Pomalowałem cztery kolejne podstawki kozaków służebnych w wersji pieszej – razem mam już sześć takich standów. Aby wystawić skromny pułk tej formacji, muszę domalować jeszcze kolejną szóstkę. No i oczywiście daje to razem także dwanaście podstawek w wersji konnej, które będę musiał uraczyć farbami.
Malowanie, jak poprzednio, oparte na kilku kolorach i bardzo skromne. Postanowiłem za to nieco mocniej wycieniować podstawki – widać to na grubszym piasku, który dostał jedną warstwę więcej suchego pędzla. Zamierzam w ten sposób potraktować wszystkie dotychczas pomalowane odziały moskiewskie. Dzięki temu będą miały nieco więcej kontrastu. Przynajmniej mam taką nadzieję. Z innych ciekawostek - ponieważ brakowało mi dwóch figurek, musiałem nieco improwizować. Dlatego też na dwóch podstawkach wojacy dzierżący strzelby pochodzą z dwóch innych formacji.

Kozacy zdążyli nawet zagrać na wczorajszym chorzowskim turnieju. Niewiele nimi zdziałałem, ale złóżmy to na karb mojego braku doświadczenia. Turniej był świetny, choć dałem radę rozegrać zaledwie dwie bitwy. Na pewno więcej na jego temat napiszą inni uczestnicy, grający przez dwa pełne dni. Był tam i nasz MiSiO, zajął wysokie, czwarte miejsce i wygrał konkurs malarski. Mam nadzieję, że wkrótce uda mu się rozwiązać problem z aparatem i zaleje nasz blog swoimi ostatnimi dokonaniami malarskimi (i nie tylko).
Skoro o turnieju pisał nie będę, to może kilka słów o tym, jak postradałem zmysły. W sierpniu, podczas urlopu, obiecałem sobie, że do końca roku pomaluję wszystkie figurki do OiM, jakie mam w domu. Byłoby to całkiem realne, gdyby nie zakupy, jakich ostatnio dokonałem. Obok prezentowanych kozaków i pudełka sołdatów, które kupiłem w Niepołomicach, nabyłem także moskiewski podjazd (czyli Straż Zasieczną). Do tego wczoraj blister dział i przedpremierowo słynnych strzelców moskiewskich (są wprost cudowni!). MiSiO, który nie ustaje w dopingowaniu mnie do OiM, dorzucił mi sześć kompani dragonów pogranicznych. To wszystko, z gotowym pułkiem jazdy pomistenej i zaległymi rajtarami tworzy już całkiem sporą dywizję moskiewską. Mnie pozostawia z grubo ponad dwoma setkami figurek do pomalowania. Ale lubię takie zmartwienia. Podobnie jak dylematy, co malować teraz. Kozaków konnych? A może strzelców?