Z obowiązku wspomnę, że nowa edycja 40tki zmieniła dość radykalnie znany z 3 i 4 edycji mechanizm gry, więc teoretycznie, nowe kodeksy armii powinny te mechanizmy uwzględnić. Również z obowiązku wspomnę, że GW w ciągu krótkiego czasu przed wprowadzeniem na rynek nowej edycji, wydało kilka podręczników, do wielu popularnych armii min. Eldarów. Doczekaliśmy się również osobnych zasad do dwóch zakonów Space Marines, czy wreszcie nowego podrecznika do armii Orków, Chaosu i Demonów. Ploteczki wypuszczane skrzętnie do sieci twierdziły, że nowe kodeksy opracowywane są z uwzględnieniem nadchodzącej nowej edycji Warhammera 40 000. No cóż, wyszło to różnie, jak zwykle zresztą. Wrodzona obowiązkowość każe mi spieszyć z poinformowaniem Drogich Czytelników, że zgodnie z nową świecką tradycją, są armie które posiadają zasady nawet jeszcze z 3-ciej edycji gry, na przykład Dark Eldars, czy armia Space Wolves z zakonów Space Marines. Nic to, jak powiedział Wołodyjowski do Basieńki w filmie Hofmanna, zabieramy się za recenzję!
Podobieństwa podręczników z 4 i 5 edycji zaczynają się i kończą na stylistyce okładki, oraz przyjemnych szkicach, w mrocznym gotyckim klimacie, wewnątrz obu książek. Winnym popełnienia nowego kodeksu jest Matthew Ward, nie pojawiający się na liście autorów w poprzedniej edycji. W oczy rzuca się od razu objętość ksiązki, aż 144 strony. Dla porównania, poprzednia ekipa autorów zdołała zamknąć sprawę w 80. Miło by było gdyby za ilością szła jakość, ale o tym za chwilę. Nowy podręcznik zmienia całkiem podejście do budowania kolekcji armii Space Marines.
Bazowo, również zgodnie z przyjętym przez Games Workshop wzorcem, oba zbiory zasad traktują o „kodeksowym” zakonie Space Marines, czyli o Ultramarines. Dodatkowo oba podręczniki dają możliwość przygotowania przez gracza armii innego zakonu. Jednego z tych znanych, jak White Scars czy Salamanders, lub stworzenia własnego, niepowtarzalnego zakonu. I tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. W starym podręczniku pojawił się rozdział Chapter Traits. W zgrabnej tabeli i na kilku stronach rozwinięcia, gracze mogli wybrać sobie, jaki format zakonu chcą przygotować, np Fierce. Następnie z tabelki odczytywało się, jakie specjalne zasady, „na plus” i „na minus”, posiada taki zakon. Zasady modyfikowały listę armii, albo wpływały na sposób gry taką armią. Wystarczyło opracować sobie własny schemat kolorów, historię zakonu i można było zebrać kolekcję niepowatarzalnych obrońców ludzkości. Zakony znane graczom z tła fabularnego gry zostały zebrane w tabeli Chapters of the Legend, wraz z odpowiednim zestawem zasad specjalnych. Takie rozwiązanie bardzo przypadło do gustu graczom na całym świecie. Powstały przepięknie pomalowane i ciekawie sformatowane armie.
Nowe zasady wyrzuciły na śmietnik jedną z najmocniejszych stron poprzedniej edycji. W sekcji HQ listy armii, pojawiła się rzesza nowych bohaterów specjalnych z róznych znanych zakonów SM - do starych znajomych, jak kapitan Lysander z zakonu Imperial Fists, doszło stadko nowych. I to bohaterowie specjalni wprowadzeni do armii, decydują jakim zakonem gra gracz. Każdy z nich posiada zdolność chapter tactics, która zastępuje nową zasadę SM combat tactics, na specyficzną (teoretycznie), zdaniem autora, dla danego zakonu zasadę. Oczywiście nie ma już możliwośći modyfikacji listy armii, co pozwoliło by dodać smaczku naszym wrażym siłom. Pomijając mały plusik za nowe wzory figurek bohaterów, jest to absurdalne dla starszych graczy spłycenie systemu. Jednym słowem dno. Dno pogłebia się bo autor dopuścił możliwość wyboru dwóch różnych herosów z rónych zakonów i gracz sobie wybiera, który z nich modyfikuje zasadę combat tactics na taktykę zakonu. Mówiąc w skrócie - Staszek odwiedza Jasia, idą na kielicha i decydują, który z nich się będzie bił pod knajpą, bo dym z ochroną jest... Dużym szacunkiem darzę pracę koncepcyjną ludzi, którzy stworzyli w swojej wyobraźni, lata temu, świat 40tki, a takie podejście, obraża moją inteligencję i poczucie dobrego smaku.
Nowy podręcznik został podzielony na kilka części. W pierwszej mamy opisaną historię powstania legionów Space Marines, czasy wojny domowej, oraz przekształcenie legionów w zakony, po jej zakończeniu. Autor uraczył nas również opisem powstawania superhuman hero, czyli brata zakonnego, oraz historią bitew z udziałem Ultramarines. Mamy też sporo informacji na temat struktury zakonu, oraz schematów kolorystycznych i heraldyki róznych armii SM. Całość utrzymana jest na tradycyjnym poziomie literatury s-f klasy B, w miękkich okładkach. Następną, tą która tak zwiększyła objętość kodeksu, częścią jest opis prawie wszystkich, dostępnych potem w liście armii bohaterów i jednostek. Kompletny idiotyzm, bo pisanie całej strony o transporterze Rhino, czy Drop Podach, zakrawa na marnowanie papieru, a drzew na świecie coraz mniej... Litościwi autorzy starego dex`u, opisali tylko bohaterów, oraz niektóre jednostki.
Na koniec, tej ciekawej lektury, docieramy do rdzenia podręcznika, czyli do listy armii. A tutaj spore zmiany.
Po pierwsze, przy zmianie mechaniki gry, zmieniono zasady zdobywania punktów za zajęcie kluczowych pozycji. Obecnie punkty te mogą zdobywać tylko jednostki z sekcji Troops. Zgodzę się, że taka duża zmiana, spowoduje w końcu, że gracze przestaną brać tylko dwie obowiązkowe jednostki z tej sekcji, jak miało to miejsce do tej pory. Jakoś te punkty trzeba będzie w końcu zdobywać. Szkoda tylko, że nikt nie wpadł na to, aby obniżyć koszt jedynych, w armii SM, zwykłych żołnierzy, są oni bowiem obecnie, jednymi z najdrożyszch punktowo w grze. Przez uproszczenie (za to minusik), oraz wprowadzenie zasady combat squad do wszystkich oddziałów piechoty SM, kończy się era minmaxów typu las-plas* (za to plusik).
Kolejną rzeczą jaka rzuca się w oczy to radyklane obniżenie kosztu transportera Razorback - żegnajcie piękne Rhinosy! Kto wybierze źle uzbrojone Rhino, jeśli za 5 punktów więcej, ma Razorbacka z heavy bolterem na dzień dobry? Pojawia się też kilka całkiem nowych jednostek.
W sekcji Elites mamy to co zwykle (z tym że weterani zmienili nazwę na Sternguard Veterans), plus kilka nowości. Pojawia się Ironclad Dreadnought, czyli lepiej opancerzona wersja Dredzia. Mój kolega Jaro (cierpiący na nieuleczalny syndrom dredzia) się ucieszy. Mamy również nową jednostkę, Legion of The Damned Squad. Jest to pojawiający się czasem z nikąd oddział eterycznych wojowników, wyglądających jak Space Marines, bez strachu ruszających na wroga, w najbardziej dramatycznych dla zakonników momentach. Tym samym, trafiają się nam zawodnicy z Ld 10, mogący strzelać po ruchu z broni ciężkiej, oraz rzucający każdego save`a jako Inv 3+. Oj coś czuję, że z rzadko ukazujących się widm, staną się, ci panowie, częstym widokiem na stołach.
W części Fast Attack, również troszkę nowości. Starzy weterani z jump packami dostali nową nazwę - Vanguard Veterans i przenieśli się z działu Elites, do szybkich i wściekłych. Kosmetyczne zmiany w Land Speeder`ach, oraz całkiem nowa zabawka - Land Speeder Storm. Fajna rzecz, może przenosić 5 zwiadowców, ma troszkę elektroniki do przeszkadzania przeciwnikowi i ułatwiania sobie życia. Mamy również drobne zmiany w motorkach.
Za to w sekcji Heavy Support dwie nowości. Nowy model Land Rider`a, oraz zupełna nowość - Thunderfire Cannon. Zasady wyglądają na fajne, maszynki ciekawe, ale nie wiem jak się sprawdzą na stole. Whirlwindy dostały taki sam zestaw rakiet jak zakony Dark Angels i Blood Angels, koniec z minami, teraz minować mogą motorki zwiadu.
Listę armii poprzedza zbrojownia, czyli podzielony na 3 części (wargear, other equipment, armour) opis gadżetów i zabawek jakie mamy dostępne do wyboru. Kilka nowych różności, większość starych bajerów, sporo specjalnej amunicji do naszych bolterów (może w końcu da się coś z nich zabić:)) i jedna rzecz która mnie wkurzyła. Co za geniusz wymyslił żeby w sekcji o sprzęcie zamiast pisać o sprzęcie, walnąc odsyłacze do części z opisami jednostek. Po jakiego czorta mam kopać po kodeksie, żeby zobaczyć jaką mam amunicję dla zwiadowców. Chyba nasz autor nie odkrył uroków edytorów tekstu, z możliwością kopiowania fragmentów tego, co napisal do innych części podręcznika. Irytujące utrudnienie życia. Listę armii zamyka tabelka z zestawieniem charakterystyk żołnierzy, oraz wszystkich dostępnych broni.
Znalazłem też kilka wpadek. W pięknej, kolorowej części kodeksu, ze zdjęciami figurek, oraz z pokazanymi tzw idiot armies (czyli armiami bez sensu ustwionymi na stole do zdjęcia promocyjnego) znalazłem armię zakonu Salamanders, prowadzoną przez Librariana w malowaniu i insygniach Ulramarines. Co? Fabry zielonej zabrakło? Kolejna sprawa: jak można pokazać nowym graczom figurki pomalowane przez zawodowców na wielu kolorowych zdjęciach, a zapomnieć dać choćby podstawowy przewodnik, jak pomalować figurkę? Zdaję sobie sprawę, że jest internet, White Dwarf , oraz sklepy, gdzie się można nauczyć malować, ale do jasnej trzasnej, jak ktoś za kupę kasy kupuje sobie pierwszy podręcznik do systemu, to nawet nie ma możliwości podpatrzenia w nim, jak sobie poradzić z pierwszym modelem.
Podsumowjując, nie do końca wiem, co myśleć o tym kodeksie. Jest jak Dr Jekyll i Mr Hyde. Z jednej strony próba ukrócenia różnych patologii, zrobienie czytelnej listy armii, z jasno podanymi opcjami. Nowe jednostki i nowe modele, sporo fajnych, nowych broni do wyboru. Bardzo lubię grać bohaterami specjalnymi, a umieszczenie ich w lisćie armii, daje możlwość legalnego wystawiania ich na turniejach. Z drugiej strony wykastrowanie podręcznika z mocnych stron poprzedniej edycji, pewna niefrasobliowść i niedbałość, jak np. z tym Ultramarine w armii Salamanders, czy napuszone, grafomońskie wstawki. Miejmy nadzieję że biedny Dr Jekyll zostanie z nami na dłużej przy nowych kodeksach piątej edycji Warhammera 40 000.
* - Minimax las-plas to jedyna formacja, zwykłego oddziału piechoty, widywana do tej pory, czyli 5cio osobowy oddział (minimalny jaki może być) z laserem i plasmą (maksymalna siła ognia).
Cezary Opaliński



0 komentarzy:
Prześlij komentarz