piątek, 14 stycznia 2011

Lifting 03

Tytuł to oczywiście nawiązanie do kolejnej partii odświeżonych figurek ze stajni High Elves. Przy okazji sprawdziłem stare wpisy – to już czwarty z kolei, więc powinno być 04. A może powinienem go zatytułować jeszcze inaczej? Wszak to pierwszy wpis pod skrzydłami nowego Bitewnego Zgiełku. Hmm, jest coś w tym symbolicznego, jeśli się popatrzeć na poniżej prezentowany oddział. Jakieś przejście ze starszej formy w nową, inną, jednak przy zachowaniu pierwotnego charakteru. Myślę, że nasz nowy blog też taki będzie. I cieszę się, że zrzucamy starą skórę. Kto mnie cokolwiek zna wie, że za dużo w jednym miejscu i zaczyna mnie nosić.

Wracając do Smoczych Książąt i liftingu, to złożyło się nań malowanie dwóch dodatkowych figur, wymiana podstawek i kilka drobnych konwersji. Może po kolei – dwie dodatkowe figury są po to, żeby móc wystawić całą dziesiątkę do bitwy i liczyć na bonus z rzędu w trakcie wsparcia. Kupiłem je m.in. dzięki Robsonowi i innym znajomościom. Obie pomalowałem dość szybko, starając się odwzorować własny warsztat sprzed kilku lat. Nie do końca się udało (no, może poza papraniem) bo przede wszystkim podkład jest czarny, co od razu widać porównując figury z tego tygodnia z tymi sprzed kilku lat. Co do podstawek to sprawa jest oczywista – nowy wygląd w miejsce prostych zielonych plus gąbka z Gale Force. Wreszcie konwersje. Są drobne, ale są. Wymieniłem sztandar – poprzedni papierowy miał swój urok ale się zestarzał. Miałem jeden ekstra z nowych Lothern Seaguard, więc szybko podmieniłem konnemu, wzór nawet pasuje. Druga sprawa – muzyk. Nigdy nie miałem oryginalnej figurki. Pamiętam nawet, że będąc do bólu ‘klimaciarski’ nie wystawiałem do bitwy muzyka, tj. nie liczyłem punktów za niego (‘bo nie mam figurki’), czym wprawiłem raz w ogromne zdziwienie ludzi na lokalnym turnieju lata temu. Skoro lifting, to muzyk musiał się w końcu pojawić. Użyłem do tego torsu chorążego (akurat miałem nadstan, hehe) – urżnałem mu prawe ramę, zamocowałem zawijaną trąbę z Glade Guards po czym uzupełniłem braki greenstuffem, modelując jednocześnie smoczo wyglądający naramiennik. Rozkręcam się, nie powiem. Wychodzę ze żłobka i jestem już w maluchach, jeśli chodzi o takie rewelacje rzeźbiarskie. Tym sposobem mam odświeżony kolejny oddział – mocno oldschoolowy we wzorze, poniekąd w malowaniu, na skalnej podstawce – dalej mnie kręci. Do tego stopnia, że na wspominki mnie wzięło (ungrim pisał na swoim blogu, że już tyle lat się bawimy w to hobby, więc można wspominać). Otóż wygrzebałem gdzieś z szafy pierwszą księgę do HE, z 1997 bodaj, w której po raz pierwszy widziałem ten oddział. Fajnie było sobie przypomnieć, jakie wrażenie robił wtedy na mnie. I, choć dzisiaj jest już niemodny, mnie podoba się dalej tak samo.

Nawiązując jeszcze do nowego miejsca i nowej formy – chciałem specjalnie podziękować tsarowi i ungrimowi, bez wsparcia i pomysłowości których nie byłoby nas tutaj. Gratias Vobis ago.


środa, 5 stycznia 2011

Wagenburg

Nie wiem jak to jest ale ilość wpisów jest odwrotnie proporcjonalna do stanu zaawansowania projektów modelarskich. Mam nadzieję, że już niedługo pochwalę się owocami tychże ale zanim to nastąpi, pokażę Wam coś nowego. Zalążek drugiej armii do Impetusa, która docelowo ma stanąć w polu z kadzikowymi XIV-XVw. Niemcami. Zbieg wielu dziwnych sytuacji spowodował, że zamówione z Essex'a 2 miesiące temu podstawki jeszcze nie dotarły. Dlatego pracuje nad pierwszymi elementami do armii XV wiecznej Polski. W armii tej można wystawić do 2ch wozów bojowych, które to wozy, jak mi kiedyś opowiadał tsar, były ściśle związane z husyckimi najemnikami w polskiej armii. Modele są z Irregular Miniatures. Dość mocno przerobione. Konwersje mają na celu upodobnienie nieregularnych wozów do zdjęcia husyckiego wozu zrobionego w jakimś czeskim muzeum, a znalezionego w Osprey'u. Do konwersji użyłem plastikardu, który dostałem od Zwierzaka (przed każdym wozem leży osłona/burta, którą przymocuję po pomalowaniu). Konie, które widzicie na zdjęciu, urozmaicą jeden z elementów. Jeden wóz będzie miał kompletny zaprzęg, który będzie częściowo wyprzęgnięty. Same wozy są dość długie, dlatego nie będę ich ustawiał na podstawkach w linii. Nie zmieściłyby się. Będę je ustawiał w szachownicę tak, żeby koła się na siebie odrobinę nachodziły. Tam też ulokuję 1-2 modele kuszników czy toporników (figurki Irregular, LegioHeroica, Vexillia i Old Glory), ukrytych za potężnymi pawężami, a na każdym wozie umieszczę 3 kolejnych kuszników i jakąś prymitywną broń prochową. Na zdjęciu widać ile piechoty zmieszczę na 2 podstawki. Oj, tak licznego elementu jeszcze nie robiłem. W końcu 8x12cm to nielicha powierzchnia!

Ot, taki wpis, żeby Wam narobić apetytu na 2011 rok.

piątek, 31 grudnia 2010

Pieśń Pozostaje Ta Sama

Wardancers rove across the length and breadth of Athel Loren in tightly knit troupes, treading paths and secret ways that few others know of or dare use. They are welcomed in Elven halls and treated with the utmost respect, yet also with more than a little fear and wariness. Other Wood Elves regard Wardancers as wild and unpredictable, and not without cause, for they are the servants and worshippers of the Elven trickster god, Loec, a deity whose conventions are a mystery to those not already committed to his path.


Księga Wood Elves, 2005

Dzisiejszy tytuł powinien brzmieć raczej: Parszywa Dwunastka. Byłby bliższy moim odczuciom na temat prezentowanych dzisiaj tancerzy wojny. Jakoś zawsze miałem o tym oddziale wysokie mniemanie - znów muszę wrócić do początków hobby, kolekcji tsara i jego tancerzy, z których jeden miał kapitalnie pomalowane spodnie a la Arlekin. Potem przyszły nowe wzory (prezentowane dzisiaj) i ciekawe zasady, o których skuteczności mogłem się przekonać jeszcze kilka lat temu, kiedy bywałem na turniejach lokalnej ligi. Skakało toto, mordowało jak wlezie, sejwowało jak wlezie, rzucało na liderkę jak wlezie. Cud, miód, majonez. Dlatego nie wyobrażam sobie mojej kolekcji bez tego oddziału. Dlatego w próbnych grach puszczałem ich też na pierwszy ogień. I coś nie zaskoczyło. Cóż – temat do przemyślenia. Całkiem parszywe za to mi się ich malowało. To chyba moment, w którym się zmęczyłem Leśniakami i tylko jako takie poczucie obowiązku sprawiło, że nie pozwoliłem sobie na skok w bok (no, może poza brytyjskim pancernikiem i Korhilem). Inna sprawa, że według pierwotnych założeń w grudniu 2010 na stronę trafić miały finałowe odcinki Tytanów. Ale i tak, uważam, dojechaliśmy nieźle, z siedmioma odsłonami naszych potrójnych zmagań.  Według pierwszego planu tancerzy miałem malować bodaj w sierpniu. Takie to słodko-gorzkie…. i bez znaczenia bajanie. Było nie było, tancerze trafili się na przerwę świąteczno-noworoczną i niech tak już zostanie. A czemu się parszywie malowało? No bo jakoś monotonnie i za długo. Chyba założyłem, że przy dość oszczędnych dodatkach i sporej dozie nagości (huhu) pójdzie mi to ze dwa razy szybciej. Oj dość biadolenia. MiSiO zaraz przypnie mi łatkę Jęczącej Marty. Skończeni i kropka. Dzicy, jednolici i z czerwonymi włosami leśnych mścicieli. Tak sobie to właśnie wykoncypowałem, że chce mieć w armii coś na kształt slayerów – stąd kolor włosów. Poza tym należy się tym figurom uznanie – wzory są dynamiczne, ciekawie pomyślane. Nie wiem jak Wy, ale mnie kojarzą się nieco z Mad Maxem. We are the children, lost generation, bla, bla, bla. No, coś w tym skojarzeniu jest. Postarałem się też namalować jako takie tatuaże – czarne w końcu, bo jeden czerwony na próbę mi się nie spodobał. Po prostu tancerze bez tatuaży by nie przeszli. Malunki wojenne, ochronne, itd. Najwięcej kłopotu miałem za to ze skórą. Malowałem ją jako ostatnią (tzn. wykańczałem jako ostatnią). Jednak pomysł na przejście z tallarn flash do elf flash jest zbyt ordynarny. Na koniec więc dałem sporo washa. Elfy wyszły nieco ciemniej, niż można by się wczytać we fluffie o ich skórze. Ale nie przeszkadza mi to zbyto – wręcz odwrotnie, pasuje do półnagich dzikusów. To, że wyszły też niechlujnie, to inna sprawa. Teraz pora wypróbować oddział w kolejnej bitwie, przy innej taktyce. Może się uda a malowanie podniesie skuteczność, jak mówi stare zaklęcie tych, co coś tam potrafią pomalować ale już … zagrać. No! Następny odcinek będzie lepszy.




Polana Złotej Wierzby znajdowała się za kolejnym wzniesieniem, dwie, trzy mile z okładem. Samotna postać przyspieszyła kroku, chcąc wreszcie pokonać ostatni etap swojej wędrówki. A przecież tu to jeszcze nie koniec, pomyślał wojownik w złoconej zbroi. To nawet nie połowa drogi. Czas był teraz jego największym wrogiem. Czas – jedyna rzecz we wszechświecie, której nie można odzyskać. Kiedy dotarł na wzniesienie, zatrzymał się. Wbrew swej nazwie, Polana nie była podobna do innych elfich osiedli. Nie było na niej również Złotej Wierzby. Zamiast tego porastał ją dziki, zbity gąszcz wszelkiego rodzaju drzew i krzewów. To tu mieszkali oni. Tancerze o czerwonych włosach. Ruszył w końcu powoli na dół zbocza, łowiąc uważnie otaczające go dźwięki. Wiedział już, że jest obserwowany. Szedł jednak dalej, do miejsca, w którym spodziewał się ich spotkać. W końcu do jego uszu dotarł cichy szmer, wpierw nieuchwytny, niczym szum leśnego potoku. Potem coraz bardziej wyraźny, melodyjny ton. Śpiew? Tak, śpiew. To oni śpiewali. Przystanął, wsłuchując się uważnie. Pieśń snuła się leniwie, nisko, minorowo. Opowiadała historię. Kusiła.  Znał tę historię. Usypiała. To była jego historia. Kiedyś…
Ocknął się. Leżał wygodnie na posłaniu z paproci. Musiałem zasnąć, pomyślał. Cienie kładły się długo w miejscach, gdzie słońce przebijało otaczający go gąszcz. Usiadł, pokrzepiony odpoczynkiem, którego wcale nie planował. I wtedy ich zobaczył. Otoczyli go luźnym kręgiem. Stali, siedzieli. Przypatrywali mu się. W ich twarzach czytał różne uczucia. Obawę, radość, szacunek, ciekawość. Kiedy wstał, niektórzy ukłonili się. Zauważył, że są przygotowani do drogi. 
- Czas… - wychrypiał w końcu z trudem, słysząc swój głos pierwszy raz od wieków. 
- Czas wyruszać – uciął lider Czerwonowłosych – na razie Pieśń Pozostaje Ta Sama…




Regiment
Typ: wardancers (bladesinger+muzyk)
Ilość: 12
Koszt w punktach: 237 pkt
Koszt w złotych: 105 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan złożonych figur: 95,88%
Stan pomalowanych figur: 68,04%
Łączny koszt w punktach: 1424 pkt
Łączny koszt w złotych: 690 zł

Adrian Stolarczyk

Radosna twórczość

Na konformistę


Kiedyś z grobów wychodzili 
lata dupy, nóg nie myli
smrodu dużo mało akcji 
nic z zombiaków satysfakcji
żadnej nie przyjmują płacy 
to są tsara ex-żołdacy


teraz mieszczuch sie wycwanił 
i nas wszystkich będzie ganił
kiedy lanca w dupe wjedzie 
nie pomoże ci nikt w biedzie
kiedy weźmie w ręke kopie 
to ci w bielsku wnet nakopie
      
Gobos

Lecz jam po nim przejął fuchę,
Teraz moje to katusze.
Ścierwa, co powstały z grobu,
Zbieram by Wam nadać smrodu.

Nikt nie czuje tutaj strachu,
Nie mam serca, żegnaj brachu.
Wokół duchy i upiory,
Z ziemi wyjdą wszystkie stwory.

Najpierw pieski, kmioty brudne,
Weszły w posiadanie nudnie.
Bom je w Bardzie kupił sam,
Nie zważając ile mam.

Wielkie, dzikie, nieumarłe,
Czosnkiem wszystko dziś natarłem.
Nic to nie da, rzecze wiedźma,
To nieczułe są stworzenia.

Się napatoczyły ghoule,
Od nich to mam w gardle gulę.
Dwudziestaka ścierwojadów,
Obrobiłem no tych gadów.

Krwią obcieka wredny pysk,
Oni ze zwłok mają zysk.
Krążą tylko po cmentarzu,
Wnet wywloką cię z garażu.

Hola, hola, zapomniałem,
Wcześniej wampa gdzieś dopadłem.
Brzydal gębę ma okrutną,
Niech na niego wszyscy lukną.

Potwór jest to co nie miara,
A zębiska, o żesz wiara!
Uciekajmy co sił w nogach,
Bo nas na wieczerzę poda.

Przejdźmy dalej do szkieletów,
Jest ich wiela, nie do śmiechu.
Zgraja jest to dość wesoła,
Każdy inny i niezgoła.

Jak ci idą to klekocą,
Jak cię złapią nie ozłocą.
Wręcz przeciwnie, stary druchu,
Wnet pozbawią cię odruchów.

Netoperki straszna kiszka,
Lecz klimatu trochu zyskam.
Niby dużo, ale mało,
Trójkę tą nazywam zgrają.

Imperialnych zjedzą łatwo,
Nie uciekniesz od nich tratwą.
One latać też potrafią,
Pisz testament z dedykacją,

Ach, to dzisiaj nie był koniec,
Z piątej zwrotki ghoule gonię.
Bo dziesięciu z tamtej paki,
Malowałem nie dla draki.

Słychać śmiechy, buaha ha ha,
Straszna zgraja nam tu macha.
To pół setki żywych trupów,
Pozostawią Was bez butów.

Pożerają mózgi śmiało,
Nie krzywdź! Nie bij! Nic nie dało.
Więc gdy spotkasz tą ekipę,
Dupę w troki bierz pędzikiem.

Znów ci sami powtarzają,
Wilczki głośno ujadają.
Charczą, gryzą, ślinią mordy,
Podejdź bliżej, nie bądź mądry.

Lecz dziś cóż to, popatrz brachu.
Mam cię dzisiaj znowu w szachu.
Oto wyszła na jaw trwoga,
Armii mej połówka sroga.

Niemożliwe znowu oni,
Banda ghouli znów mnie goni?
To kolejna jest dwudziecha,
Ale będzie dziś uciecha.

Jednak popatrz no uważnie,
Jakieś stare to poważnie.
Dziwne kształty, dziwne wzory,
Pokazują Wam jęzory.

Ale to na dzisiaj koniec,
Nic wam więcej nie uronię.
Spokojniutko idźcie spać,
A wampirza wyjdzie brać.



Nietypowe modele oraz nietypowy tekst. Od poprzedniej odsłony postanowiłem zmienić nastrój na wesoły. Zobaczymy jak mi to pójdzie dalej. Wierszyk napisany został po wspomnieniach z zamierzchłych czasów. "Na konformistę" to moje pierwsze stare dzieło opowiadające o byłej armii umarlaków Tsara. Świeży utwór mówi zwrotka po zwrotce o kolejnych moich odsłonach armii wampirów na zgiełku. Mam nadzieję, że się spodoba. Zaprezentowane na zdjęciach figury to staroedycyjne ghoule. Było to dwie edycje figurkowe temu. Dwadzieścia jeden ghouli retro spogląda na mnie z półki nad głową.
Dobrego 2011 Roku dla Wszystkich.

Pomalowane: 147 modeli (73,01%)
Ilość punktów: 1221 (37,07%)

Jakub Gowin



Jest!

Jest! Nie piszę więcej, bo już jest po czasie. Zresztą zaraz muszę lecieć szykować się na Nowy Rok. Niestety dałem ciała i prezentuję model nieskończony (wytrawne oko dostrzeże niedociągnięcia), ale mam nadzieję, że się wam ten Work In Progress spodoba i tak. Namęczyłem się przy nim, przyznaję się z dumą. Spóźniłem się i prawie, że rzuciłem rękawicę, to wyznaję ze skruchą. Jedynie niezłomna wiara Szeperda dodawała mi w tych ostatnich godzinach malowania siły. Dzięki Stary!

Historii tym razem nie ma, szczerze mówiąc nie wiem jak ją kontynuować - myślałem, że szybciej będzie mi iść droga do finału, ale jednak nie. Dlatego powieść nadal pozostaje w "saspensie".

Robert Szczelina





RSS FeedRSS