Kiedy stratowałem z Rebelią do Star Wars Legion sprawdziłem szybko, czy dostępne są figurki (i zasady) pewnego tria. Na szczęście okazało się, że tak, więc decyzja o zakupie była oczywista. Dzisiaj czas na publikację zdjęć pomalowanych miniatur. Pierwotnie chciałem rozbić to nawet na trzy wpisy, ale jakoś mi się odechciało. Dlatego jedno zdjęcie pokazuje Cassiana Andora solo, na drugim zaś jest cała Trójka. Każda figurka dostała nieco więcej uwagi, niż regularni żołnierze. Mam nadzieję, że widać to choć trochę na prezentowanych zdjęciach.
Malując Cassiana czułem się, jakbym malował Jezusa. Jeśli chodzi o Jyn Erso, to nie jestem pewien, na ile udało mi się oddać urok Felicity Jones. K-2SO - tu głównie więcej myślałem, niż malowałem. Koniec końców zastosowałem następującą technikę: srebrny metalik pokryłem dwoma warstwami czarnego kontrastu, potem dałem jeszcze miejscowo standardowy czarny. Chciałem uzyskać takie metaliczno-matowe kombo...
Mógłbym długo pisać, dlaczego Rogue One i serial Andor są dla mnie wybitne, ale za stary jestem, nie dowidzę i do tego mi się nie chce. Dość powiedzieć, że uwielbiam pasjami i odliczam już czas, jaki pozostał do premiery drugiego sezonu. Resist!




11 komentarzy:
Postarałeś się, nie widzę różnicy pomiędzy regularnymi jednostkami, a tą trójką. Wszystkie miniatury są świetne ;)
Ha, ha, no dobrze, niech zatem tak będzie. Dzięki.
Fajne. ;) Gdyby nie brak czasu... to zacząłbym Droidy robić. Ostatnio w "Bad Batch" było (IMO ostatnie co dobrego zostało ze świata filmowego SW).
Dzięki. Bad Batch to solidny serial, muszę nadrobić nowy sezon. Mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz jednak czas ;)
O znane trio! Znakomicie zmalowane :)
Dziękuję w imieniu Rebelii, he, he.
Rogue One nie widziałem nigdy ale modele najlepsze z twoich dotychczasowych SWowych prac.
Ależ dziękuję bardzo za przemiły komentarz. Nie widziałeś? Ile ja bym oddał za taki stan świadomości i obejrzał ten film po raz pierwszy ;)
No Łobuz Jeden był dobrze zrobiony (i zakończenie nie hamerykansk-starwarsowe), bodobnie jak i te modele szeperda ;)
Łobuz i Andor to jedyne Gwiezdne Wojny, które wyszły za mojego życia .
He, he, ciekawie ująłeś sprawę.
Prześlij komentarz