środa, 29 lutego 2012

Wpis przestępny

No dobra, dzisiaj się tylko zgrywam. Okazja, żeby coś wrzucić na blog w takim dniu, jak dzisiaj, zdarza się przecież tylko raz na cztery lata. A skoro mi się zebrało na krotochwile, to dla przyzwoitości kilka słów o tym, co na zdjęciu.


Na zdjęciu kolejne dwie podstawki dzieci bojarskich, przygotowane do malowania, z kolorami podstawowymi na koniach. Pierwsze dwie podstawki malowałem z przyklejonym jeźdźcem. Ponieważ ciągle przestawiam się na 15-stki, trochę kombinuję, żeby było mi lepiej. Dlatego trzy figury ze zdjęcia będą malowane osobno. Mam nadzieję, że częściej, niż raz na cztery lata!

poniedziałek, 27 lutego 2012

Jazda pomiestna

Dzisiaj chciałem podzielić się drugą podstawką jazdy pomiestnej. Bo tak nazywa się formacja, w której służyli bojarzy, dworianie i właśnie dzieci bojarskie, które maluję. Polecam ten link - można tu znaleźć kilka interesujących wiadomości o rzeczonej formacji. I jak znalazł, dzisiejsze figurki odpowiadają akapitowi o łuku refleksyjnym, watowanych, przeszywanych kaftanach i generalnie różnorodności. Stąd też bogata kolorystyka figur na dzisiejszej podstawce.


Coraz bardziej lubię te miniatury. Szczególnie do gustu przypadła mi ta z lewej strony - ma świetną rzeźbę i doskonałe szczegóły. Co do malowania, to najmniej zadowolony jestem z jezdnego po prawej, z łukiem refleksyjnym. Tu akurat poległem pod natłokiem detali, a w dodatku przedobrzyłem z kolorystyką futra, którym obszyty jest kaftan. Generalnie kiepsko dobrałem do siebie kolory, ale obiecuję, że się poprawię. Wspomnę jeszcze, że ta trójka, w przeciwieństwie do poprzedniej, malowana jest na szarym podkładzie.


Przy okazji przypomniał mi się tekst o bitwie pod Kłuszynem, który zamieściłem na Starym Zgiełku. Wtedy, kilka dobrych lat temu, zastanawiałem się jak pomiestna mogła wyglądać. A tu proszę, dzisiaj sobie ją maluję. I nie szkodzi, że z okresu o 40 lat późniejszego. W ówczesnym Carstwie zmiany nie postępowały w specjalnie szybkim tempie.

sobota, 25 lutego 2012

Nowa przygoda

Dzisiaj, mam nadzieję, że na dobre, rozpoczynam nową przygodę hobbystyczną. Nie, nie chodzi o wspinaczkę górską czy zbieranie suszonych motyli. Mowa oczywiście o figurach, w dodatku historycznych. Nowe jest to, że to system Ogniem i Mieczem.

Dlaczego akurat Moskwa, czyli armia Carstwa Rosyjskiego? To takie zauroczenie, decyzja podjęta zupełnie irracjonalnie, może coś, co siedziało we mnie od dawna i czekało na ten jeden właściwy moment. Dobre dwa (a może trzy?) lata temu, kiedy wracałem ze Zwierzakiem z partyjki DBA u MiSiA, rozmawialiśmy o OiM i powiedziałem wtedy, że to będzie trzeci i ostatni system bitewny, z jakim mam zamiar się na dobre zapoznać. I już wtedy mówiłem o Moskwie. Pamiętam też, jak dwa lata z rzędu pytałem Sosnę na Polach Chwały, kiedy Moskwa pojawi się w sprzedaży. Będzie, będzie, zapewniał mnie. I słowa dotrzymał!

A ja wpadłem na dobre. Figurki przyjechały dwa tygodnie temu, ale ja w międzyczasie kupiłem multimedialny kurs rosyjskiego, chcąc przypomnieć sobie podstawy języka wschodnich sąsiadów, dotarła do mnie książka ‘Moskwa 1612’, zacząłem się rozglądać za wycieczką do rosyjskiej stolicy, i… jeszcze bym parę rzeczy wymienił.

Ale dość dygresji. Dzisiaj prezentuję pierwszą ukończoną podstawkę dzieci bojarskich, a więc średniej jazdy moskiewskiej, rekrutującej się ze szlachty rosyjskiej.


Same figurki są dość bogate w szczegóły i maluję się całkiem nieźle. Jakość odlewu też jest w porządku. W sumie oczyściłem i przygotowałem do malowania dziewięć figurek. W zasadzie tylko dwie miały dość wyraźny ślad podziału formy (akurat jedna z nich jest prezentowana dzisiaj - ta w środku) ale metal poddaje się łatwej obróbce przy pomocy pilnika. Dość ‘nerwowa’ jest również szabla jezdnego z prawej strony. Dość delikatna rzecz, kilka razy niestety wygiąłem ją podczas malowania, w związku z tym obawiam się, że wkrótce złamie się na dobre.

Kolorystyka jest dość luźno wzorowana na ilustracjach, które znaleźć można w sieci. Moskwicini z konnego, pospolitego ruszenia, jak można przeczytać w podręczniku OIM, stawali bogato i strojno. Dlatego malując dzieci bojarskie zamierzam łączyć dość sporo różnych kolorów. Co do podstawek, to zrobiłem wcześniej test z czterema wariantami. Nieco kusiła mnie stylizacja zimowa, ale jednak najbardziej przemówiła do mnie tonacja jesienna, którą, mam nadzieję, udało mi się należycie oddać przy pomocy odpowiednich farb i dodatków.


Mam już przygotowane kolejne sześć sztuk konnych Moskwicinów, więc pewnie wkrótce pochwalę się nimi na blogu. Mam nadzieję, że dzisiejsze się podobają. Miałem niemal 10-miesięczną przerwę w malowaniu 15mm (z wyjątkiem bojara popełnionego przed Sylwestrem), więc przede mną jeszcze sporo doskonalenia. O ile uda mi się coś jeszcze poprawić w swoim malowaniu.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Na miarę możliwości

Zgodnie z obietnicą kolejny wpis o Tyrionie i zarazem ostatni. Od poprzedniego poświęciłem kilka godzin na dokończenie malowania księcia, posadzenie go na koniu, zamaskowanie gieesem szpar, jakie pozostały po nacięciu siodła i ostatnie poprawki. Tak oto dobrnąłem do finału. I, tym razem już na 100%, jest to ostatnia praca z serii ‘High Elves remake’. Pozostałych 18 Lothern Seguardów malować się będzie bowiem od zera. Ale to opowieść na inny dzień.


Książę, jak zapowiadałem, niemal identyczny jak za pierwszym i drugim razem. Dla przypomnienia, maluję tę figurkę trzeci raz (i to dosłownie, gdyż dwukrotnie potraktowałem ja rozpuszczalnikiem). Dlatego nie mogły nie pojawić się oldschoolowe serduszka, czy wzorzyste wykończenia szmatek. Jest oczywiście kilka różnic, które można wyłapać dzięki temu, że dla przypomnienia wrzucam poprzednią wersję malowania.


Ostatecznie jestem zadowolony z efektu i na pewno warto było odważyć się na ten niemal ‘skraczbilt’, do którego swego czasu dopingował mnie Gobos. Książę Tyrion to nie byle jaka persona, więc należało mu się na koniec nieco więcej wysiłku. Dzięki temu na pewno będzie ozdobą całej kolekcji i istnieje cień szansy, że może nawet kiedyś nim zagram. Ha, ha, to prawdopodobieństwo jest naprawdę bliskie zeru.


Reasumując, jest to Tyrion na miarę moich możliwości. Piszę tak, gdyż oczywiście mógłby być dużo lepiej wykonany. Jednak moja technika i dokładność stoją od dłuższego czasu w miejscu. W życiu zawodowym byłby to niewątpliwie niepokojący sygnał. W przypadku hobby? Cóż, nie ma się co spinać.

sobota, 18 lutego 2012

Kończyć, kończyć!

Tak, najwyższa pora kończyć, bo na dobre "przegrzałem koniunkturę" z Tyrionem. Może nie z samym malowaniem, ale z pisaniem o tym procesie i pokazywaniem zdjęć z każdą kolejną pomalowaną plamką. Dlatego dzisiaj przedostatnia odsłona - obiecuję, że następne zdjęcia i wpis będą zarazem ostatnimi.


A co dzisiaj? Po kolorach podstawowych wycieniowałem część pióropusza i szmatek - na razie jest to zwykła przecierka, ale na tym się oczywiście nie skończy. Poza tym całość (no prawie całość, bo klingę będę malował na samym końcu, już po przytwierdzeniu księcia do wierzchowca) dostała solidną dawkę tuszów. Myślę, że jeszcze dwa, góra trzy wieczorne posiedzenia i będę mógł pokazać efekt końcowy.

RSS FeedRSS