sobota, 24 października 2020

Szeperdowe Siedliszcze

Postanowiłem zapolować na 100-ny wpis w tym roku i wygląda na to, że mi się udało. Tym bardziej się cieszę, bo wpis ten jest całkiem nietypowy, choć mogę go z czystym sumieniem otagować kategorią 'warsztatowo'. Nadeszła bowiem chwila, kiedy mogę się w końcu pochwalić wynikiem żmudnych prac ręcznych, jakich podjąłem się na początku lata. Wszystko po to, aby stworzyć miejsce, w którym będzie można pokulać kostkami, wychylić szklaneczkę czegoś mocniejszego a przy okazji nie siedzieć na głowie Rodzinie. Marzenie nienowe, jednak przez lata nie wiedziałem, jak je spełnić. W końcu dojrzałem do pewnych pomysłów, decyzji i odważyłem się na podjęcie ryzyka, jakie wiąże się z wykonaniem całości własnoręcznie. 
 
Całość pomysłu oparła się na wykorzystaniu mocno zaniedbanej i od lat nieużywanej piwnicy. Lata temu znajdował się tu warsztat ślusarki i ten fakt wpłynął mocno na stan, w jakim owa przestrzeń się zachowała. Ale co tam, nie takie miejsca się ponoć udało rekultywować.

 
Na takich pracach się nie znam - poza malowaniem ścian i wierceniem dziur pod szafki nigdy nie zajmowałem się tak poważnym remontem. A, jak napisałem, przyjąłem sobie za punkt honoru, że zrobię wszystko we własnym zakresie. Ułożyłem w głowie plan i ruszyłem z robotą.
 

Po oczyszczeniu ścian zająłem się wypełnianiem ubytków. Mocno zabrudzona (i niestety także zaolejona) posadzka dostała za to kilka razy z kartacza, jak najmocniejszymi detergentami a następnie posypałem ją zdrowo trocinami, żeby wchłonęły choć trochę zabrudzenia.


Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek przyjdzie mi wziąć do ręki takie narzędzia, jak kielnia czy paca. Ale co tam, jest Youtube, trochę determinacji, trochę cierpliwości, wiele zarwanych wieczorów i tak krok po kroku piwnica zaczęła się zmieniać w Jaskinię.
 

Oczywiście nie mogło zabraknąć wałka malarskiego, farb czy pędzli. Ale co to takiego dla osoby, która od lat zajmuje się malowaniem... figurek.


Powyższe zdjęcie Gobos zechciał skomentować poniższym - "Pan Kleks".


W swoich trudach znalazłem wsparcie, co z kolei można zobaczyć na zdjęciu poniżej. Sam Wódź janczarów wsparł mnie w malowaniu 'sklepienia'. Zdolny Gość, w dodatku napędzany płynami wzmacniającymi, które widać na parapecie. 


Po wykonaniu 'sklepienia' przyszedł czas na 'posadzkę'. Znowu dokształciłem się na YT, kupiłem zestaw do poziomowania i jakoś poszło. Z kolei ściany, które pomimo czyszczenia, gruntowania i kilkukrotnego malowania nadal dumnie prezentowały plamy oleju po wspomnianym warsztacie, postanowiłem przykryć deską elewacyjną (będzie widać na kolejnych zdjęciach). 


Co do terminów, miałem ambitny plan, że chcę skończyć całość w połowie sierpnia. Niestety z różnych względów (głównie niespodziewanych zwrotów akcji w moim życiu) cierpię ostatnio na permanentny brak wolnego czasu. Zanim się spostrzegłem, zrobił się koniec września i planowaną imprezę bitewną musiałem przenieść na wiosnę przyszłego roku. Jednakże uparcie, małymi krokami, dążyłem do celu. I tak przyszedł w końcu czas na wyposażenie jaskini.
 
 
Tak o to jedna z kolejnych wypraw do marketu budowlanego zakończyła się kupnem solidnej płyty, która miała posłużyć za przygotowanie blatu do grania.

 
Wyszperałem na ogłoszeniu używany stół, który posłużył za podstawę do blatu. Kupiłem go po okazyjnej cenie, dokręciłem ograniczniki, żeby blat się nie przesuwał, dokręciłem nogi i....

 
... najważniejszy element zgrabnie się zmaterializował. 

Żeby miejsce miało jako taką spójność, kupiłem sosnowe ławki ogrodowe - nie dość, że są całkiem wygodne, to jeszcze pasują do desek elewacyjnych, którymi zakryłem plamy po oleju.

Szarpnąłem się też na nową matę do grania - wymiar idealny pod zgrupowanie, bodaj 120 x 180. Tu nie oszczędzałem - musi być 'stajl'.

Dzięki temu, że w zeszłym tygodniu odwiedził mnie kolega, ochrzciliśmy tę piękną matę rozgrywając na niej starcie między Litwą a Moskwą (poziom zgrupowania).

Na drugim planie ławeczka i pled - wszak trzeba dbać o wygodę (na pierwszym planie rajtarzy moskiewscy ścigają jazdę litewską).


Chyba nieźle mi szło, bo car był rozweselony i przysłał mi karafkę z niebiańską manną, którą wraz z Hokiem skrzętnie się nasycaliśmy. Wynik końcowy wskazał na Moskwę, wszak nie to było tego dnia najważniejsze. Najważniejsze okazało się zwycięstwo nad piwnicą, którą udało mi się przekształcić w całkiem przyjemne miejsce do grania i z której, mam nadzieję i zamiar, korzystać ile wlezie na okoliczność uprawiania bitewnego hobby. Amen. 

 
P.S. 
 
Tytuł wpisu, zamierzenie, nawiązuje do nazwy mojego bitewnego bloga na 'starym' Bitewnym Zgiełku.

12 komentarzy:

robson pisze...

Jest moc, to sie nazywa projekt! A ile dumy i motywacji po skonczeniu :D

Mam nadzieję, że Alojzych Kleksów nie narobiłeś tym wałkiem? ;)

Jedna uwaga krytyczna: blat jest za mały ;) do grania na planszy 12x120 w sam raz, bo jest 60 cm zapasu na bibeloty, kostki, miarki, zbite podstawki, ale do grania 120x180 to już brakuje ;) Ja bym na Twoim miejscu pokusił się o 250-260 x 140. Na szerokość - dodatkowe po 10cm na łokcie i zeby się nie bać że figurki pospadają z krawędzi, a na długości - bo wtedy można próbowac grać dwie bitwy naraz (mieszczą się 2 maty 120 x 120) albo na spokojnie 180x120, mieszczą się bibeloty. A widzę, że miejsca masz dość, żeby sie i taki kolos zmieścił ;)

szeperd pisze...

Dzięki Rob. Z tym blatem to miałem dylemat. Też myślałem o większym, dokładnie z tych powodów, co piszesz, potem jednak zrezygnowałem, bo tam się musi jeszcze jedna rzecz zmieścić (w miejsce, gdzie ten stary rower stoi), a stół będzie inaczej obrocony. Chyba dokręce jeszcze półkę-parapet, żeby można właśnie było spokojnie rzeczy dodatkowe ustawić.

Michal DwarfCrypt pisze...

Gratulacje udanego projektu! Oprócz zwłok teściowej, ukrycia czerwońców w pończochach i starego rowerka można ją przeznaczyć do wyższych celów :)

brodaty_brutal pisze...

Pięknie! Mogę się tam wprowadzić? :D

szeperd pisze...

Dzięki Panowie! Uśmiałem się z tych "oprócz" setnie, he, he.

Możesz się wprowadzić. Z ogrzewaniem jest słabo i przylegająca łazienka jeszcze w ruinie, ale proszę bardzo!

MiSiO pisze...

To jest to! Własny gejming rum to marzenie każdego gracza.

Pepe pisze...

Zaczynając czytać post wiedziałem, że podołasz temu zadaniu. Przeczytałem wpis od deski do deski co mi się nie często zdarza i jestem w szoku!!! Nie tym jak dobrze Ci ta robota poszła choć chylę czoła ale tym, że przyglądając się twojemu zdjęciu doszedłem do smutnego wniosku. Zapeewne mijając Cię na ulicy bym Cię nie poznał Adrianie ;) Tyle lat minęło! No i włosy zeszły Ci z głowy na brodę :D

szeperd pisze...

Cieszę się, że Wam się podoba. Co do poznania na ulicy, to spokojna głowa, ja bym Cię zaczepił. Poza tym, jak mówił klasyk, jak włosy są ładne, to nie musi być ich k... dużo!

Zdrowia!!!

Seba Brodaty Ork pisze...

No jest moc, spełnienie marzeń każdego z nas:D Przestronnie, więc i warsztat malarski tam wciśniesz, schludne wykonanie i jeszcze łazienka obok. Ja bym się wprowadził:D Mam nadzieje, że dożyje własnej gawry ;) Wrzucaj jak najwięcej raportów bitewnych z tego miejsca! ;)

szeperd pisze...

Dzięki Seba! Wszystko przed nami.

miszczu pisze...

No i to się nazywa hobby przez duże H ;)
Gratuluję samozaparcia i efektu końcowego ;)

miszczu pisze...

A i mów gdzie to jest to pakuje swoje choragwie i przybywam ;)

Prześlij komentarz

RSS FeedRSS