czwartek, 19 maja 2011

Katafrakci

Ciekaw jestem, co wy na ten element. Od dawna uwielbiam katafraktów. Świetnie się prezentują na opancerzonych koniach, z długim kontos w dłoniach, a nawet maskach na twarzach. Do tej pory miałem możliwość używania ich w grze tylko w DBA, gdzie nie różnili się niczym od hetajrów czy innych antycznych ciężkozbrojnych kawalerzystów. Prezentowany oddział, nie dość, że w grze różni się od innych oddziałów ciężkiej jazdy, to jeszcze można go w sposób charakterystyczny przedstawić. Bazy DBA, mimo niewątpliwego uroku 4 modeli katafraktów ciasno zbitych na bazie 4x3, nie dają takiej swobody aranżacji jak impetusowe 8x6. Postanowiłem więc z tejże swobody skorzystać i ustawiłem swoich katafraktów w formacji klina, przejętej w spadku po aleksandrowych hetajrach. Dodałem tez wiernego psa, przejętego w spadku po Gladiatorze, a uzyskany efekt prezentuję poniżej.

Przepraszam tez za jakość tła zdjęcia... Nie mam za dobrych warunków do fotografowania.

środa, 11 maja 2011

Pierwszy słoń

Od kiedy pamiętam, wizja słonia na stole do gry zawsze była czymś niezwykłym. Kiedy zacząłem zbierać pierwsze słoniowe armie, kupowane w zestawach Essex'a bestie nie były jakoś szczególnie imponujące. Zacząłem szukać innch producentów, ciekawszych modeli. Magister militum ma niezłe słonie. Niestety głównie kartagińskie. Xyston produkuje coraz więcej tych kolosów ale zupełnie mi się nie podobają. Maja, moim zdaniem, nieproporcjonalna fizjonomię. Szok przeżyłem, gdy znalazłem Gaznawidzkie słonie indyjskie Khurashan'a. Ogromne (że aż musiałem zmierzyć, przeskalować i porównać wysokość z informacjami o słoniach indyjskich, gdyż takie wielkie się wydawały - okazało się, że takie powinny być!)! Niestety nie mieli słoni do Seleukidów, których zbieranie weszło mi w nawyk. Kupiłem jednak te gaznawidzkie. Potwory z wieelkim trudem mieściły się na podstawkach 4x4cm!

Problem ze słoniami był jeszcze inny. W DBA są twarde, genialne na ciężką jazdę i włócznie... ale jeszcze nigdy nie udało mi się nimi zaatakować tych oddziałów. Każdy z łatwością unika stawiania na przeciw tym bestiom oddziałów z serii Quick Kill. Do tego słonie są masakryczne w dowodzeniu i w ogólnym rozrachunku przysparzają głównie problemów.

Z goła inaczej jest w Impetusie. Oczywiście, jak to słonie, dowodzi się nimi fatalnie ale oznacza to tylko trudności z dodatkowymi ruchami, co każdy, kto był słoniem weźmie za naturalne i gniewać się nie będzie. Są za to Elephas maximus indicus przerażającymi przeciwnikami w walce. Jeśli nieporanione zaszarżują przeciwnika, sieją zniszczenie. Różne, w zależności od tego czy są to słonie leśne czy indyjskie i tego, jak są opancerzone. Oczywiście odradzam walki z harcownikami ale na tych słonie Seleukidów mają obsadzone oszczepnikami i łucznikami wieże. Tak, tak. Z bliska w pełni wyposażony słoń potrafi nieźle ... Strzelić.

Nikogo więc nie zdziwi fakt, że w armii do Impetusa musiał się znaleźć choć jeden słoń. Będzie i drugi, z opancerzoną głową, ale szukam kilku drobiazgów, żeby nietypowo zaaranżować podstawkę.

Ten poniżej to Khurasan. Nie do końca typowy słoń Seleukidzki, jakie rysunki spotyka się w sieci ale za to ladry ma bestia imponujące, więc z chęcią wziąłem go do armii.Dodałem tarcze na wieży, obręcze na nogach, kilku procarzy ochrony i element gotowy. Najważniejsze dla mnie było, żeby bestia była ogromna. I ogromna jest.

niedziela, 8 maja 2011

Tych parę weekendów

Czego nie robi się dla swoich pasji? Cóż, wielu rzeczy, a chyba największą wobec nich przewiną, jest grzech odkładania w czasie. To, o czym piszę dalej, odkładałem równe dziesięć lat. Mowa o patencie żeglarskim. W tym roku w końcu ruszyłem swój szanowny, leniwy zad, głównie dzięki usilnym namowom Żony. Jezioro pod ręką, zamiłowanie do wody i żagli niemal tak stare, jak ja sam. Człowiek jest słabym i małym grzesznikiem, nieprawdaż? Ale ruszyłem. Wczoraj rano - ruszyłem z kopyta, z torbą ubrań na zmianę i lekkim dreszczem emocji.

Jakże w pięknym miejscu przyszło mi mieszkać! Wiosna w Beskidach jest wprost cudowna. Rano, aby dotrzeć na przystań w dolinie Soły, przemierzam Przełęcz Przegibek. Kręta droga, na której samochód ociera się niemal o drzewa, wiedzie między zalesionymi zboczami Hrobaczej Łąki a Magurki Wilkowickiej. Nic nie może równać się z soczystością wczesnowiosennej zieleni w Beskidach! Raptem 30 minut rano, a jakże pozytywnie nastraja do życia.




Po dotarciu na przystań, zaczyna się danie główne. Keja, przy niej wiekowe, sfatygowane Nefryty, na których ja, wraz z grupą innych zapaleńców, zdobywać będziemy patentowe umiejętności. W zasadzie już zdobywamy.

Podczas dwóch dni załoga nieco się poznała - przyznam, że wielce ciekawy komplet. Wiatr dął całkiem przyzwoicie, choć dzisiaj kręcił niemiłosiernie. Mimo tego mieliśmy do czynienia głównie z praktyką, co jest oczywiście najciekawsze. To nic, że zacina nam się rolfok, w zęzie jest co rano z dwa dobre wiadra wody. To nic, że przysmażyliśmy już dziobem w pomost i przyprawiliśmy instruktora o ból kręgosłupa. To nic, że wyjedliśmy w ciągu pierwszego dnia wszystkie fastfoodowe zasoby tamtejszej tawerny. Woda, wiatr, żagle i góry - to rekompensuje niemal wszystko.




Ach, jeszcze coś. Postanowiłem, co do mnie zupełnie nie podobne, przyjąć zasadę nie wychylania się. I nie mówię tu o wystawianiu poza burtę, ale ukryciu tych kilku skromnych umiejętności, które nabyłem podczas moich wypadów pod żagle. No bo i po co się wychylać?

Koniec końców, pierwszy w tym roku weekend na wodzie za mną. Trochę teorii, sporo zwrotów przez sztag, w sumie kupa zabawy i niezły relaks. Mam co prawda, pewien niedosyt, co świadczy wyłącznie o tym, jak lubię ten sport. Chyba namówię pewną osobę na parę godzin indywidualnie, abym pod czujnym i doświadczonym okiem mógł więcej posiedzieć za sterem. Byle do kolejnej soboty!

czwartek, 5 maja 2011

Pierwsze elementy do IMPETUS'a

W ciągu ostatniego półrocza sporo pomalowałem ale czasu żeby się tym pochwalić jakoś nie znalazłem. Na szczęście udało mi się urwać chwilę i oto jest. Pierwsze zdjęcie powstającej armii Seleukidów do Impetusa. Na pierwszy ogień - lekka jazda scytyjska. W tle widać nogi słonia, Thorakitai, rydwan, procarzy i innych oszczepników.

Jak widać, bazy są 2x większe niż DBA. 8 cm fronty pozwalają ciekawie komponować podstawki. Zobaczycie, jak pokażę Wam szarżujący klin katafraktów!

Niedługo pokażę kolejne oddziały. Maluję pierwsze regimenty falangi!

Wpis gotowy, spać!

poniedziałek, 2 maja 2011

Uwaga spoiler

Miałem w zamiarze małą niespodziankę, którą chciałem wpleść w kolejny odcinek Tytanów. Niestety tak mnie korciło, żeby pokazać ostatni zakup, że nie wytrzymałem. Bywa. Na zdjęciu widać jedno z trzech drzew, z zestawu Citadel Wood. Zakup ten chodził mi po głowie od dawna, a skoro leśni elfowie na warsztacie, był dodatkowy motywator. Wreszcie poczułem pewnego dnia przemożną chęć wydania paru złotych i w końcu stałem się posiadaczem bardzo sympatycznego elementu scenerii.

Drzewa, jak wiadomo, są w sumie trzy. Do tego całkiem sporych rozmiarów podstawka. Całość pokażę wraz z Tytanami, natomiast dzisiaj, na zachętę, pierwszy, dorodny, wiekowy okaz… nie-wiem-jakiego-drzewa.

Parę słów o strony warsztatowej. Montaż w zasadzie błyskawiczny, ale trzeba go poprzedzić chwilą na oczyszczenie z nadlewek. Niestety musimy zaaplikować dość sporo green stuffu, bo na łączeniach głównego pnia powstają dość spore szpary. Potem oczywiście nieco ‘szlifierki’ i malujemy.

Wzorowałem się, jakżeby inaczej, na instrukcji ze strony GW, modyfikując nieco kolory ze względu na fakt, że nie wszystkie z rekomendowanych posiadam. Co do kory, to najpierw nałożyłem podkład z chardon granite. Potem przecierałem ją miksem granitu z elf fleszem. Na koniec lekka przecierka z elf flesza właśnie. Mech to też przecierka - akurat u mnie catachan green. Szkoda, że nie mam como green, bo byłoby nieco bardziej soczyście. Listowie to inna para kaloszy. Z wiadomych powodów wybrałem motyw jesienny. Jak to leci? Najpierw dark flesz, na to przecierka z pomarańczowego. Następnie pojedyncze liście w całości malowane są to na czerwono, to na jasno brązowo, to na pomarańczowo. Na koniec mocna dawka ogryn flesz wash.

Niezwykle miły design i jakaś max godzina z farbami na jedno drzewo przynoszą tak przyjemny dla oka rezultat. Ja jestem bardzo zadowolony.

A Tytani? Mój kolejny regiment ma się całkiem dobrze. Ostro planuje skończyć w tym tygodniu. Jeśli Koledzy dadzą radę, jest szansa, że koło najbliższego weekendu pojawi się nowy odcinek. Pożyjemy…

RSS FeedRSS