sobota, 10 października 2020

Memelukowie XVII wiek | Mamluks XVII century

Udało mi się dołączyć do elitarnego grona ludzi, którzy pomalowali figurki do katalogu Ogniem i Mieczem ;) Do pomalowania dostałem nowe jednostki Imperium Osmańskiego, pochodzących z dalekich stron Egiptu Memeluków - jazdę i janczarów. Jedynym wymaganiem było, aby kapelusze/turbany były w większości czerwone. 

I have managed to join an elite club of people who painted miniatures for official By Fire and Sword catalogue ;) I have been given a task to paint Mamluk (Egyptian) Ottomans - cavalry and janissaries. The only requirement was to paint hats/turbans red in most cases. 

środa, 7 października 2020

Siły rozpoznawcze Ul-ug’urub'a

Nameless to pokojowa, wysoce religijna społeczność. Jednak wzmożona aktywność GCPS spowodowała powstanie sekty, dowodzonej przez Ul-ug'urub'a, który rzucił swoich kultystów do walki z korporacją ludzi, którą uznał za zagrożenie.

W skład mojej drużyny wchodzi:

1 Psychotroid,

3 Inkers.

2 Ogry, 1 Needle drone, 1 Caratid, 1 Spawn (używam go też jako Terror'a),

oraz 1 Bathomite z Crystal cannon'em.

Jest to więcej niż 200 punktów, więc mam kilka opcji do wyboru. W tej chwili jedzie do mniej największy model do Deadzone, Goliath. Kupiłem go w ramach nagrody za wygranie ostatniego turnieju Kings of War w Krakowie. Antek uznał, ze powinienem go sobie sprawić. Mam też model Fear'a (alternatywny dowódca) ale Psychotroid przemawia do mnie dużo bardziej, choć fajnie, że Fear ma podobna fizjonomię do Spawn'a, który jest jedynym humanoidalnym reprezentantem w tej liście. Oczywiście jest ich więcej (Rifleman, Gunslinger, Assassin czy Blight), ale bestie podobają mi się bardziej, choć wiem, że są dwie szkoły.

Kolorystyka mocno odbiega od studyjnej. Zdjęcie ze studia Mantic wrzucam poglądowo, również z powodu Goliath'a, którego widać w środku. Wielka bestia. Malując modele poszedłem w mocny kontrast głębokiego niebieskiego, przechodzącego w zieleń z pomarańczem i różem. Jedynie zbroja Spawn'a jest gładka. Reszta pancerzy jest naturalna a więc nierówna, niesymetryczna. Stąd malowanie plamami. Organiczne na ile potrafiłem. Bazowe kolory nakładałem metodą wet blending, co dało niezły efekt i przyspieszyło samo malowanie. W zagłębieniach więcej jest głębokiego niebieskiego z domieszką fioletu, na zewnętrznych wyobleniach więcej zieleni. Następnie wykonałem delikatny suchy pędzel czystym, ciemnym zielonym (Scurvy Green z VGC). Do tego najlepsze są pędzle do... Makijażu. Te od GW czy AP są za twarde. Pędzle do makijażu można kupić za połowę ceny tych specjalistycznych na nadają się do delikatnego malowania lepiej. Cały efekt zrobiła jednak żółta farba fluo od VMC, którą robiłem finalne rozjaśnienia. Nakładana na niebieską bazę dawała delikatny, zielony glaze. Po dodaniu odrobiny Ice Yellow z VMC, żółty, chemiczny kolor, widoczny przy krawędziach.

Bazy to nic innego jak odrobinę piasku pomalowanego na srebrny, który następnie potraktowałem rozwodnionym pigmentem w kolorze ochry i rdzy. Fioletowe kwiatki dopełniły efektu.




niedziela, 4 października 2020

Sipahowie raz jeszcze

Po dłuższej przerwie, której jeszcze kilkanaście tygodni temu zupełnie nie planowałem, udało mi się wrócić do drugiej trójki osmańskich sipahów z włóczniami w skali 15mm (pisałem w ostatnim poście, że mam ich w planach). Tym razem wybrałem nieco prostszy schemat w malowaniu, który jednak wcale nie jest mniej efektowny (przynajmniej mam taką nadzieję). Mam na myśli sposób dobrania kolorów do pojedynczych modeli - jest mniej barw na danej figurce, za to wszystkie łączy żółty, który posłużył do wykonania istotnych detali.
 

sobota, 3 października 2020

Nameless

Jedną z mniej popularnych frakcji ze świata Warpath, które możemy spotkać w Deadzone są Bezimienni. Są to mocno religijne istoty, które wykazują wysokie zróżnicowanie form, choć cechą wspólną jest spora ilość masek. Podobno to wynik nieudanych prób leczenia Plagi przez Asterians.. Ale do końca nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że to jedna z najbardziej obco wyglądających ras, która na dodatek nie jest osadzona w sprawdzonym już "wizualnym kanonie", więc nie można powiedzieć, że w związku z tym lubimy ich, bo znamy. Jest to też jedna na najmłodszych armii do gry, więc nie osiągnęła jeszcze takiej puli jednostek jak Veer-myn czy Asterians.

Nameless trafili do Deadzone ze Star Sagi,w której to planszówce pojawili się w jednym z dodatków (tak jak Volt Chasers - opancerzone Veer-myn). W związku z z tym część modeli ma tylko 1 pozę. Na szczęście modele wykonane są z PVC, więc konwersje z użyciem noża lub wrzątku nie są kłopotliwe, choć jeśli miałbym wybierać, wolałbym inny mateirał. Co więcej, szeregi stronnictwa zasiliło kilka bardzo udanych modeli żywicznych, a te Mantic ma przecudne.

Jeśli miałbym scharakteryzować fizys Bezimiennych, to napisałbym, że to wariacje na temat skorupiaków i macek. Bardziej humanoidalne jednostki, takie jak Rifleman czy Gunslinger mają zbliżone do ludzkich proporcje ciała, natomiast nogi i ręce zastępują im macki lub czasem szczypce. Jednostki "zwierzęce" są dużo bardziej opancerzone w coś, co wygląda jak pancerze chitynowe. Mają wielkie przednie szczypce, czasem iście krewetkowe ogony i jak humanoidy, macki.


W mojej ocenie malowanie tych modeli na stronie Mantic jest dość nieszczególne, żeby nie powiedzieć dość nieszczęśliwe. Natomiast na żywo, bez farby, prezentują się naprawdę smakowicie. Trafiłem ostatnio jednak na zdjęcie oficjalnych modeli wykonane "ze stołu" a nie przez profesjonalnego fotografa i możliwe, że powinienem źle ocenić nie samo malowanie a jego zdjęcia, bo na zdjęciu "amatorskim" kolory nie są tak przesadnie nasycone i wyglądają po prostu lepiej. Myślę, że właśnie ten ukryty potencjał i ich niewielka popularność skusiły mnie do zakupu pudelka i kilku dodatkowych modeli.

Niezależnie od oficjalnej kolorystyki, moje modele będą pomalowane inaczej. Antek zasugerował, żebym zrobił ich w kolorach naszych terenów, co na początku wydało mi się pomysłem nietrafionym ale po przemyśleniu głęboki niebieski, wpadający w fiolet i jaskrawe fluo-żółcie powinny idealnie pasować do tych stworzeń. O możliwości pomalowania czegoś tak odmiennego, z poza mojej strefy komfortu, nie wspomnę.

Z ciekawostek z przygotowania do malowania: Bathomite, wielki, pancerny krab z wmontowaną w pancerz bronią strzelecką, będzie miał 3 różne bronie montowane na magnesach. Choć model jest tak cudny, ze z przyjemnością złożyłbym ich trzy sztuki. Wygrał jednak zdrowy rozsądek.

czwartek, 1 października 2020

Quo Vadis

Za oknem plucha, człowiek siedzi prze ekranem i wykonuje masę bezsensownych zadań, próbując między kolejnymi zrobić coś pożytecznego (i nie, nie mówię o malowaniu modeli!). Dlatego z przyjemnością przerwałem szarą codzienność i na prośbę znajomego poszukałem pewnego pliku. Plik znalazłem a przy okazji znalazłem jeszcze pewien, krótki tekst. Wydaje mi się, że ostatecznie nie trafił on na BZ mimo, że z myślą o nim był pisany. Ostatnio zastanawiałem się jaki sens ma gonienie za swoim hobby, gdy ma się na nie tak niewiele czasu. Co ciekawe, tekst opisuje zdarzenia sprzed 24 lat i daje odpowiedź na moje ostatnie rozmyślania.

 ***

Obóz narciarski. Zakopane. Krupówki. Sklep w bramie. Wchodzę. Wszędzie pełno figurek. W Galbocie diorama. Szczuroludzie atakują bramy zamku. Nie wiedziałem, że to szczuroludzie. Kolega kupuje balistę do krasnali i pieszego herosa do Bretonii…

Pokój kolegi. Rozpakowuje balistę. Pokazuje mi. Opowiada. Nie jestem pewien czy powinienem się zainteresować tym hobby. Obawiam się słomianego zapału …

Rok szkolny. Wiosna. Wchodzę do sklepu ONO. Katowicki Plac Miarki. Dział z figurkami. Wybieram wcześniej upatrzony model. Kupuję… nie ma odwrotu.

Gigant do zielonoskórych. Duży. Sklejam. Maluję. Zmywam. Maluję po raz drugi … pierwszy model. Wiem, że nie ostatni …Mam 14 lat.

- Pani Michale – zaczyna psychoanalityk, do którego udałem się na badania – hipnoza zaprowadziła nas do początków Pańskiej przypadłości. Najprawdopodobniej doznał Pan szoku w okresie dorastania, wywołanego pewnego rodzaju fascynacją, spotęgowaną wypadkiem na nartach i wstrząsem mózgu. Niestety … tego się już nie da wyleczyć…

 ***

Rozmawiałem jakiś czas tremu ze znajomym o grach (nie tylko bitewnych) i podczas rozmowy padło zdanie, mówiące o tym, że to nie gry były kiedyś lepsze a my młodsi i, że warto z tym  pamiętać. I to prawda. Co więcej. Tłumaczy ona wiele zjawisk z dzisiejszego świata wargamingu. Od odgrzewania kotletów (Blood Bowl, LoTR, Necromunda) przez wydawców jak i tak zwane "hype trains" czyli reakcje środowiska na zapowiadane nowości, które to reakcje można porównać tylko z histeryją dorastających pannic na widok rozwianych grzyw członków zespołu The Beattles.

Rynek kusi coraz to mocniejszymi dopalaczami, człowiek tonie w szarzyźnie plastiku, który był modny jeszcze miesiąc temu ale dzisiaj nikt już nie pamięta dlaczego. Do tego dzieci krzyczą nad głową, rachunki roszczą sobie pierwszeństwo nad stronami podręczników... Z hobby z którym zaczynałem nie pozostało właściwie nic. Poza wyobraźnią, która rozpala nieprzerwanie kolejne wizje światów, starć i spotkań. Odpowiedź na zadane w tytule pytanie Quo Vadis znalazłem w opisie mojego pierwszego kontaktu z hobby, który można opisać prostym "fascynacja", a potwierdził ją niedzielny wyjazd na pierwszy turniej Deadzone na Śląsku. I to nie tylko był to pierwszy zorganizowany turniej ale też pierwszy na który pojechał Młody ze swoimi własnymi modelami. Po pierwszej porażce 13:16, BYE w drugiej rundzie w końcu w 3 bitwie pokonał swojego kilka lat starszego, 11 letniego kolegę 16:9. Radości było co nie miara, bo zwycięstwo w 1 samodzielnej grze (z niewielkim nadzorem sędziego w momentach, gdy emocje brały górę nad harmonią współbiesiadników), podejmując własne decyzje i grając własnoręcznie pomalowanymi modelami, smakuje jak nic innego.


Dodatkowo wiedząc, że to nie wygoda da człowiekowi w życiu satysfakcję a owoce wkładanego w podejmowane zadania wysiłku, postanowiłem posprzątać bałagan na biurku i z nową nadzieja przystąpić do kolejnych prac modelarskich. W końcu jak powiedział specjalista, "tego się już nie da wyleczyć".

" Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…” 

Pieśni (1, 11, 8), Horacy

RSS FeedRSS