Tytuł to oczywiście nawiązanie do kolejnej partii odświeżonych figurek ze stajni High Elves. Przy okazji sprawdziłem stare wpisy – to już czwarty z kolei, więc powinno być 04. A może powinienem go zatytułować jeszcze inaczej? Wszak to pierwszy wpis pod skrzydłami nowego Bitewnego Zgiełku. Hmm, jest coś w tym symbolicznego, jeśli się popatrzeć na poniżej prezentowany oddział. Jakieś przejście ze starszej formy w nową, inną, jednak przy zachowaniu pierwotnego charakteru. Myślę, że nasz nowy blog też taki będzie. I cieszę się, że zrzucamy starą skórę. Kto mnie cokolwiek zna wie, że za dużo w jednym miejscu i zaczyna mnie nosić.
Wracając do Smoczych Książąt i liftingu, to złożyło się nań malowanie dwóch dodatkowych figur, wymiana podstawek i kilka drobnych konwersji. Może po kolei – dwie dodatkowe figury są po to, żeby móc wystawić całą dziesiątkę do bitwy i liczyć na bonus z rzędu w trakcie wsparcia. Kupiłem je m.in. dzięki Robsonowi i innym znajomościom. Obie pomalowałem dość szybko, starając się odwzorować własny warsztat sprzed kilku lat. Nie do końca się udało (no, może poza papraniem) bo przede wszystkim podkład jest czarny, co od razu widać porównując figury z tego tygodnia z tymi sprzed kilku lat. Co do podstawek to sprawa jest oczywista – nowy wygląd w miejsce prostych zielonych plus gąbka z Gale Force. Wreszcie konwersje. Są drobne, ale są. Wymieniłem sztandar – poprzedni papierowy miał swój urok ale się zestarzał. Miałem jeden ekstra z nowych Lothern Seaguard, więc szybko podmieniłem konnemu, wzór nawet pasuje. Druga sprawa – muzyk. Nigdy nie miałem oryginalnej figurki. Pamiętam nawet, że będąc do bólu ‘klimaciarski’ nie wystawiałem do bitwy muzyka, tj. nie liczyłem punktów za niego (‘bo nie mam figurki’), czym wprawiłem raz w ogromne zdziwienie ludzi na lokalnym turnieju lata temu. Skoro lifting, to muzyk musiał się w końcu pojawić. Użyłem do tego torsu chorążego (akurat miałem nadstan, hehe) – urżnałem mu prawe ramę, zamocowałem zawijaną trąbę z Glade Guards po czym uzupełniłem braki greenstuffem, modelując jednocześnie smoczo wyglądający naramiennik. Rozkręcam się, nie powiem. Wychodzę ze żłobka i jestem już w maluchach, jeśli chodzi o takie rewelacje rzeźbiarskie. Tym sposobem mam odświeżony kolejny oddział – mocno oldschoolowy we wzorze, poniekąd w malowaniu, na skalnej podstawce – dalej mnie kręci. Do tego stopnia, że na wspominki mnie wzięło (ungrim pisał na swoim blogu, że już tyle lat się bawimy w to hobby, więc można wspominać). Otóż wygrzebałem gdzieś z szafy pierwszą księgę do HE, z 1997 bodaj, w której po raz pierwszy widziałem ten oddział. Fajnie było sobie przypomnieć, jakie wrażenie robił wtedy na mnie. I, choć dzisiaj jest już niemodny, mnie podoba się dalej tak samo.
Nawiązując jeszcze do nowego miejsca i nowej formy – chciałem specjalnie podziękować tsarowi i ungrimowi, bez wsparcia i pomysłowości których nie byłoby nas tutaj. Gratias Vobis ago.
Wracając do Smoczych Książąt i liftingu, to złożyło się nań malowanie dwóch dodatkowych figur, wymiana podstawek i kilka drobnych konwersji. Może po kolei – dwie dodatkowe figury są po to, żeby móc wystawić całą dziesiątkę do bitwy i liczyć na bonus z rzędu w trakcie wsparcia. Kupiłem je m.in. dzięki Robsonowi i innym znajomościom. Obie pomalowałem dość szybko, starając się odwzorować własny warsztat sprzed kilku lat. Nie do końca się udało (no, może poza papraniem) bo przede wszystkim podkład jest czarny, co od razu widać porównując figury z tego tygodnia z tymi sprzed kilku lat. Co do podstawek to sprawa jest oczywista – nowy wygląd w miejsce prostych zielonych plus gąbka z Gale Force. Wreszcie konwersje. Są drobne, ale są. Wymieniłem sztandar – poprzedni papierowy miał swój urok ale się zestarzał. Miałem jeden ekstra z nowych Lothern Seaguard, więc szybko podmieniłem konnemu, wzór nawet pasuje. Druga sprawa – muzyk. Nigdy nie miałem oryginalnej figurki. Pamiętam nawet, że będąc do bólu ‘klimaciarski’ nie wystawiałem do bitwy muzyka, tj. nie liczyłem punktów za niego (‘bo nie mam figurki’), czym wprawiłem raz w ogromne zdziwienie ludzi na lokalnym turnieju lata temu. Skoro lifting, to muzyk musiał się w końcu pojawić. Użyłem do tego torsu chorążego (akurat miałem nadstan, hehe) – urżnałem mu prawe ramę, zamocowałem zawijaną trąbę z Glade Guards po czym uzupełniłem braki greenstuffem, modelując jednocześnie smoczo wyglądający naramiennik. Rozkręcam się, nie powiem. Wychodzę ze żłobka i jestem już w maluchach, jeśli chodzi o takie rewelacje rzeźbiarskie. Tym sposobem mam odświeżony kolejny oddział – mocno oldschoolowy we wzorze, poniekąd w malowaniu, na skalnej podstawce – dalej mnie kręci. Do tego stopnia, że na wspominki mnie wzięło (ungrim pisał na swoim blogu, że już tyle lat się bawimy w to hobby, więc można wspominać). Otóż wygrzebałem gdzieś z szafy pierwszą księgę do HE, z 1997 bodaj, w której po raz pierwszy widziałem ten oddział. Fajnie było sobie przypomnieć, jakie wrażenie robił wtedy na mnie. I, choć dzisiaj jest już niemodny, mnie podoba się dalej tak samo.
Nawiązując jeszcze do nowego miejsca i nowej formy – chciałem specjalnie podziękować tsarowi i ungrimowi, bez wsparcia i pomysłowości których nie byłoby nas tutaj. Gratias Vobis ago.















