środa, 11 stycznia 2012

Bombo(wco)we wspomnienie

Podobnie jak początkiem ubiegłego roku, w styczniu przywitałem się z modelem do sklejania. O ile HMS Renown wziął się z nagłego napadu chęci (których jednak zabrakło na dokończenie krążownika), tym razem jest nieco inaczej. Opowiadałem końcem grudnia swoim synom i tym, jak dostałem swój pierwszy model do sklejania - krótko mówiąc, kupił mi go mój Dziadek. Pamiętam całkiem dobrze ten dzień i sklep na żywieckim rynku, w którym go nabył (byłem przy tym). Model, ma się rozumieć, pamiętam jeszcze lepiej. Jeszcze tego dnia zacząłem go składać. Potem miałem jeszcze ze trzy takie. Ten pierwszy to był 1987 rok…

Kiedy odwiedziliśmy ostatnio Dziadka, mój syn przypomniał mu tę historię. Dziadek niemal natychmiast wyjął kilka dyszek i kazał mi niemal natychmiast kupować ‘Łosia’. Bo to właśnie o tym bombowcu polskim mowa. Poszperałem nieco po Internecie i szybko znalazłem. Pudełko wyglądało inaczej, niż to sprzed ćwierćwiecza. Jednak ramki z częściami wyglądały na identyczne.


I faktycznie są, jednak muszę stwierdzić, że te dzisiejsze nie umywają się do jakości z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wszystko to wychodzi w praniu, w trakcie montażu, który posuwa się powoli. Plastik dużo mniej dopasowany, bardziej miękki. Ale nie zrażamy się tym ani trochę.


Dla wygody postanowiłem, że pomaluję go akrylami. Nie mam oczywiście aerografu, więc wszystko pójdzie ręcznie. Nie będę tez specjalnie kupował nowych kolorów - posłużę się tym, co mam w domu. Wiem, że to zamach na historyczną poprawność ale co tam, jest super. Za każdym razem, gdy siadam do montażu, wracam do tamtych pierwszych kroków: noża którym zaciąłem się kilka razy w palec, kleju, który się wiecznie rozlewał i brudził owiewki, własnej nieporadności, ale i ogromnej ciekawości i satysfakcji z ukończonych prac. Ot, modelarstwo wspomnieniowe.

Szwedzka artyleria - gotowy zaprzęg

Tym razem coś dla miłośników spokojniejszego cieniowania. Ostatnio sporo mówiło się o jaskrawości moich modeli, więc zaprzęg działa regimentowego (na łożu z większego działa, bo pasuje do zaprzęgu, który sam z siebie jest duży - dzięki Zwierzak za figurkę), postanowiłem pomalować farbami, które wycieniowane, dają delikatniejsze przejścia. Oczywiście nie zrezygnowałem z "mojego" czystego koloru i zaprzęg nie będzie "prawdziwie" historyczny tzn. wyblakły, zakurzony itp. Nie zrezygnowałem tez z mocniejszego koloru ale czerwony w tak niewielkiej ilości ma jedynie lekko ożywić model, nie dominując go.

Niestety rozjaśnianie zdjęcia lekko wzmocniło soczystość całości ale ogólny efekt powinien być zadowalający i w miarę zbliżony do oryginału..

Całość to konwersja. Dorobiłem mocowania na drewnianych elementach wozu, dorobiłem siodło dragonowi itp. Drugi zaprzęg z mniejszym łożem, konstrukcją i 2 końmi też już jest skonwertowany i czeka na malowanie - nie mam jednak jeszcze działa ale liczę, że najbliższe dni to zmienią.

Najpewniej w najbliższym czasie WG wypuści zaprzęgi do dział ale chciałem od razu móc wykorzystać 2 regimentówki, dostępne w Podjeździe, mając do dyspozycji cały wachlarz opcji, w tym szybszy transport. Stąd pomysł na konwersję. Do tego, tego typu przeróbki to czysta frajda, gdy malowanie regularnych oddziałów bywa jedynie powtarzaniem tych samych czynności, bez modelarskich wodotrysków. Przy dziale mogłem poszaleć również z podstawką, gdzie dodałem niewielkie bagniska, które obsadziłem bagienną trawą.

Całość świetnie pasuje do reszty podjazdu, którego ostatnie elementy maluję w niespotykanym dla mnie tempie (co jest odrobinę niekomfortowe).

wtorek, 10 stycznia 2012

Barwy terroru

Terrogheist nabrał dziś konkretniej kolorów. W zasadzie to już końcówka. Nie myślałem, że pójdzie tak szybko, ale w zasadzie samo malowanie takiego stwora to max kilkanaście godzin. 
Skóra stwora to graveyard earth rozjaśniane komando khaki. Kości standardowo u mnie vomit brown, bleached bone i skull white. Żywe mięso to scab red rozjaśniony pink horror. Wszystkie te elementy pokryte zostały devlun mud. Dodatkowo skóra i częściowo mięso punktowo zostało pociągnięte lekko rozwodnionymi różnymi kolorowymi tuszami – czerwony, fioletowy, zielony i niebieski.
Pozostało mi w zasadzie dokończyć skrzydła i kilka detali. Jutro powinienem go skończyć i zabrać się za wykończenie podstawki oraz sklejenie i pomalowanie króla ghouli, a dokładniej - Strigoi Ghoul King.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Podstawa to podstawka

Prace nad Terrorgheist’em trwają. Dziś początki podstawki, która według mnie jest połową sukcesu w malowanym modelu. W tym przypadku baza jest olbrzymia. Powiem więcej, że największa w mojej karierze. Najnowsze tendencje GW do wielkich potworów zmusiły ich do powiększania także podstawek pod nie.
Ta nad którą pracuję ma 10x15cm i jak ją wyciągnąłem z pudełka nie trzymała poziomu. I to dosłownie jak i w przenośni. Po położeniu na blacie stołu każdy narożnik znajdował się na innej wysokości. Wyginałem i zgniatałem i nic to nie dawało. Udało się ją w końcu trochę naprostować po przyklejeniu do niej kilku warstw korka o dosyć dużej powierzchni i włożenie jej na noc pod stertę książek. Mimo to podstawka nie naprostowała się w pełni, ale jest o wiele lepiej. Dziś kolejna noc pod obciążeniem. Tym razem jednak punktowym bo baza zyskała parę detali, których raczej nie mogę niczym przygnieść.
Na podstawce umieściłem kilka nagrobków, skrawki tarcz, truposza i skałkę. Jest to pierwsza partia elementów, która będzie kontynuowana. Taka powierzchnia niestety musi być czymś zapełniona. Mam już pewien zamysł co więcej dorzucę do podstawki, ale o tym w innej odsłonie.

niedziela, 8 stycznia 2012

and who’s painting now!

Rozpocząłem prace nad kolejnym zaległym projektem. Jest to Terrorgheist z królem ghouli na grzbiecie. Króla na razie nie ma. Póki co zająłem się montowaniem bestii. Stwór jest dosyć skomplikowany. Podczas składania zacząłem się zastanawiać jak ja go pomaluję jeśli będzie w jednym kawałku? Kolejnym moim dylematem było jakich elementów ze sobą nie łączyć żeby było go łatwiej pomalować, ale z drugiej strony żeby było łatwo go potem złożyć. Temat trudny, ale na szczęście udało mi się w miarę wybrnąć z problemu. Osobno są skrzydła z fragmentem klatki piersiowej. W kolejnej odsłonie będzie to widać. Jest odrobinę trudno złączyć te elementy ze sobą, bo trzeba odgiąć trochę fragmenty klatki. Liczę jednak na to, że pójdzie gładko.
Drugą rzeczą, którą rozpocząłem to podstawka. Nie chciałem posadowić bydlaka w taki sam sposób jak w oryginale więc spędziłem chwilę nad obmyśleniem kształtów bazy. W końcu postanowiłem, że będzie prosta – skała korkowa, na której stanie tylnymi nogami, prawą łapką zahaczy o krawędź skały, a lewa prawdopodobnie oprze się o jakąś wystającą gałąź. Do tego wszystkiego jakieś nagrobki, zwłoki i kilka śmieci, a podstawka jest olbrzymia. I właśnie, podstawka jest beznadziejna. Pośrednio ze względu na swoją wielkość. GW nie postarało się i przy tak olbrzymiej podstawce wypadałoby zastosować wyjątkowe rozwiązania bo podstawka jest poskręcana. Jak na razie nie wiem jak ją wyprostować i to mnie trochę martwi. No, ale zobaczymy. Do roboty.


RSS FeedRSS