środa, 9 lutego 2011

GW przegina...

Takie ot coś prezentuje nam GW ostatnio... Pojedynczy model na bazie wielkości regimentu. Czyżby era pojazdów na pół stołu znanych z dodatku Apocalypse do WH40k miała na stałe zamieszkać także i w świeci Warhammera Fantasy Battle? Ja jestem przerażony. Jak tak dalej pójdzie jakich stołów będziemy musieli niedługo używać? A może suma sumarum, za kilka(dziesiąt) lat dojdziemy do etapu skali 1:1 w grach bitewnych GW...

Przy okazji ostatniego De Bellis Cracoviensis miałem okazje zajrzeć na duży turniej WH40k... Ponad 30 graczy, pomalowane armie, świetne tereny... Tylko czemu 80% armii to byli space marinesi (jedni albo drudzy - czyt. chaosu)? Do tego w skłądzie: 4-5 wielgachnych pojazdów (Baneblady, Valkirie i co ciekawe: droping pody!) i 10 figurek piechoty...

Tak jakoś mi się zebrało na narzekanie... A tak przy okazji: facebook opanował tez produkty GW... można sobie każdy z nich "polubić"... Ja się zaczynam bać tego świata, a Wy?

niedziela, 6 lutego 2011

Nie mam czasu, zajęty jestem

Byłem nieobecny przez kilka dni, bo dopadło mnie choróbsko. Ledwo byłem w stanie podnieść się z łóżka, a co dopiero malować czy modelować. Na szczęście już mi lepiej, ale pędzel jeszcze dziś pozostał w szafie. Dla odmiany odrobina rachunków i planów na ten rok. Mamy dopiero początek lutego, więc jest to całkiem właściwy moment. Plany będą ogólne, ponieważ jak wspominałem mam pewność, że i tak ich nie dotrzymam.
Małe podsumowanie+planowanie:
Armia Vampire Counts to w tym momencie 190 gotowych modeli, do pomalowania pozostało mi ich 26, które posiadam. Nie zdradzam co to, ponieważ będą to niespodzianki w odsłonach Tytanów. Dodatkowo planuję zaopatrzyć się jeszcze w około 27 figurek. Myślę, że te mogę zdradzić. Potrzeba mi jeszcze 9 ghouli, aby stworzyć hordę liczącą 50 sztuk. Chciałbym kiedyś także zakupić smoka zombika, jeszcze nie wiem w jakiej postaci oraz stwora zwanego varghulf’em. Co dalej, to kolejna możliwość wystawienia hordy w szkieletach. Brakuje mi do tego dwudziestki, ale planuję stworzyć jakiegoś tzw. „filera”, więc myślę, że będę potrzebował jakieś 16 sztuk chłopaków.
Armia Imperium to 224 pomalowane modele, a pozostało mi 12 figurek. Są to praktycznie sami bohaterowie oraz steam tank. Tu jednak przez głowę przechodzą mi wielkie plany, które z resztą mnie odrobinę przerażają. Wstępnie zaplanowałem dodatkowe 95 modeli. Straszne prawda? Jest to jednak plan teoretyczny i nie wiem czy go zrealizuję. Tu ponownie powtórzy się słowo horda. Imperium jest idealną armią do tworzenia takich grup ze względu na tanie „kory”. 25 mieczników, 25 halabardników i 25 włóczników. To właśnie te trzy hordy każda w efekcie końcowym po 50 chłopa. Do tego myślałem o jakichś 10 greatsword’ach i 10 flagellantach, tych ostatnich mam tylko 16. To by było wszystko choć kusi mnie jeszcze zakupienie kilku maszyn, a dokładniej jednego hellblaster’a i może ze dwóch rocket launcher’ów. Ale to się zobaczy.
Zacząłem już także zbierać kolejną armię, o której na razie nie będę zdradzał szczegółów. Powiem tylko, że mam już 76 modeli, żaden nie jest pomalowany i nie mam planu ilu ich jeszcze chcę mieć. Czas pokaże.
Oprócz tego wszystkiego posiadam jeszcze 10 golfag ogres (ogry rzecz jasna), 20 long drong slayer pirates (krasnale) oraz 13 lumpin croop fighting cocks (w tłumaczeniu banda halfingów).
Ech, żeby to był koniec, ale nie. Do WH40k posiadam 20 space wolves plus bohater i 10 terminatorów. Nie wiem co z nimi zrobić, szczerze powiem. Może pomaluje i sprzedam?
A propos sprzedaży. Do pomalowania i opchnięcia w skrócie 10 chaos knights, 10 cold one’ów, bohater elfów oraz dwóch do VC, dwa corpse cart’y, snotling pump wagon, gigant, 2 bohaterów space marines i na koniec 6 statków do gothic’a. Ufffff. Nie jest to jednak plan na rok 2011, ale cały plan z wszystkimi figurkami, jakie mi pozostały w półkach. Co dopiero z tym wszystkim, co się w międzyczasie urodzi. Kilka dobrych lat z głowy.

Chapel of the Lady

Jakiś miesiąc temu postanowiłem w końcu wypróbować już na poważnie zestaw foremek od HirstArts, a że w międzyczasie udało mi się kilkanascie razy je odlać, stosik cegiełek był dość imponujący - szkoda, żeby leżały tak odłogiem. Jakąś godzinę zajęło mi zastanawianie się co w ogóle chciałbym zbudować - moim głównym celem, gdy kupowałem foremki była budowa lochu(ów) do grania w Dungeon Slayers, jednak po chwili zastanowienia stwierdziłem, że na próbę lepiej będzie zrobić coś bardziej klasycznego. Po kilku chwilach przyglądania się cegiełkom, stwierdziłem, że chyba najprostszy będzie jakiś kościółek - tak powstał pomysł na Kaplicę Pani dla Bretonii. Bretonii wprawdzie nie zbieram, ale kapliczka zawsze się na polu bitwy może gdzieś zawieruszyć, szczególnie że ostatnio na tapecie ciągle Beastmeni...

Po zdecydowaniu co chcę zbudować, rozpocząłem pracę od wykonania całego modelu "na sucho" - projekt w mojej głowie był na tyle prosty, a cegiełki na tyle równe, że wszystko ładnie się trzymało. Potem przyszedł moment, że musiałem to znów rozebrać i wybudować od nowa - tym razem na kleju. 

Przyznam się szczerze, że w pierwotnym projekcie nie było wieży. Wieża powstała sama z siebie, podczas fazy budowania na kleju, co przypłaciłem niestety szybszym niz przypuszczałem skończeniem się regularnych cegiełek, przez co musiałem zawiesić pracę na jakiś czas - aż nie odzyskałem foremek od GoBoSa. Kiedy miałem już foremki, dwa odlewy wystarczyły, aby mieć na tyle materiału budowlanego, aby zakończyć projekt (było to około tygodnia temu). Niestety musiałem poczekać aż cegiełki podeschną i  nie zdążyłem skonczyć pracy w zeszłym tygodniu zmuszony szybkim powrotem do obowiązków w Krakowie...

W tym tygodniu oczywiście obowiązki nadal nademną wiszą, tak że musiałem prosić moich zacnych kolegów o przesunięcie daty publikacji Starcia Tytanów, jednak znalazłem pół godzinki aby przyciąć cegiełki po skosie i przykleić je do gotowego modelu.

Dach nad kaplicą wymaga jeszcze trochę poprawek, wyszedł "za krótki". Wykończony oczywiście będzie dachówkami z kartonu, tak jak w projektach GoBoSa, bo strasznie mi się one podobają. Być może w przyszłości zaopatrzę się też w foremki do odlewania dachówek.

W tym tygodniu jednak czekają mnie tytani - i 11 specjalnych figurek, które tydzień temu przyszły z USA od Reapera... Oczywiście jak zwykle cudowne i niepowtarzalne! Póki co gotowe są odstawki, a figurki są gotowe do malowania. Za dwa dni, kiedy mi obowiązki pozwolą ruszam z nimi ostro do pracy!

sobota, 5 lutego 2011

NW Europe Germans 44' - Rozdział VI

Rozdział VI – Alianci

PLANY ZAKUPOWE:

PaK 43: 42 zł
Artillery Crewmen - WWII German: 42 zł
SdKfz 251/C "Stuka zu Fuss": 42 zł
SdKfz 7/1 20mm FLAK 38: 42 zł

Jak widzicie, w dzisiejszym rozdziale, ani słowa o malowaniu moich Niemców. Na razie kombinowałem, czego mi trzeba i formowałem z tego listę zakupów na najbliższy czas. W ramach rekompensaty, pokażę Wam jednak zalążek armii Stanów Zjednoczonych, z którymi przyjdzie mi walczyć. Autorem jest Marcin "Midzi" z Krakowa.

***

Zdarzyło się tak, że zawoziłem siostrę do Krakowa na rysunek. Skorzystałem z okazji i umówiłem się z dwoma kolegami, z którymi będę grywał, na pierwsze próby polowe. Ostatecznie, po chwili rozmowy i oglądania figurek, tych pomalowanych i tych świeżo wyjętych z blisterów, rozegraliśmy pierwszą, na razie obrzydliwie pancerną (nie polecam gier samymi czołgami, bo rozkazy ograniczają się do podjechania w zasięg i grzmocenia w siebie na zmianę salwami) potyczkę szkoleniową. Mechanika gry, jak przypuszczałem, okazała się bardzo przystępna ale również wymagająca pod względem strategicznym. Trzeba kalkulować kolejność i rodzaj rozkazów, bo na wszystko nie starcza. Trzeba dobrze ocenić, kiedy użyć Opporunity fire (ognia w turze przeciwnika), odpowiednio ustawić zwiad itp. Podejrzewam, że jak dojdą do rozgrywki takie elementy jak artyleria, nurkowe ataki myśliwców i zwalczających je p- lotek itp., gra nabierze wymaganego stopnia skomplikowania. A! No i koniecznie trzeba zastawić stół pewną ilością terenów. 2 górki i domek sprowadzają grę do parteru ...

wtorek, 1 lutego 2011

Stal i… papier?

Kolejna odsłona oddziału Blood Angels. Tym razem zabrałem się za elementy srebrne czy tam stalowe, jak kto woli nazywać ten kolor. Ponieważ boltgun metal całkowicie mi się już zmarnował, a jest to mój ulubiony metalik, musiałem użyć chainmail’a. To spowodowało trochę jaśniejszy efekt niż chciałem, więc pokryłem całość mocniejszym wash’em w postaci black ink’a, którego z resztą też ostał mi się spory zapas ze starych czasów. Potem suchym pędzlem jeszcze raz chain i dodatkowo minimalnie mitril silver dały efekt widoczny na zdjęciu. Druga rzecz, którą pomalowałem to elementy papieropodobne zwisające z wszystkich stron żołnierzy. W zasadzie nie mam pewności, czym miałby być ten materiał, ale ja go zawsze odbierałem jako papier i tak go potraktowałem. Użyłem bleached bone rozjaśniony później białym, a na koniec pokryty wash’em Vallejo umber shade. Takim samym zestawem potraktowałem szmatki w miejscu intymnym dwóch wojaków oraz rękojeści broni białej, białej nie w sensie koloru ma się rozumieć : ) Teraz pozostaje mi wrysować jakieś szlaczki w papierzyska, ale ciągle jeszcze zastanawiam się czy to robić. Pomyślimy. C.D.N.

RSS FeedRSS