Spotykam się czasem z powiedzeniem, że coś jest zrobione „po polsku” i niestety stwierdzenie to ma najczęściej pejoratywny charakter. Sądzę, że jego pochodzenie bierze się z czasów PRL, które, było nie było, kojarzą się z bylejakością, tandetą, szmirą czy nieudaną próbą podrobienia zachodu. Z drugiej strony może śmiało odnosić się do dzisiejszych zwyczajów, wad i zaniedbań naszych rodaków, które z czasami Polski ludowej nie mają wiele wspólnego.
Mając na uwadze wspomniany peerelowski rodowód powiedzenia oraz przyglądając się zdjęciom, które ostatnio dotarły do mnie mailem, mogę pokusić się o stwierdzenie zasadności ‘po polsku’. Z drugiej strony ten spam zginałby zapewne w ‘usuniętych elementach’ a to, moim zdaniem, mogłoby okazać się stratą dla potomności. Dlatego dzisiaj chciałem cofnąć się w przeszłość…DBA by PRL można uznać za całkiem przyzwoite. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że miejscami malowanie niczego sobie. Sam design też może się podobać.
Natomiast modele do indiańskiej wersji gry Mordheim to już inna bajka. Szaman (po prawej) broni się być może pióropuszem, jednak nie potrafię znaleźć historycznego uzasadnienia wełnianych rajstop, za rasizm i tendencyjność zaś uznaję ich kolor. Kopyt nie komentuję. Wielki wódź (po lewej) to zagadka w każdym calu. Czerwień ust, wzrost, gest głaskania kogoś prawą dłonią, spodnie w stylu gorączki sobotniej nocy - wielki znak zapytania. Delikwenta w środku jeszcze trudniej ogarnąć – czy jest to stylizacja na ‘wyczekującego na skale’? Być może. Czy to dydaktyczna pomoc wizualizująca zgubny wpływ kolonizacji i ognistej wody na trzeźwość mieszkańców prerii? Kto wie. Temat należy jeszcze przemyśleć.


0 komentarzy:
Prześlij komentarz