niedziela, 27 kwietnia 2014

Powrót z Chorzowa...

Gdy przekroczył bramę miasta, tłum oszalał. Wieści o tym, jak podczas chorzowskiego turnieju wygubił carską armię dotarły tu znacznie wcześniej. Kiedy zsiadał z konia, setki rąk porwały go niczym górski potok. Wleczono go ulicami, rynkami i rynsztokami. Kopano, pluto i tratowano. W końcu umęczone truchło wrzucono na wielki, płonący stos. Niczym w czasach Wielkiej Smuty, kiedy podobny los spotkał pierwszego Samozwańca, prochy nieszczęśnika zebrano i nabito w nowo odlaną armatę, po czym wystrzelono na zachód, w kierunki bielskiego rynku. Ku przestrodze...


piątek, 25 kwietnia 2014

Na Chorzów!

Turniej chorzowski już jutro a ja za zapowiadanych czterech uzupełnień moskiewskiego podjazdu zdążyłem tylko z dwoma. No ale nic się wielkiego nie stało - najważniejsze oddziały domalowane. Dzisiaj dwójka (brakujących do ośmiu) konnych kozaków służebnych. Malowanie identyczne, jak ostatnio.


I już jutro będę miał okazję użyć ich w walce. Chorzów to marka sama w sobie - na liście jest zgłoszonych blisko czterdziestu graczy. Co dodatkowo mnie cieszy, kilku z nich jest z moich okolic.

A to pochwalę się jeszcze na koniec - na prośbę Skoczka popełniłem mały instruktaż o tym, jak maluję konie do OiM. Można znaleźć go tutaj.


niedziela, 6 kwietnia 2014

Wspólne malowanie

W końcu udało się znaleźć chwilę czasu i wyciągnąć aparat aby zrobić zdjęcia temu, czym zajmowałem się przez ostatnich kilka tygodni. A właściwie to zajmowaliśmy się, bo prezentowane miniatury to efekt wspólnych wysiłków podjętych przeze mnie i moją lepszą połówkę. Malowanie we dwójkę zdecydowanie zwiększa motywację i produktywność malowania :)

Miniatury pochodzą z gry planszowej D&D: Legend of Drizzt, o której można poczytać np. tutaj:
http://boardgamegeek.com/boardgame/91872/dungeons-dragons-the-legend-of-drizzt-board-game. Gra jest bardzo sympatyczna, kooperacyjna, szybka i prosta w rozgrywce. Taki symulator grania w RPGa, kiedy nie ma się mistrza gry (bo nikt nie chce prowadzić) albo nie ma się czasu na wymyślanie przygód. Można nawet grać samemu.

Do samej gry dołączonych jest 40 miniatur, w tym 6 bohaterów grywalnych i jedna pantera (chowaniec). Jeśli ktoś czytał albo zahaczył gdzieś o postać tytułowego Drizzta, to napiszę że mamy do czynienia z całą 5-tką głównych bohaterów (Drizzt, Cattie-Brie, Bruenor, Wulfgar, Regis), panterą Drizzta, Guenhvywar, oraz krasnoludem niejakim Athrogate'm (który występuje najwcześniej chyba dopiero w tomie 17 sagi, który się jeszcze tłumaczenia na polski nie doczekał). Z ciekawszych przeciwników mamy Yohlola, Dinina w formie dridera, łupieżcę umysłów, demona Errtu i smoka Shimerglooma. Do tego trochę mrocznych elfów, goblinów, trolli i trochę pomniejszego tałatajstwa. Figury wykonane są z miękkiego plastiku, typu Reaper Bones, ale są niezłej jakości i dobrej rzeźby.

Dzisiaj prezentujemy wspomnianych bohaterów, oraz paru pierwszych przeciwników. Kolejne figurki w drodze, pomalowane w większym lub mniejszym stopniu. Malowanie standardowe, z wykorzystaniem bejcy i poprawiania kolorów. Bejca do takich figur jest jak znalazł, dzięki swoim właściwościom zabezpieczającym. Wstępne testy wykonane i figurki wszelkie niewygody potrafią wytrzymać. To chyba tyle na dziś, kolejne info z frontu robót wkrótce.





sobota, 5 kwietnia 2014

Dojechały Szwedy

God middag! Ostatnio założyliśmy sobie z narzeczoną skromny blog i tam będę pozostawiał rożne połowiczne prace, pojedyncze podstawki czy inne rzeczy niekoniecznie związane z tematem bitewnym i raczej nie nadające się do prezentowania tutaj. W końcu trzeba trzymać wysoki poziom jaki narzucacie na Zgiełku:)
Dlatego też nareszcie mogę zaprezentować coś z mojego chaotycznego warsztatu. Wypociłem całe 8 podstawek muszkieterów z pudła najemnej piechoty niemieckiej nowego typu.
Kolorystyka na życzenie Piotroslava, więc w tym przypadku pomińmy ocenę historycznej zgodności. Wyszło  kolorowo i trochę imperialnie. Modele dość uniwersalne gdyż do wielu armii możemy ich użyć. Także podejrzewam, że sporo jeszcze tych panów pomaluje.
Podstawki przyuważyłem ostatnio u Pnzr`a i jest to hdf podklejony przeszlifowanymi metalowymi podstawkami. Daje nam to wciąż praktyczny transport modeli i ułatwia przesuwanie ich po stole. Po pomalowaniu krawędzi uważam, że efekt jest całkiem zadowalający.

Oceńcie sami pięknych, celnych i czystych chłopców ze Szwecji:D Adjö!






piątek, 4 kwietnia 2014

Uzupełnienia

No proszę, jeszcze w listopadzie się zarzekałem, że z malowaniem dzieci bojarskich żegnam się na dłużej. Więc skąd ta odmiana? Ano stąd, że, choć w ślimaczym, ale jednak zawsze, tempie szukam pragmatyzmu w podejściu do posiadanych jednostek moskiewskich. Chodzi o to, że w podręcznikowym podjeździe można wystawić do czterech podstawek sotni podjazdowej, a jeszcze dodatkowo, w zależności od rzutu kością, trzy kolejne. W przypadku tej drugiej opcji spada nam co prawda dowodzenie naszego gołowy, ale zyskujemy możliwość wystawienia siedmiopodstawkowego szwadronu (choć w zasadach użyte jest słowo: skwadron) tejże formacji. To, że jest ona lepsza od podstawowych dzieci nie wymaga specjalnego komentarza – wyższe morale, wyszkolenie, odporność i brak słabej dyscypliny taktycznej robi sporą różnicę.


Powodowany powyższym postanowiłem zrobić listę koniecznych uzupełnień do obecnie posiadanego stanu moich Moskwicinów, a sotnia podjazdowa poszła na pierwszy ogień. Za termin realizacji tego planu przyjąłem najbliższy turniej chorzowski, czyli mniej więcej koniec kwietnia (czyli całkiem realistycznie). Obok przedstawianych dzisiaj konnych brutali, na liście to-do figurują jeszcze trzy pozycje. Ale o nich napiszę już innym razem.


Prezentowane dzisiaj trzy standy są oparte na podstawowych wzorach dzieci bojarskich, które znalazłem jeszcze w swoich szufladowych zasobach. Do tego wmieszałem dwie figurki z zestawu dowództwa, które ucierpiały w trakcie prób konwersji. A ponieważ ‘nie zostawiamy nikogo za sobą’, dorobiłem im utrącone kończyny i posadziłem na końskie grzbiety. Całość została okraszona kałkanami, żeby podkreślić elitarny charakter sotni podjazdowej. Malowanie? Można powiedzieć, że standard. Nie przykładałem się jakoś dziko – mają dobrze grać i przyzwoicie wyglądać. No to do następnego wpisu.

RSS FeedRSS