Za oknem plucha, człowiek siedzi prze ekranem i wykonuje masę bezsensownych zadań, próbując między kolejnymi zrobić coś pożytecznego (i nie, nie mówię o malowaniu modeli!). Dlatego z przyjemnością przerwałem szarą codzienność i na prośbę znajomego poszukałem pewnego pliku. Plik znalazłem a przy okazji znalazłem jeszcze pewien, krótki tekst. Wydaje mi się, że ostatecznie nie trafił on na BZ mimo, że z myślą o nim był pisany. Ostatnio zastanawiałem się jaki sens ma gonienie za swoim hobby, gdy ma się na nie tak niewiele czasu. Co ciekawe, tekst opisuje zdarzenia sprzed 24 lat i daje odpowiedź na moje ostatnie rozmyślania.
***
… Obóz narciarski. Zakopane. Krupówki. Sklep w bramie. Wchodzę. Wszędzie pełno figurek. W Galbocie diorama. Szczuroludzie atakują bramy zamku. Nie wiedziałem, że to szczuroludzie. Kolega kupuje balistę do krasnali i pieszego herosa do Bretonii…
Pokój kolegi. Rozpakowuje balistę. Pokazuje mi. Opowiada. Nie jestem pewien czy powinienem się zainteresować tym hobby. Obawiam się słomianego zapału …
Rok szkolny. Wiosna. Wchodzę do sklepu ONO. Katowicki Plac Miarki. Dział z figurkami. Wybieram wcześniej upatrzony model. Kupuję… nie ma odwrotu.
Gigant do zielonoskórych. Duży. Sklejam. Maluję. Zmywam. Maluję po raz drugi … pierwszy model. Wiem, że nie ostatni …Mam 14 lat.
- Pani Michale – zaczyna psychoanalityk, do którego udałem się na badania – hipnoza zaprowadziła nas do początków Pańskiej przypadłości. Najprawdopodobniej doznał Pan szoku w okresie dorastania, wywołanego pewnego rodzaju fascynacją, spotęgowaną wypadkiem na nartach i wstrząsem mózgu. Niestety … tego się już nie da wyleczyć…
***
Rozmawiałem jakiś czas tremu ze znajomym o grach (nie tylko bitewnych) i podczas rozmowy padło zdanie, mówiące o tym, że to nie gry były kiedyś lepsze a my młodsi i, że warto z tym pamiętać. I to prawda. Co więcej. Tłumaczy ona wiele zjawisk z dzisiejszego świata wargamingu. Od odgrzewania kotletów (Blood Bowl, LoTR, Necromunda) przez wydawców jak i tak zwane "hype trains" czyli reakcje środowiska na zapowiadane nowości, które to reakcje można porównać tylko z histeryją dorastających pannic na widok rozwianych grzyw członków zespołu The Beattles.
Rynek kusi coraz to mocniejszymi dopalaczami, człowiek tonie w szarzyźnie plastiku, który był modny jeszcze miesiąc temu ale dzisiaj nikt już nie pamięta dlaczego. Do tego dzieci krzyczą nad głową, rachunki roszczą sobie pierwszeństwo nad stronami podręczników... Z hobby z którym zaczynałem nie pozostało właściwie nic. Poza wyobraźnią, która rozpala nieprzerwanie kolejne wizje światów, starć i spotkań. Odpowiedź na zadane w tytule pytanie Quo Vadis znalazłem w opisie mojego pierwszego kontaktu z hobby, który można opisać prostym "fascynacja", a potwierdził ją niedzielny wyjazd na pierwszy turniej Deadzone na Śląsku. I to nie tylko był to pierwszy zorganizowany turniej ale też pierwszy na który pojechał Młody ze swoimi własnymi modelami. Po pierwszej porażce 13:16, BYE w drugiej rundzie w końcu w 3 bitwie pokonał swojego kilka lat starszego, 11 letniego kolegę 16:9. Radości było co nie miara, bo zwycięstwo w 1 samodzielnej grze (z niewielkim nadzorem sędziego w momentach, gdy emocje brały górę nad harmonią współbiesiadników), podejmując własne decyzje i grając własnoręcznie pomalowanymi modelami, smakuje jak nic innego.
" Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”
Pieśni (1, 11, 8), Horacy





6 komentarzy:
Byłem w tym sklepie w Zakopanem. 7-8 klasa podstawówki, czyli trochę wcześniej niż ty. Diorama robiła oszałamiające wrażenie. To również był mój pierwszy kontakt z tym hobby. Wróciłem tam kilka lat później będąc już na studiach i albo sklep zlikwidowano albo go nie potrafiłem odnaleźć :( Ja również próbuję wciągnąć młodego w hobby, zobaczymy jak pójdzie.
Ja z kolei raz, czy dwa razy, wyprawiłem się do sklepu ONO w poszukiwaniu figurek. To musiało być ponad 20 lat temu.
Pogratuluj Synowi wyniku a sobie determinacji, żeby przekazywać hobby dalej. Zdrowia!
Byłem i ja tam, w tym sklepie w latach podstawówki :)
Kult, WFB, Doomtrooper. To było miejsce iście kultowe.
Ostatnio chodziłem po Żywcu... sklepu modelarskiego, w którym kupowałem pierwsze Pactry do malowania Dark Elfów już dawno nie ma. Zostaje słuchanie starego Rhapsody (of Fire) przy którym malowałem DE Chariota :D ;)
Tego w rogu, po lewej od Ratusza? Znaczy się od Sienkiewicza?
Prześlij komentarz