Mark nadal nie mógł uwierzyć, że jeszcze żyje. To, co stało się o świcie można by nazwać cudem, pomyślał. Koszmar poprzedniej nocy jeszcze nie dawał mu zasnąć, mimo, że wszystkie mięśnie paliły od wysiłku walki, a organizm był skrajnie wyczerpany. Noc przepełnioną walką z hordą bestii popychanych do boju nieznaną siłą, noc wypełnioną zimnym niebieskim światłem palącym się w ich źrenicach. O świcie, kiedy zupełnie gasła nadzieja, wraz z pierwszymi promieniami słońca niebieski ogień zgasł, a bestie rozproszyły się i straciły wolę walki. Pozostali przy życiu strażnicy nie mieli problemu z ich dobiciem. Dla Marka to był najprawdziwszy cud, za który dziękował teraz Sigmarowi. Miał nadzieję że ta noc już się nie powtórzy.
***
Skeedhor postanowił nie stosować się co do joty do poleceń szamana i tego, co stało za błękitnymi płomieniami w jego oczach. W końcu jest tu przywódcą i nie może sobie pozwolić na podział stada. A nuż, któryś z pomniejszych bestigorów ubzdura sobie, że może stanąć na czele wysłanych oddziałów i że może się ze Skeedhorem równać w sile? Co to, to nie, na to sobie pozwolić nie mógł i nie miał zamiaru pozwalać. Stał na wzgórzu i patrzył jak cały obóz powoli i ospale zwija się do wymarszu.
- Natychmiast pójdziecie do pozostałych dowódców i przekażecie im, że zmieniamy miejsce zgromadzenia. Przenosimy się za Szare Góry, w pobliże starych kurhanów, na Polanę Grozy. Tam zostaną wydane szczegółowe rozkazy. Zrozumiano?
Na twarzach zgromadzonych ungorów – zwiadowców nie rysował się ani cień zrozumienia, choć widać było że bardzo starali się zapamiętać słowa przywódcy.
- Grrrrrr... Dobrze zatem: Szare Góry, Polana Grozy, Kurhany. Pamiętacie? Zrozumiano?
Wyglądało na to, że tym razem ilość informacji nie przekraczała możliwości umysłowych słuchaczy, jednak nikt nie ośmielił się ze strachu odezwać...
- Zrozumiano?! Odpowiadać, bo wypatroszę jak dzikie świnie!
- Ttttak... - jednocześnie, choć drżącym głosem zawtórowało dwa tuziny gardeł.
- Zatem, czemu tu jeszcze stoicie! Jazda! Grrrr...
Skeedhor patrzył na uciekające w popłochu ungory – posłańców jego wielkiej armii i zastanawiał się, czy to dobry pomysł powierzać tak ważną funkcję tym małym imbecylom. Choć z drugiej strony byli szybsi, zwinniejsi i mniej rzucający się w oczy niż ich więksi kuzyni. „Cóż, świat jest pełen trudnych wyborów...” pomyślał filozoficznie wielki beastmen. „Za sześć dni będziemy na miejscu, może wtedy skończą się te problemy, póki co muszę jednak unikać szamana...”.
SZAMANA MOŻESZ UNIKNĄĆ, ALE MNIE NIE ZDOŁASZ!
Głos w jego głowie był co najmniej cztery razy głośniejszy niż ten, którym w ten sposób przemawiał do niego szaman. Cały świat nagle zawirował i stracił kolor, wszystko stało się zimne... i niebieskawe. Skeedhor upadł na kolana i złapał się za rogatą głowę.
- Tego już za wiele! Wyłaź ze mnie, nie będziesz mi rozkazywał!
TY IMBECYLU! NIE WIESZ, ŻE MAM MOC WIĘKSZĄ NIŻ KTOKOLWIEK NA ZIEMI! ZA TWOJE NIEKOMPETENCJE MÓGŁBYM CIĘ TERAZ USMAŻYĆ! GDYBY NIE TO, ŻE TWOJE DECYZJE NIE PSUJĄ MOICH PLANÓW, JUŻ BYŁBYŚ GNIJĄCYM TRUPEM!
- Czego TY chcesz?
POSŁUSZEŃSTWA! BADŹ POSŁUSZNY, A ZOSTANIESZ NAGRODZONY. DALSZY BUNT BĘDZIE OZNACZAŁ ŚMIERĆ. I MĘCZARNIE!
- Czym albo kim jesteś, że śmiesz mi rozkazywać?
DLA CIEBIE JESTEM BOGIEM!
***
- Co tu się do jasnej cholery stało?
- Nie mam pojęcia, ale wszystko to coraz mniej mi się podoba.
Jasper i Ralf stali przy zgliszczach przydrożnej tawerny, tej w której spędzili ostatnią noc kilka miesięcy wcześniej, przed wyruszeniem do lasu Loren. Teraz na miejscu pozostał mizerny szkielet z przepalonych belek i porozrzucane wokół ciała ludzi, a raczej ich resztki – wszystkie wyglądały jakby ucztowała na nich wataha wilków. Ale jeśli była to wataha wilków to musiała być ich co najmniej setka...
- Chyba coś słyszałem – szepnął Jasper – chyba wóz nadjeżdża... Kilka wozów.
- Schowajmy się, na wszelki wypadek! - powiedział Ralf.
Przebiegli przez brukowaną drogą i wskoczyli do niedużej fosy porośniętej krzakami i pojedynczymi drzewami dającymi cień podróżującym traktem. Odgłos nadjeżdżających wozów wzmógł się, lecz zamiast parskania koni uciekinierzy usłyszeli groźne i głośne pomruki. Ralf wychylił się z ukrycia, aby zobaczyć najdziwniejszą i najbardziej przerażającą rzecz w swoim życiu. Przed nim po gościńcu przejeżdżała kawalkada wozów bojowych zaprzężonych w bestie i powożonych przez bestie! Każdy z groteskowych woźniców trzymał bat i włócznie, w każdym rydwanie stał wojownik-bestia prawie o połowę większy od człowieka i ważący na pewno wiele więcej. W muskularnych, porośniętych futrem ramionach trzymali ogromne, oburęczne topory bojowe. Ralf słyszał kiedyś o ludziach-bestiach, ale tylko w bajkach opowiadanych przez babkę w dzieciństwie i w opowieściach awanturników w tawernach, którzy rzekomo owe potwory zabijali w czasie swoich przygód. Jednak nic z tych opowieści nie było prawdą, rzeczywistość była stokroć straszniejsza. A najgorsze było to, że bestie poruszały się po otwartej drodze, jakby była ich własnością nie przejmując się, że mogą wpaść na patrol ludzi. Po prostu miały przewagę liczebną. Za rydwanami podążały oddziały mniejszych stworów. Te widząc resztki ofiar leżących przy tawernie łapczywie rzuciły się aby na nich żerować. Ralf mimo że przyzwyczajony do okropieństw świata nie mógł znieść tego widoku.
- To koniec świata, jesteśmy zgubieni – wyszeptał do towarzysza.
***
Miało być epicko, ale znów trochę nie wyszło. Za to obiecuję że epicko będzie za miesiąc bo powoli przechodzę do sekcji Special i Rare w armii. Póki co jeszcze rozszerzam ofertę jednostek podstawowych. Dzisiaj dwa rydwany. Na dokładkę długo oczekiwany drugi bohater – szaman. To po to, abym nie musiał go proksować przy zbliżających się rozgrywkach (testowy border patrol i być może turniej na 1000pkt w krakowskim Bardzie). Do sekcji Core pewnie jeszcze wrócę, nie wiem – czekają mnie jeszcze trzy drobne oddziały ungorów, oraz nieplanowany dotąd drugi oddział gorów, który może po prostu przydać się w walce. Ale to już będzie dodatek.
Z innych ciekawych wieści dodam, że stałem się szczęśliwym posiadaczem (a nieszczęśliwym nieposiadaczem 170 PLN) księgi zasad do najnowszego Warhammera. Muszę to teraz tylko przeczytać...
Podsumowanie:
Stan posiadanych miniatur: 86%
Miniatury złożone: 70%
Miniatury pomalowane: 51%
Łączny koszt w punktach: 820 (1050)
Łączy koszt w złotych: 680zł
PS. punkty w nawiasie to punkty (szacunkowe) z bohaterami.
Robert Szczelina





0 komentarzy:
Prześlij komentarz