA. Wcześniej jednak musiałem spojrzeć na prototyp. I co się okazało? Przestał mi się podobać. Postanowiłem zmienić kolorystykę bo przecież oni wyglądają jak z cyrku, nie wiem gdzie ja miałem oczy? Może różne spoglądanie na świat wokół to kwestia humoru, nastroju, dnia, pogody, a może pory roku? Tak, to musi być to – jesień. Stwierdziłem, że całość armii trzeba pomalować w jednej porze roku i najbardziej pasuje mi jesień. Lekko smutne i ponure klimaty najbardziej mi pasują.

Do rzeczy, postanowiłem pójść w wariacje kremowo szaro brązowawe. Zasugerowałem się częściowo grafikami, które po długich poszukiwaniach znalazłem w Internecie. Niestety nie mogę wrzucić grafik bez zezwolenia autora.
Założyłem akcentowanie mniejszych elementów jakimś żywszym, mocniejszym kolorem. Efekt możecie zobaczyć na zdjęciu. W takim klimacie będę kontynuował swoją druzhinę. Prototyp zostawię taki jaki jest, mimo że nie będzie za bardzo pasował do reszta, ale w końcu to moje pierwsze wypociny.

Czas skończyć ta armię i zabrać się za moje wampiry bo jesień to najlepszy moment na tą ponurą armię. Chcę skończyć armię Rusów do końca miesiąca żeby zademonstrować walkę pokazową w 15 mm na najbliższym pokazie.

poniedziałek, 8 października 2007

Z planszówkami łatwiej

Jak zwykle okazało się, że nie potrafię spojrzeć na samego siebie z odpowiedniego dystansu, umiejętność tę natomiast posiada moja żona. Jej oczywiście jest nieco łatwiej. Kiedy w sobotni wieczór zasiedliśmy na naszej kanapie z planem odpoczęcia, wywiązała się między nami pewna rozmowa. Opowiadałem nieco o mojej niezaspokojonej potrzebie grania i o tym, że z powodu zapodziania się instrukcji do planszówki House Divided nie udało się w nią zagrać, choć była po temu świetna, a nieczęsta możliwość. Z nieco popsutym z tego powodu nastrojem wysłuchałem pewnej uwagi mojej żony, która wprowadziła mnie w osłupienie. Powiedziała mniej więcej tak: „Nie wiem czy zauważyłeś, ale w gry planszowe grasz od trzech dni”. Hej do diabła! Racja! Jak to się stało, że tego nie zauważyłem i że nagle nastrój psuje mi fakt, że nie udało się zakończyć tego niezwykłego maratonu kolejną rozgrywką?

W co też ja tak grałem przez te kilka dni? Najpierw w czwartkowy wieczór wprowadzałem w przebogaty świat „Ścieżek Chwały” mojego redakcyjnego kolegę. Na małą rozgrzewkę i w celach treningowych rozegraliśmy najkrótszy scenariusz, obejmujący końcówkę lata i jesień 1914 roku. W piątek udało mi się, dość przypadkowo, dołączyć do rozgrywki w „Periklesa” wspaniałej gry łączącej w sobie cechy strategii i euro gry, autorstwa Martina Wallace’a, znanego z tworzenia niezwykle nowatorskich zasad. Muszę przyznać, że jego sława nie jest ani odrobinę przesadzona, a gra, którą już z żoną zakupiliśmy i tylko czekamy na przesyłkę ze sklepu internetowego, ma szanse zostać jedną z naszych ulubionych. Na koniec, w sobotnie przedpołudnie, zebraliśmy się ze znajomymi nad planszą do „Republic of Rome”, genialnej gry dyplomatycznej, o której pisałem już na Bitewnym Zgiełku.

Ech te planszówki, potrafią człowiekowi zawrócić w głowie. Mnie zawróciły już wiele lat temu, kiedy byłem jeszcze pacholęciem. Dzisiaj są dla mnie genialnym oderwaniem od gier bitewnych. Kiedy mam ochotę na zmianę poziomu rozgrywki z taktycznej na strategiczną, czy zgoła dyplomatyczną nie ma problemu, sięgam po jedną z gier. Kiedy znudził mnie jakiś okres historyczny, a do innego nie mam armii, szukam odpowiedniej gry planszowej. Kiedy w końcu spotykam się ze znajomymi i chcemy w dużej grupie spędzić miło czas, a nie każdy z nich jest figurowcem, po co sięgam? Tak macie rację, po grę planszową. Chociaż jestem miłośnikiem zabawy figurkami, kupowania ich, malowania, i grania nimi, to mój świat byłby smutny i pusty bez gier planszowych. Czy wy macie podobnie?

piątek, 5 października 2007

Psiloi na śniadanie

Od czegoś trzeba zacząć znajomość z 15 milimetrowymi figurkami. Od czegoś trzeba zacząć armię do kampanii DBA, mającej rozegrać się w 2008 roku. Od czegoś trzeba zacząć wyścig z innymi graczami. Od czegoś trzeba zacząć testy z techniką konturowania. Zacząłem po najmniejszej linii oporu, a więc od elementu Psiloi.
W nadchodzącej kampanii zmierzę się z przeciwnikami o dominację w Europie Środkowowschodniej, dowodząc armią Saksonii. Zestaw, z jakiego zbudowane zostaną saskie siły to produkt firmy Essex. Metalowe miniatury są niezwykle wdzięczne i cieszą oko. Lista armii do Wschodni Frankowie 888-110AD. Możliwość konfiguracji w ramach tejże listy jest znaczna, stąd pracy czeka mnie sporo – mogę zapomnieć o ‘tylko’ dwunastu elementach do pomalowania, będzie ich łącznie około dwudziestu.
Przy malowaniu pierwszego elementu zgubił mnie pośpiech i niedbalstwo – wspomnę tylko, że dla przykładu zniszczyłem jeden pędzel, bo nie poczekałam odpowiednio długo na zaschnięcie kleju, na koniec skleiłem sobie tymże klejem palce, niczym malarz amator. Aha – wysypałem trawkę statyczną na spodnie. Ewidentnie muszę popracować nad techniką konturowania – skończyłem przy jej użyciu w międzyczasie jednego z konnych rycerzy, i niedociągnięcia są spore. A nie chciałbym przecież, żeby armia wyglądała przeciętnie. Do dzieła więc.

RSS FeedRSS