niedziela, 13 lutego 2011

W końcu

No i skończeni…prawie. Jedyne, co muszę zrobić to ten sztandar. Zostawiłem sobie go na koniec, bo jakoś najmniej mnie do niego ciągnie, a skrzydła mnie kusiły. Chciałem jak najszybciej zobaczyć jak prezentują się z nimi Blood Angels. Poza tym, niektórzy domagali się ich jak najszybciej, groził mi lincz :) Więc jak wyglądają kochane aniołki? Wydaje mi się, że całkiem przyzwoicie. Mimo, że skrzydła są steampunkowe nie czysto sajens fikszyn całkiem interesująco wkomponowały się w całość drużyny. Zastanawiałem się czy na skrzydłach użyć kilku kolorów mechanizmów, jak widać zdecydowałem się to zrobić. Wymalowałem więc żółte, czerwone, zielone i niebieskie elementy konstrukcji. Stwierdziłem, że takie drobne detaliki ożywią monotonną czerwień, która zaczęła mnie drażnić. Teraz jednak po dodaniu sporej ilości koloru „metalicznego” wszystko zgrało się całkiem dobrze i krwiste stroje nie drażnią już tak bardzo.
Co do sztandaru, obawiam się, że skończę go najwcześniej we wtorek, i to jak dobrze pójdzie. Bardziej obstawiałbym czwartek wtedy też dopiero kolejny wpis. Niestety mój czas został mocno zawężony przez nowe obowiązki. Przynajmniej przez miesiąc nie będę mógł Was męczyć tak częstym blogowaniem jak robiłem to niedawno. Dam Wam więc trochę odetchnąć. Oby jednak lepsze czasy wróciły. Lepsze dla malowania, rzecz jasna ;)

sobota, 12 lutego 2011

Czas na chwałę!

Wio koniki! Lenistwa dosyć. Wygoniłem dziś moje zwierzątka do pracy, czas zarobić nieco grosiwa na utrzymanie. A najlepsze po temu są gwałty i grabieże!

Długo ważyły się losy mojego uczestnictwa w trzecim turnieju, drugiego sezony Ogólnopolskiej Ligii DBA. W końcu, niemal w ostatniej chwili zdecydowałem się wystąpić, wraz z moją armią Madziarów z X wieku i zażyć nieco emocji.

Sobotnim, ciepłym porankiem spakowałem wszystko, co potrzeba i ruszyłem w kierunku Politechniki Warszawskiej, a dokładniej klubu Aggresor, który tym razem gościł graczy walczących o palmę pierwszeństwa, w jedną z naszych ulubionych gier bitewnych.

Jeszcze w autobusie wpadłem na dość szalony pomysł, sięgnąłem po netbooka i po 15 minutach Bitewny Zgiełk miał swoje konto na Blipie i odpowiednią kontrolkę wyświetlającą jego zawartość na samej stronie. Postanowiłem relacjonować turniej na żywo!

W Aggresorze czekali już gospodarze. Raleen i Greebo. Ten drugi, odpowiedzialny za całą warstwę logistyczną, sprawił się jak zwykle znakomicie. Przez cały turniej nie brakowało niczego, co potrzebne było do rozgrywki, a co więcej, zapewnił nam przekąski i napoje, oraz znakomitą atmosferę spotkania.

Turniej rozpoczęliśmy bez poślizgu, przewidziano cztery bitwy dla każdego z graczy. Ja miałem szczęście spotkać się po raz pierwszy z jednym graczem, a z trzema pozostałymi rozegrać kolejne już potyczki. Pokrótce wyglądało to tak.

I Bitwa
Po przeciwnej stronie stołu staje Multik, nasz gość z Gdańska, ze swoją armią Burgundów. Mnóstwo rycerstwa wspartego łucznikami i artylerią. Było nie było w sam raz na bat na Madziarów. Na szczęście udaje mi się nieco przyblokować kolumnę rycerstwa na lewej flance, na prawej w zbyt pośpiesznych manewrach robi to sobie sam przeciwnik. Ryzykując uderzam kawalerią w środku, przełamując artylerię i łuczników. W chwilę później dożynam pozbawione wsparcia, strzelające centrum w lesie. Pierwsza bitwa poszła nad wyraz świetnie!

II Bitwa
Naprzeciwko mnie staje Murass, kolejny gość z Gdańska i człowiek, z którym mam na pieńku od pewnego turnieju w Trójmieście. Wtedy przegrałem bitwę o pierwsze miejsce. Tym razem staję przeciwko Portugalii. Znów rycerstwo, łuki i dodatkowe wsparcie ze strony ciężkiej piechoty. Manewry obu armii trwają bardzo długo, każdy z nas próbuje przyjąć lepszą pozycję przed starciem, w końcu uderzam ja, całą linią, niestety niemal natychmiast zostaję odbity, z bolesnymi stratami własnymi. Przeciwnik popełnia jednak błąd, zamiast wykorzystać złamanie mojego szyku, próbuje reorganizować własny, który również stał się ofiarą chaosu spowodowanego zbytnią pewnością rycerskich oddziałów. Okazuje się, że wysłany na lewą flankę oddział stepowych zwiadowców był  moim najlepszym pomysłem w tej grze, atak na flankę wroga przynosi niespodziewane ofiary. Moja lekka kawaleria broni się zaciekle, mocniej niż mogę to sobie wyobrazić. Rzutem na taśmę wygrywam tę zaciętą bitwę niemal na granicy upływającego czasu. Zemsta została wywarta!

III Bitwa
Przeciwko mnie staje Pablo ze swoją wczesną Macedonią. Z Pablem graliśmy już wielokrotnie i zawsze były to niezwykle zajmujące rozgrywki. Tym razem jednak mój przeciwnik ma do mnie pewne pretensje, za bitwę z poprzedniego turnieju, gdzie pognałem jego zawodników. Wykorzystuję świetny rzut na inicjatywę i z zasadzki atakuję generała wroga. Bitwa ma szanse skończyć się z pierwszym rzutem, niestety przegrywam i moi harcownicy zostają odparci. Środkiem ruszają moje kawaleryjskie zagony, idą wprost na czoło kolumny macedońskiej. Przez chwilę waham się czy uderzyć nim wróg zdąży przygotować linię słabszymi siłami, czy poczekać aż sam zgromadzę więcej wojsk. W końcu jednak postanawiam zaryzykować. Uderzenie jest miażdżące, oddziały przeciwnika podają tyły, pada też idący z odsieczą generał. Błyskawiczna bitwa kończy się moim zwycięstwem. Boję się spotkać Pabla na następnym turnieju…

IV Bitwa
Wszystko ma się zdecydować w ostatecznym starciu z moim Nemezis z ostatniego turnieju. Osławiony Cisza i jego armia Traków dała mi popalić ostro ostatnim razem. Plułem sobie długo w brodę, że dałem się tak głupio wciągnąć w jego zasadzki. Tym razem postanowiłem być mądrzejszy i od samego początku rozważnie sterowałem swoimi oddziałami. Ciężki teren wybrany przez przeciwnika zagrał na jego niekorzyść, ustawione na patowych pozycjach kawalerie czekały aż bitwa rozstrzygnie się daleko na mojej lewej flance. Raz za razem zadawałem przeciwnikowi straty w jego lekkiej piechocie, aby przy stanie 3:0 zakończyć rozgrywkę z powodu upłynięcia czasu. Szkoda, bo brakowało jeszcze tylko chwili, aby Trakowie zostali całkowicie pokonani. Remis, ale ze wskazaniem na mnie, satysfakcjonuje mnie, jako zemsta za poprzednią porażkę.

Uff! Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Zwycięstwo w turnieju nie przyszło mi łatwo, a każdy z przeciwników był dla mnie niełatwym wyzwaniem. Cieszę się z konsekwentnie przeprowadzonych ataków i ze szczęścia, jakie tym razem sprzyjało mi w kościach.
Potrzebowałem tego sukcesu!

Przez cały czas trwania turnieju działał mój pomysł z relacją na żywo i jak się okazało, spodobał się kilku osobom. Może właśnie w ten sposób powstała nowa, świecka tradycja?

Serdecznie dziękuję wszystkim za wspaniałą atmosferę na turnieju, dziękuję też kolegom, którzy wzięli udział w małym, poturniejowym afterparty.

Do zobaczenia na kolejnym turnieju!

Szmaragd, czerń, skóra i blond czupryna

Choroba wytrąciła mnie z rytmu całkowicie, ale na szczęście wróciłem do malowania. Niewiele już było do zrobienia na krwawych marynarzach. Pierwsze, za co się zabrałem spoglądając na całą ekipę krytycznym wzrokiem to poprawki broni. Wyglądała zbyt jednolicie, więc dodałem jej czarne elementy oraz miejscami złote zdobienia. Dosyć uciążliwe było wypełnianie czernią ruchomych elementów zbroi. Ciężko było wcisnąć się w niektóre zakamarki. Skończyło się to poprawianiem wszystkiego co zaplamiłem wokół.  Sporo czasu zajęły mi też klejnoty, które postanowiłem zrobić w kolorze szmaragdowym. Jest to delikatny akcent dla figurki, żeby czerwień i złoto jej całkowicie nie przytłoczyła. Ten sam kolor dostały pieczęcie trzymające powiewające papierki. Dopisałem na nich trochę świętych tekstów, ale bardzo maluteńkimi literkami :) Popisałem też trochę na elementach zbroi. Tu już wyraźniej, można się doczytać słów "BLOOD" i "ANGELS". Trudna to sprawa tworzenie takich małych literek, ale jakoś się udało. Na koniec zostało tylko dokończenie dwóch panów bez hełmów. Trzeba było im wymalować twarze oraz włosy. Tak o to powstał jeden brunet i jeden blondyn. Teraz pozostał jeszcze sam sztandar oraz skrzydła dla całej drużyny, za które już się zabrałem. Finał już blisko, chociaż z tygodniowym opóźnieniem, ale cóż, tak to bywa w życiu.

czwartek, 10 lutego 2011

Rajd na VoD

W nocy z 29 na 30 stycznia 1945 roku kompania C, oraz 2gi pluton kompanii F, 6 Batalionu Rangersów, przy wsparciu dwóch zespołów zwiadowców Alamo, oraz partyzantów filipińskich, odbili jeńców amerykańskich z japońskiego obozu przejściowego w pobliżu miejscowości Cabanatuan.

W roku 2005, reżyser Jahn Dahl, znany głównie z pracy przy takich telewizyjnych hitach serialowych jak Battlestar Galactica, Caprica, Dexter, True Blood, Californication, nakręcił film o opisanych powyżej wydarzeniach, pod tytułem The Great Raid.

10 lutego 2011 roku, w godzinach nocnych, korzystając z przymusowej bezsenności obejrzałem ten film, udostępniony bezpłatnie w usłudze VoD Kinoplex Gazety.pl.

The Great Raid to sprawnie nakręcony film wojenny, nie pozbawiony typowych amerykańskich wad, które w każdym wojennym filmie są takie same. Patos wylewa się chwilami uszami. Niepozbawiony jest również zalet, w tym rozmachu, dobrego aktorstwa, wspaniałych plenerów i scenerii (przepiękna Manila!).

Film jasno pokazuje, czym jest sprawnie przeprowadzona operacja wojskowa. Jak wiele zależy od rozpoznania, współpracy, zaskoczenia, dobrego planu i odrobiny szczęścia. Myślę, że przypadnie do gustu fanom tego typu produkcji, ja sam mogę go tylko polecić.

Po długim czasie posuchy i trzymaniu tematu II Wojny Światowej na Pacyfiku z dala od kin, wygląda na to, że historia ta wraca do łask. Clint Eastwood nakręcił swoje Flag of Our Fathers i Letters from Iwo Jima, Spilberg i Hanks z sukcesem zaprezentowali swój serial Pacific. To dobrze, bo temat wart jest poznania i rozpropagowania. Poza tym, ile razy można lądować w Normandii. Miłego oglądania!

środa, 9 lutego 2011

Hello beastie

Kolega Robson pisał oburzony, a ja piszę mocno zaciekawiony. Nasz kolega zapomniał wspomnieć, że wraz z bestyjką światło dzienne ujrzała pierwsza wydana w ósmej edycji księga armii znana niektórym jako Armybook. I jest to dokładniej armybook do orków i goblinów znanych niektórym jako Orcs & Goblins. Jestem niezmiernie ciekaw, co się zmieniło w zasadach tej armii patrząc na tak drastyczne zmiany w grze ogólnie. Ciekawostką jest, że księga ma twardą oprawę, ale zmieniło się jeszcze jedno – cena. Poza tym wyszło sporo nowości do tej armii, a w zasadzie dopiero wyjdzie, bo to tak zwany pre-order. W końcu będziemy mieli plastikowe dzikie orki (savage orcs), orce to zarówno na własnych bosych stopach jak i na gołych kopytach (a może racicach) dzików. Do tego na dokładkę dwóch szamanów, z czego jednemu tez nie chce się chodzić o własnych siłach natomiast drugi wyjątkowo przypadł mi do gustu jako model. Nowość jeśli chodzi o rodzaj regimentu, jednostki czy coś takiego, kto to wie, a są to mianowicie Nasty Skulkers. Wygląda to jak odpowiednik dark elfowskich zabójców, a więc może to pojedyncze gobliny wrzucane do regimentu na zasadzie netters’ów czy fanatyków. A propos tych ostatnich też znaleźli się w ofercie. Wydaje mi się jednak, że to nie są nowe wzory, ale na pewno nazywają się inaczej - Whirling Death. No trzeba poczekać do 5 marca, kiedy to wszystkie nowe modele będą oficjalnie dostępne. Ogólnie mi się podoba, poza jednym - paskudnymi cenami.

RSS FeedRSS