Dziś, zamiast o teorii, słów kilka o praktyce. W jedną z ostatnich sobót, miał miejsce pierwszy krakowski turniej Ogniem i Mieczem. Pojechałem na niego z Szeperdem, który postanowił posmakować turnieju OiM, na razie jako obserwator. W sobotę rano zawitał w moim mieszkaniu, poznał ekipę, zjadł rogalika z czekoladą i pojechaliśmy. Droga upłynęła na rozmowie o grze, modelach i remontach. Przybyliśmy na miejsce przed czasem, wyładowaliśmy walizki z modelami oraz 3 domki, które dzień wcześniej skończyłem malować a które przydały się do rozgrywania scenariusza "Obrona Wioski". Przywitaliśmy się z pozostałymi uczestnikami, z których cześć pamiętałem jeszcze z Pól Chwały (zwłaszcza Gregx i Mruku). Miejscówka, szkoła podstawowa, przygotowana do turnieju była świetnie. Tereny i stoły prezentowały wysoki poziom. Sala była ciepła, przytulna, była kanapa do relaksu między grami. Pomyślano nawet o czajniku dla miłośników gorących przekąsek w proszku lub herbaty. Miejsca dużo. Po wpłaceniu symbolicznego wpisowego, rozlosowano pary pierwszej bitwy i zaczęliśmy poczynać. Dziwnym trafem, wszystkie bitwy rozegrałem z wszędobylskimi podjazdami RON. Nie dziwi mnie to o tyle, że moi Szwedzi przyciągają RON jak tabor Kozaka. Gry i same podjazdy nie były jednak nudne. W każdej bitwie podjazd RON prezentował się inaczej. Ba! W drugiej trafił mi się podjazd Gosiewskiego w pełnej sile. Brr... Jak ja nie lubię husarii! W każdej bitwie byłem słabszym graczem. Wynikało to po części z budowy rozpiski jak i z faktu, że nie trafiłem na Turków (którzy mają duże i punktowo słabe podjazdy -tfu, tfu). Dzięki temu rozegrałem dwie Obrony Wioski - bardzo sensowny scenariusz dla Szweda. Raz kości nie pozwoliły i zamiast obrony wsi, zajmowałem wzgórze. Przyznam, że system doboru scenariuszy, uzależniony od wielkości dysproporcji między podjazdami obu graczy, sprawdza się. W każdej bitwie, żadna ze stron nie osiągnęła przytaczającej przewagi a o wyniku decydowały cele scenariusza. Przyznać muszę, że w podjeździe Szwedzi są armią trudną do prowadzenia. Skromność sił nie pozwala bezpiecznie uderzać środkiem a większość przeciwników, poza Kozakami i Moskwą, które dla równowagi znacznie przewyższają Szwedów liczebnie (nawet i 4:1), jest bardziej manewrowa od Szweda. Oczywiście podjazdom Karola Gustawa przychodzi przeciwstawić Wysoką Dyscyplinę Taktyczną i artylerię albo rajtarów w pancerzach. Ot, ciekawa sprawa gdy bitwa jest wyrównana przy nierównych siłach. W turnieju rozegraliśmy 3 bitwy. Udało mi się obronić dwie wsie i zająć jedno strategiczne wzgórze. Oto wyniki turnieju: 1. MISIO (SZWEDZI) 15 pkt (15 małych) 2. Lissu (RON) 13 pkt (9) 3. Pnzr (KOZACY) 12 pkt (10) 4. Pug (RON) 12 pkt (9) 5. Elmo (RON) 10 pkt (9) 6. Swawolnik (RON) 9 pkt (9) 7. Corsari (SZWEDZI) 7 pkt (7) 8. Gregx (TURCJA) sędzia Po turnieju przyszedł czas na Szeperda. Wróciliśmy do mnie, zjedliśmy po kilogramie lazanii każdy, pokazałem kilka Szepowi kilka numerów Wargamer Illustrated i nasz ulubiony Pasterz rozegrał z moimi Szwedami pierwsze 2 bitwy w Ogniem i Mieczem. Moskwa najpierw rozbiła skromne siły szwedzkie a potem nie dała rady obronić przeprawy. Są nawet zdjęcia z tych bitew, więc mimo słabej ich jakości, postaram się napisać raport dla Waszej przyjemności. Przyznam, że Moskwa to moja druga ulubiona armia i bardzo się cieszę, że Szeperd i Seba składają swoje moskiewskie wojska. . . . Wybiła północ, duże dzieci poszły spać a rano pobudka i przeskok z XVII w. do rzeczywistości... Turniej okazał się sukcesem i już 8 grudnia kolejny. Poniżej kilka zdjęć z tego turnieju, publikowanych bez zgody ich autora, Gołowy Szeperda oraz moja rozpiska.
17th-century Polish Light Cavalry #1 (Hetman Miniatures)
1 tydzień temu









1 komentarzy:
O! Fajnie, że napisałeś starym, dobrym kronikarskim zwyczajem o ubiegłej sobocie, bo dzień był znakomity i będą go mile wspominał.
Turniej w roli obserwatora pozwolił rozjaśnić nieco zawiłości zasad, a wieczorem faktycznie przećwiczyć je przy stole. Droga jeszcze przede mną daleka, ale na razie nie zapowiada się, żebym z niej zszedł.
Oprócz numerów wspomnianego czasopisma trzeba jeszcze dodać, że miałem okazję zajrzeć do kilku komiksów, nade wszystko jednak zobaczyć masę pomalowanych Szwedów, których MiSiO jeszcze nie pokazał światu. Mam nadzieję, że serwis upora się szybko z awarią aparatu, bo świat zasługuje na to, żeby te prace jak najszybciej zobaczyć!
P.S. Oczywiście ze zdjęć śmiało korzystaj!
Prześlij komentarz