sobota, 15 grudnia 2012

Dywizja Wojewody Łańcuchowa [1]

Dzisiaj prezentuje moją pierwszą sotnie Dzieci Bojarskich z rohatynami. Trochę to trwało, ale w Carstwie Moskiewskim 3 podstawkowe oddziały nie mają miejsca bytu. Jeśli tylko jest taka możliwość, to warto składać duże kloce po 6 i 8 podstawek. Zwłaszcza w bitwach na poziomie podjazdu kiedy możemy skończyć z 3 rozkazami, a ludiej unas mnoga.
Zdjęcia niestety nie są najlepsze, ale z pomocą MiSiO coś widać. Dziękuje raz jeszcze. Otrzymałem też cały worek wskazówek i kolejne zdjęcia powinny być przystępniejsze. Póki co lekko zamazane i zlewające się kolorystycznie gumoludy:)






Malowanie nie jest wybitne, wciąż szukam złotego środka, między szybkim malowaniem, a jakimś rozsądnym poziomem turniejowym. Głównie zależy mi na efekcie z perspektywy stołu. Podczas gry powinno dobrze wyglądać, ale w dłoni z bliska dopuszczam braki w nadmiernym cieniowaniu czy dużej ilości szczegółów. Chociaż to wstępne ustalenia, kto wie jak mocno wciągnie mnie malowanie tej skali. W każdym razie wstrzymuje się z lakierowaniem do pomalowania większości podjazdu, a nóż przyjdą chęci i dopracuje szczegóły.
Dzieci bojarskie od strony statystyk i zasad szału nie robią. Dlatego jeśli można ich nieco ulepszyć ekwipując dwie sotnie w rohatyny, to należy tak zrobić. Konwersje wymagające nie są. Skorzystałem z modeli kozaków, pancernych, oryginalnych sztandarowych, którym dorobiłem misiurki, lub czapki, różnorodne brody. Konie w większości z oryginalnego zestawu, dla różnorodności wplotłem kilka od rajtarów moskiewskich i kozaków z RON. Moim zdaniem wyszło bardzo fajnie.






Aktualnie kończę Dowódców podjazdu, więc Włodek i Wasyl niebawem dogonią sławę, która nieco ich wyprzedziła. Od jutra zabieram się za sotnie podjazdową, może kałkany nieco przyozdobię. Także postaram się niebawem o trochę lepsze fotki przy okazji kolejnych modeli. 




piątek, 14 grudnia 2012

Za pięć dwunasta

Już jutro o 10:00 w klubie Strych w Krakowie zaczyna się kolejny turniej w IV sezonie Ogólnopolskiej Ligi DBA i kolejna odsłona (piata?) turnieju De Bellis Cracoviensis. Tym razem zapowiada się ze będzie hucznie! O ile w ostatnich latach było raczej kiepsko (średnio 6,5 gracza na turniej) to teraz zapowiada się naprawdę spora ekipa (zapisanych 12 graczy).

Korzystając z doświadczenia pracowników klubu (którzy organizują głównie turnieje Warhammera) przyszedłem dzisiaj 'poustawiać salkę' i przygotować stoły do gry. Panie z klubu, przyzwyczajone do Warhammerowego rozmachu stołów, nie mogły się nadziwić, jak niewiele miejsca i powierzchni nam trzeba. W sumie całe rozstawianie mógłbym załatwić i na pół godziny przed turniejem, ale dla 'spokojności' pań z klubu, stwierdziłem ze zrobię to po ich myśli :)

Poniżej parę fotek z rozstawienia. brakujące dwie maty turniejowe dowiezie niezastąpiony Greebo.




Przy okazji zrobiłem też zdjęcie prototypu składanego blatu do DBA, o którego projekcie napiszę niedługo na blogu, kiedy już pokonam problemy techniczne, który wyszły dzisiaj podczas testowania tegoż artefaktu na wydziale Historycznym UJ. Przy okazji być może udało mi się namówić jedną lub dwie osoby do przyjścia na nasze wtorkowe spotkania klubowe.





niedziela, 9 grudnia 2012

Konkurs, konkurs i po konkursie

Końcem października wrzuciłem notkę o tym, że startuję w konkursie organizowanym przez Forum Strategie. Nie tylko wystartowałem, ale nawet w miarę szybko dobiegłem do mety, używając sportowej przenośni. Dzisiaj konkurs oficjalnie się kończy. Dzięki niemu na forum pojawiło się wiele doskonałych prac i mam nadzieję, że jeszcze kilku kolegów pokusi się o finał – w momencie, kiedy piszę te słowa do północy pozostają jeszcze cztery godziny.

Moja praca, jak wcześniej pisałem, to dziewiątka dzieci bojarskich, czyli trzy podstawki. Mam takich już w sumie dziewięć, ale będę musiał jeszcze kilka domalować. Tych nigdy za wiele, gdyż armia moskiewska z założenia ma być liczna. Akurat kolejne trzy podstawki czekają w pudełku i będę musiał się z nimi zmierzyć, już bez konkursowej motywacji.

Wracając do konkursu, ogłoszenie wyników z parę dni. Ciekawe, czy i na ile moja praca spodoba się jury. Poniżej moje zgłoszone do rywalizacji dzieci bojarskie.




Wojewoda Sebastian Łańcuchow i pierwszy turniej OiM.


Witam Wszystkich autorów i czytelników Bitewnego Zgiełku. Niektórzy już mnie znają. W każdym razie spotkał mnie mały zaszczyt i dano mi szanse dorzucić swoje trzy grosze na tym blogu. Mam nadzieje, że nie zabraknie chęci i determinacji aby od czasu do czasu podzielić się z Wami moimi zmaganiami z modelarstwem i Ogniem i Mieczem. Myślę, że nie zabraknie również Mordheim i kto wie czego jeszcze, zaczynam swoją przygodę na Zgiełku od relacji z ostatniego turnieju:)

Zimową porą tereny dookoła Krakowa stały się areną walk podjazdów z rozmaitych stron. Nie mogło zabraknąć wojsk Wojewody Łańcuchowa, który postanowił wziąć udział w podboju tych ziem. Musiał w końcu poznać zaplecze swoich najbliższych przeciwników i ich umiejętności w boju.
Zbierając swoja dywizje Wojewoda do walki wysłał podjazd pod dowództwem Gołowy Włodzimierza Walidrewienko. Nie dysponując jednak pełnym wachlarzem jednostek, w drogę ruszyła kompania Rajtarów i 3 sotnie Dzieci Bojarskich. Gołowie towarzyszył Podpułkownik Wasyl Samogon, który miał poprowadzić do boju Rajtarów.

Dnia 8.XII.2012 podjazd Wojewody Łańcuchowa wkroczył do Krakowa, jak donieśli zwiadowcy z tej samej strony na miasto nacierali również Szwedzi. Dowodził nimi niejaki...Masza, Misza...MiSiO. Dziwny ten szwedzki dialekt. Aczkolwiek był to pierwszy i ostatni raz gdy spotkali Szwedów.

Pierwszy bój stoczyli z Turkami. Masa jazdy w sile przewyższającej nas liczebnością. "Dziwy niewidy" wykrzyknął Włodzimierz gdy ujrzał morze Deli zbliżających się galopem w stronę naszych pozycji. Los chciał, że staliśmy się obrońcami rzeki.
- Ale co z tym począć? Głośno zastanawiał się Gołowa.
- Zmiażdżymy ich wodzu! Wykrzyknął Wasyl.
- Jasne...to zmiażdżyć tych kozich pasterzy. Padł zdecydowany rozkaz.
I 3 sotnie Bojarów pognały na ślepo w stronę brodu ignorując drewnianą kładkę na lewo. Jedynie przebiegły Wasyl ruszył do jej obrony ze swoją kompania Rajtarów. Ku jego zdziwieniu na lewej flance zza wzgórza nadciągali Spahisi z kopiami, przez most wpadli Deli i rajtarzy zostali zmuszeni do ucieczki. Z pomocą przybyli Bojarzy z rohatynami, którzy o dziwo ten raz zabłysnęli. Utrzymali i odparli szarże wściekłych Turków.
Starcie przerwał czas i po 4 turach mała przegrana. Nie dało się już nic uratować po szaleńczym rajdzie Gołowy na bród. Kolejne dwie tury mogły przynieść tylko masakrę, więc los uśmiechnął się do Włodka.

Drugie starcie z Litwą i wieś na środku. Jacyś doborowi Kozacy z rohatynami, Dragoni, jacyś Petyhorcy czy inne diabły. Ogółem chyba zbłądzili, bo żwawo nacierali na nasze wojska.
- Mało ich.
- Nie czują respektu przed wojskami Łańcuchowa.
- Wasyl pogoń nasz motłoch i zdobyć mi tą wieś, albo każe Ci obciąć stopy.
No niestety Litwini zaszarżowali już w drugiej turze, a piątka kozaków wbijająca się w ósemkę Bojarów, to dożynki są, a nie równa walka. Włodek znów przecenił swoje siły, Dzieci bojarskie pierzchały na wszystkie strony piszcząc jak nieletnie panienki. Jedynie Wasyl martwiąc się o swoje stopy ruszył  na wieś zajętą przez kompanie dragonów. 2 tury i podbił wieś, mała wygrana.
- Wciąż mam stopy! Wykrzyknął radośnie Samogon.

Trzecia bitwa i masy wygłodniałych Kozaków. Jedynie dwa wozy, resztę chyba już zjedli. Znów dzieliła nas rzeka, a miejsce wybrał oczywiście nieprzeciętnie nierozgarnięty Włodek. Stojące na przeciwko siebie siły rozstawiły się ławą po obu stronach rzeki, kolejna genialna myśl Gołowy. Czerń maszerowała przodem krzycząc "gwałćcie nasze kobiety, ale owiec nie oddamy".
- Dziwny prostacki naród. Uciął półgłosem Wasyl gdy usłyszał Gołowę.
- Sami odbierzemy Wam owce! A kobiety możecie sobie wsadzić w żyć. Krzyczał Walidrewienko podnosząc wyraźnie morale wśród Bojarów.
Trochę strzelania, jakieś ogniska, dużo wódki i wyzwisk, aż w końcu ruszyli Rajtarzy. Jedna szarża przez bród, jedna tura walki i czas się skończył. Niestety kartacze pozbawiły rajtarów 2 podstawek, gdy przeprawiali się przez bród. Znów mała przegrana.

No cóż, było  jakoś. 6 miejsce na 8 graczy chwalebnym wyczynem nie jest. Włodka Walidrewienko wychłostali, aczkolwiek dostanie jeszcze szanse. Wasyl został odznaczony za zdobycie wsi. Rajtarzy potwierdzili swoją elitarność i na prawdę spore możliwości z dołączonym Podpułkownikiem.
Dzieci Bojarskie... no cóż, nie polecam. Zaskoczyli tylko w walce z Turkami, wtedy rohatyny robią różnice. Z Litwinami dno. Także zostawiam swoją 8 z rohatynami, a resztę przerabiam na wersje podjazdową z kałkanami. Przy maksymalnym podjeździe można mieć 4 podstawki plus ewentualnie kolejne 3 z Miestniczestwa i zasadniczo na tym można skończyć przygodę modelarską z Bojarami. Może w przyszłości do dywizji złoże drugą 8 podstawkową sotnię. Ogółem Moskwa bez piechoty nie działa zbyt dobrze. Wbrew temu co się sądzi, nie jest to typowa armia do frontalnych ataków i miażdżenia wrogów. Dlatego ja sam myślę już nad konwersjami Kozaków Służebnych i nimi będę zastępował Bojarów w podjeździe.

Niebawem coś o moich modelach. A póki co parę fotek z turnieju.














wtorek, 4 grudnia 2012

Hebrajczycy w natarciu

Dzisiaj mały update dotyczący stanu armii wczesnych Hebrajczyków. Mimo, że podstawki nie są dokończone postanowiłem wrzucić to co jest - za tydzień, przy sprzyjających wiatrach powinna ukazać się cała armia, więc warto wykorzystać ostatnią szansę aby 'nabić' sobie licznik postów na blogu ;)

Poniższe trzy elementy to generał - hebrajski król (Saul?) w otoczeniu świty (Men of Valour), oraz dwa warbandy (jeszcze więcej Men of Valour?). Malowanie jest bardziej kolorowe i bazowane jest na obrazach, jakie znaleźć można w sieci dotyczące króla starożytnych hebrajczyków i jego ludzi. Zdjęcia ta wydają się bardziej odpowiednie dla późniejszego okresu (szczególnie krój stroju i korona o tym świadczą), ale założyłem, że się sprawdzą i tutaj. Dodatkowo obejrzałem trochę zdjęć dotyczących królów babilońskich, gdyż figurka dowódcy jest ewidentnie wzięta z jakiegoś zestawu babilońskiego... No cóż.Warto może jeszcze napisać kim byli ci 'Men of Valour' - otóż znalazłem takie sformułowanie przy opisie armii wczesnych Hebrajczyków na Fanaticusie, a następnie przeszukując sieć dowiedziałem się, że byli to ludzie najbardziej zaufani w świcie króla Dawida. Dodatkowo 'Men of Valour' występują podczas opisów kilku bitew w biblii, gdzie często pełnili rolę oddziałów do zadań specjalnych. Wywnioskowałem, że byli to po prostu prawdziwi wojownicy pośród tłumu zwykłych ludzi (którzy w tej armii zostali przypisani do typu elementu Auxila, choć może Horda byłaby lepsza, bardziej historyczna?). Przyznam się też z ręką na sercu, że miałem ambitny plan zerknąć do jednego z obszerniejszych źródeł historycznych jakim w tym przypadku jest Biblia (pewni niektórzy się będą zżymali na nazwę 'źródło historyczne', zarówno z jednej jak i drugiej strony barykady), ale niestety nie zdążyłem. Stąd też nie mam pojęcia jakim określeniem 'Men of Valour' są nazwani w polskim tłumaczeniu. Postaram się poprawić do następnego razu :)

Teraz już tylko zdjęcia (jakość gorsza bo zabrakło czasu i statywu):



RSS FeedRSS