środa, 10 października 2018

kompania najemnych rajtarów weteranów z arkebuzami

Dawno, dawno temu, kiedy Ogniem i Mieczem było bardziej wizją niż rzeczywistością, postanowiłem złożyć niewielki podjazd do tej, powstającej dopiero, gry. Były to czasy, kiedy królowało DBA i wyzwaniem było pomalować dwunasto-podstawkową armię. Stąd pomysł na mały podjazd szwedzki. W końcu potrzeba było ze trzy razy tyle podstawek co do pełnej armii DBA...

Do dziś pamiętam jak malowałem pierwsze modele rajtarów. W porównaniu do dzisiejszych wzorów, zbyt naładowane detalem, drobniejsze ale nadal doskonałe. Pomalowałem 4 podstawki rajtarii, która trafiła do pierwszego podjazdu. Było to mniej więcej 10 lat temu. Od tego czasu pomalowałem jeszcze kilkanaście podstawek jazdy ale jak mogłem unikać malowania koni, unikałem. Malowanie konnicy zajmowało po prostu trzy razy więcej czasu niż piechoty. Mimo to dorobiłem się niewielkiego konnego regimentu. Z tym, że regiment był głównie w pancerzach. Dlatego skwadron arkebuzerów w siłę od tego czasu nie urósł. Co nie było problemem. Do zeszłego tygodnia, kiedy to wróciłem z Pól Chwały z głową pełną pomysłów i rozpisek do Zgrupowania

Do wystawienia wszystkich możliwych opcji szwedzkiego zgrupowania garnizonowego brakowało mi kilku różnych podstawek. W tym kompanii rajtarów z arkebuzami. Sięgnąłem więc do pudła ze złomem i znalazłem kilka bardzo, bardzo starych wzorów rajtarów z arkebuzami. Niektóre nawet w podkładzie! W tym moje ulubione rzeźby. Znalazłem też kilka wzorów nowych, które pokazują jak daleka drogę przeszedł Wargamer w projektowaniu modeli w sposób dostosowany do skali. Z tych figurek skleiłem dwie pełne podstawki (1 czy dwóch rajtarów arkebuzów nie ma). I wziąłem się za malowanie.

Problemem było dopasowanie kolorystyki do już istniejącej i dostosowanie już istniejącej kolorystyki do wymogów estetycznych jakie postawiłem przed moim zgrupowaniem. Zwłaszcza, że nie miałem farb, którymi malowałem pierwsze podstawki. Między innymi dlatego postanowiłem przemalować część koletów rajtarskich tak, żeby nie wszystkie były rdzawe, a nowe modele pomalować w jak najbardziej zbliżonych do oryginału kolorach. Udało się do pewnego stopnia wpasować nową kolorystykę i styl malowania do starej. Technicznie malowanie starych modeli odstaje ale na szczęście po wymieszaniu podstawek nie widać z daleka co jest nowe a co ma 10 lat. Na pewno pomógł też nowy kolor niektórych koletów. Identyczny na wszystkich bazach.

Co zabawne, udało mi się też znaleźć resztki trawki statycznej, której używałem do ozdabiania skwadronu. Człowiek trzyma w biurku modelarskim najróżniejsze śmieci...

Tak oto, po dziesięciu latach, historia zatoczyła koło i skończyłem pierwszy skwadron rajtarii, jaki pomalowałem do OiMma.



 

4 komentarzy:

robson pisze...

Bardzo Ci ładnie zdjęcia wychodzą! Bo malowania na Twoim poziomie komentowac nie trzeba, bo to jakość sama w sobie ;)

MiSiO pisze...

Właśnie do zdjęć mam najwięcej zastrzeżeń! Mocno rozmyte, muszę potem wyostrzać, co znowu prowadzi do utraty jakości.

Malowanie - widać różnicę między starym a nowym?

Phil pisze...

SUperb looking cavalry, great job!

szeperd pisze...

Niezła historia, nie powiem. Rajtarzy elegancko się prezentują. Indeed good job!

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS