W poprzednim poście pokazałem podstawkę ze Stefanem Czarnieckim i pisałem, że potrzebny jest on do pewnego projektu. Z pewnym poślizgiem czasowym chciałbym napisac o wspomnianym projekcie (i nie, wcale ale to wcale nie dlatego, że Miszczu mi ciągle o ten raport truje... ;) ;) ;) ).
In the previous post I have shown base with Stefan Czarniecki and I have hinted that it is connected to some project. Little late I would like to present this project now.Unfortunatelly, I do not have a skill to translate everything into english, so I hope pictures with maybe a little general comments will be sufficient...
Wprowadzający materiał wideo (który zapewne wszyscy znają).
- Skrybo! Skrybo! Dobrze, że jesteś, proszę mi powiedzieć co tam się przy bramie dzieje? Jakieś burdy hałasy są, ktoś w bramę kopie...
- Spokojnie, spokojnie, adiutant Pietrek już jest przy bramie on to na pewno załatwi!
(w oddali) - ej no nie pchajcie się, spokojnie, ja wam to wszystko załatwię.... ej, Ty tam, tak ty. Że co?... że jaki? Chyba wschodnich sztuk walki, hehe... nie pchaj się, bo bo zaraz skoczysz na koniec kolejki... no. Spokojnie, ja wam to wszystko załatwię...
- No, idzie adiutant, zaraz się wszystkiego dowiemy. No i co Pietrek, co tam się dzieje przy bramie?
- Panie, przybyli Litwini.
- że jak?
- są niezadowoleni, że raportu jeszcze nie ma...
- ciekawe co ja mam mieć z tym wspólnego
- no ktoś im obiecał, że napisze na bitewnym blogu...
- KTO IM POWIEDZIAŁ O BITEWNYM BLOGU?!
- (skryba) Ja nic nie wiem
- (adiutant) Ja też...
- Zawsze ktoś musi podpierdzielić, no zawsze podpierdzieli, no!
- No taki naród no... to co im powiedzieć, bo się niecierpliwią?
- No tego, może że oddzwonimy?
- Nie przejdzie, już za długo czekają... poza tym ponoć nie odbieracie panie. Założyli komitet strajkowi, obrali sobie na kierownika jakiegoś ichniego miszcza ceremonii i oznajmili, że nam ten cały grajdołek rozwalą. Przy czym oni nie użyli słowa rozwalą...
- To tego, idźcie im może coś obiecajcie?
- O, to jest pomysł. Może tańszą husarię na zgrupowaniu?
- Nie no, coś bardziej realnego!
- Ok, dobra, to ja im pójdę powiedzieć przez domofon...
(chwila ciszy, po chwili z oddala słuchać głos)
- Ej, no słuchajcie, jest mała zmiana... dla Ciebie miszczu żadna... hetman trochę mięknie, tak, że możemy wam coś obiecać... ale najpierw ma się znaleźć wóz z amunicją... ok, dobra, to teraz tak... na początek możemy wam obiecać trzy miliony nowych żywicznych domków... do odlania... pod drugie... zestaw dla dwóch graczy, po trzecie, aktualizację zasad w małym podręczniku... no, a na koniec pudełko starej jazdy kozackiej z magazynu....
(przedłużająca się cisza).
- (hetman) No i jak?
- no nie bardzo... konfederacje teraz zakładają. Nie pomogły nawet modele specjalne z zestawu OTT-69...
- Konfederację? Toż to jakaś targowica?!
- Gdzie tam, oni z baru przyszli... napruci jak ruski plecak. Jak koło smoleńska przechodzili to chuchając postawili na nogi całą dywizję moskiewską...
- No to co ja mam z nimi zrobić?
- Może byście panie wreszcie ten raport napisali?...
Zdarzenie miało miejsce w czwartek, w gościnie u Miszcza, a trwało chyba 9 bitych godzin (przyjechałem o 17:10, do domu wróciłem o 3:30). Pomysłodawcą i narratorem spotkania był gospodarz, który nie brał udziału w starciu (a jedynie złośliwie komentował i podpowiadał przeciwnikom - tak było! nie łżę! wynik mówi sam za siebie ;) ). Trzeba mu jednak przyznać, że postawił się po staropolsku, a udziec (barani?) był wyborny. W samej grze udział wziąłem ja (Robson), Swawolnik, Glaukon i Elt, wszyscy (poza mną ;) ) starzy weterani wielu wojen. Strony konfliktu były z góry znane i z grubsza odpowiadały temu co mogłoby się zdarzyć gdzieś w Polsce pod koniec Szwedzkiego Potopu. Po jednej stronie stanął Stefan Czarniecki i Johann von Sporck ze swoimi cesarskimi zastępami kawalerii. Po drugiej stronie stanął żądny walki Rutger von Ascheberg z Niezwyciężonymi wsparty artyleryjskim parkiem maszyn obrony terytorialnej pod dowództwem Roberta Douglasa (jeśli dobrze wszystko zapamiętałem).
No ale, nie ma co za dużo czasu spędzać na wstępie. Warto nadmienić jeszcze tylko, że alternatywne raporty znaleźć można na znakomitym blogu Swawolnika, oraz na forum Ogniem i Mieczem (bardzo dokładny raport autorstwa Elta).
Po około godzinie gadania o dolnych plecach Maryny i obowiązkowych zdjęciach grupowych wybrane zostały strony stołu (z tego co pamiętam losowaniem), po czym do dowódców przybył brodaty posłaniec z listami, zalakowanymi prawdziwym ... woskiem (mam nadzieję, że ze świeczki ;) ). W środku znajdowały się tajemnicze rozkazy (zapewne tajny spisek masonów i wozaków). Mój list przytaczam poniżej, aby można było poczuć klimat, natomiast w skrócie przedstawiam cele każdego z dowódców. Wszyscy mieli dwie takie same misje: aby ich strona była zwycięzcą, ale sojusznik miał być złamany (pokazujemy w ten sposób jego niekompetencję, i całą chwałę zachowujemy dla siebie), drugim było doprowadzenie do śmierci młodego, ale znacznego szlachcica, który dołączył do jednego z oddziałów naszego sojusznika. Trzecie zadanie zależało od strony stołu: po stronie z jeziorem i zabudowaniami walka poszła o zrabowane klejnoty i dobra z pobliskiego klasztoru. Na mojej stronie zadaniem było zwabienie jadącego drogą wozu, którym podróżowali ważni dyplomaci.
We have played two Task Forces per side, approximatelly 25 PS each (so 50 PS per side). I was teamed with Swawolnik who played Holy Roman Empire, on the other side of the table there were two Sweden armies, one based more on reiters, the second one (territorial defence?) based on infantry and guns. There were some hidden missions for each side, but the main goal was to break all three other task forces (including the allied one!). Game took several hours and it was very fun to play. We did not managed to use all special rules that our host made for this battle (like disrupting orders of the ally force to gain the advantage in own scenarios).
As a Polish Crown 25PS force player I have been struck with "bad day" effect because of the 24 PS of the opossing player. I also got one "delay" reconessaince effect becouse of the special rules of the sweden teritorial defence. I got two "forced marches" and two "ambushes" (one due to Czarniecki special rule). Forced marches were used to position cavalry for a fast charge in first rounds. The dice were extremely bad for me in the first one (no success on 7 rolls with success range of 1-7 on 10 sided die). The second one went better, I have driven off some reiters. Then I have moved more to the right flank and cleared some Szwedes forces there, with a help of unlucky rolls of the opponent in shooting phase. I send two ambushes to the other side of the table to help allies, but they did nothing special (I kind of forgot about the units after initial round, where they make some panic in opponent ranks). Finally, there was a chance to break the morale of the whole Sweden army in the last round (it was 6th round I think), but the shooting was better for my opponent and I instead of three bases I struck musketeers with only one - a sure lose. Polish-Holy Roman Empire alliance was defeated and on the Swedes side my opponent was the winner, as he managed to claim more personal tasks.
Był pewien majowy wieczór roku 1660, gdzieś na północnych rubieżach Rzeczypospolitej. Hetman Czarniecki zawczasu przybył z wojskiem i rozłożył się w "zaklepanej" wcześniej daczy nad jeziorem. Miejsce było idealne na obóz pływacki. Gospodarz postarał się, aby w pobliżu znalazło się odpowiednie pole z gotowymi do biwaku namiotami, jednak Polacy jak to Polacy przyjechali ze swoimi namiotami. Gdy Szwedzi i Cesarscy ustawiali się karnie w swoich ćwiartkach, z obozu polskiego dochodziły znajome odgłosy: "Jak leziesz ciulu!?", "Spierd... ",etc. Na to wszystko zwalili się jeszcze lokalni partyzanci, dowodzeni przez Józka, wozaka z pobliskiej wioski, który przyniósł jakoweś ważne pismo. Hetman przeczytał i wydał dyspozycję, aby baczenie mieć na wóz, który drogą ma jutro z rana jechać, a następnie kazał partyzantom iść precz na spoczynek razem z wojskiem. Nic nie zapowiadało nadchodzącej klęski. Miał jednak nadejść kolejny, mglisty ranek, jeden z tych, kiedy Hetman wstawał lewą nogą. Na dodatek...
- Kufwa! Kufwa! Po ffykroć KUFWA! Któfy zfamas zapierfofif mi scenke!
Pierwszą rzeczą, którą rano zobaczył adiutant Pietrek była czerwona, brodata twarz pieklącego się hetmana, który dyszał i fukał przez nos jak rozjuszony byk. Mało brakowało, a puszczałby parę uszami. Pietrek może by się przeląkł, ze to czart jakowyś, gdyby już nie widział wcześniej zdenerwowanego chlebodawcy. To będzie zły dzień, pomyślał, nie tylko dla hetmana. Jak się okazało, w nocy gdzieś zniknęła miedziana wkładka zastępująca hetmanowi przestrzelone podniebienie. A po drugiej stronie polany Szwedzi już bili z armat...
- Siodfać konie! Sapfacą mi te śfedzie piefdofone! Szeby tak stafemu scenkę...
Adiutant westchnął ciężko i rozpoczął przygotowania do pierwszej szarży.
- Kufwa! Kufwa! Po ffykroć KUFWA!
- Niestety Panie. Chorągiew doborowa Babimojskiego zaginęła w nocy. Zwiadowcy donoszą, że widziano ich w barze.
- Bafe? W Tfiefdzy? JAK?
- Nie, w Barze pod Dębem. Napruci byli jak ruski plecak. Ale ponoć już się pozbierali i jadą. Nie wiadomo tylko kiedy dojadą...
- Kufwa! Kufwa! Po ffykroć KUFWA!
Adiutant musiał przyznać hetmanowi rację. Takiego popisu niekompetencji dawno w polskim wojsku nie widział. Chorągiew kozacka pod Kaczanowskim zadała szwedzkim rajtarom jadąc z pełnym impetem słownie... zero strat. I to nawet nie przez to, że szwedzcy pachołcy mieli dobre zbroje. Nie, po prostu kompletnie nie trafiali. Chyba jednak prawdą było to, że Kaczanowski był widziany w towarzystwie Babimojskiego zeszłej nocy... w barze.
- No nafefcie! Bo juf myflafem, se fsysko psu f dupfe.
Adiutant odetchnął lekko, szarża doborowych pancernych przełamała rajtarów i wytrzymała ostrzał ze szwedzkich dział. Następnie wycofała się karnie i zajęła dogodne pozycje, aby szarżować wysunięte na prawo, słabsze skrzydło szwedów. Jedynym problemem było średnie działo tam się znajdujące i nieco ciasna przestrzeń. Pozostałe jednostki polskie także ruszyły do przodu aby zmasowanym atakiem zmieść skrzydło wroga. Doborowi kozacy pojawili się na horyzoncie. Dragoni i partyzanci wyszli z zasadzki zastawionej po stronie bronionej przez cesarskiego sojusznika, wywołując pewne zamieszanie w szwedzkich szeregach. Wydawało się, że szala się przechyla... tylko dlaczego szwedzcy rekruci tak się czają na własnych tyłach?
- HAHAHAHA! Khe khe khe...
Adiutant uśmiechnął się pod nosem. Szarże wyszły nadspodziewanie dobrze. Średnie działo zostało zmiecione, wspierający go rajtarzy wroga odbili się od pancerzy doborowych jednostek. Inni pierzchli lub zdezorganizowali się. Przez cała turę Szwedzi wydawali się strzelać na wiwat. Doborowa jazda kozacka już czaiła się aby dołączyć do walki i zacząć zwijać skrzydło. Po drugiej stronie pola cesarscy docisnęli elitarny oddział Sultzbacha, który rozbił się wpadając na niepozornym, ale jak widać solidnym wozie... Wozie... Wóz. Rekruci. Wóz. O nie!
- Panie... Panie...
- NIE PFEFYFAJ! WYFMIENIFIE SIE BAFIE! Pieffy raf od rana...
- Kufwa! Kufwa! Po ffykroć KUFWA!
Wszystkie plany zdruzgotane. Szwedzi rozgromili oddziały w zasadzce. Kule zaczęły padać gęsto w szeregi. To samo po drugiej stronie pola, cesarscy pierzchli. Pierzchli jak tchórzliwe kundle, przerażeni przez kogo? Przez szwedzkich rajtarów rekrutów, którzy wyłonili się nagle zza linii piechoty i pobili oddział zwiadu. Ci wpadli w szaleńczym galopie ucieczki, bijąc, tratując swoich, konie gryzły i kopały. Morale obu armii złamało się, posypało jak domek z kart. Przegrana. A gdzie w tym zamieszaniu podział się wóz z szacownymi posłami? Tego nikt nie wiedział...
EPILOG
- No dojechaliśmy! Jużech myślał, że nie przejedziemy przez te zawieruchę, a tu patrzcie wielebni. Jużci, polanka, widno. Wojska brak, jeno Ci mili panowie w czarnych kapeluszach i niebieskich płaszczach, co nas tak wielkodusznie odprowadzili. Adyć nie patrzcie na nich jak na diabły. Oni nie som przeca tacy źli. Grosza sypneli i w ogóle. No, to bywajcie. Ja jadem doma, żonka z obiadem czeka. Adyć dajcie spokój, dalej droga prosta i wojska ni ma... ODYJDŹ! Odyjdź, bo batogiem smagnę, puść dyszel! A naści... hehe, złota nigdy w domu dość...
***
- Józek. Ty mi powiedz psia twoja mać,co my momy z tego wojowania? Pismo żechśmy zawieźli, a hetman jeno osarkał i kazał precz iść. W wiosce przypadlimy i na działo rzucilim się, z odwagą, a potem żechśmy się wycofali jak było powiedziane. A wojsko poszło, nawet nie rzucili grosza. Co my z tego mamy poza tom miedzianą blaszkom, co żeś ją w hetmana namiocie był zwinął? No powiedz?! Bo mnie tu już czarna kur**a bierze!
Felerna pierwsza walka koroniarzy.
Wóz po lewej będzie gwoździem do trumny dla oddziału po prawej.
Felerny rzut podczas pierwszego ataku koroniarzy. Trafiałem przy wyniku 1-6.




















6 komentarzy:
Super sprawa z tym Skeczem "Bogu"
Jak zawsze miło i z jajem podszedłeś do tematu.
Fotkami do dziś nie mogę się nacieszyc :)
Uśmiałem, nie powiem. Podziwiam, że chciało Ci się tyle napisać, do tego z taką sfarą.
A impreza była wyborna, wszystko ze smakiem widzę przygotowane. Do tego oczywiście piękne armie. Nic, tylko pozazdrościć, że macie taką ekipę i takie chęci do grania.
piknie mocium panie ;)
No i po przeczytaniu tekstu oraz zapoznaniu się z fotografiami człowiek wie po co bawi się w to hobby. Gratulacje Mości Panowie!
Takie zdjęcia to ja lubię. Dużo figurek na ładnych zdjęciach. :D
Ależ raport! Piękna sprawa!
Prześlij komentarz