Ostatnie naprawdę wyjazdowe malowanie, które pamiętam, miało miejsce gdzieś w pierwszej dekadzie obecnego wieku u Johnny’ego na działce. W pocie czoła starałem się tam nadać barwy oddziałowi Hammererów.
Jako że przeżywam drugą młodość/szczyt motywacyjny/kryzys wieku średniego (niepotrzebne skreślić), uznałem że nie wypada przegapić okazji w postaci tygodniowego pobytu pod granicą litewską. Na szczęście Pyki czekały w podkładzie, bo inaczej bym nie ogarnął - jak zwykle pakowanie do ostatniej chwili.
Wybór farb na szybko, dwa pędzle i jazda. Był element wyzwania, aby ukończyć figurki do poziomu TT tylko z użyciem tego co zabrałem, ale się udało. Utensyliów podstawkowych nie zabrałem, więc to będę musiał ogarnąć po powrocie.
Zdjęcia też w warunkach polowych, ale ma to swój urok. ;)
Jedna z ośmiu gościów, które przyjechaliśmy dokarmiać się załapała.
Kiedyś tam może ich jeszcze dopieszczę, ale na razie jest kolejny oddział, który można bez zbytniego wstydu wystawić na stół.
Czas malowania od podkładu to stanu obecnego to około 11h - jak na mnie błyskawicznie.
Oby tak dalej! ;)