poniedziałek, 3 października 2011

Jakoś tak

To już na sto procent jest prawidłowość. Wraz z latem hobby chowa się gdzieś w kącie, czekając pewnie na krótsze dni, moje życzliwsze spojrzenie i garść chęci, które sprawią, że człowiek targnie się na coś więcej, niż wyjęcie miniatury z pudełka (i schowanie jej po kilku dniach z myślą, że ‘może w kolejny weekend‘). W tym roku nie jest inaczej. A w zasadzie trochę jest, bo dość dużo czasu spędzamy w podróży, w ruchu, wśród ludzi. Czasem zadaję sobie pytanie, czy oto przesunęła się moja granica spontaniczności w tej kwestii. Czasem myślę, że za dużo tego. Kolejne kilometry nawijają się na opony naszego samochodu, neurony szukają nowych połączeń, przed dziećmi otwiera się coś więcej z tego świata. Jesteśmy razem, jest dobrze. Kolejne litry benzyny znikają w baku. Gdzieś na marginesie majaczy, w porywach mniej lub bardziej niepokojąca statystyka, na temat innych litrów, znikających w innych miejscach. Na to wszystko, jak zawsze, czasem z lekkim przymrużeniem oka, szukam w różnych okolicznościach nawiązania do tej mojej, nazwijmy ją miniaturowo-figurowej pasji. To pewnie o tym chciałem dzisiaj napisać. O czym na przykład?

A o kapitalnym zamku krzyżackim w mazurskim Rynie, odrestaurowanym z niesamowitym pietyzmem, bez słabych punktów. Zdjęcia tarcz i różnych zdobień mogą się wszak przydać w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości - posłużyć za wzór.


Co jeszcze? A może odkrycie wielkiej, lingwistycznej zagadki ze świata Warhammera. Już wiem, jak tłumaczymy na język polski nazwę własną słynnego, zimnokrwistego gada.


Wystarczy odwiedzić dinolandię, nie trzeba kończyć Oxfordu…


Inną zagadkę lingwistyczną spotykam na pokazach lotniczych. Byłby to adres?


Pola Chwały 2011. Jestem tylko na kilka godzin, pierwszy raz z rodziną. Są zachwyceni. Nie gram co prawda w turnieju (no, może poza krótkim coachingiem Gobosa), ale w tym roku w zupełności wystarczają mi Rzymianie z grupy Proantica. Z jednym z nich, niezwykle miłym, ucinam sobie pogawędkę na temat ekwipunku (dzięki!). Chwilę później, w jednej z sal zamkowych, kupuję niemal legion do DBA. Niemal, bo w końcu jednak nie daję się złamać.



Ale w powstrzymywaniu się idę dalej. Ostatni weekend, Warszawa - zaglądam do sklepu Altdorf (nic nie kupuję) ale nerwy nie zawodzą i do Wargamera nie idę wcale (choć to dwie ulice obok). Tym samym miniaturowi Rzymianie poczekają jeszcze. Choć nie długo, bo wkrótce zamierzam zakończyć zakupowy post. Tym bardziej, że przyjrzałem się na żywo ungrimowym Anglikom z Corvusa. Oj, świerzbią ręce.


Niestety nie wyrobiłem w sobie nawyku zabierania w takie miejsca aparatu. Sam nie wiem, czemu. Może dlatego, że jak już go wezmę, to czuję presję robienia zdjęć, które potem są nijakie. Może to lenistwo po prostu. A może coś, o czym nie warto napisać dwóch poprzednich zdań. W efekcie zwykle muszę polegać na nienajlepszej jakości telefonu komórkowego. Dlatego stwierdziłem, że wymienię go na model, z lepszym aparatem, żeby mieć po prostu inny poziom udokumentowania wspomnień.

Ot, poniosło mnie dzisiaj z tymi wynurzeniami. Dzień coraz krótszy, wieczory coraz chłodniejsze. Człowiek, z jednej strony, składa się do sennego zimowania i przybiera nieco ochronnego tłuszczu. Z drugiej jednak coś mu się w tej głowie kołacze tak, że wyczekuje pierwszych oznak hobbystycznej wiosny. Sprzeczności.

sobota, 24 września 2011

Lava Lord

Obiecałem więc proszę bardzo. Dla odmiany wszystkim, którzy nie przepadają za 40-stką spodoba się, mam nadzieję, dzisiejsza odsłona z odrobiną WFB.
Najnowsze modele ogrów nawet mi się spodobały więc postanowiłem sobie coś z nowej oferty pomalować. Figurka, którą widzicie to Firebelly czyli jakiś Ognistobrzuchy czy coś takiego. Niewiele wiem o nowych ograch, o tym modelu mogę powiedzieć jedynie, że to mag ognia. I wiem to nie tylko z obserwacji modelu, ale informacji na stronie GW.
Trochę złego. Te „wspaniałe” nowe odlewy żywiczne tak zwany „citadel finecast” kompletnie mi nie odpowiada. Jest rzeczywiście w stanie lepiej oddać detale, ale równocześnie odlewy są skażone dużą ilością niedociągnięć. Dziury i ubytki w modelu to mało powiedziane. W porównaniu z najnowszymi odlewami plastikowymi GW odlewy finecast są beznadziejne. Po zakupie czeka Was mnóstwo poprawiania, odcinania i wypełniania greenstuffem, w dodatku drobne cienkie elementy szybko się złamią. W skrócie: nie polecam. Jeśli macie wybór wybierzcie coś innego niż odlew żywiczny z GW.
Jeśli chodzi o malowanie to wspomnę tylko, że malowanie ognia i dymu to dla mnie ciężkie wyzwanie i nie wyszło tak jakbym chciał. Jestem średnio zadowolony. Reszta kolorów to raczej standard. Większość figurki to była skóra i na niej się skupiłem. Podstawka „wulkaniczna” to coś co zrobiłem pierwszy raz, a planowałem od dawna zastosować w jakiejś figurce. Co prawda myślałem raczej o jakimś demonie, ale wyszło inaczej. Czas malowania całości to może jakieś 10 godzin.

wtorek, 20 września 2011

‘44

Kilka dni temu skończyłem czytać komiks „44 Antologia komiksu” wydany przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Jest to zbiór opowiastek mniej lub bardziej dotyczących powstania warszawskiego. Bardzo spodobał mi się pomysł stworzenia komiksu dotyczącego takiego ciężkiego tematu. Ogólnie przyjęło się, że opowiadania rysunkowe są nic nie warte i tylko dzieciaki to „oglądają”. Na wspomnienie o tym, że czyta się komiksy często na ustach ludzi pojawia się delikatny uśmieszek. Tym bardziej cieszy pomysł, jaki miało Muzeum.
Trochę o treści. To czy dany komiks się komuś podoba czy nie, jest oczywiście rzeczą indywidualną. Szczególnie, kiedy temat jest ambitny i autorzy poszukują przeróżnych metafor żeby wyrazić coś większego, ważniejszego. Moja subiektywna ocena wiele z opowiastek odrzuciła w kąt. Wśród całości siedemnastu komiksów jest jednak kilka, które mi się bardzo podobały. 
„Zmartwychpowstanie” czysta abstrakcja, wręcz fantastyka i pewnie to mnie w nim ujęło. Krótki symboliczny komiks.
„Telefon” ciekawa opowiastka łącząca przeszłość z teraźniejszością właśnie przy pomocy tytułowego telefonu.
„Die Schönheit” komiks napisany po niemiecku, także o mocnej symbolice, rysowany świetną kreską.
„Ocalenie Niobe” opowiadanie dla mnie najbardziej drastyczne i wstrząsające jednak pełne nadziei i woli przetrwania.
„Lawa” tu znowu odrobina fantastyki, w formie kojarzącej się z „Hellboy” czy „Hardkor 44”, Niemców z ich piekielnymi eksperymentami.
Pozostało jeszcze „Tajne przejście” utrzymane w tajemniczym klimacie, ale o dosyć przewidywalnym końcu, mimo wszystko podobało mi się.
Na koniec „Śnieg” historyjka rysowana fajną kreską kojarzącą się z wesołą historyjką dla dzieci, jednak treść jest inna wręcz drastyczna.
Nie chciałem opowiadać całej treści komiksów jakby ktoś miał ochotę sobie je przeczytać, chciałem jedynie podzielić się ogólnymi wrażeniami. Podsumowując komiks wart przeczytania i posiadania w kolekcji, choćby ze względu na tematykę, a jak nie to świetną okładkę.

niedziela, 18 września 2011

Sanitariusz! ...albo dwóch

Dziś kolejna odsłona do armii Blood Angels. Tym razem dwóch pojedynczych Panów, którzy jak rozumiem zajmują się ratowaniem uszkodzonych w boju żołnierzy. Mam nadzieję, że czegoś nie zmyśliłem, bo się nie znam. Pan z lewej to Blood Angels Sanguinary Priest, a ten z prawej zwie się Brother Corbulo. Wychodzi na to, że to duchowni, a jeden nawet znany z imienia.
W każdym razie jak zwykle idzie tylko o malowanie. Pomalowałem ich w 90% według schematu ze strony GW, są tylko drobne różnice. Klasyczna czerwień dla armii BA i do tego wybijające się wśród innych białe dodatki. Dzięki temu widać, że zajmują się ważnym w wojsku fachem medyków.
Nie mam tu się co więcej rozpisywać. Powtórzę się pisząc o skrzydłach skrzydłach podstawkach charakterystycznych dla armii, którą tworzę.
Pozostała ostatnia odsłona i to już wkrótce, mam nadzieję. Do następnego razu.

sobota, 17 września 2011

"Fantastyczne" bitwy morskie

Dziś na stronie GW możemy obejrzeć i co najważniejsze zakupić najnowszy produkt tej firmy czyli „Dreadfleet”. Jest to gra, jak to się mówi, jednopudełkowa. Czyli, przynajmniej na ten moment, komplet potrzebny do gry dostaje się przy pierwszym zakupie w jednym pudełku.
No, ale co to za gra? Gra toczy się w świecie Warhammer Fantasy i są to potyczki morskie. Zaliczyłbym ją do planszówek. Rozmiar planszy z pudełka to około 105x150cm, a dokładniej 5’x3,5’. Druga ważna rzecz to wielkość okrętów. Ponieważ są one w przeróżnym stylu wymiary się troszkę różnią, ale długość statku to mniej więcej 10cm. Nie zagłębiłem się jeszcze w temat na tyle żeby powiedzieć Wam więcej więc zapraszam zainteresowanych do zapoznawania się na własną rękę.
Tutaj możemy zobaczyć wiele szczegółów łącznie z wszystkimi statkami dostępnymi w grze, planszą, kartami, dodatkami itd. Itp. Gra wygląda interesującą, a że czasem w głowie pojawia mi się wizja zagłębienia się w jakieś bitwy morskie to staje się dla mnie ciekawą alternatywą. Jeden minus - "while stocks last" - gra podobno została wyprodukowana w ograniczonej ilości egzemplarzy i podobno sprzedaż ma trwać tylko do wyczerpania tych zapasów. Hmm, zastanawiam się czy to prawda czy tylko chwyt żeby ludzie rzucili się do zakupów. Obojętne jaka wersja jest prawdziwa, obie uważam za skandalicznie buracką formę sprzedaży.

RSS FeedRSS