Tym sposobem zyskałem pełną batalię na potrzeby edycji drugiej, oraz małą batalię na potrzeby dywizji w edycję pierwszą.
Mam nadzieję, że niedługo coś kolejnego.
Tym sposobem zyskałem pełną batalię na potrzeby edycji drugiej, oraz małą batalię na potrzeby dywizji w edycję pierwszą.
Mam nadzieję, że niedługo coś kolejnego.
Pisząc, przy okazji notki o T-47, że moja przygoda ze Star Wars Legion dobiegła końca, musiałem minąć się z prawdą. Wszystko za sprawą impulsu i zakupu pudełka z rebelianckimi komandosami. Impuls wziął się z pewnej prostej sytuacji. Kombinując kiedyś przy rozpiskach zostało mi wolne czterdzieści parę punktów. Od razu pomyślałem o małych, snajperskich składach, które widziałem w akcji oglądając jakiś raport bitewny na YT. Prawie równie szybko wysłałem zamówienie a dzisiaj można zobaczyć efekty malowania zawartości kupionego zestawu. Komandosów dostajemy w sumie siedmiu, w tym dwóch o dość osobliwej aparycji. Podobnie, jak w przypadku weteranów, chciałem ich nieco odróżnić kolorystycznie od podstawowych żołnierzy. Tym razem postawiłem na kolor zielony, zachowując jednak wspólny mianownik, w postaci szarych płaszczy.
Niestety dzisiejszy sprzęt fotograficzny dobitnie pokazuje, że moje zdolności nakładania farb znacząco erodowały. Chociaż nie odstaje on za bardzo i pasuje do pozostałych figurek z serii Infinity.
Trzecim, z pięciu planowanych do armii AMBUSH na 750 punktów oddziałem za jaki się wziąłem są Wyrmriders. Tym razem modele nie są metalowe (jak w przypadku naiad; wszyscy czekamy na zmianę na żywicę, co już miało miejsce w przypadku bardzo wielu formacji) a żywiczne. W Pannthor'rze wyrmy występują w różnych środowiskach i szerokościach geograficznych. W różnych armiach znajdziemy wiele ich odmian m.in. Oceanborne i Riverbourne. Są i Sandbourne, które po śmierci zasilają siły Królestwa Ophidian. Są to modele nowe, z niedawnej, grudniowej fali wydawniczej do Empire of Dust. Jak wszystkie modele nieumarlych, są ciut mniejsze od swoich pobratymców niepozbawionych skóry. Są natomiast doskonale odlane, posiadają wyraźny detal i są w pełni kompatybilne z plastikowymi modelami, więc można je mocno personalizować.
Następnym krokiem będzie budowa i pomalowanie wyżej wymienionych oddziałów. Zanim przejdę do Undead Wyrm'a i Revenant cavalry chcę mieć tą trójkę gotową.
Konny bohater posłużył mi już też za model testowy. Piasek pomalowałem tak samo jak w przypadku modeli do Relicblade i jestem z tego zadowolony. Bazy będa proste. Wręcz ascetyczne ale nadal efektowne. Codziennie staram się znaleźć 30 minut wieczorem na pracę nad figurkami, więc na następna aktualizację nie powinniście czekać zbyt długo.
Uzupełniamy farby, pędzle. Kompletujemy oświetlenie. Makiety i modele. Budujemy armie do KoW:Ambush i Deadzone (w którego gramy małą, klubową ligę). Wsparcie dyrekcji BMP jest w tym nieocenione. Fantastyczne jest też to, że przy okazji różnych rozmów z współhobbystami z Polski i ze świata, bardzo wiele osób spontanicznie oferuje pomoc dla inicjatywy. Ostatnio Keno z Niemiec, który szukał elementów siatek najad do konwersji swoich krasnoludów, przesłał mi w ramach podziękowania pudło (!) terenów do Deadzone i Kings of War. Dzięki temu skompletujemy drugi, pełny stół do #deadzoneislife. Jest to bardzo budujące.