niedziela, 24 kwietnia 2011

Czy aby dobra ta Anglia?

IV/21a Anglo-Irish 1172-1300 AD

Armię, którą dzisiaj prezentuję, kupiłem z zamysłem posiadania historycznego przeciwnika do moich dba’owych Szkotów. Miałem nawet ambitny pomysł przygotowania i rozegrania scenariusza bitwy pod Stirling. Problemy są dwa: dzisiejsza lista nie jest historycznym przeciwnikiem Szkotów (w każdym razie na pewno nie pojawiła się pod Stirling), scenariusza nie chce mi się ni cholery robić. O ile dla lenistwa nie mam wytłumaczenia, o tyle błąd wyboru armii można jeszcze jakoś usprawiedliwić.

No to jak to było? Powodowany impulsem złożenia historycznej pary zajrzałem do podręcznika. Z tyłu głowy miałem gdzieś film “Waleczne Serce”, z którego to podprogowego programowania wykoncypowałem, że Północna Armia Królestwa Anglii, która starła się u podnóży szkockiej twierdzy z wojownikami Wallace’a i Moraya, była jakoś mniejsza, niż główne siły króla (zaznaczam, że mówimy o pokręconym wnętrzu mojej głowy) - bardziej kompaktowa, zwarta. Na to nałożył się obraz (również z filmu), gdzie walijscy (?) łucznicy padają ofiarą flankującego manewru konnych Szkotów. W ten dziwny, zbiegokolicznościowo-błędnieskojarzeniowy sposób, wysłałem zamówienie na zestaw IV/21 Anglo-Irish, zamiast IV/23 Feudal English.

Skoro już jednak tak się stało, stwierdziłem, że… no, w każdym razie coś tam brzydko pod nosem powiedziałem i postanowiłem, że zostanę przy pierwotnym planie. A niech będzie, pomaluje Anglo-Irlandczyków tak, jakbym malował feudalnych Anglików. Stwierdzenie to okazuje się być zasadne zaledwie w przypadku trzech elementów. Rycerstwo (2x3Kn) malowałem w oparciu o ilustracje z nieśmiertelnego Osprey’a. Mamy tu więc takie postaci jak John de Warenne czy Anthony Bek. Element 4Bd to też w pewnym sensie naśladownictwo angielskiej heraldyki (a przynajmniej próba). To, co lubię w tych Bd to fakt, że wszyscy mają topory, zeszli z koni i czekają na chętnych do ‘oprawki’.



Walijscy (a jakże!) łucznicy to prosta, w miarę jednolita kolorystyka. Jasne kubraki, czerwone gacie - będzie.



No i Ax - jak dotąd, nie miałem okazji składać takich elementów, więc przy ich malowaniu pojawił się u mnie niejaki entuzjazm (sam siebie nie rozumiem). Tutaj dałem sobie historyczny luz. Dwa elementy mają heraldyczne krokwie w kolorach, jakie pamiętam ze starego, dobrego serialu o Robin Hoodzie - tak wymalowani pomykali po planie żołdacy szeryfa, jak zawsze głupsi od bandy leśnego dobroczyńcy. W jednym (tym ciemnym) przypadku, to chyba chodziło mi o Strażników z Gry o Tron. Czwarty z elementów to tylko mieszanka czerwonego z żółtym, bez jakiegoś większego ładu i składu. Jakby się dobrze przyjrzeć, to na kilku kubrakach widać moje próby umieszczenia krzyża Św. Jerzego. Niestety obawiam się, że efekt wyszedł komicznie. Już słyszę, jak ktoś krzyczy: medek! medek! A krzyczcie sobie.



Na koniec machnąłem 2 x 2 Ps - na białym podkładzie, w parę minut, z przecierką. Dałem inne kolory szmat, żeby się odróżniali od pozostałych elementów. Odróżniają się.



Ach, no i obóz. Jakoś sam się wymyślił i złożył z korka, piasku, kamyków i paru dodatków, w postaci tragarza i drzewka. Będzie to mój obóz wyjazdowy, bo mało można w nim zepsuć, podczas transportu. W każdym razie widać na nim więcej efektu wody, który pojawia się również na podstawkach poszczególnych elementów. W przypadku obozu występuje w roli strumyczka, na podstawkach zaś imituje kałuże. Efekt niezły, ale nie cudowny. Woda, po wyschnięciu, traci sporo objętości. Drugiej warstwy nie mam siły nakładać. O ile strumyk jeszcze ujdzie, to kałuże wyglądają, jakbym przez przypadek rozlał na podstawkach klej. Panie szeperdzie, co mówiliśmy na ostatniej sesji o pozytywnej projekcji?



Całość zajęła mi niewiele czasu (oczywiście wyłączając roczną przerwę, między pierwszym 3Kn a łucznikami). Jak zwykle też pierwotne zamiary ‘solidnego przyłożenia się’ skończyły się na szybkim spławieniu miniatur z biurka. Na pewno mam satysfakcję, że kolejna lista gotowa. Niestety, w związku z tym, kolejny odcinek Tytanów w czarnej… kniei.

Byłbym zapomniał - w ubiegłym roku grałem tą listą na turnieju w Warszawie (wówczas pożyczoną od Greeba). Zająłem wtedy niezłe, trzecie miejsce. Przyjmuję to za dobrą monetę i postaram się wkrótce powalczyć na kolejnych zawodach już własną kolekcją - oczywiście o najlepsze miejsce.

Mam też nadzieję, że dzisiaj pożegnałem się ostatecznie w moich tekstach z “Walecznym Sercem’ a na warsztacie, może nie na zawsze (?), ale na długo, z figurami Essexa. To piąta armia tej firmy, jaką pomalowałem. Wszystkie pochodziły z okresu Średniowiecza. Jak wcześniej pisałem w innych miejscach, jeśli skuszę się na coś nowego do DBA (a w głowie mam co najmniej Macedonię, Rzym i Kartaginę), to z pewnością spróbuję innych firm.

Kończę już. Zapraszam do oglądania i komentowania.

9 komentarzy:

MiSiO pisze...

Jestem pod dużym wrażeniem! Potrafisz zaskoczyć. Modele świetne, podstawki spokojne ale konkretne a obóz - wykorzystanie potencjału korka do granic!

Liczę że niedługo też Was tak miło zaskoczę efektami pracy nad pewnym projektem! Ba, Nawet dwoma! :D

szeperd pisze...

Dzięki za komentarz. A na zaskoczenie nas oczywiście czekam, bo bardzo dawno nie było o tobie widu ni słychu.

Cezary pisze...

Solidnie pomalowana armia, podobają mi się te naturalne kolory Szeperdzie

Gobos pisze...

Świetna armia a obóz najświetniejszy. Gratuluję i podziwiam, dzielnie się spisałeś.

Inkub pisze...

Bardzo dobrze wyglądają:) A jaka to firma?
Obóz świetny, doskonałe wykorzystanie naturalnego materiału... I jakoś też wpisuje mi się w klimat zapamiętany z Robin Hooda, człowieka w kapturze:)

szeperd pisze...

Jaka to firma? Ja Cię proszę... :)
A za komentarze jeszcze raz dziękuję.

robson pisze...

A może poszło o ten moment z Bravehearta, gdzie szarżujący Irlandczycy przechodzą na stronę Mela... znaczy się Williama? ;)

A ja się wybiję i powiem, że mnie najbardziej z tego wpisu podobał się styl literacki Szepa, co już mu naświetliłem tudzież. A co do malowania to rycerze świetni, a potem już widać coraz większy spadek samozaparcia... Zapewne spowodowany zmęczeniem i brakiem czasu... Ehhh ta praca, to praca (Też mam z tą panią czasem problemy natury czasoprzestrzennej ;))

ungrim pisze...

Grejt Grejt, tej prosze sie nie pozbywać bo przyjada moi bracia angole i zrobia z ogrodka pole namiotowe!;]

szeperd pisze...

Tam od razu się pozbywać. To, że sprzedałem dwie armię (z czego jednej, muszę wyznać, cholernie żałuję) nie oznacza, że od razu mam i inne wygnać z domu. Nic z tych rzeczy. Anglicy zostają. Jak mnie odwiedzisz, to sobie rozegramy partyjkę.

Robson - pięknie mnie przejrzałeś i dzięki za szczery komentarz. Dzisiaj rozmawiałem z tsarem, że ciągle przede mną armia do DBA, której poświecę należyty zapał, staranności i czas.

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS