Wiele wskazuje na to, że nadawanie ruchu i dynamiki modelom to mój konik. Robię tak za każdym razem jak tylko sklejam jakąś figurkę. Co jest dużo łatwiejsze w przypadku modeli plastikowych. Czasem jednak trzeba spróbować z klasycznym "mono-pose". Dlatego wymyśliłem dzisiejszy model. Z dwóch powodów. Pierwszy już znacie.
Drugim konikiem, jaki już częściowo realizowałem malując żywiczną reinkarnację dzisiejszego bohatera, była zabawa z ogniem. Dzisiejszy bohater był malowany z myślą o zrobieniu Wielkiego Taurusa tak, aby żarzył się wewnętrznym ogniem.
Do całego projektu postanowiłem użyć gotowego wypełniacza do oddziału, oderwanego z oryginalnej podstawki (unit filler), jako usztywnienia dla hartowanego drutu na którym leci Fernando. Wypełniacz oddziałowy poświęciłem wiec na ołtarzu większego, modelarskiego dobra. Mam ich jeszcze 2, więc stratny nie będę.
W całym malowaniu chyba najtrudniejszym elementem była odpowiednia proporcja kolorów. Najważniejszym elementem jest nie przesadzić z najgorętszym kolorem. Niestety trochę z nim przesadziłem w kilku miejscach. Dobrze natomiast wyszły ciemne czerwienie, przechodzące w antracyt.
Dla uproszczenia palety, jeźdźca pomalowałem w podobnej tonacji, z użyciem części tych samych kolorów. Odrobina turkusowej patyny na zbroi to jedyny kontrast jak jaki się zdecydowałem.
Praise Hashut!








6 komentarzy:
Bardzo łądny blending kolorów!
Nie można się temu oprzeć, piękna rzecz.
Imponujące. Oczu nie mogę oderwać.
Ława i światło realizowane od niej na razie poza moim wachlarzem umiejętności, ale miło popatrzeć jak to powinno wyglądać. Szacunek.
Dziękuję wam. Czasem najtrudniej zrobić coś prosto.
Imponujące dzieło - widać, że świetnie się odnajdujesz w tych wulkanicznych klimatach i kolorystykach!
Masz rację. Czerwony od zawsze był tym łatwiejszym w moim arsenale.
Prześlij komentarz