sobota, 6 grudnia 2008

Płoń maleńka, płoń

Dzisiaj dosyć krótko. Przedstawiam Wam wyszkolone psy bojowe, które wywąchują (nie chciałem używać brzydkich wyrazów, ale czasem trzeba) wiedźmy na 100 kroków. Te niebezpieczne i agresywne bestie, zwane przez niektórych Warhound’ami, często zrywają się z łańcuchów, a wtedy strzeżcie się wyznawcy chaosu!
Psy zostały pomalowane w kolorystyce rotwailerów czy, jak ktoś woli, dobermanów, posturą jednak bardziej przypominają te pierwsze. Pies z samej lewej jest oryginalnym modelem GW. Trzy pozostałe, szczerze mówiąc, nie wiem skąd pochodzą, a może po prostu nie pamiętam, co nie zmienia tego, że nadal nie wiem. Przy pracy nad tymi zwierzakami najwięcej trudności sprawiło mi mocowanie ich do podstawek. Nie wspominałem, że wszystkie modele były wiercone i montowane do podstawek na druciku. Zauważcie, że psy mają cieniutkie nóżki i dwóm z nim przewierciłem nogi na wylot przy tej okazji robiąc jeszcze sobie dziurę w palcu. Dodatkowo każdy kundel ma przy obroży zerwany łańcuch. Bardzo fajnie malowało się te psiaki, znalazłem sobie kilka zdjęć z widocznymi wszystkimi fragmentami ciała i starałem się jak najdokładniej odwzorować ich maść. Każdy ma nawet rudą plamkę pod ogonem i takie też brewki :D
Na tym zakończę tę aktualizację, a już niedługo finałowa odsłona, która łączy się nieodzownie z dzisiejszym postem, ale to wkrótce.

Nieoficjalny przewodnik po DBA

pobierz Nieoficjalny
przewodnik po DBA
(.pdf 2,6MB)
Moja przygoda z DBA rozpoczęła się w drugiej połowie 2005 roku. Choć zasad gry było ledwo „kilka stron” , to od samego początku budziły one sporo niejasności, niedomówień, te zaś prowadziły prostą drogą do sprzeczek i konfliktów. Dlatego ogromną radością napełniło mnie odkrycie, jakiego dokonałem początkiem roku 2006. Tym odkryciem był Unofficial Guide to DBA, napisany przez waszyngtońskich graczy, skupiony w WADBAG (Washington Area De Bellis Antiquitatis Gamers), nieautoryzowany podręcznik do DBA.

U podstaw jego powstania stała chęć zunifikowania różnych interpretacji zasad gry, głównie na potrzeby turniejów, podczas których, okazywało się niejednokrotnie, jak różnie grać można w tę samą grę.

Z braku wieloletnich tradycji grania w DBA, oraz małej ilości ludzi blisko związanych z systemem, zdarzało się, że sięgaliśmy po porady u naszych amerykańskich kolegów. Wraz z pojawieniem się UG2DBA, ta tradycja niemal zanikła, gdyż w przewodniku mogliśmy znaleźć odpowiedzi na większość frapujących nas pytań.

Pomysł przetłumaczenia podręcznika na język polski padł, w naszym zgiełkowym towarzystwie, w okolicach wakacji roku 2007. Promowanie systemu na naszej stronie, sprawozdania z kampanii, cykl artykułów o DBA, spowodowało, iż otrzymywaliśmy coraz większą liczbę pytań o grę i jej zasady. Odsyłanie do anglojęzycznych przepisów często jednak powodowało spadek zapału u potencjalnych graczy. Bez zbytniego ociągania wzięliśmy się więc ostro do pracy. I to był nasz błąd…

W tempie ekspresowym zabraliśmy się do tłumaczenia i składu przewodnika i już wkrótce po wakacjach mieliśmy jego pierwszą wersję. Niestety szybko okazało się, że brak solidnych przygotowań i pośpieszne tłumaczenie, spowodowały powstanie wielu nieścisłości, niekonsekwencji, a nawet błędów. Zrażeni nieco potrzebą skontrolowania całości tekstu, zamknęliśmy całość w szufladzie.

Do podręcznika nie zaglądaliśmy przez wiele miesięcy, na co, prócz wspomnianego powyżej zniechęcenia, wpłynęły nasze osobiste projekty, problemy i plany. W końcu, w lecie 2008 roku wrócił on na tapetę i ponownie podjęte prace związane z jego publikacją.

Wkrótce główny tekst przewodnika był gotowy, złożony i przygotowany do intensywnego czytania. Poprawki, wzbogacanie go o ilustracje, zdjęcia, indeks, spis treści i stronę tytułową i oto po raz pierwszy mieliśmy do czynienia z zamkniętym dziełem. Tak przygotowany podręcznik trafił jeszcze do naszych przyjaciół, wcześniej niezwiązanych z pracami nad przekładem, zaś po wprowadzeniu ich uwag, do korekty stylistycznej.

Od przeszło miesiąca, podręcznik oddychał na półce, dając nam możliwość odpoczęcia od niego, zaś dziś prezentujemy go Wam wszystkim!

Bardzo dziękujemy naszym kolegom z WADBAG za pozwolenie na tłumaczenie i publikację ich przewodnika. Mamy szczerą nadzieję, że również w naszym kraju stanie się on wykładnią jednolitego rozumienia zasad gry De Bellis Antiquitatis.

Ho! Ho! Ho! Wesołych Mikołajek! Wierzymy, że byliście grzeczni.

Redakcja Bitewnego Zgiełku

P.S. Prace nad naszym podręcznikiem trwały, aż do ostatnich chwil przed jego publikacją. Jeszcze dziś poprawiałem w nim to i owo. Dlatego prosimy o wybaczenie, jeśli znajdą się w nim jakieś błędy i o poinformowanie nas o nich, najlepiej e-mailem na adres: bitewny.zgielk@gmail.comTen adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć .

Sławomir Okrzesik

Armia Kapadocji rusza w pole

II/14 Ariarathid Kappadokian 330BC-320BC & 300BC - 17AD

Kilka miesięcy temu przedstawiłem Czytelnikom krótką historię armii Kapadocji za panowania dynastii Ariartydów, w końcu przyszła pora na wyprowadzenie armii w pole! To moja pierwsza armia do DBA w używanej na całym świecie skali 15 mm. Zestaw którego użyłem to Ariarthid Kappadokian firmy Xyston.

Jeżeli chodzi o same modele, to w zgrabnym pudełeczku znalazłem wszystko potrzebne do mojej armii, prócz włóczni, które są sprzedawane osobno. Modele odlane są z dużą dbałością o szczegóły, przy czym co charakterystyczne dla modeli Xystona są odrobinę większe, niż modele w tej skali innych firm. Mnie to nie przeszkadzało, gdyż wyjątkowej urody i wyrzeźbione w dynamicznych pozach modele koni oraz świetne figurki jeźdźców rekompensują ten drobny mankament, piechota też prezentuje się ładnie.

Szczerze mówiąc byłem zaskoczony ilością detali na tak małych miniaturach oraz samą jakością odlewu. Obróbka tych figurek przed malowaniem to czysta przyjemność, nadlewów jest niewiele, linie podziału formy schodziły przy użyciu zwykłego pilnika iglaka, bez konieczności użycia elektrycznej obrabiarki, której zresztą nie posiadam w sowim warsztacie. Malowanie zacząłem pod koniec kwietnia, tradycyjnie chyba od dwóch elementów Ps.

Lekkozbrojni są reprezentowani przez zgrabne figurki kapadockich łuczników. Jako że nie udało mi się znaleźć w sieci informacji na temat wyglądu kapadockich wojów, a w dodatku moje umiejętności malarskie są dość nikłe, i przy każdym użytym kolorze czy technice uczę się poprawnie malować kolory czy używać techniki malarskiej złożyłem, że każda formacja będzie różnią  się kolorem płaszczy. I tak Ps mają nakrycia białe, Ax niebieskie, lekka jazda zielone a kawaleria czerwone. Zdaję sobie sprawę z tego że taki sposób pomalowania armii nie jest zbyt rzeczywisty ale ku mojemu zdziwieniu całość prezentuje się przyzwoicie na stole, no i rzutem oka przeciwnik, i ja możemy zidentyfikować moje oddziały. Jak już wspomniałem, przy pracy nad armią testowałem różne techniki, więc figurki wyglądają różnorodnie, czasem w ramach tego samego elementu, ale jak to się mówi nauka nie poszła w las i te wojsko wygląda zdecydowanie lepiej niż moja pierwsza armia dotknięta pędzlem czyli armia Antypatra z modeli plastikowych w skali 1/72.. Do kompletu wykonałem również prosty zestaw terenów odpowiadających wymogom typu topografii tej armii. W związku z tym, że przeciwnicy Kapadocji to takie tuzy jak armia macedońska, armie Diadochów, Rzym, Armeńczycy i inni równie groźni rywale z wysoką agresją, a moja armia ma w składzie tylko lekkie i średnie rodzaje jazdy i piechoty, tereny wykonałem w maksymalnych powierzchniach dopuszczonych przez zasady gry. Dla wojska które ma w składzie 5 elementów Ax wsparte przez 2 elementy Ps jak najwięcej ciężkiego terenu pozwoli zniwelować trochę  przewagę tak groźnych Bd czy Pk atakujących w zwartym szyku...

Na zdjęciach zaprezentowałem armię w szyku, którego będę często używał, linia Ax wsparta lekkozbrojnymi, które ma za zadanie opanować środek pola walki ze wzgórzami, oraz silne skrzydło kawalerii w sumie 5 elementów szybkich (2 LH i 3 Cv) dających przewagę mobilności nad przeciwnikiem ( najczęściej wróg będzie miał 2-3 elementy jazdy) która pozwoli na przeskrzydlanie i zamykanie elementów wroga w pułapce. Jak widać umiejętnie dowodzona ta armia może być trudnym przeciwnikiem. Na koniec tego krótkiego uzupełnienia poprzedniego artykułu o ariartydzkiej Kapadocji chciałbym gorąco zachęcić naszych Czytelników do włożenia odrobiny wysiłku w przygotowanie własnych armii do DBA. Moja druga w życiu kompletnie pomalowana armia zajęła mi naprawdę niewiele czasu, malowałem ją  etapami w nielicznych wolnych chwilach które miałem, a i tak po niecałych 4 miesiącach wojsko prezentuje się dużo lepiej niż poprzednie i jest gotowe do gry a w planach są kolejne projekty związane z DBA. Siłą tego systemu jest szybkość przygotowania armii oraz terenów, krótki czas rozgrywki oraz możliwość poprowadzenia do walki setek armii z różnych okresów. Do usłyszenia niedługo w kolejnej odsłonie Opowieści z Kapliczki, nieco opóźnionych w związku z kończeniem armii Kapadocji!

Cezary Opaliński




środa, 3 grudnia 2008

Ogniem i mieczem

Dziś czas na elitę drużyny. Trzech Łowców Czarownic staje naprzeciw Was w pełnej krasie. Od lewej widzimy Łowcę, który uległ dosyć poważnej konwersji. Wyrwałem mu wielki dwuręczny miecz, na którym się opierał, i na to miejsce wmontowałem malutką maczetę przy tym odginając odrobinę rękę do góry. Kolejną rzeczą było zamocowanie kuszy. Aby nie doklejać jej jak reszcie gdzieś wzdłuż ciała zdecydowałem się wykorzystać jego zgięte lewe ramię. Wywierciłem pod pachą dziurę i zamontowałem tam ową śmiercionośną broń, tak jakby zwisała opierając się między jego pachą, a przedramieniem. Kolejny Łowca bez szaleństw. Jedynie lekko przekrzywiłem ramię trzymające miecz, aby wskazywał dokładnie kierunek, w który patrzy i krzyczy – Spalić tą wiedźmę! Plus doklejenie mu kuszy przy pasie. Z ostatniego Łowcy jestem szczególnie zadowolony. Poznajecie go może? Nie? Tak? No to się zdecydujcie! Kiedyś był inżynierem imperialnym, teraz wbija kołki w serca niewiernych. Oryginalnie ten Pan trzymał w rękach lunetę, a na głowie miał futrzaną czapkę. Proszę tu link dla ciekawskich:
http://www.bard.pl/!zdjecia/1322/Empire_Master_Engineer.jpg
Obecnie Łowca trzyma w rękach osikowy kołek a na głowie wymodelowałem mu z greenstuff’u klasyczny ”łiczhanterowski” kapelusz. Model ten sprawił mi sporo radości przy realizacji.
Malowanie według wspomnianego w poprzednim poście schematu: czarny, brązowy oraz białe akcenty. Tutaj Łowca w kapeluszu delikatnie się wybił ubierając dzisiaj białe pończochy.
Zapraszam na kolejną odsłonę.

wtorek, 2 grudnia 2008

Niech się pali!

Dzisiaj dwóch kolejnych przedstawicieli drużyny Łowców Czarownic. Sam Witch Hunter (dla sprostowania słowo „sam” nie jest tu użyte jako imię) oraz Warrior Priest, czyli Łowca Czarownic i Kapłan. Dwójka, która w zasadzie nie miała fizycznej ingerencji w model, oprócz doklejonych kusz. Swojego czasu ten model Łowcy pełnił w mojej drużynie funkcję Kapitana, czyli dowódcy bandy. Obecnie sam nie wiem komu przydzieliłbym to ciężkie zadanie.
Parę słów o malowaniu: ponieważ te modele zostały pomalowane niedawno, więc ich kolorystyka odpowiada pewnemu zamysłowi jaki urodził mi się w głowie i miał być zastosowany do prawie wszystkich członków bandy. Ogólnie modele miały być stonowane, mroczne (ale nie zbyt mocno) jak na Mordheim przystało, z bardzo delikatnym akcentem. Zastosowałem kolory brąz oraz czerń ,jako główny temat oraz dodatkowo kommando khaki i bleached bone. Jako akcencik stosowałem biel. Trzymałem się zasady - brąz na okrycie wierzchnie, płaszcze, czarny na spodnie, buty, a biel wystająca gdzieś ze spodu. Na tych dwóch modelach możemy to zobaczyć, u Łowcy biała koszula, u Kapłana fragment szaty na dole. Podstawki jak u poprzedników zakupione w sklepie, a przeze mnie tylko pomalowane.
Ciąg dalszy nastąpi.

RSS FeedRSS