Obglundnijmy ksiunszke
Księga Armii „Orków i Goblinów” nie odbiega standardem od innych pozycji tego typu. Miękka, kolorowa okładka przyciąga oko wspaniałą ilustracją Alexa Boyda, na której Boss Orków dosiadający dzika prowadzi do walki hordę zielonoskórych. Wnętrze podręcznika to osiemdziesiąt stron wysokiej jakości druku i papieru, które przyjemnie czytać i przeglądać. Kiedy dodamy do tego informację, że księga jest solidnie klejona, nie musimy już obawiać się o jej podatność na łatwe zniszczenie podczas wielokrotnego wertowania. Dobry nastrój zepsuła mi jednak świadomość, że tylko 58 stron podręcznika zawiera główną jego treść. Na pozostałych, obejrzeć możemy dziesiątki, w pełni kolorowych zdjęć modeli, armii, sztandarów i czego tam jeszcze chcemy.
Co tam stui napisane?
Jak zdążyliśmy się już przyzwyczaić, księgi armii Games Workshop podzielone są na kilka stałych rozdziałów. Najpierw więc możemy poczytać, dlaczego warto grać akurat tą armią, później dowiedzieć się nieco o historii orków i goblinów i prześledzić ją w wygodnym, chronologicznym zestawieniu. Ta część podręcznika mnie osobiście zazwyczaj najbardziej interesuje, tworzy bowiem zdecydowaną większość klimatu armii. Z powodu nietypowości orków i goblinów, braku własnej państwowości i historiografii, rozdział ten jest opowiadany z punktu widzenia ofiar ich wypraw wojennych i mówi praktycznie tylko o wojnach. Nie jest to co prawda szczyt moich oczekiwań, moim zdaniem ta sekcja powinna zajmować znacznie większą część podręcznika i obejmować szersze spektrum zagadnień, ale plusik mogę jej postawić z zupełnie czystym sumieniem.
Następny rozdział – Bestiariusz, zawiera opisy wszystkich stworzeń, jakie znaleźć można w kompletowanej armii, jak również największych zielonoskórych bohaterów. Oprócz statystyk i zasad specjalnych dotyczących omawianych istot, znajdziemy tu sporo informacji na temat trybu życia poszczególnych stworzeń, ich funkcji w społeczeństwie, wyglądu i innych tego typu, smakowitych kąsków.
Dwa kolejne rozdziały traktują o magii orków i goblinów i magicznych przedmiotach przez nich używanych. Są już nieco bardziej mechaniczne i skupiają się głównie na wyjaśnieniu zastosowania tych dwóch istotnych zagadnień w czasie gry. Tu i ówdzie jednak znajdziemy skrawki klimatycznych komentarzy wzbogacających dotychczasowe wiadomości o stworzeniach, którymi przyjdzie nam dowodzić na polu bitewnym.
Ostatni rozdział to listy armii, służące nam do komponowania własnych dzikich hord. Są one równie niezbędne, co ciężkie do jakiegokolwiek podsumowania, dlatego zakończę ich opis informacją, że oczywiście są!
Później w księdze znajdują się już tylko kolorowe strony ze zdjęciami, o których pisałem wcześniej. Ich liczbę, jeśli mógłbym o tym decydować, zmniejszyłbym do 1/3, a powstałe w ten sposób miejsce zagospodarowałbym historiami o orkach i goblinach.
Co siem zmieniło?
Już przyzwyczaiłem się do myśli, że w nowych księgach armii, nowego będzie niewiele. Nie bez przyczyny mówi się o kolejnych wydaniach ksiąg jako o odświeżaniu armii. „Orki i Gobliny” nie odbiegają od tego standardu. Na pierwszy rzut oka widać, że wróciła jazda na pająkach, która nie wiadomo dlaczego, w szóstej edycji została usunięta z goblińskich szeregów. Niestety, nie poprawia to wiele w temacie wystawiania armii złożonych tylko z goblinów, ponieważ w tym samym czasie zniknęła przyjemna zasada, pozwalająca wystawić dodatkowego bohatera na każdy 1000 pkt. czysto goblińskiej armii.
Orkowska broń – rembak (choppa) w końcu została nieco poprawiona i obecnie daje modyfikator do siły niezależnie czy walczy się jednym czy dwoma sztukami tej broni. Dodatkowo traktowana jest jak broń ręczna, więc daje dodatkowy punkt zbroi w połączeniu z tarczą, czego domagało się wielu graczy.
Ciekawie zmienione zostały zasady animozji. Teraz zielonoskórzy, którzy zaczynają się ze sobą kłócić, nie zabijają się nawzajem, a tylko tracą turę na sprzeczkę. Natomiast kiedy do oddziału dołączony jest Czarny Ork i zajdzie potrzeba uspokojenia podwładnych, wtedy łby zaczynają spadać.
Prócz tego jest jeszcze trochę zmian dotyczących n.p. wielorakiego uzbrojenia Czarnych Orków, śmiertelnego niebezpieczeństwa, jakim są niekontrolowane Paszczaki (Squig), śmierci fanatyków, czy zwiększenia kontroli nad lotem goblińskiego samobójcy ze skrzydełkami wystrzelonego z Gleba-Łaaa!-Gleba (Doom Diver).
A jak tam ksiunga po polskiemu?
Polska edycja księgi, w warstwie edytorskiej, nie ustępuje oryginałowi. Świetny papier, doskonałe kolory i nasycenie farby drukarskiej. Ale do takiego stanu rzeczy nasz rodzimy wydawca już nas zdążył przyzwyczaić.
Treść przetłumaczona została ładnym, żywym językiem, oddającym zarówno surowy kronikarski ton jak i niedoskonały, slangowy, sposób mówienia zielonoskórych. Całość jest spójna i trzyma się jednego klimatu, który, nie ma innej możliwości w przypadku tej księgi, jest połączeniem nieobliczalnego szaleństwa i radosnego okrucieństwa. Oczywiście wszystko w zakresie produktu, przeznaczonego dla młodzieży.
Jak zwykle przy okazji wydania polskich edycji podręczników do Warhammera powstaje potężna dyskusja dotycząca nazewnictwa. Również w przypadku opisywanej księgi armii, nie obyło się bez niej. Tłumacze jednak nie podejmują już dyskusji, wychodząc z założenia, że nie przyniosą one żadnych wymiernych rezultatów. Zajmują się tym, co do nich należy, tłumaczeniem następnych ksiąg. W księdze „Orków i Goblinów” jest sporo nazw, o które można by się pospierać. Czy Spear Chukka to Dzidomioty, a Rock Lobbers to Głazociski, a może Squig to Paszczak, a jazda na Squigach to Hop-Gobliny? Zdecydowana większość tych nazw bardzo mi się podoba i jestem ich wielkim zwolennikiem.
Na kuniec
Nowa księga Orków i Goblinów nie zmienia wiele w grze, nie zaskoczy nas również, ani zawartością, ani jakością wydania. Każdy gracz będzie mógł zapoznać się dzięki niej ze wszystkimi informacjami potrzebnymi do gry i w odpowiedniej chwili z łatwością się do nich odwołać. Księga jest czytelna i przejrzysta, do czego Games Workshop przyzwyczaił nas już w innych swoich podręcznikach. Dla nas, z całą pewnością, jej zaletą jest to, iż posiadamy edycję Warhammera w naszym ojczystym języku.
Redakcja Bitewnego Zgiełku dziękuje firmie Faber i Faber za udostępnienie podręcznika „Orki i Gobliny”.
Sławomir Okrzesik



0 komentarzy:
Prześlij komentarz