sobota, 15 stycznia 2011

Wings of fury

Odebrałem dziś paczkę z materiałami do następnego zlecenia. Zakupiłem Mechaniczne skrzydła z Micro Art Studio. Powiem szczerze, że nie jestem nimi zachwycony. Skrzydła na zdjęciu ze strony internetowej wyglądały całkiem dobrze, chociaż było widać, że nie są najlepszym dziełem. Nie do końca symetryczne, niezbyt precyzyjne, ale przyzwoite. Jednak te, które otrzymałem były bardzo słabe. Odlewy w wielu miejscach z brakiem materiału, nadłamane i bardzo delikatne elementy, wszystko mocno niedokładne i była kupa roboty z oczyszczaniem z resztek. Dokładnie widać miejsce łączenia się form w postaci przesunięcia na modelu i sporych resztek odlewu. Ogólnie jestem średnio zadowolony z pierwszego wrażenia. Z pełną oceną poczekam do drugiego wrażenia, czyli po malowaniu.
Dziś zająłem się tylko oczyszczeniem i posklejaniem ich ze sobą. Na zdjęciu widać elementy jeszcze nie sklejone. Teraz w całości prezentują się lepiej. Zobaczymy jak będą wyglądać na figurkach, a wylądują na Space Marines, mówiąc w uproszczeniu. Nie zdradzam za dużo. Skrzydła są bardziej steampunkowe niż czysto science fiction, jednak model, który chciałem wcześniej zastosować był niestety niedostępny. Gość przez kilka tygodni tłumaczył się brakiem silikonu czy czegoś tam do odlewania. No szkoda, bo tamte bardziej by mi pasowały. Te widziałbym chyba raczej w oddziałach Imperium do WFB, jako dzieło jakiegoś kolejnego szalonego inżyniera. No, może kiedys stworzę sobie taki regiment do mojej armii. Przyznam, że brak mi jakichś lataczy.

Bez-rok

Co to jest bez-rok? W moim wypadku bez-rok to czasookres z gatunku leniwców uśpionych, prążkowanych, jasnych. Eeee… Już tłumaczę. Dokładnie rok (z małym kawałkiem) temu malowałem ostatni raz 15mm skalę do DBA - chodzi oczywiście o Anglo-Irish, zakupionych jeszcze w 2009. Cały rok bez DBA, myślałby ktoś. Ale to dość proste - praca nad Tytanami, modelarskie romanse i skąpe zasoby czasu sprawiają, że po prostu trzeba dzielić biedę. No i podzieliłem - DBA nie dostało w 2010 nic.

Pora to zmienić, tym bardziej, że ungrim podgotował mnie pozytywnie swoimi angielskimi robinhoodami. Wyjąłem więc z szafki nieco przykurzone już figury i ruszyłem z kopyta. Efekt widać na zdjęciu - standard stołowy, 4 x 4Lb, zapewne walijscy łucznicy w służbie angielskiego króla. Wkrótce wyruszą na północ dławić szkockie ruchawki. Dobór kolorów jest oczywiście skromny. Nie może być jednak inaczej, wszak mówimy o przełomie XII wieku w Anglii. Pierwotnie miało być buro i brązowo, jednak wprowadziłem lekkie ożywienie w postaci… czerwonych gaci.

Tyle na dzisiaj. Wykończeniem podstawek zajmę się hurtowo, na końcu, podobnie, jak to zrobiłem w 2009 ze Szkotami. Wzór przećwiczyłem już na elemencie generalskim. Czas poćwiczyć naciąg i strzelanie do kraciastych celów.

piątek, 14 stycznia 2011

Lugft Huron

Spod mojej ręki nie wyszło zbyt wiele modeli do WH40k. Kilku Necronów i jeden Kosmiczny Marynarz. Nadeszła pora na coś konkretniejszego. Przedstawiony model jest przygotowaniem przed czekającą mnie wkrótce pracą nad armią Blood Angels. Jest to figurka firmy Forge World o nazwie LUGFT HURON CHAPTER MASTER OF THE ASTRAL CLAWS. Cokolwiek to znaczy.
Trochę o kolorach. Na czarny podkład sprayu położyłem kolejnym sprayem kolor czerwony. Ponieważ większość modelu jest właśnie tej barwy, stwierdziłem, że tak będzie łatwiej. Później tusze i rozjaśnianie aż do uzyskania satysfakcjonującego mnie efektu. W zasadzie wiele więcej kolorów tu nie zastosowałem. Srebrny na elementy metaliczne i beż na frędzelki. Starałem się przyłożyć do twarzy, ale nadal podziwiam ludzi, którzy w tej skali są w stanie wyciągnąć rysy, zmarszczki i w dodatku wymalować oczy.
Podstawka jest oderwana od nóg poprzednio prezentowanego modelu ptakopodobnego stwora chaosu. Dokonałem drobnej modyfikacji dodając fragment zardzewiałej stalowej belki wystającej z ziemi. Chciałem tym sprecyzować przeznaczenie bazy do świata 40-stki. Pomalowanie całości zajęło mi może koło 12 godzin, nie licząc podstawki. Zrobienie jej to jakieś 2 godzinki.

Jeśli chcecie powiększenie kliknijcie na obrazek

Lifting 03

Tytuł to oczywiście nawiązanie do kolejnej partii odświeżonych figurek ze stajni High Elves. Przy okazji sprawdziłem stare wpisy – to już czwarty z kolei, więc powinno być 04. A może powinienem go zatytułować jeszcze inaczej? Wszak to pierwszy wpis pod skrzydłami nowego Bitewnego Zgiełku. Hmm, jest coś w tym symbolicznego, jeśli się popatrzeć na poniżej prezentowany oddział. Jakieś przejście ze starszej formy w nową, inną, jednak przy zachowaniu pierwotnego charakteru. Myślę, że nasz nowy blog też taki będzie. I cieszę się, że zrzucamy starą skórę. Kto mnie cokolwiek zna wie, że za dużo w jednym miejscu i zaczyna mnie nosić.

Wracając do Smoczych Książąt i liftingu, to złożyło się nań malowanie dwóch dodatkowych figur, wymiana podstawek i kilka drobnych konwersji. Może po kolei – dwie dodatkowe figury są po to, żeby móc wystawić całą dziesiątkę do bitwy i liczyć na bonus z rzędu w trakcie wsparcia. Kupiłem je m.in. dzięki Robsonowi i innym znajomościom. Obie pomalowałem dość szybko, starając się odwzorować własny warsztat sprzed kilku lat. Nie do końca się udało (no, może poza papraniem) bo przede wszystkim podkład jest czarny, co od razu widać porównując figury z tego tygodnia z tymi sprzed kilku lat. Co do podstawek to sprawa jest oczywista – nowy wygląd w miejsce prostych zielonych plus gąbka z Gale Force. Wreszcie konwersje. Są drobne, ale są. Wymieniłem sztandar – poprzedni papierowy miał swój urok ale się zestarzał. Miałem jeden ekstra z nowych Lothern Seaguard, więc szybko podmieniłem konnemu, wzór nawet pasuje. Druga sprawa – muzyk. Nigdy nie miałem oryginalnej figurki. Pamiętam nawet, że będąc do bólu ‘klimaciarski’ nie wystawiałem do bitwy muzyka, tj. nie liczyłem punktów za niego (‘bo nie mam figurki’), czym wprawiłem raz w ogromne zdziwienie ludzi na lokalnym turnieju lata temu. Skoro lifting, to muzyk musiał się w końcu pojawić. Użyłem do tego torsu chorążego (akurat miałem nadstan, hehe) – urżnałem mu prawe ramę, zamocowałem zawijaną trąbę z Glade Guards po czym uzupełniłem braki greenstuffem, modelując jednocześnie smoczo wyglądający naramiennik. Rozkręcam się, nie powiem. Wychodzę ze żłobka i jestem już w maluchach, jeśli chodzi o takie rewelacje rzeźbiarskie. Tym sposobem mam odświeżony kolejny oddział – mocno oldschoolowy we wzorze, poniekąd w malowaniu, na skalnej podstawce – dalej mnie kręci. Do tego stopnia, że na wspominki mnie wzięło (ungrim pisał na swoim blogu, że już tyle lat się bawimy w to hobby, więc można wspominać). Otóż wygrzebałem gdzieś z szafy pierwszą księgę do HE, z 1997 bodaj, w której po raz pierwszy widziałem ten oddział. Fajnie było sobie przypomnieć, jakie wrażenie robił wtedy na mnie. I, choć dzisiaj jest już niemodny, mnie podoba się dalej tak samo.

Nawiązując jeszcze do nowego miejsca i nowej formy – chciałem specjalnie podziękować tsarowi i ungrimowi, bez wsparcia i pomysłowości których nie byłoby nas tutaj. Gratias Vobis ago.


środa, 5 stycznia 2011

Wagenburg

Nie wiem jak to jest ale ilość wpisów jest odwrotnie proporcjonalna do stanu zaawansowania projektów modelarskich. Mam nadzieję, że już niedługo pochwalę się owocami tychże ale zanim to nastąpi, pokażę Wam coś nowego. Zalążek drugiej armii do Impetusa, która docelowo ma stanąć w polu z kadzikowymi XIV-XVw. Niemcami. Zbieg wielu dziwnych sytuacji spowodował, że zamówione z Essex'a 2 miesiące temu podstawki jeszcze nie dotarły. Dlatego pracuje nad pierwszymi elementami do armii XV wiecznej Polski. W armii tej można wystawić do 2ch wozów bojowych, które to wozy, jak mi kiedyś opowiadał tsar, były ściśle związane z husyckimi najemnikami w polskiej armii. Modele są z Irregular Miniatures. Dość mocno przerobione. Konwersje mają na celu upodobnienie nieregularnych wozów do zdjęcia husyckiego wozu zrobionego w jakimś czeskim muzeum, a znalezionego w Osprey'u. Do konwersji użyłem plastikardu, który dostałem od Zwierzaka (przed każdym wozem leży osłona/burta, którą przymocuję po pomalowaniu). Konie, które widzicie na zdjęciu, urozmaicą jeden z elementów. Jeden wóz będzie miał kompletny zaprzęg, który będzie częściowo wyprzęgnięty. Same wozy są dość długie, dlatego nie będę ich ustawiał na podstawkach w linii. Nie zmieściłyby się. Będę je ustawiał w szachownicę tak, żeby koła się na siebie odrobinę nachodziły. Tam też ulokuję 1-2 modele kuszników czy toporników (figurki Irregular, LegioHeroica, Vexillia i Old Glory), ukrytych za potężnymi pawężami, a na każdym wozie umieszczę 3 kolejnych kuszników i jakąś prymitywną broń prochową. Na zdjęciu widać ile piechoty zmieszczę na 2 podstawki. Oj, tak licznego elementu jeszcze nie robiłem. W końcu 8x12cm to nielicha powierzchnia!

Ot, taki wpis, żeby Wam narobić apetytu na 2011 rok.

RSS FeedRSS