sobota, 5 maja 2007

Przypływy szaleństwa

Miało być co tydzień… A wyszło jak zawsze. Ale teraz nadszedł kolejny sławny polski długi weekend, warto by wiec wykorzystać go na pościganie kolegów w blogowej rywalizacji (wiem, wiem nie ma takiej, ale jakoś musiałem zacząć wpis...).

No tak, ale wpis w blogu powinien być o czymś. A o czym jest ten? Otóż tak się zdarzyło, że wpadło mi w ręce co nieco styroduru. To był mój pierwszy raz, wiec oczywiście wpadłem w zachwyt nad jego właściwościami. Nie posiadając zbyt wyszukanych narzędzi poza nieodzownym nożykiem do tapet od razu wziąłem się do roboty, a dzieło szaleństwa tych kilkunastu minut możecie oglądać poniżej. Cóż mogę o nim powiedzieć, poza tym, że ma to być mój własny ZOC (Zone of conflict marker) do DBA? Może to, że jest mi trochę wstyd, gdyż nie wygląda i nie jest wykonany zbyt porządnie. Tak to jest z przypływami szaleństwa – najczęściej ich wynikiem są jakieś małe mutanty. Odnosząc to do tego „dziełka” to muszę przyznać ze popełniłem następujące błędy: niezbyt równe ciecie, nieprzemyślany do konca projekt (czego wynikiem jest ta imitacja roślinki zasłaniająca frapujące, aczkolwiek niezbyt doskonałe freski niedoszłego Michała Anioła…) i na koniec nazbyt szybkie malowanie (a właściwie pokrycie podkładem – myślałem ze na białym cos jeszcze dodam… ale pomnik zaczął przypominać cokolwiek, wiec wolałem już dalej go nie psuć…). I tak suma sumarum po jakiejś godzince mam cos, co może grać rolę znacznika na polu walki, znacznika, który ma szanse wtopić się w to pole walki… Dodam jeszcze, że oryginalny pomysł pochodzi od MiSiA i od niego pochodzi figurka senatora. Dlatego chciałem podziękować, ale i prosić o wybaczenie, że tak bardzo ten pomysł zepsułem. Mam nadzieje ze kolejne przygody ze styrodurem będą bardziej udane.

PS. I jeszcze zaległe zdjęcie gotowych najemników na MU, ci przynajmniej prezentują się jako tako…

piątek, 4 maja 2007

Mój własny plan zajęć

Kiedy w końcu dobrnąłem z przygotowaniami do Marsa Ultora do szczęśliwego końca, miałem już tak dość “modelowania”, że musiało ono pójść w odstawkę. Chociaż jednak farby leżały zamknięte bezpiecznie w pudełku, a nożyki i klej wylądowały na regale z innymi tego typu utensyliami to w głowie cały czas kompletowałem, kleiłem, malowałem. Powoli układał mi się plan moich przyszłych poczynań. Lubię mieć plan zajęć na tę bliższą i dalszą przyszłość. Nie żebym się takiego planu ściśle trzymał, ale świadomość w miarę jasno określonych celów działa na mnie mobilizująco.

Na początek wymyśliłem sobie oddech od wszystkiego co moje, czyli pomalowanie jakiejś figurki dla samej frajdy malowania. Tak się złożyło, że mój brat ma na tapecie akurat regiment zabójców trolli więc podprowadziłem mu jednego z tych krasnoludzkich wojowników i zagruntowałem go do malowania. W tym samym czasie nałożyłem też podkład na kilka makietek-przeszkadzajek, które mam zamiar użyć w czasie rozgrywek w Mordheim. Takie przeszkadzajki to wszystko co może służyć za osłony dla wojowników przed latającymi pociskami wrogów. Moje to dwa murki przygotowane z kamieni i kawałków deszczółki przytwierdzone do tekturowego paska, oraz kilka małych, plastikowych fragmentów makiet Games Workshopu do systemu Lord of the Rings, które nabyłem okazyjnie w zestawie DeAgostini. Przyjdzie mi się również zmierzyć z naprawą i pewnymi dodatkami do już posiadanych przeze mnie makiet zrujnowanych zabudowań przeklętego miasta. Na najbliższą przyszłość przygotowuje do malowania również moje Warhammerowe regimenty, które zapowiadają się na żmudną taśmową pracę, oj jak ja tego nie lubię. Oczywiście nie rzuciłem w kąt DBA, choć moja armia Rzymska idzie póki co w odstawkę. Na warsztacie są już za to wyselekcjonowani i przygotowani do malowania piesi wojownicy iberyjscy. Kawalerzyści czekają póki co w pudełkach na swoją kolejkę.

To tyle jeśli idzie o plany, a co do prac to już trochę ruszyły. Oczywiście kolejność pierwotnie założona jest już nieaktualna ponieważ pierwsze pod pędzel trafiły owe mordheimowe przeszkadzajki, których zdjęcia załączam. Co będzie dalej? Jedynie bogowie chaosu raczą wiedzieć...

Dla kolegów

Tym wpisem spełniam życzenia kolegów Brutala i Gobosa - to taki mały rzut oka na postęp prac przy Avengerach. Brutal pisał w komentarzach o lewej ręce – proszę bardzo, obciąłem celownik, umieszczany zwykle na pancerzu na plecach i zrobiłem z niego lornetę. Dlatego też głowa nie mogła mieć hełmu (bo niby jak, miałby się przez ten hełm i lornetkę ktoś patrzeć). Gobos chciał więcej, więc na zdjęciu jest trzech kolegów. Proszę nie zwracać uwagi na malowanie – są to ledwie pierwsze próby kolorystyki a pomazane w ten sposób miniatury dostanę jeszcze raz serię z czarnej farby. Na blogu to tyle w tym temacie, ponieważ planuję mały artykuł do sekcji fantastycznej, właśnie na temat różnego ‘pozycjonowania’ miniatur z plastiku. Sekcja fantastyczna jest ostatnio przeze mnie zaniedbana, historyczna bryluje zaś. Muszę się wziąć za pracę!

czwartek, 3 maja 2007

Strefa Kontroli w DBA, czyli opowieść o samobójcach

Problem tzw. Strefy Kontroli w DBA urósł w oczach graczy na całym świecie do rozmiarów mastodonta. Niezbyt jasny zapis z podręcznika do gry, stał się powodem niekończących się kłótni o jego interpretację, a także żartów, tych mniej i bardziej wybrednych. Sprawa stawała się jednak niezwykle paląca, kiedy na turniejach pojawiały się grupy ludzi, którzy we własnym gronie przyjęli wykładnie, różniące się od tych, których używali ich koledzy. Kolejnym, oczywistym krokiem było więc przygotowanie fanowskiego aneksu do zasad, który przedstawiał punkt widzenia na tę sprawę organizatorów imprez, i który obowiązywał w czasie rozgrywek na konwentach.

Moja przygoda z DBA wiązała się niemal od początku z obserwowaniem działalności amerykańskich graczy. To dzięki stronie Fanaticus, bodaj największej poświęconej DBA, stronom towarzystwa NASAMW (North American Society of Ancient and Medieval Wargamers) i graczy z The Washington Area DBA Gamers (WADBAG) poznałem bliżej problem i dowiedziałem się w jaki sposób radzą z nim sobie nasi koledzy zza oceanu.

Kiedy w lutym 2006 roku, gracze z WADBAG opublikowali w sieci swój Nieoficjalny Przewodnik po DBA (The Unofficial Guide to DBA), mieli na celu dwie rzeczy. Po pierwsze chcieli ułatwić początkującym graczom wejście w świat DBA. Po drugie zamierzali przedstawić szerszej publiczności w jaki sposób obecnie gra się w DBA, popularyzując jednocześnie ujednolicony punkt widzenia na zasady, używany na turniejach organizowanych, między innymi, przez NASAMW.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałem Nieoficjalny Przewodnik... zapiałem z zachwytu. Miał w sobie wszystko, czego brakowało podręcznikowi głównemu! Elegancja, jasne, klarowne przepisy, zestawienia i tabelki ułatwiające grę, czego chcieć więcej!? Również sprawa Strefy Kontroli opisana była tak przystępnie, że postanowiłem używać w organizowanych przeze mnie rozgrywkach tego właśnie podręcznika. Z dużą radością zauważyłem, że sporo znajomych graczy  dostrzegło wartość tej publikacji i zaczęło sięgać do niej przy każdej okazji. Wydawało się, że problem niejasności zasad został w ten sposób raz na zawsze zażegnany. Niestety, nic bardziej mylnego.

Kiedy jakiś czas temu, jeden z czytelników zarzucił mi wprowadzanie w błąd odwiedzających nas graczy lekko zdębiałem. Chodziło oczywiście o tę nieszczęsną Strefę Kontroli. Niestety nie udało nam się dojść do konsensusu, ani podczas dyskusji na stronie, ani później podczas rozmowy telefonicznej. Do obiecanej wymiany emaili nie doszło i tak sprawa nieco przyschnęła. I może tak by już pozostało gdyby nie prośba innego czytelnika, aby sprawą zająć się porządnie i przedstawić na Bitewnym Zgiełku wnioski ze studiowania zasad.

Wziąłem się więc powoli do zbierania odpowiednich materiałów i opracowywanie ich. Cóż jednak dałoby mi ponowne, dokładne przedstawienie mojego punktu widzenia? Doprowadziłoby to najwyżej do kolejnej dyskusji, w której słowo ścigałoby słowo. Zdecydowałem się więc na wysłanie zapytania do autorów Nieoficjalnego Przewodnika po DBA, traktując ich jako ostateczne autorytety w tym temacie.

Na nasze zapytania odpowiedzieli Chris Brantley i David Kuijt, osoby zapewne dobrze znane wszystkim miłośnikom DBA i czytelnikom forum i strony Fanaticus. W dalszym ciągu tekstu będę się powoływał na ich instrukcje dotyczące zachowania w wypadku wejścia w tzw. Strefę Kontroli, przy czym warto zaznaczyć co powiedział Chris, kiedy zapytaliśmy go o to w jaki sposób należy poruszać się w zgodzie z zasadami aby ich nie złamać. Oto jego słowa:

Zasady nie są w 100% jasne aby udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Odpowiem ci jak my je interpretujemy i gramy na turniejach usankcjonowanych przez NASAMW w Stanach Zjednoczonych, i jak zostały one opisane w Nieoficjalnym Przewodniku.

Miało być o Strefie Kontroli, a ja bajdurze niczym jakiś nawiedzony wierszokleta. Wróćmy więc do tematu. Sam zadecydowałem kierować się w DBA zasadami z Nieoficjalnego Przewodnika, dlatego wszystkie cytowane zasady dotyczące Strefy Kontroli będą nawiązywać właśnie do niego.

Co to jest Strefa Kontroli wszyscy wiedzą. Jest to obszar przed frontem oddziału, szerokości tegoż frontu i takiej samej długości. Długość skraca się w przypadku, kiedy w strefie kontroli znajduje się  oddział wroga i sięga tylko do tego oddziału (Blocking a ZOC - str.33 UGtDBA). Znamienne jest to, że autorzy Przewodnika podzielili część poświęconą poruszaniu się w Strefie Kontroli (str.34 UGtDBA) na dwie części. Tę poświęconą sytuacji kiedy oddział dopiero wchodzi w Strefę i tę, w której oddział już się w niej znajduję. Takie postawienie sprawy może stworzyć błędne przeświadczenie, że obie sytuacje bardzo się od siebie różnią, a to nieprawda!

Różnice widać na pierwszy rzut oka. Oddział rozpoczynający swój ruch w Strefie Kontroli może:
  • wycofać się bezpośrednio w tył nie zmieniając kierunku w jaki zwrócony będzie front jego oddziału,
  • dojść do kontaktu do walki wręcz z dowolnym oddziałem, w którego Strefie Kontroli się znajduje
  • lub może wyrównać się z dowolnym kontrolującym go oddziałem, z uwzględnieniem ograniczeń, o których opowiem za chwilkę.
Tymczasem oddział, który wchodzi w Strefę Kontroli, może poruszać się dowolnie, dopóki nie dotknie Strefy, po czym może:
  • dojść do kontaktu do walki wręcz z dowolnym oddziałem, w którego Strefie Kontroli się znajduje
  • lub wyrównać się z dowolnym kontrolującym go oddziałem, z uwzględnieniem ograniczeń, o których naprawdę już za momencik.
Różnica jest więc tylko zdroworozsądkowa, oddział wchodzący w strefę nie może z niej się wycofać w tej samej rundzie, w której w nią wszedł. Nie ma żadnych innych różnic pomiędzy tymi dwoma sytuacjami!
Jeśli idzie o “wyrównywanie się” z kontrolującym oddziałem, mieliśmy sporo problemów już z samym zdefiniowaniem słowa (w oryginale: to square). Z pomocą przyszedł nam David Kuijt, który napisał nam, że znaczy to:

Ustawić się równolegle do wrogiego elementu, tak aby narożniki elementów leżały dokładnie naprzeciw siebie, i tak aby ruch w przód oznaczał dojście do walki (róg do rogu i front do frontu).

A więc możemy wyrównywać się, uwzględniając ograniczenia, o których wspominałem powyżej:
  • w żadnym momencie naszego ruchu, przednie narożniki elementu, nie mogą oddalać się, od korespondujących z nimi przednich narożników wrogiego elementu
  • w żadnym momencie naszego ruchu, przednie narożniki elementu, nie mogą oddalić się, od wyimaginowanych linii biegnących od korespondujących z nimi przednich narożników wrogiego elementu
  • w żadnym momencie naszego ruchu, kąt pomiędzy linią przedniej krawędzi naszego elementu i linią przedniej krawędzi wrogiego elementu, nie może się zwiększać.
Skomplikowane? Tylko na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę to bardzo proste, ale żeby dobrze to zwizualizować, zrozumieć i zapamiętać, nieoceniony będzie przykład. I w ten sposób przechodzimy do mięsa, czyli czas na... 

Opowieść o samobójcach

Opowiem więc wam historię samobójców. Oto i oni, galijskie warbandy, które w przypływie szaleństwa rzucają się na trzykrotnie liczniejszą, zwartą formację, macedońskich nosicieli Sariss. Przyznacie, że nie są zbyt mądrzy? A może po prostu zdesperowani? W naszym przypadku posłużą   za modele, na których będę tłumaczył zasady postępowania ze Strefą Kontroli.

Poniżej widzimy więc grupę galijskich warbandów, których od Strefy Kontroli Macedończyków dzieli jeszcze kawałeczek stołu. Nie są więc póki co ograniczeni żadnymi zasadami i mogą wykonać dowolny ruch, póki nie dotkną jakiejkolwiek Strefy Kontroli wroga. Poniżej zaznaczyłem na fioletowo jedną z takich stref, do niej bowiem, w moim przykładzie, zbliżą się desperaci.


Warbandy ruszają w przód, zaledwie w chwilę później przednia krawędź elementu znajdującego się z prawej strony, dotyka obszaru ograniczonego ruchu, czyli Strefy Kontroli. Od tego momentu, ruch całej galijskiej grupy ograniczony jest przez odpowiednie zasady.


Właśnie tak, jak na zdjęciu powyżej, wyglądał schemat, który wysłaliśmy do autorów Nieoficjalnego Przewodnika..., z pytaniem co dalej? Jaki ruch możemy wykonać a jaki jest zabroniony? W jaki sposób możemy doprowadzić do tego, aby nasze oddziały “wyrównać” z oddziałami przeciwnika? Oto ich odpowiedzi:

Chris Brantley:
Atakująca grupa może poruszać się na wprost przed siebie, dopóki prawy róg, prawego elementu, nie dotknie wyimaginowanej linii wychodzącej z lewego narożnika oddziału, w którego strefie kontroli się znaleźliśmy. Od tego momentu, związana Strefą grupa powinna zacząć skręcać, aż linie przednich krawędzi obu grup, nie będą do siebie równoległe. Kiedy już do tego dojdzie, grupa może pójść do kontaktu do walki wręcz, lub wykorzystać pozostałe punkty ruchu na zbliżenie się do wroga. Może też zatrzymać się.

Atakujący grupa może również zacząć skręcać w miejscu, w którym dotknęła strefy kontroli przeciwnika.

David Kuijt:
Kiedy tylko grupa dotknie Strefy Kontroli, może wykonać kombinację dwóch ruchów:
  • skręt liczony od lewego narożnika (dopóki grupy nie będą do siebie równoległe)
  • ruch na wprost przed siebie
Można wykonać którykolwiek z tych ruchów, albo pewną ich kombinację, dopóki nie skończą się punkty ruchy, albo oddziały nie będą do siebie równoległe (wtedy nie można już dalej skręcać), albo prawy róg elementu znajdującego się z prawej strony nie wejdzie w Strefę Kontroli (w którym to przypadku nie może poruszać się nadal w przód bez skręcania).

Kiedy grupa będzie już równoległa do grupy przeciwnika, opcje ruchu dla niej dostępne zmieniają się na następujące:
  • przesunięcie się w bok o połowę szerokości podstawki lub mniej
  • ruch w przód, bez dojścia do kontaktu, tak daleko jak życzy sobie tego gracz i na ile pozwalają pozostałe punkty ruchu.
Przełóżmy to więc na naszych samobójców.

Grupa może więc zacząć skręcać już w tym samym momencie, w którym dotknęła Strefy przeciwnika (lub w dowolnym innym). Przerywa ten ruch kiedy oddziały znajdą się równolegle do siebie, po czym może poruszyć się w przód, nie dochodząc do kontaktu w walce wręcz, lub poruszyć się w bok o długość połowy podstawki, tak aby znaleźć się w pozycji “wyrównanej” do przeciwnika, z której można wyprowadzić ruch do zwarcia.


Możemy również, zamiast skręcania, poruszyć się w przód. Ten ruch musimy przerwać kiedy prawy róg naszego prawego elementu wejdzie w strefę kontroli przeciwnika. Od tego momentu, musi on zacząć wykonywać skręt, aż do chwili kiedy obie grupy będą do siebie równoległe. Znajdzie się wtedy w pozycji umożliwiającej ruch na wprost do ataku na swojego przeciwnika.

 

Cały czas należy również pamiętać, że można łączyć te dwa podstawowe rodzaje ruchów, dopóki nie przekroczymy żadnej z zasad. Tak więc możemy w naszej sytuacji wyjściowej najpierw trochę skręcić, nie doprowadzając do ustawienia równoległego, później poruszyć się w przód, nie dochodząc naszym prawym narożnikiem do Strefy Kontroli przeciwnika, aby w chwilę później wykonać kolejny skręt, itd.

To byłby już właściwie koniec mojej przydługiej opowieści, gdyby nie fakt, że rzeczy niedopowiedziane prędzej czy później odbiją mi się czkawką. Chciałbym więc przedstawić wam, naszą grupę samobójców, w nieco odmiennej sytuacji. Nie zawsze bowiem będziemy kontaktować się ze Strefą Kontroli przeciwnika przednią krawędzią naszego elementu. Czasami zrobi to któryś z jego narożników, jak na diagramie poniżej. Co wtedy? No cóż, przez analogię, do poprzednich sytuacji i wedle tłumaczeń Davida, powinniśmy zacząć skręcać naszym lewym narożnikiem, ponieważ nasz prawy narożnik, znajduje się już w strefie kontroli. Po doprowadzeniu do sytuacji, w której obie grupy są do siebie równoległe, pozostaje nam jeszcze tylko przesunąć się w bok, tak aby “wyrównać się” z oponentem i zaatakować.

To już na prawdę koniec. Mam nadzieję, że nie znudziłem was do szczętu, a za to, że troszkę pomogłem. Zasady dotyczące ruchu przed frontem przeciwnika, czy też tzw. Strefy Kontroli są naprawdę jasne i klarowne w ustaleniach naszych amerykańskich kolegów. Bierzmy z nich przykład i nie utrudniajmy sobie życia, tyle przecież przed nami jeszcze nie pomalowanych armii i nie stoczonych bitew...

Sławomir Okrzesik

środa, 2 maja 2007

Drugie podejście

Moje drugie podejście do WH40K to Eldarowie – świeży, ciepły jeszcze zakup (a raczej wymiana za Nekronów). Od kilku dni przeglądam różne numery WD oraz stronę GW, wyrabiając sobie jako takie pojęcie o tej armii. To, że niejaki Wraithlord opętał mnie już dobry miesiąc temu, to nieco inna historia – pewnego dnia przybliżę jej detale.
Żeby jednak w ogóle zacząć zabawę we wspomnianym systemie, potrzebne są oddziały z sekcji ‘Troops’. Do takich zalicza się właśnie jednostka Dire Avengers. Pudełko zawiera 10 sztuk plastikowych miniatur. Znalazłszy dzisiaj dosłownie kilka minut wyciąłem jednego z ramek i sprawdziłem ‘na sucho’, jak wygląda. Przy składaniu całego oddziału (i przyszłych także) mam zamiar odejść od póz przedstawionych choćby na pudełku – nudnych, regularnych i identycznych. Eldarowie to przecież smukli i zwinni wojownicy, tym bardziej więc należy im się nieco pracy z nożem i klejem, zanim pokryci zostaną farbą. Poniżej prezentuję próbę takiego właśnie ‘posing’u’. Pozwólcie, że się teraz oddam podcinaniu, przekręcaniu i sklejaniu całość. Wkrótce pochwalę się malowaniem.

RSS FeedRSS