W końcu udało się znaleźć chwilę czasu i wyciągnąć aparat aby zrobić zdjęcia temu, czym zajmowałem się przez ostatnich kilka tygodni. A właściwie to zajmowaliśmy się, bo prezentowane miniatury to efekt wspólnych wysiłków podjętych przeze mnie i moją lepszą połówkę. Malowanie we dwójkę zdecydowanie zwiększa motywację i produktywność malowania :)
Miniatury pochodzą z gry planszowej D&D: Legend of Drizzt, o której można poczytać np. tutaj:
http://boardgamegeek.com/boardgame/91872/dungeons-dragons-the-legend-of-drizzt-board-game. Gra jest bardzo sympatyczna, kooperacyjna, szybka i prosta w rozgrywce. Taki symulator grania w RPGa, kiedy nie ma się mistrza gry (bo nikt nie chce prowadzić) albo nie ma się czasu na wymyślanie przygód. Można nawet grać samemu.
Do samej gry dołączonych jest 40 miniatur, w tym 6 bohaterów grywalnych i jedna pantera (chowaniec). Jeśli ktoś czytał albo zahaczył gdzieś o postać tytułowego Drizzta, to napiszę że mamy do czynienia z całą 5-tką głównych bohaterów (Drizzt, Cattie-Brie, Bruenor, Wulfgar, Regis), panterą Drizzta, Guenhvywar, oraz krasnoludem niejakim Athrogate'm (który występuje najwcześniej chyba dopiero w tomie 17 sagi, który się jeszcze tłumaczenia na polski nie doczekał). Z ciekawszych przeciwników mamy Yohlola, Dinina w formie dridera, łupieżcę umysłów, demona Errtu i smoka Shimerglooma. Do tego trochę mrocznych elfów, goblinów, trolli i trochę pomniejszego tałatajstwa. Figury wykonane są z miękkiego plastiku, typu Reaper Bones, ale są niezłej jakości i dobrej rzeźby.
Dzisiaj prezentujemy wspomnianych bohaterów, oraz paru pierwszych przeciwników. Kolejne figurki w drodze, pomalowane w większym lub mniejszym stopniu. Malowanie standardowe, z wykorzystaniem bejcy i poprawiania kolorów. Bejca do takich figur jest jak znalazł, dzięki swoim właściwościom zabezpieczającym. Wstępne testy wykonane i figurki wszelkie niewygody potrafią wytrzymać. To chyba tyle na dziś, kolejne info z frontu robót wkrótce.