czwartek, 9 czerwca 2011

Krótki żywot umarlaka

Uwaga. Zbieżność imion i nazwisk w poniższym tekście jest czystko przypadkowa.

Johny nie był zwykłym zombie. No, może jednak był zwykły, jak na ogólnie przyjęte standardy. Był martwy, przygniły i pożądał mózgu. Na tym podobieństwo do wszystkich innych zombie się kończy, chociaż żadnego innego umarlaka nie kojarzę. Historia Janka, pozwolicie, że tak będę się do niego zwracał, dlaczego wyjaśnię za chwilę, jest dosyć niezwykła. Znaczy się, ta historia Jego niezwykła jest, Jego, czyli Johnego znaczy Janka. Po pierwsze Janek urodził się we wspaniałym miejscu zwanym Ameryką. Stąd też ten Johny, ale Johny ma polskie korzenie, więc Janek. A może jednak… niekoniecznie?
Janek obudził się z okropnym bólem głowy, wokół panowała noc. Nie pamiętał nic, a już na pewno skąd wziął się ten cholerny, przeszywający ból, który odbierał mu chęć do wszystkiego. Spróbował się przeciągnąć żeby rozprostować okrutnie zesztywniałe kończyny. Po krótkim mocowaniu się z mięśniami, z serią okropnych trzasków poruszył się, jednak ręce po obu stronach napotkały opór zaraz przy ciele. – Co jest kurwa? – krzyknął wystraszony Janek i zerwał się gwałtownie z leżanki żeby zaraz potem okrutnie przyryć czołem w coś twardego tuż nad głową. – MÓZG! –


Janek ponownie obudził się z wyjątkowo okropnym bólem głowy. Nie pamiętał nic, zaraz, pamiętał coś. Z trudem przysunął dłoń do czoła i zmacał wielkiego guza. Obok napotkał kolejne dwa. O żesz w dupe, dobrze, że tym razem pamiętałem – pomyślał. Po chwili odważył się na próbę otwarcia oczu – ciemność. Zamknął i otworzył je ponownie – kompletny mrok. - Kurwa, pękły mi oczy – wykrzyczał przerażony, a dźwięk rozszedł się dziwnie głucho po pomieszczeniu. Janek poczuł się nie swojo. Właściwie, dlaczego myślał o sobie Janek? Nie pamiętał żeby tak miał na imię. Nie pamiętał też żadnego innego imienia, które mógłby przyporządkować do swojej osoby. Teraz jednak to był jego najmniejszy problem. Krótkimi nerwowymi ruchami wszystkich kończyn zlustrował bardzo malutki obiekt, w którym się znajdował. – Zakopali mnie żywcem – wyjęczał rozpaczliwym głosem – Jestem w pieprzonej trumnie. – Nie dał rady i spanikował. Zaczął kopać i wierzgać wszystkim, czym tylko mógł, we wszystkie możliwe strony. Łup, łup, łup – dochodziły do niego dźwięki - Łup, łup..bdąc.. zabrzmiał dziwny metaliczny dźwięk spod jego nogi. Janek zaskoczony przestał wierzgać i spojrzał w stronę swoich nóg opierając się guzem o sufit pomieszczenia. Nad czubkami palców zobaczył wąziutką szczelinkę, przez którą docierało do niego blade światło. Ponownie zaczął walić nogami, teraz już w dokładnie sprecyzowanym kierunku. W końcu spiął się i z dużą siłą uderzył piętami w pokrywę odpychając się równocześnie rękami od ściany za głową. Janek z gwizdem wyjechał wprost w blade światło i grzmotnął o podłogę. – MÓZG! –


Kiedy już się pozbierał przyjrzał się pomieszczeniu, w którym się znajdował. – Prosektorium, Rany Boskie, zamknęli mnie żywcem w prosektorium. – wyszeptał w puste ściany niewielkiego pokoju. – Dobrze, że nie domknęli zamka. – pomyślał spoglądając na otwartą klapę więzienia, które przed chwilą opuścił. Wystawała z niego platforma, na której przed chwilą leżał, ale teraz wisiało tam już tylko prześcieradło. – Krew? – odezwał się do siebie przypatrując się brunatno brązowym zaschniętym plamom. – Musiałem nieźle przywalić tym łbem. Janka nie zastanowiło to, że plamy znajdują się w całkiem innym miejscu niż znajdowała się jego głowa. Rzucił prześcieradło na ziemię i przyglądnął się swoim bladym stopom. Na palcu tkwiła precyzyjnie zawiązana sznureczkiem karteczka. Janek z serią trzasków uniósł niezgrabnie nogę wyginając ją pod nienaturalnym kątem. Przyjrzał się karteczce – John Doe – wystękał czytając wolno literki obrócone do góry nogami. – A to stąd ten Janek. Mam na imię Janek. Janek Doe. – posrane nazwisko pomyślał. – To na pewno literówka. Musiało tu być… Kowalski – wydedukował – Chrzanić to! – krzyknął urywając karteczkę i odrzucając w kąt. Janek nie zauważył, że wraz z karteczką pofrunął jego duży palec u nogi.
Łup! Łup! Łup! – gdzieś obok dobiegł go głuchy łoskot – Żesz kurwa! Mało nie dostałem zawału! – krzyknął Janek odskakując w tył i wpadając na coś miękkiego co objęło go rękami – Uaaa! – krzyknął i odskoczył w drugą stronę. Na jego poprzednim miejscu stał jakiś strasznie blady osobnik w zakrwawionym prześcieradle. Wyglądał strasznie niezdrowo i w ogóle jakoś dziwnie. – Łuuuup!! – Janek nie zdążył już nic pomyśleć. Spojrzał w stronę dochodzącego jego uszu huku i zobaczył zbliżającą się do jego twarzy żelazną szufladę.  – MÓZG! –


Janek przebudził się i powoli zaczął gramolić się z podłogi. Dotknął dłonią obolałej głowy znajdując obok poprzednich kolejnego guza. – MÓZG! – dziwny przebłysk w jego umyśle– Zajebiście, teraz jestem wściekły – wystękał. – Żyjesz stary? – ktoś podał mu rękę – zdziwiony Janek powoli zaczął sobie przypominać, że przed upadkiem okazało się, że jednak nie jest tu sam. Podniósł wzrok i zdumiał się ponownie. W Sali znajdowało się co najmniej kilkanaście nagich osób lub półnagich owiniętych w prześcieradła. Uzmysłowił sobie tym samym, że on sam jest całkowicie nagi.  – Co do kur..? Wszystkich Was zamknęli tu przez pomyłkę? – Zapytał niezgrabnie zasłaniając fioletowo blade genitalia – No właśnie, chłopaki z tyłu wyciągają kolejnych z szuflad. – powiedział do niego stojący obok człowiek z paskudną raną głowy. Właściwie to brakowało mu z połowy czaszki. Janek był zaskoczony, ale nie zdziwił go taki widok. – To skandal! Mój prawnik puści ich w skarpetach! – wydzierał się inny całkiem normalnie wyglądający z dużą ilością krwawych dziur w klatce piersiowej, jakby dostał serię z automatu.


– MÓZG! – krzyknął jego umysł ukazując przed oczami obrazy czerwonych krwawych zwojów. Potrząsnął gwałtownie głową wytrząsając nieprzyjemne wizje. 
Dziwne, ale Jankowi wydawało się, że ruchy warg mówiących do niego ludzi poruszają się całkowicie nie współgrając z wypowiadanymi słowami. Same słowa też były jakoś dziwnie bełkoczące, ale mimo to rozumiał wszystko bez problemu. Muszę stąd wyjść – pomyślał i zaczął przepychać się między ludźmi w stronę jedynych drzwi w pomieszczeniu.
 -Słyszysz ich? –człowiek ze strzelbą zapytał człowieka z bejsbolem. Człowiek z bejsbolem przyłożył ucho do drzwi. Dobiegły go bełkoczące dźwięki – Braaain brain brain braaain brain? - I jakiś inny głos jakby odpowiadający – Brain! Braain braiinn braain brain! – wchodzimy szepnął trzeci człowiek za nimi trzymający w ręku tasak. – Teraz – krzyknął rozkaz czwarty człowiek odpalający piłę łańcuchową.
Nagle szarpane przez Janka drzwi puściły i Janek zatoczył się do tyłu. Padł strzał. Janka odrzuciło, ale zatrzymał się na stłoczonych za nim ludziach. Ze zdziwieniem zauważył, że jest ich tu jeszcze więcej niż przed chwilą. Potem spojrzał w dół na olbrzymią dziurę w klatce piersiowej. Wskazał palcem w stronę strzelca i wykrzyknął z wyrzutem – Hej, zastrzeliłeś mnie! – a przynajmniej wydawało mu się, że to wykrzyknął.
Uzbrojona grupa zamarła na moment zaskoczona znajdującym się w środku tłumem. Trafiony z dwururki zombi niestety nie upadł. Niezgrabnie wyciągnął w ich stronę powykręcaną rękę i wybełkotał – Braaaain! – Frank załatw go bo zeżre nam mózgi.
– Janek zauważył zbliżający się błyskawicznie do jego głowy kij do bejsbola. Ludzie stojący w drzwiach poruszali się jakoś niesamowicie szybko i jego próba zasłonięcia się była zbyt wolna. Kij uderzył z plasknięciem rozbryzgując jego mózg na osobnikach wokół. Janek nie słyszał i nie widział już nic więcej. Nie mógł widzieć jak horda zombich stłoczonych w prosektorium z nieludzkim rykiem rzuca się na grupkę uzbrojonych ludzi. Nie słyszał ryku piły łańcuchowej odcinającej członki napierających mimo to umarlaków, ani nawet ogłuszających wystrzałów z oberżniętej dwururki rozrywających głowy na malutkie krwawe i lepkie kawałki. Niestety nie mógł też być świadkiem jak przytłaczająca zgraja truposzy w końcu dopada małą grupkę odważnych ludzi i pożera ich mózgi.

Dziś odsłona elitarnej jednostki z grupy „Rare” Blood Knights. Jak to zwykle już w mojej armii modele są odrobinę nietypowe. Są to starsze modele bohaterów lekko przerobione i od dziś pełniące rolę Krwawych Rycerzy. Sztuk pięć, bo chłopaki dosyć drogie są. Powiem szczerze, że jest to oddział, który rzadko będzie odwiedzał moje szeregi. Jest kosztowny i łatwy do usunięcie salwą kuszników. W następnych odsłonach ujrzycie oddziały, których będę używał znacznie chętniej. Do zobaczenia wkrótce.

Pomalowane: 161 modeli (79,94%)
Ilość punktów: 1788 (54,27%)

8 komentarzy:

szeperd pisze...

Po przeczytaniu opowiadania nasunęło mi się pytanie: co na to Freud, gehe, gehe? Potem odnalazłem w nim coś pokręconego, pojechanego, rodem z naturalistycznych komiksów, pełnych harcorowego, czarnego humoru, jakie czasem mam okazję poczytać dzięki znajomości z tsarem. Śmiała literatura (jedna z najciekawszych w Twoim wydaniu, jakie dotąd czytałem)- zarówno w formie, treści i stylu. Choć przyznam, że nie wiem, co ma wspólnego z prezentowanym oddziałem.

Oddział - no właśnie. Nie widać prawie wcale, że gonił Cię termin. Jedyny szczegół, który o tym świadczy, to zielony pióropusz. Gdybym miał posłużyć się słowem na 'k', które tak zmysłowo wplotłeś w swoje opowiadanie, to zapytałbym: o co kurwa chodzi? Zmień... mówię, Ci, zmień ten kolor.

Poza tym żałuję, że nie napisałeś kilku słów więcej o samych figurach. Widzę połączenie starych wzorów koni, starych wampirów - temu należało się nieco więcej od autora.

Samo malowanie i ogólny look - dla mnie ocena bardzo dobra. Przyjemny oldschool, klasyczny blood dragon, podlany starymi wzorami - nie mam pytań.

A za spóźnienie jedna uwaga (trawestując pewne telewizyjne zjawisko, nie tak dawno zdjęte z anteny i nieco nawiązując do Twojego opowiadania):

warto malować na czas janku spóźnialski...

Inkub pisze...

Bardzo ładnie wyglądają - to jednostka, która jest na mojej liście do zrobienia, prawdopodobnie zacznę ją malować tuż po dojściu do 30 pomalowanych zombie. Jedna rzecz mi się zarazem podoba i nie podoba:) Podoba, bo dobrze to wygląda na tym oddziale, nie podoba - bo ogólnie nie przepadam za takim czymś. Mówię o zniszczonych pancerzach. Tu wyglądają rewelacyjnie. Jakbym mógł tylko coś chcieć, to więcej zbliżeń:)

Gobos pisze...

Freud był opętany tylko jednym tematem więc wiadomo co on na to ;)
Cieszę się, że tekst się podobał, dzięki bardzo. A wspólnego z prezentowanymi modelami nie ma nic, tak dla odmiany :)
Kolor pioropusza - mea culpa. przyznaję się tu do porażki. Sam nie wiem co mnie pchnęło w tym kierunku.
Więcej o modelach. Hm. Zastanawiałem się co napisać, ale niewiele mi przychodzi do głowy. Jako ciekawostkę dodam, że drugi z lewej to figurka piesza. Musiałem się odrobinę namęczyć żeby go wcisnąć na wierzchowca :)
Dzięki chłopaki za pozytywne komentarze.

MiSiO pisze...

Totalny OLDSCHOOL! Klasyka gatunku. Świetni. Choć niestety, malowani na tabletop. Zresztą podziwiam Gobosa za to, że potrafi ustalić sobie pewien poziom malowania własnej armii i się go trzymać.

robson pisze...

Super efekt złota, szczególnie na sztandarze. No i zbroje rzeczywiście pierwsza klasa!

No i dodam, że uwielbiam te Twoje opowiadania z punktu widzenia umarlaka :D Taki powiew świeżości, jeśli można to w tak nazwać w tym przypadku ;) Te opowiadania przywołują wspomnienia paru gier o zombich które tu i ówdzie na różnych konwentach widziałem... Ale bym sobie zagrał w takie coś...

tsar pisze...

Normalnie pośmiałem się zdrowo z opowiadanka. Kompletny odjazd w klimacie jaki lubię. Super poleciałeś klasycznymi zombiackimi motywami i wybrałeś genialny twist do zakręcenia fabułki. Gratulacje.

Tylko szkoda, że to nie na temat :>

Regimencik bardzo przekonujący, a czerwień użyta na zbrojach znakomicie. Bardzo chcę go zobaczyć na żywo!

Gobos pisze...

Dzięki wielkie za dobre słowa :) Cieszę się, że się podobało. Następnym razem postaram się zrobić tekst na temat, po prostu miałem pomysł i chciałem go zrealizować :) Czekają mnie jeszcze dwa teksty w humorystycznym klimacie i robi się ciężko. Nie chciałbym rozczarować czytelników. No cóż, będę się starał. Wszystkich, którzy chcieliby obejrzeć na żywo modele zapraszam do siebie. Dzięki jeszcze raz wszystkim.

Cezary pisze...

Bardzo mi się podoba, ale malowanie odbieram jako poniżej poziomu jaki ma Gobos. Nie zrozumcie mnie źle-sam tak w życiu nie będę malował, ale czuję że Gobosek potrafi lepiej:). Fajne stare wzory-podpasował mi ten patent!

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS