Popełniłem niemal rok temu pewną konwersję konnego bohatera do HE. A na dobrą sprawę do zbudowałem go z różnych elementów niemal od zera. Pisałem o tym na blogu a nawet w szerszym artykule. Obiecałem wówczas, że pokażę również krok po kroku, jak maluję ową figurkę. Nic z tego jednak nie będzie, bo raz, że posiałem gdzieś zdjęcia z poszczególnych faz powstawania, dwa, że malarskich przewodników jest w sieci od groma, trzy, że po ludzku mi się nie chcę, cztery - po roku gotowy jest zaledwie wierzchowiec. A skończyłem go dzisiaj, w ramach nadrabiania zaległości. I pomyśleć, że kiedyś nie pozwoliłbym sobie na niedomalowaną figurkę na półce dłużej niż dwa tygodnie. Mierząc w złotego demona skończyłem na tzw. poziomie tabletopu. Chcąc niejako zadośćuczynić przewinieniom młodości, postanowiłem pomalować konia maści jabłkowitej. Myślę tu konkretnie o lekkiej jeździe, która do dzisiaj straszy niebieskimi kropkami na szarej skórze (odsyłam do galerii mojej armii na BZ, którą sobie zresztą nie tak dawno odświeżyłem). Stąd właśnie prezentowana figurka pomalowana została wg wskazówek dotyczących wspomnianej maści. Poza tym chciałem uzyskać nieco surowy efekt kolorystyczny - stąd kamienne podłoże, nietypowo dla HE brak białych elementów ekwipunku, za to szare i czarne barwy. Zdjęcie robocze - lepszy efekt chcę zachować do momentu ukończenia jeźdźca i prezentacji gotowej całości. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że nastąpi to szybciej, niż w listopadzie przyszłego roku.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz