Skąd pomysł na zakup „Kopalń”? Powodów było kilka. Zamiłowanie do tolkienowskiego uniwersum i próba połączenia tego afektu z malowaniem miniatur, chęć poznania innego systemu bitewnego, czy choćby próba urozmaicenia wieczorów w kręgu rodzinnym. Zanim wybrałem się do sklepu, podpytałem jeszcze nieco na jednym z forów, od czego zacząć przygodę z systemem LOTR. Podczas lokalnego turnieju, rozgrywanego w ramach tego właśnie systemu, przyjrzałem się nieco miniaturom (z braku czasu mniej zasadom). Oczywiście odwiedziłem również stronę internetową producenta, czyli firmy Games Workshop, na której recenzowany zestaw jest całkiem obszernie opisany. W końcu przyniosłem delikwenta do domu.
Sporych rozmiarów pudełko, opatrzone zgrabną grafiką, wykorzystującą m.in. sceny z niezapomnianego filmu Petera Jacksona, kryje w sobie całkiem spory zestaw. Zacznijmy od „elementu papierowego”. Przede wszystkim dostajemy do rąk podstawowy podręcznik systemu bitewnego LOTR. Jest to przekrojowy zbiór zasad, obejmujący mechanikę gry (ruch, walkę, specjalne moce, zasady dotyczące bohaterów, itd.) oraz opis i koszt punktowy postaci, których działania i chwalebne (bądź niesławne) czyny, mamy szansę odtworzyć na bitewnym stole. Opracowanie wydane jest na dobrej jakości papierze, opatrzone fotosami z filmu, bądź ujęciami stołów bitewnych, a przy tym poręczne, bo zamknięte w formacie A5.
W zestawie, obok podręcznika z zasadami, znajduje się broszura, która pozwala na rozegranie wprowadzających potyczek z udziałem członków Drużyny Pierścienia i goblinów (miniatury dostępne w pudełku, o czym za moment). Po kolei więc uczymy się, jak poruszać modele, kto, jak, kiedy i dlaczego strzela z łuku lub kuszy, dlaczego niejaki Aragorn może z łatwością położyć w walce wręcz trzech zielonoskórych, itd. Ponadto, broszurka zawiera wskazówki dotyczące techniki malowania miniatur (przyznaję, że dla mocno początkujących hobbystów), sposobu składania makiet oraz przygotowania lub zaimprowizowania stołu bitewnego.
Drugim elementem zestawu jest „Element plastikowy”. Opiera się on na trzech motywach przewodnich (nie licząc kostki i miarek). Po pierwsze miniatury, reprezentujące dziewięciu członków Drużyny Pierścienia. Przedstawione są w pozach właściwych dla przygody z Khazad Dum – dla przykładu Sam wymachuje dziarsko patelnią a Gandalf zatknął na końcu różdżki świecący kryształ. Drugim motywem są, jak nietrudno się domyślić, oponenci naszych niezastąpionych śmiałków: chmara kilkunastu goblinów w różnorakich pozach, a na deser monstrualny troll górski („they have a cave troll!”), którego można złożyć, w co najmniej dwóch opcjach uzbrojenia. Wreszcie trzeci z plastikowych motywów, to element „wyposażenia wnętrz”. Mam tu na myśli makiety wyobrażające charakterystyczne elementy architektury podziemnej stolicy krasnoludzkiej. Grób Balina z wyrytym epitafium, studnia, do której Pippin tak nieopatrznie wrzucił w filmie wiekowego trupa, łańcuch i wiadro, kolumny czy drzwi, które z nieodpartą gracją 'zdemontował' troll. Jeśli chodzi o poziom wykonania, to „żaden szał”, szczególnie, jeśli chodzi o miniatury. Jest to seryjna plastikowa sieczka, zbliżona poziomem do plastikowych miniatur, dodawanych swego czasu do gazetki poświęconej systemowi LOTR (tak, tej samej, którą jeszcze dziś można czasem znaleźć w kioskach). Z drugiej strony sądzę, że przyzwoitym malowaniem można zrobić z dostępnego materiału całkiem smakowite kąski; myślę szczególnie o figurze trolla oraz Drużynie Pierścienia. Gobliny mogą posłużyć w najgorszym wypadku do treningów malarskich, eksperymentów czy innego rodzaju zabaw - dla przykładu cykl "Gobliny w pięciu smakach".
Pora na podsumowanie. Jeśli chodzi o mnie, to zestaw spełnił oczekiwania, jakie z nim wiązałem. Za jednym zamachem mam podręcznik z zasadami, miniatury Drużyny Pierścienia i całkiem przyzwoitego trolla jaskiniowego oraz możliwość rozegrania różnych potyczek w podziemnej stolicy kransoludzkiej. Obiektywnie rzecz ujmując, MoM, jest zapewne całkiem przyzwoitym zestawem startowym, od którego można zacząć przygodę z systemem LOTR. Z drugiej strony jestem nieco sceptyczny, co do dużej ilości chętnych do wyłożenia blisko dwustu złotych za podręcznik i, było nie było, masę plastikowych i niekoniecznie tiptopowych figurek. Ostateczna ocena: niekoniecznie wart polecenia, z tendencją do przydatności w stawianiu pierwszych kroków na niwie bitewnego systemu LOTR.
Adrian Stolarczyk





0 komentarzy:
Prześlij komentarz