Zawsze, gdy odwiedzam Gobosa, podziwiam jego warhammerkowe kolekcje. I zawsze z nadzieją otwieram witrynkę, licząc na to, że pomalował któregoś z swoich imperialnych bohaterów. Niestety od lat nie mogę się na nic doczekać. Kapitan na pegazie, cesarz na gryfie i inne smakowite kąski czekają, aż Mistrz znajdzie wreszcie nieco czasu i dla nich.
Niejako próbując zmotywować Kolegę, wybieram mu z tej długiej, niepomalowanej ławki bohaterów poszczególnych delikwentów. I dzisiaj kolejna taka historia – tym razem konny mag. Sam bohater w zasadzie identyczny, jak piesza wersja, którą zmajstrowałem kilka lat temu. Koń to wzór z armii High Elves, który pojawił się w sprzedaży w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pomysł dopasowana tych dwóch figur do siebie uważam za bardzo trafiony – obie są dość dynamiczne we wzorze i elegancko ze sobą współgrają.
Skąd taki skok w większą skalę? Ano ucieszony spełnieniem pierwszego z noworocznych postanowień (tj. pomalowaniem Rzymu), zabrałem się za ostatnie – czyli malowanie kilku figur fantasty. Gobosowy mag poszedł na pierwszy ogień. Sprawiłem się z nim stosunkowo szybko, bo zajął mi może około trzech godzin pracy.
Postawiłem na dość spójną i skromną kolorystykę – chciałem, żeby wszystko było dość ciepłe i ziemiste. Może to efekt wiosennych prac w ogrodzie? Sam nie wiem. W każdym razie na figurze znalazło się w sumie niewiele kolorów. Włosy miały w zamyśle złamać nieco nadmiar brązowych odcieni, pozostając jednak z nimi w pewnej zgodzie. Tak oto możemy spojrzeć na galopującego, ziemisto-ognistego maga, który miał pecha trafić na mój warsztat jako pierwszy po dziesiątkach figurek w skali 15mm.
Policzyłem dzisiaj i to siódmy już bohater imperialny, którego popełniłem w ramach koleżeńskiego wsparcia kolekcjonerskiego. Teraz, tradycyjnie już, Gobos musi dodać magowi właściwą podstawkę i zaprezentować końcowy efekt w stosownym wpisie. Ostatni też raz tak dyskretnie motywuję Kolegę do pomalowania imperialnych bohaterów. Zaczynam bowiem zbliżać się do technik opartych na artykułowaniu wypowiedzi w stylu: kończ Waść!!!
Niejako próbując zmotywować Kolegę, wybieram mu z tej długiej, niepomalowanej ławki bohaterów poszczególnych delikwentów. I dzisiaj kolejna taka historia – tym razem konny mag. Sam bohater w zasadzie identyczny, jak piesza wersja, którą zmajstrowałem kilka lat temu. Koń to wzór z armii High Elves, który pojawił się w sprzedaży w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pomysł dopasowana tych dwóch figur do siebie uważam za bardzo trafiony – obie są dość dynamiczne we wzorze i elegancko ze sobą współgrają.
Skąd taki skok w większą skalę? Ano ucieszony spełnieniem pierwszego z noworocznych postanowień (tj. pomalowaniem Rzymu), zabrałem się za ostatnie – czyli malowanie kilku figur fantasty. Gobosowy mag poszedł na pierwszy ogień. Sprawiłem się z nim stosunkowo szybko, bo zajął mi może około trzech godzin pracy.
Postawiłem na dość spójną i skromną kolorystykę – chciałem, żeby wszystko było dość ciepłe i ziemiste. Może to efekt wiosennych prac w ogrodzie? Sam nie wiem. W każdym razie na figurze znalazło się w sumie niewiele kolorów. Włosy miały w zamyśle złamać nieco nadmiar brązowych odcieni, pozostając jednak z nimi w pewnej zgodzie. Tak oto możemy spojrzeć na galopującego, ziemisto-ognistego maga, który miał pecha trafić na mój warsztat jako pierwszy po dziesiątkach figurek w skali 15mm.
Policzyłem dzisiaj i to siódmy już bohater imperialny, którego popełniłem w ramach koleżeńskiego wsparcia kolekcjonerskiego. Teraz, tradycyjnie już, Gobos musi dodać magowi właściwą podstawkę i zaprezentować końcowy efekt w stosownym wpisie. Ostatni też raz tak dyskretnie motywuję Kolegę do pomalowania imperialnych bohaterów. Zaczynam bowiem zbliżać się do technik opartych na artykułowaniu wypowiedzi w stylu: kończ Waść!!!






