W zeszłym roku miałem spore plany, co do Ogniem i Mieczem, ale za wiele z nich nie wyszło. Bywa. Udało mi się natomiast rozegrać kilka ćwiczebnych bitew, co zaowocowało przeglądnięciem mojej kurlandzkiej armii pod kątem zgodności z II edycją zasad. W wyniku tego przeglądu okazało się, że potrzebuję domalować dwie podstawki - pancernych rajtarów (żeby mieć pełny oddział M) oraz dowództwo na bazie 4x4 (takiego nie miałem). Dzisiaj udało mi się wreszcie dokończyć podstawki, które zacząłem malować bodaj jeszcze w czerwcu. Tym razem nie musiałem drukować sztandarów, ponieważ dostałem oryginalny zestaw od Wargamera. Ten, który niesie konny chorąży, jest co prawda przypisany piechocie, ale nie mogłem sobie odmówić jego użycia. Za bardzo mi się podoba i... przypomina inną chorągiew. Chciałbym w tym roku coś pograć w II edycję OiMa. Zobaczymy, co z tych planów wyniknie.
Na podstawce dowódcy zobaczyć możemy samego księcia Kettlera. Pozostałe figurki dobrałem wedle własnej fantazji, korzystając z zapasów, jakie nagromadziłem przez lata. Choć sceneria zimowa, dwóch delikwentów przeciera pot z czoła... widać, sytuacja na polu bitewnym nie jest najprostsza.
P.S.
To już prawie osiem lat, od kiedy pomalowałem ten podjazd.



6 komentarzy:
Świetni! Mnie brakuje oddziału piechoty ale bez kogoś do grania zawsze jest coś lepiej uzasadnionego do malowania.
Bardzo ladna robota! Gdybym tyle modeli do pomalowania nie miał to i bym się OiM zainteresował bardziej!
Dzięki za komentarze. U mnie to stara miłość jest, fajnie było wrócić na chwilę.
O ma świetny klimat ale jak z większością projektów - ciężko o przeciwnika. Za duży wybór.
Juź ci pisałem, że sztandary wymiatają.
No i już pisałem, bo przecierają czoło po styczniowo-noworoczno-postanowieniowym crossficie ;)
Sztandary to zasługa Wargamera, ja je tylko skleiłem.
P.S. ja dziś miałem zimowy crossfit, opowiem kiedyś, ale można się zgrzać przy -10, więc podstawka rozgrzeszona
Prześlij komentarz