Miało być co tydzień… A wyszło jak zawsze. Ale teraz nadszedł kolejny sławny polski długi weekend, warto by wiec wykorzystać go na pościganie kolegów w blogowej rywalizacji (wiem, wiem nie ma takiej, ale jakoś musiałem zacząć wpis...).
No tak, ale wpis w blogu powinien być o czymś. A o czym jest ten? Otóż tak się zdarzyło, że wpadło mi w ręce co nieco styroduru. To był mój pierwszy raz, wiec oczywiście wpadłem w zachwyt nad jego właściwościami. Nie posiadając zbyt wyszukanych narzędzi poza nieodzownym nożykiem do tapet od razu wziąłem się do roboty, a dzieło szaleństwa tych kilkunastu minut możecie oglądać poniżej. Cóż mogę o nim powiedzieć, poza tym, że ma to być mój własny ZOC (Zone of conflict marker) do DBA? Może to, że jest mi trochę wstyd, gdyż nie wygląda i nie jest wykonany zbyt porządnie. Tak to jest z przypływami szaleństwa – najczęściej ich wynikiem są jakieś małe mutanty. Odnosząc to do tego „dziełka” to muszę przyznać ze popełniłem następujące błędy: niezbyt równe ciecie, nieprzemyślany do konca projekt (czego wynikiem jest ta imitacja roślinki zasłaniająca frapujące, aczkolwiek niezbyt doskonałe freski niedoszłego Michała Anioła…) i na koniec nazbyt szybkie malowanie (a właściwie pokrycie podkładem – myślałem ze na białym cos jeszcze dodam… ale pomnik zaczął przypominać cokolwiek, wiec wolałem już dalej go nie psuć…). I tak suma sumarum po jakiejś godzince mam cos, co może grać rolę znacznika na polu walki, znacznika, który ma szanse wtopić się w to pole walki… Dodam jeszcze, że oryginalny pomysł pochodzi od MiSiA i od niego pochodzi figurka senatora. Dlatego chciałem podziękować, ale i prosić o wybaczenie, że tak bardzo ten pomysł zepsułem. Mam nadzieje ze kolejne przygody ze styrodurem będą bardziej udane.
PS. I jeszcze zaległe zdjęcie gotowych najemników na MU, ci przynajmniej prezentują się jako tako…
sobota, 5 maja 2007
Przypływy szaleństwa
Posted by robson on 20:05



0 komentarzy:
Prześlij komentarz