Kto pamięta jeszcze, jak napisałem krótki tekścik o zrobieniu sobie bohatera do HE z różnych plastikowych części? Ja sam już słabo. Będzie ze dwa lata jakoś. Wreszcie dzisiaj skończyłem malowanie jeźdźca, niestety bez przekonania i właściwego przyłożenia się do tematu. Chyba mści się w takich momentach właśnie zbytnie rozwleczenie w czasie. Przecież to tylko jeden konny model i trzeba było całość zamknąć w dwóch, trzech dniach, na fali entuzjazmu z konwersji i o niebo większych wtedy chęci. Tak czy inaczej model skończony (czy zatrzymany w takim momencie malowania) i będzie pasował przyjemnie na stole bitewnym do klocka srebrnych hełmów. Ech, zagrałbym w warhammerka…


0 komentarzy:
Prześlij komentarz