Dzisiaj o hobby z innej strony.
Kilka miesięcy temu postanowiłem, za namową żony, skorzystać z gościnności Miejskiej Biblioteki Publicznej im. J. Śniegonia w Wiśle i wystąpić o dofinansowanie do projektu pod nazwą "Klub Gracza". Uznałem, że dobrze będzie zbudować dla miejscowych dzieciaków miejsce w którym będą mogły choć zapoznać się z hobby jakim jest szeroko rozumiany wargaming. Pamiętam moje chaotyczne początki, bez zaplecza, pomocy bardziej doświadczonych modelarzy i graczy i to, jakim wyzwaniem było poruszanie się po tym, ciekawym ale zupełnie nieznanym, świecie.
Dlatego kiedy przyznano mi środki, zabraliśmy się z Młodym do organizacji klubu. Skompletowaliśmy listę potrzebnych rzeczy, która okazała się listą długą. Człowiek nie zdaje sobie sprawy ile potrzeba przedmiotów do rozpoczęcia podstawowej zabawy z figurkami... Po otrzymaniu pojemników, farb, modeli, pędzle oraz po przygotowaniu plakatów, kilka tygodni temu odbyły się w końcu pierwsze zajęcia.
Klub spotyka się co tydzień, w piątki po południu, w gołębniku biblioteki, najwyżej położonym pomieszczeniu przy rynku! Widok w trzy strony na rynek, Skolnity, park i rz. Wisłę. Do tego jasno, cicho i dużo miejsca. Na spotkaniach budujemy, a ostatnio i malujemy, modele. Do grania wybrałem starter do Firefight od Mantic. Po pierwsze skirmish wydaje się lepszym pomysłem na start dla 10-15 latków niż pełen mass battle z racji liczby potrzebnych modeli ale i sposobu poruszania figurek po stole. Po drugie cena startera jest więcej niż zachęcająca (blisko 50 figurek w starterze!) a po trzecie, po pomalowaniu kilku modeli będziemy mogli zacząć grać w Deadzone. Szybka gratyfikacja na pewno zachęci dzieciaki do malowania całej armii. W klubie mamy też starter do Kings of War ale na razie orki i niziołki ustąpiły miejsca miotaczom ognia i plecakom odrzutowym.







