czwartek, 1 września 2011

Nie ma w języku…


Some of the more powerful and ancient of Athel Loren’s spirits are able to entwine their essence with that of a living tree, moulding it to their will. Terryfying to behold, these behemots smash apart all who stand against them, and are almost impervious to harm.

Księga Wood Elves, 2005


Wielki ptak szybował ponad wierzchołkami drzew. Zataczając ogromne kręgi powoli i majestatycznie lustrował połacie lasu. Jego oczy dostrzegły duże grupy Asrai, zmierzające spiesznie i niemal niezauważanie na północny wschód. Spojrzał w tamtym kierunku. Las ciemniał tam, rozrywała go pożoga, rozdzierał wrzask setek okrutnych wrogów. Plugawych hord, niosących cierpienie i śmierć. Wielki ptak zatoczył po raz ostatni koło i rozpłynął się w powietrzu w magicznej mgle.

Ale ptaka tego nie mogło dostrzec żadne oko. Jednak to, co widziały jego oczy, widział jeszcze ktoś. Wiele mil dalej, w sercu pradawnego matecznika, między wielkimi pniami starożytnych drzew siedziała mała postać. Długie, jasne włosy spadały na jej smukłe ramiona. Zwiewne szaty poruszały się, muskane nieuchwytnymi podmuchami jesiennego wiatru. Gdyby ktoś zakradł się w to miejsce, usłyszałby cichy pomruk wydobywający się z głębi potężnych pni, któremu towarzyszyła ledwo słyszalna pieśń bez słow.


Ta niema rozmowa, wspólne błądzenie pozaziemskimi ścieżkami umysłów elfa i lasu, powolne tkanie więzi i osiągnięcie porozumienia - to działo się w tym miejscu. Rytuał ten i jego zrozumienie pozostawało wielką tajemnicą nielicznych.

I choć to, co medytująca postać zobaczyła oczami magicznego ptaka zmąciło jej spokój, zmroziło serce i nakazało pośpiech, siłą woli, nie przerwała transu. Nie mogła się spieszyć, nie teraz. Nie tak blisko odwiecznego przebudzenia. Godzina za godziną, czas płynął tu sennie, choć w innych miejscach Athel Loren gnał jak oszalały.

Wreszcie elfia postać otworzyła oczy. Powoli uniosła spojrzenie w górę, błądząc nim po ogromnych konarach jednego z drzew. I stało się - zajrzała w dwie, ogromne studnie bez dna, które również szukały jej wzroku. Wstała, skłoniła się nieznacznie. Witaj, usłyszała głos, choć nie padło żadne słowo. Witaj, Odwieczny, odpowiedziała. Cieszę się, z naszego spotkania. I ja, odpowiedział jej głos. Czy zechcesz wyruszyć ze mną w tej godzinie próby, zapytała? Ogromne drzewo poruszyło konarami, w geście potwierdzenia. Zatem ruszajmy, gdyż moje serce zmroził strach o życie Twoich i moich braci.


Duch uwięziony w pniu starożytnego drzewa wydał z siebie przeraźliwy okrzyk. Wiele mil dalej, usłyszały go setki uszu. Jednym przyniósł otuchę i nadzieję. Innych natchnął pierwotnym strachem.


Nie ma w języku entów, ludzi i elfów przekleństwa, jakim można by okrasić męki związane ze składaniem metalowego drzewca do przysłowiowej kupy. Już dawno się tak nie namęczyłem, próbując uzyskać w miarę mało szpar i dziur a zarazem ustawić go w przyzwoitej, pionowej pozycji. Najgorsze były chyba nogi. W końcu doszedłem do wniosku, że bez kilogramów greenstuffu i tak się nie obejdzie, więc zluzowałem nieco na wszystkich niedociągnięciach i szczelinach. Po zaschnięciu kleju oblepiłem drzewko zieloną masą, którą następnie bądź pseudorzeźbiłem, bądź, po zaschnięciu, piłowałem. Suma summarum wyszło całkiem estetycznie i wreszcie mogłem się zająć malowaniem. Tu posłużyłem się sprawdzonym patentem w przypadku malowania plastikowego lasu GW - ten sam dobór kolorów, szybka przecierka i gotowe. Potem nieco więcej zabawy z duszkami i podstawką. Na tej znalazł się mój pierwszy muchomor! Nawet nie liczyłem, ile zajęło mi przygotowanie tego drewnianego kolosa. Z efektu jestem całkiem zadowolony.

Do pary z drzewcem prezentuję dzisiaj ostatniego z czwórki bohaterów. Tym razem to magiczka. Jest to wersja, która z dostępnym wzorów podoba mi się najbardziej. Chodzi głównie o dynamiczny i zwiewny design. Kolorystyka to nawiązanie do motywów przewodnich całej kolekcji. Myślę, że dalszy komentarz jest zbędny.

Jako mały bonus, wstawiam zdjęcie pewnego pnia, niedaleko miejsca, w którym mieszkam. Przejeżdżam koło niego co dzień rano, nie mogąc oprzeć się pewnym skojarzeniom.


Na koniec przyznam się do czegoś - miałem najmniej do przygotowania w ramach tego odcinka. Jak zwykle też poganiałem Kolegów, aby się sprężali. Wyszło na to, że jestem ostatni. Cóż. Nawet tytani mają czasem słabszy okres, prawda?

Co dalej? Teoretycznie przed nami ostatni odcinek, czas podsumowań i podziękowań. Ptaszki jednak ćwierkają, że będzie jakiś bonus. U mnie całkiem szałowy, jeśli chodzi o wzory. Obym podołał malowaniu!

Regiment
Typ: Treeman
Ilość: 1
Koszt w punktach: 285 pkt
Koszt w złotych: 130 zł

Regiment
Typ: Spellweaver
Ilość: 1
Koszt w punktach: 250
Koszt w złotych: 29 zł

Armia
Stan posiadanych figur: 100%
Stan pomalowanych figur: 94,85%
Łączny koszt w punktach: 2360 pkt
Łączny koszt w złotych: 1145 zł


9 komentarzy:

robson pisze...

...kuźwa... pisałem komentarz kliknąłem na obrazek i po komentarzu... :P

No nic, napiszę po prostu że świetna robota :D, a ponarzekam na model GW enta i jego bezlistność i zbytnią skamieniałość gdzie indziej ;)

Muchomor zabija ;)

Gobos pisze...

Piękne słowa i piękne miniatury. Zazdroszczę Ci tego błyskawicznego malowania na wysokim poziomie, no i umiejętności pisania tym bardziej. Magiczka kompletnie nie wygląda jakbyś robił ją w ostatniej chwili :) Gratuluję świetnej roboty
Co do modelu treemena to rzeczywiście można by sobie życzyć odrobinę więcej. Ten model mi trochę przypomina jakiegoś cyborga z SF :) ale nie jest zły, a Szep go ładnie pokolorował. Gut dżob

szeperd pisze...

Treeman jest cokolwiek dyskusyjny. I faktycznie malowanie przypominało kolorowanie. Magiczka to co innego - ten motyw, jakby wyrastała z pnia, była jego przedłużeniem... cóż, mnie podobała się nawet bez podkładu. Malowałem ją faktycznie wczoraj, na ostatnia chwilę, ale dogadaliśmy się i poszło całkiem, całkiem. Dzięki za pozytywne opinie Kolegom Tytanom!

Johnny pisze...

Super kolorystyka, naturalna i niewymuszona. Żebym to ja miał takie słabsze okresy...

Johnny pisze...

Ach no i ta opowieść...miodzio :)

tsar pisze...

Momentami oglądając figurki ojca kierownika Szeperda, mam wrażenie, że oddala się on od malowania typowego dla figurkowców, zbliżając się do malarstwa, z braku lepszego słowa powiem, artystycznego. Malowanie plamą, przenikanie się barw, efemeryczne przenikanie się kolorów. Ogromnie mi się to podoba, bo o dziwo, w jego wypadku działa to świetnie. Jeszcze są jakieś łańcuchy, które wstrzymują go przed całkowitym odpłynięciem w malowanie sensoryczne, ale mam wrażenie, że już niedługo się z nich zerwie.

Dobra robota, jak zwykle.

Cezary pisze...

Zarządca Szeperd dorobił się nowej pięknej armii! Starcie tytanów wyszło znakomicie, cel osiągnięty publiczność stoi i bije brawo!

szeperd pisze...

Eee? Jeszcze nie wychodź, jeszcze się nie skończyło przedstawienie Drogi Czarku. Jeszcze jeden finałowy akt, po potem coś na bis.

MiSiO pisze...

Tal, Szeperd to solidne hobby!

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS